poniedziałek, 13 maja 2013

1.


Usłyszałam głośne trzaśnięcie drzwiami. Wystraszyłam się. Już ta godzina? Westchnęłam głośno i wtuliłam twarz w pościel. Niech to coś nawet nie próbuje wchodzić do mojego pokoju, bo go zabiję. Czy po prostu nie potrafi rozumieć, że ja chcę sobie postać... w ciągu tygodnia... w piątek... na dodatek w wakacje? 
- Wstawaj śpiochu!- krzyknął głośno i z hukiem otworzył drzwi.
- Spadaj!
- Nawet o tym nie myśl, żeby spać.
Wskoczył na mnie i odwrócił twarzą do siebie. Cmoknął mnie w usta.
- Dzień dobry, Loki.- Poruszył znacząco brwiami.
- Lou, dobrze wiesz, że nienawidzę jak tak do mnie mówisz i... i obudziłeś mnie!- Spojrzałam na niego groźnie.
Uderzyłam go poduszką...I jeszcze raz... Aż w końcu spadł w łóżka.
-Ała!- Wydarł się.- Wiesz nie moja wina, że moja siostra powiedziała to ciebie "Loki". Miała wtedy 2 lata i trudno było jej wymówić "Chloe". Po prostu tak jakby przestawiła litery...
- Tak, Louis. Wiem, słyszę to już któryś raz.- Mimowolnie usiadłam i uśmiechnęłam się do niego.- Wiesz, seksownie dziś wyglądasz. Dziewczyny będą piszczeć na twój widok.
Spojrzałam na niego zalotnie i poruszyłam brwiami, jak on przed chwilą. Zaśmiałam się razem z nim.
- Za to ty... Eee...- Podrapał się po głowie.- Szczerze?- Pokiwałam twierdząco głową.- Koszmarnie. Coś ty robiła w nocy?! Miałaś niezapowiedzianego gościa czy jak?
- Chyba nie jest, aż tak źle.- Puściłam mimo uszu jego komentarz.
- Uwierz mi, jest. Idź wziąć prysznic.- Rzucił mi bieliznę.- A ja uszykuję ci ciuchy.
Wstałam z łóżka i spojrzałam na niego.
-Czasem zastanawia mnie to, że ja pozwalam ci na wszystko. Włazisz do mojego pokoju bez pytania... - Zaczęłam wyliczać na palcach. Wybierasz mi ubrania... I na dodatek podajesz mi bieliznę. To dziwne.-Zrobiłam śmieszną minę, bo najwyraźniej go to rozbawiło.
- Idź już się szykować. Za dwie godziny samolot. Nie mam zamiaru się spóźnić.
- O cholerka, zapomniałam. Za 15 minut będę gotowa.
- Czyli 30 minut, okej.- Uśmiechnął się.- Masz tu oto to coś.- Podał mi to co wybrał.
Spojrzałam na to z niechęcią. Ale nie mogłam narzekać, bo zawsze wybierał wszystko co do mnie pasowało i wyglądałam dość ładnie.
-Idę na dół.- Wyszedł, a ja poszłam do łazienki.
Położyłam ubrania na koszu od prania. Spojrzałam w lustro. O fuck! Louis miał rację, wyglądałam koszmarnie. To przez to, że położyłam się spać dopiero o 1:30. Musiałam dokończyć pakowanie. Nie wiedziałam co mam jeszcze ze sobą wziąć, a co jak na razie zostawić. Był to przecież niepotrzebny problem, bo mama i tak za dwa tygodnie przyjedzie do naszego nowego mieszkania w Londynie z resztą rzeczy, których nie mogłam ze sobą zabrać. Ale jak na kobietę przystało, miałam straszny dylemat. Na dodatek stresowałam się strasznie. To mój pierwszy tak daleki wyjazd z dala od domu od 2 lat. Zawsze byłam gdzieś w okolicy, najdalej 30 km od domu, ale nie aż tak daleko. Louisowi najwyraźniej to nie przeszkadzało. A wręcz cieszył się, że będzie miał możliwość poznania kogoś innego. Zawsze był otwarty na ludzi i z łatwość przychodziły mu kontakty z nimi. Ja tego po prostu nie miałam w sobie. Zawsze byłam cicha i spokojna. Nie wyrywałam się zbytnio. To on zawsze mówił. Ja byłam takim jakby tłem lub plenerem, a on w roli głównej. Byłam mu za to bardzo wdzięczna. Jest kochanym przyjacielem... A właśnie nie wspomniałam, pomimo tego wszystkiego. Pomimo miłych słówek i czułych gestów, nigdy nie pomyślałam o nim jako o materiale na chłopaka. Był to prostu bliską mi osoba, był jak brat, którego nie miałam, ale bardzo potrzebowałam. Był obok mnie kiedy dopisywał mi humor i kiedy płakałam, ciągle mnie wspierał. Tak naprawdę, to jest cały czas przy mnie. Prawie 24 godziny na dobę. Od rana, w szkole, po południu, wieczorem. Kocham go bardzo mocno i powtarzam mu to przy każdej możliwej sytuacji.
Rozwiałam swoje myśli i teraz dopiero zauważyłam, że stoję pod prysznicem i myję włosy. Nie wiem, jak się tu znalazłam. Totalnie się wyłączałam. W ostatnim czasie zdarzało mi się to dość często. Wyszłam szybko  i wytarłam się porządnie ręcznikiem. Ubrałam się w beżową sukienkę na grubych ramiączkach i na to czarną kurtkę. Wysuszyłam włosy i spięłam w koka. Pomalowałam rzęsy i nałożyłam trochę podkładu, by lepiej wypaść wśród ludzi. Przeleciałam jeszcze pomadką po ustach i przejrzałam się w lustrze. Jest okej, mogę iść na śniadanie.
Zeszłam po schodach. Tak jak się spodziewałam, zastałam Louisa siedzącego na blacie kuchennym i przyglądał się jak mama robi dla mnie jajecznicę.
-Dzień dobry mamo.- Podeszłam do niej i dałam jej buziaka w policzek.
- Hej słońce.- Uśmiechnęła się do mnie i wyłożyła moje śniadanie na talerz.
- A ja dostane buziaka?- Lou puścił mi oczko i ukazał rząd bielutkich zębów.
- Nie.- Pokazałam mu język i zaczęłam jeść. Gdy przeżułam zapytałam mamy.- Mamuś...
- Tak?- Nie spojrzała na mnie.
- Tak w ogóle dlaczego wpuszczasz tego oszołoma o ...- Spojrzałam na zegarek.-... 7:30 do naszego domu i on później znęca się nade mną, żebym wstała. Jak dla mnie to z jego strony nieetyczne.
- Może powiesz mi dlaczego miałabym tego nie robić? Spójrz na tą jego słodką buźkę, te oczy i ten powalający uśmiech...
- Och, proszę pani...- Zaczął, ale moja mama mu przerwała.
- Jenny, zawsze ci  to powtarzam kochanie.- Puściła do niego oczko i uśmiechnęła się.
- Dobrze, no więc Jenny. Dziękuję, to były naprawdę miłe słowa.- Podszedł do niej i pocałował ją w policzek.
- Nie ma za co. Ja już muszę iść do pracy. Weźmiecie taksówkę tak jak się umawialiśmy.- Spojrzała na mnie.- Chloe...
Widziałam łzy w jej oczach.
- Oj, mamo. Nie płacz, bo też zacznę i się rozmarzę. A wtedy będzie koniec świat.- Podeszłam do niej i mocno ja przytuliłam.
- Będę za tobą tęsknić skarbie.
- Ja za tobą też, mamo.- Pocałowała mnie w czubek głowy.
- Chodź tu do nas.- Wyciągnęła rękę w stronę Louisa.
Ten podbiegł do nas i mocno się przytulił. Zaśmialiśmy się wszyscy.
- Jenny, zobaczymy się za dwa tygodnie tyle to wytrzymasz.- Uśmiechnął się do mnie i przestaliśmy się ściskać.
- Masz rację.- Przetarła oczy od łez i ucałowała go w policzek. - To ja już muszę naprawdę iść.
Wzięła swoją torbę i pomachała nam.
- Papa dzieciaki!- Wykrzyknęła jeszcze zamykając drzwi.
- Do zobaczenia!- Odkrzyknęliśmy równo.
Usiadłam do stołu i jadłam dalej śniadanie.
- Tak dla twojej informacji...- Louis wyszeptał mi do ucha.- Ten oszołom, przychodzi do ciebie tak wcześnie, bo sama tego chcesz.
- Dobrze wiesz, że nie reaguję na budzik. Nie moja wina.
- No niby nie twoja. Więc nie narzekaj. Bo i tak nie wytrzymałabyś jednego dnia beze mnie
- No zobaczymy- Pokazałam mu język.
- Ok.- Wzruszył ramionami.- Dobra taksówka zaraz będzie, więc skoczę po torby do twojego pokoju.
- Okej.- Nalałam sobie soku pomarańczowego i wypiłam szybko.
Po 10 minutach zbiegł na dół.
- No w końcu, już dawno przyjechała. Co ty tam robiłeś?- Spojrzałam na niego tupiąc nogą, z skrzyżowanymi rękami na piersi.
- No wiesz, fryzura i takie tam.
- Dobra, niech ci będzie. Idziemy już.
Wzięłam od niego jedną torbę i swoją torebkę. Założyłam buty na koturnie i wyszliśmy z domu, uprzednio zamykając drzwi. Żegnaj domku. Wsiedliśmy do taksówki i pojechaliśmy na lotnisko.
                                                                              ~*~
- Proszę zapiąć pasy, mamy nadzieję, że podróż była uda.- Usłyszałam głos stewardessy.
Serce zaczęło bić mi szybciej. Mocno ścisnęłam rękę Louis'a.
- Co jest słońce?- Spytał zatroskany i spojrzał na mnie. Ja nerwowo bawiłam się palcami lewej ręki. Nie chciałam spojrzeć mu w oczy.
- No bo wiesz... - Westchnęłam.- Co jeśli mnie nie polubią? Będę wyrzutkiem? I będą uważać mnie za dziwoląga?
- Chloe nie przesadzaj.- Zaśmiał się i złapał mnie za podbródek, podciągnął go do góry.- Spójrz na mnie.- Niepewnie to zrobiłam.- Na pewno cię polubią nie ma innej opcji.
- A co jeśli nie?- Patrzyłam mu w oczy z smutna miną.
- To zawsze masz mnie. Choćby nie wiem co, nie opuszczę cię. Dobrze wiesz, że cię kocham.- Uśmiechnął się do mnie.- I nie mają podstaw, żeby cię nie lubić. A jeśli nie, to trudno. Oni są inni, a nie ty.
Mimowolnie uśmiechnęłam się do niego. Zawsze wiedział jak poprawić mi humor.
-Dziękuję.- Pocałowałam go w policzek i przytuliłam się do niego, na tyle ile pozwalały mi pasy bezpieczeństwa.
                                                                                    ~*~
Po 30 minutach staliśmy już przed lotniskiem.
- Ta jest wolna chodź!- Louis pociągnął mnie za rękę w stronę taksówki.
Wsiedliśmy, a kierowca włożył nasze bagaże do torby wsiadł za kierownicę i pojechał pod wskazany przez Lou adres.
Z tego co wiedziałam mieliśmy wynajmować jakieś mieszkanie dość blisko centrum, w bloku. Tomlinson zajął się wszystkim, ja nie wiedziałabym co miałabym załatwiać. Wiem, jeszcze że obok nas ma mieszkać jakiś chłopak, z którym będziemy razem chodzić do szkoły i oferował nam swoją pomoc.
Najwidoczniej LouLou powiadomił tego chłopaka, bo ktoś stał pod blok i na jego widok się uśmiechnął.
- Cześć. Jestem Louis Tomlinson. A to moja przyjaciółka Chloe Johnson.- Podaliśmy sobie nawzajem ręce i uśmiechnął się do nas przyjaźnie
- Miło was w końcu poznać. Ja jestem Liam Payne. Chodźcie zaprowadzę was. - Kolejny raz uśmiechnął się do mnie.
Był to miły chłopak, od razu na sam jego widok można to było stwierdzić. Nie pomijając najważniejszego faktu, że był on strasznie przystojny. Jego oczy powalały na kolana. Louis stwierdził kiedyś, że ktoś ma oczy jak sarenka. Nie wiedziałam za bardzo, o co mu chodzi, ale teraz zrozumiałam. I to pojęcie doskonale pasowało do Liama. Mam nadzieję, że zaprzyjaźnimy się z nim. Nie ma innego wyjścia.
Zaprowadził nas na sama górę, na 14 piętro. Poinformował nas jeszcze, że jeśli potrzebowalibyśmy jakiejkolwiek pomocy to mieszka tuż obok nas w mieszkaniu numer 34A, my mieliśmy 34B. Fajnie się złożyło. Później poproszę go, by oprowadził nas po Londynie. Bardzo chcę zwiedzić to miasto i wiedzieć o nim wszystko. Już samo powietrze było tutaj magiczne.
Tommo zakrył mi oczy dłońmi i otworzył drzwi. Opuścił je dopiero, gdy staliśmy dopiero na środku pomieszczenia.
-Wow! Louis!- Zatkało mnie. Rzuciłam się na niego. Przez co upadliśmy na podłogę głośno się śmiejąc.
Mieszkanie było ogromne. Jak dla mnie był to apartament, jednak nie dostał takiego miana. Znajdowały się w nim 3 sypialnie, z czego dwie miały osobne łazienki. Hol połączony z wielkim salonem. Oraz przestronną i elegancką kuchnią. No i nie zapominając wspomnieć o balkonie z widokiem na Big Ben'a i London Eye. Cudo! Wymarzyłam sobie takie mieszkanie, chociaż nigdy nie pomyślałabym, że będę w takim mieszkać.
Jednymi słowy kocham Louisa.
- Dziękuję, dziękuję, dziękuję...- Zaczęła przytulać go z każdej strony i tak go wycałowałam w policzki, że były całe czerwone.
- Jejuniu...- Był w szoku. Zaśmiałam się i usiadłam na podłodze, z szerokimi oczami i wielkim podekscytowaniem.
- Zdałam sobie sprawę, że nie powiedziałam ci dzisiaj, że cię kocham. Więc... Kocham cię!- Ponownie rzuciłam się na niego.
- Nie! Proszę, starczy już.- Zepchnął mnie z siebie i usiadł na mnie.
- Złaź!- Wykrzyknęłam.
- Udusiłabyś mnie, więc to, że siedzę na tobie to nic.- Przekręcił głowę na bok i pokiwał nią, potwierdzając własne słowa.
- Ale jeśli będziesz na mnie siedział, to mogę wykrwawić się wewnętrznie.- Spojrzałam na niego z udawaną złością.
- Nie wydaje mi się, ale dla świętego spokoju zejdę z ciebie. - Podniosłam się z podłogi i otrzepałam sukienkę.
- Idę się przespać.
                                                                                  ~*~
Obudził mnie głośny śmieć. Co to było? Ziewnęłam głośno i wstałam z kanapy. Skierowałam się do kuchni, bo stamtąd pochodzimy tajemnicze głosy.
- Co tu się dzieje?- Przetarłam dłońmi oczy, by choć trochę powrócić do teraźniejszości.
- A nic, Liam opowiadał mi swoją historię, gdy pierwszy raz tu przyjechał i gonił go maaały pies...- Podkreślił te słowa.
- Może i był mały, ale okropny!- Zarzekał się Li.
- Mały, nie mały, ale pies. A niektóre psy są okropne.
- Nawet ona trzyma moją stronę.
 Wzruszyłam ramionami i wyciągnęłam z swojej torby butelkę z piciem i upiłam łyk.
- Chloe.- Spojrzałam na chłopaków.
- Tak?
- Idziesz z nami na miasto.- Uśmiechnął się do mnie Liam.
- Z miłą chęcią tylko się przebiorę.
- To my poczekamy.
Szybko pobiegłam do torby i wyciągnęłam parę luźnych szortów i bluzkę z nadrukiem "London Girl" na na ramkach.
Wróciłam po 5 minutach już ubrana.
- Już.- Włożyłam jeszcze telefon do spodni i wyszliśmy z mieszkania.
                                                                                       ~*~
-To gdzie najpierw idziemy?- Spytał Li.
-Wiesz, zawsze chciałam się przejechać tym czerwonym piętrowym autobusikiem.- Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się szeroko. - Tak, chcę na autobus!- Wydarłam się.
- Ona tak zawsze?- Spytał się po cichu Louis'a.
- Słyszałam to!- I z udawaną złością wskazałam na niego palcem.
- Tak, to norma. Ale za to ją właśnie kocham.- LouLou podszedł do mnie i pocałował mnie w czoło.
- Ja ciebie też skarbie.- Puściłam mu oczko.
- Czy wy ten teges?- Pokazywał palcem to na mnie, to na Louis'a.
- Skądże, to przyjaciółka. Prawie jak siostra.
- Yhym. On ma rację. Mój kochany braciszek.- Poczochrałam go zadziornie po włosach.
- Ej! Fryzura!- Poprawił szybko włosy.
- Co za ludzie...- Liam się zaśmiał. Spojrzeliśmy na niego krzywo i poszliśmy dalej.
                                                                                         ~*~
-Chloe, opowiedz coś o sobie.
Siedzieliśmy właśnie w kafejce, bo zgłodnieliśmy. Zamówiliśmy kawę i ciasto, było wyśmienite.
- A co chciałbyś wiedzieć?
- Hmm... Ile masz lat?
- 17.- Upiłam łyka kawy.
- Imię mamy, taty, rodzeństwa...
- Praprababci tez chcesz?- Zaśmiałam się.
- Nie, nie. Tych co wymieniłem to starczy.
- To tak, mama Jenny. Ojca nie znam, ale wiem, że ma na imię Tom. Rodzeństwa nie mam, chyba, że wliczyć tego głupka.- Pokazałam palcem na Louisa, który wcinał teraz ciasto.
- Cfpo?- Spytał zdziwiony.
- Nic, nic. Jedz.
Liam uśmiechnął się do niego i poklepał po ramieniu.
- Imię ostatniego chłopaka?
Zatkało mnie, zakrztusiłam się. Po co mu to było? Ręce zaczęły mi się trząść, na wspomnienie wydarzenia sprzed roku.
Spojrzałam przerażona na Louis, zrobiło mi się niedobrze.
- Stary...- Zaczął Lou i Li spojrzał na niego zdezorientowany.
- O co chodzi?
Nikt mu nie odpowiedział. Siedzieliśmy cicho. Ogarnęłam się jakoś. Przecież to przeszłość i to nie wróci.
- Miał na imię Steave i zerwałam z nim ponad rok temu.- Tommo był zdziwiony, że z taką łatwością mi to przyszło. Sama nawet nie mogłam w to uwierzyć. Jednak może nie jestem taka słaba jak mi się wydaje? Ale to miasto ma na mnie jakiś wpływ? Jedno wiem, ta przeprowadzka wyszła mi na dobre.
- To tera ty, Li, pochwal się. Imię dziewczyny? Wiem, że ją masz. Nie pytaj skąd. Przeczucie.- Machnęłam ręką i się zaśmiał.
- Daniell.
- A chodzi do tej samej szkoły co my ? - Dopytywał się Lou.
- Nie, w Londynie, ale nie w tym samym college'u.
- Aha.- Zamyśliłam się. Wiem.- Znienawidzeni ludzie ?
- Oho oho. Jest taka jedna banda w szkole.- Nachylił się nad stolikiem i my zrobiliśmy to samo.- Jest ich czterech, plus ich lalunie. Pokaże ci ich w poniedziałek na zajęciach. Ale uwierz mi, uważają się za lepszych i ważniejszych, bo ich rodzice mają kasę. A oni sami mają jakieś czarne układy. Nikt się w to nie zagłębia, bo to nie jest bezpieczne. Ktoś kiedyś wtrącił w to swój nos i skończył popity w szpitali. Było z nim ciężko, ale wyszedł z tego. Jak wszyscy pytali co się stało, kto mu to zrobił, odpowiadał "oni". Więc nikt się w to nie zagłębiał.- Zaśmiał się i wystraszył tym nas.- Cóż za ponura atmosfera, ale uwierzcie mi to zwykłe lamusy, nic nie warte.
Długo jeszcze rozmawialiśmy, ogólnie opowiadał Liam, bo po pytaniu o "Steave", jakoś nie zagłębiał się w moje historie. Najwyraźniej wyczuł, że coś jest nie tak i odpuścił. Polubiłam go i to bardzo. Po dzisiejszym wypadzie na miasto, bardzo chcę poznać Dan, z tego co opowiadał jest fajna. A ja potrzebuje koleżanki, mimo, że mam Louisa. Ale czym więcej to chyba lepiej, tak? Więc cel na następny tydzień: "Poznać Danielle i znajomych Liama. I wszystkich innych fajnych ludzi jakich się tylko da!".
__________________________________________________________________________________________________________

I jest rozdział pierwszy. Mam nadzieję, że przypadł Wam do gustu.
Bardzo Was proszę o komentarze to dla mnie bardzo ważne.
Pozdrawiam :* ♥
P.S. Zapraszam na mojego Twittera : @Madzia0Rh, możecie zadawać mi pytania. Zawsze odpowiem.
Tak, że tego do zobaczenia w przyszłości...

5 komentarzy:

  1. Jezu, jezu, jezu. KOOOOOCHAM to opowiadanie, chociaż poznałam tylko pierwszy rozdział i prolog, ale wiem,że jest idealne, cudowne, piękne, fantastyczne i wgl. I mam nadzieję, że nie będzie tak jak większość blogerek, że napisze 10-20 rozdziałów i opuści bloga. Tym bardziej, że zaimponowało mi, że to opowiadanie jest o 1D. I będę tu zaglądała jak najczęściej i wgl.. I może sie powtarzam, sama nie wiem, ale proszę, poinformujesz mnie następnym razem o dodaniu rozdziału na tt? Bo się boję, że nie zauważę czy coś. Dobra, z lekka się rozpisałam i wgl, a więc czekam na kolejny rozdział, i jeśli masz wenę, to proszę pisz dłuższe. <3
    @Oliifka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale dużo miłych słów, nie spodziewałam się. Jestem ile zaskoczona. Dziękuję ci naprawdę :* ♥

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Za 3 tygodnie może, ponieważ oddałam laptopa do naprawy i nie wiem jak to będzie. Chyba, że postaram się w jakiś sosób go napisać.
      Przepraszam xx

      Usuń
  3. Piknie piszesz ! Z ciekawości chce się czytać daleej! :-D

    eg.

    OdpowiedzUsuń