wtorek, 18 marca 2014

14.

Dzień dobry kochani! :)
Wiem, to trochę dziwne i nie fair, że rozdział dopiero teraz, ale tak naprawdę naszła mnie właśnie ochota, żeby dokończyć ten rozdział.
Także zapraszam, miłego czytania ♥




Kiedy otwieram drzwi widzę przed sobą Niall'a.
-Co się stało?-Jest strasznie zdenerwowany.
-Chcę o czymś z tobą pogadać, więc nie stresuj się tak i choć.-Ciągnę go w stronę sypialni. Widząc miny na twarzach Louisa i Liama, wybucham śmiechem. Są tak zaskoczeni, że śmiech jest najodpowiedniejszą rzeczą jaką mogę zrobić. Dopiero co Harry wyszedł stąd 10 minut temu, ja już znajduję sobie nową ofiarę. Nic dziwnego, że nie mogę powstrzymać się od uśmiechu na twarzy. Zamykam za sobą drzwi.
-Czemu się śmiejesz?-Na twarzy Horana pojawia się szeroki uśmiech, rozbawił go mój śmiech.
-Z chłopaków, bo dopiero co wybiegł stąd Styles, ty już tu jesteś. W ich oczach musi to wyglądać dwuznacznie.-Parskam śmiechem i siadam obok Niall'a.
-Więc o co chodzi Loe?-Opiera łokcie na kolanach i odwraca głowę w moją stronę.
-Dlaczego mnie tak nazywasz?-Przeciągnę to na tyle, ile mogę. Naprawdę się nad tym zastanawiam, dlaczego wybrał akurat taką ksywkę, a nie inną.
-Wpadłem na to dwa dni temu.-Wyjaśnił.-Powtarzanie co chwilę Chloe to, Chloe tamto, robi się nudne.-Powinnam czuć się tym urażona. Ale z tego wszystkiego uderzam się dłonią w czoło. Niall zaśmiał się na ten gest.-A Loe to końcówka twojego imienia, więc pomyślałem, czemu nie?
Entuzjazm na jego twarzy, aż wytwarza przyjemną aurę wokół całej jego osoby.
-To słodkie.-Wypalam, nie zastanawiając się nad tym.
Spojrzał na mnie zaskoczony, kolejny raz zauważyłam w jego oczach ten dziwny błysk. Spoważniał. Przysunął się do mnie i złapał mnie za rękę. Nie wiedziałam co zrobić, wyrwać się z jego uścisku? Wtulić się w niego? Z całego tego zamieszania nie ruszyłam się. Siedziałam tam i pozwalałam na to, by koniuszkami palców muskał moje.
-Niall, nie po to kazałam ci tu przyjść. Najwyraźniej źle mnie zrozumiałeś.
Z całego serca chciałabym uniknąć takie sytuacji, jednak wiedziałam, że to kiedyś nastąpi. Muszę wyjaśnić mu, żeby nie robił sobie niepotrzebnych nadziei. Jednak nie potrafię. Nie chcę ranić go jeszcze bardziej. Pozwalam mu na to, żeby siedział koło mnie i patrzył mi w oczy swoim hipnotyzującym spojrzeniem.
-Masz rację.-Puszcza moją dłoń i siedzi wyprostowany.-To co chciałaś wiedzieć?
Uśmiecham się, próbuję jakoś rozluźnić dziwną atmosferę panująca wokół nas.
-Co się dzieje z wami wszystkimi? Nie rozumiem niczego z dzisiejszego dnia. Unikacie mnie przez cały czas, to nie jest miłe. Chyba o tym wiesz. W dodatku martwię się o Harry'ego.-Spuszczam wzrok. Tak wiele pytań pozostaje jeszcze bez odpowiedzi, muszę dowiedzieć się najważniejszego.-Pytam się, co się dzieje?
Moje pytania stają się coraz bardziej natarczywe. Potrafię wyczuć, że wywieram na Niall'u presję, więc daje sobie spokój i czekam na odpowiedz.
- To nie jest coś, o czym powinnaś wiedzieć. Przykro mi, że nie mogę ci tego powiedzieć. A co do Harry'ego, nie musisz się obawiać.
-Nie jestem tego taka pewna. Kiedy dowiedział się, że wróciłam ze szkoły do domu z jakimś chłopakiem, wkurzył się i wyszedł z mieszkania nic nie mówiąc. Więc jak najbardziej mam prawo się o niego martwić Niall.
-Tego coś nie powinno wywołać u niego furii. Wszystko będzie dobrze.
-Furii? Co masz na myśli?-Odwróciłam się cały ciałem w jego stronę, żeby bardziej skupić się na jego odpowiedzi.
-Są pewne sprawy, przez które wpada w kompletny szał. Robi głupie rzeczy, nie można nad nim zapanować. Jest jak tykając bomba.-Spojrzał mi w oczy.- Cholera Chloe, nie powinienem ci nic mówić. Powinnaś dowiedzieć się tego od niego.
-Proszę cię. On nie ma zamiaru mi nic mówić. A niewiedza zasmuca mnie jeszcze bardziej. Chciałabym wiedzieć, co się z nim dzieje, ale on mi to utrudnia. A to, że wytłumaczysz mi dlaczego jest zły, nie jest czymś strasznym. Powinnam o tym wiedzieć.
-W sumie masz rację. ale Loe nie mów mu nic, że wiesz cokolwiek ode mnie.
-Obiecuję.-Uśmiecham się, żeby zachęcić go do odpowiedzi.
-Wiesz, część rzeczy, którą o nas usłyszałaś jest kompletną bzdurą, ale to co wydawało by się niedorzeczne, jest prawdą. Przebywanie z nami nie jest do końca bezpieczne, tak jak myślisz. Każdy z nas ma swoją mroczną stronę. Nawet Andy, czego nie powiedziałabyś z pewnością. Są rzeczy, których naprawdę nie mogę ci powiedzieć, ponieważ byłabyś wtedy w niebezpieczeństwie i nie moglibyśmy ci pomóc. Wiem, brzmi to niedorzecznie.-Zaśmiał się nerwowo. Nic z tego nie rozumiem. Są przecież normalni, tak jak ja czy Louis.
-Dlaczego w ogóle mówisz o takich rzeczach? Jesteś zwykłym nastolatkiem, chodzisz do szkoły. Nie macie żadnych problemów.
-Nie mogę już dłużej tu siedzieć.-Wstał, złapałam go za rękę.
-Dlaczego? Niall, dlaczego?
-Powiedziałbym coś za dużo, a nie chcę tego. W dodatku odbywa się impreza i muszę wszystko przygotować.-Przestępuje z nogi na nogę, zanim decyduje się, żeby podejść do drzwi i nacisnąć klamkę. Wstałam mimowolnie. Odwrócił się do mnie.
-Pamiętaj, niektóre rzeczy, które o nas słyszałaś są prawdą.-Z wypowiedzeniem ostatniego słowa znika z pokoju. Wybiegłam za nim. Widziałam tylko jak z uśmiechem żegna się z chłopakami i wychodzi z mieszkania.
Stałam tam na środku salonu i nie wiedziałam co mam robić. Co jeśli Niall mówi prawdę, a Louis miał rację, że powinnam mimo wszystko uważać na Harry'ego? Po rozmowie z Horanem zamiast odpowiedzi, mam jeszcze więcej pytań. Przysiadłam obok chłopaków. Przysłuchiwałam się ich rozmowie, tak naprawdę nic nie słysząc.
-Liam, powiedz mi wszystko co wiesz o Styles'ie i całej reszcie.-Wypalam nagle i marszczy czoło.
-Wiesz więcej ode mnie. Spędzasz z nim dużo czasu, więc dlaczego pytasz akurat mnie?-Jest po prostu zdziwiony, nie złośliwy. Lou patrzy na mnie z pytaniem wymalowanym na twarzy.
-Nie ważne, powiedz mi błagam.- Z desperacji siadam na dywanie i kładę ręce na jego kolanach. Musi to wyglądać dziwnie, ale nie przejmuj się tym w tej chwili.
-Ok, więc co miałbym ci jeszcze powiedzieć oprócz tego co wiesz?-Zadaje to pytanie sam sobie, więc nie przerywam mu.-Nie są idealni. Nie chcę ci tu mówić, co powinnaś zrobić, tylko wyrażam swoje zdanie.-Potakuję i słucham dalej.- Słyszałem plotki, że niedawno mieli jakiś problem z prawem, z policją. Do końca nie wiem o co chodzi. Na swoim koncie mają pełno bójek, ofiary zazwyczaj trafiały do szpitala, ale nikt nie umarł. Jest jeszcze jedna taka grupka, co prawda starsi od nas, ale to nie robi żadnej różnicy, jak dla nich. Nienawidzą się i co chwile są między nimi jakieś sprzeczki. Podobno, któryś z nich ma dziecko, ale to chyba najgłupsze, co mogłem słyszeć.-Nie odrzucaj tego od razu, może to być prawda.- Hmm. Ojciec Styles'a siedzi w więzieniu. O, i podobno niektóre sprawy tak go denerwują, że staje się wtedy kompletnie szalony i nie wie co robi.
-A byłeś... no wiesz, świadkiem takiego napadu Harry'ego?-Mój głos jest strasznie cichy, to chyba z nadmiaru wiadomości, jakie mi dostarczył. Wszystko to może okazać się prawdziwe.
-Tak, jedyny raz. Była wtedy jakaś impreza w zeszłym roku na polanie w lesie. Co prawda nielegalna, więc prędzej czy później pojawiła się policja. Pamiętam jak przyszła pewna grupa chłopaków, której nigdy nie widziałem. Podeszli do Harry'ego i reszty. Kłócili się o coś i przepychali, któryś z nich nakrzyczał na Harry'ego, nie wiem o co chodziło. Wkurwił się i to strasznie. Chłopacy próbowali go uspokoić, jednak na marne. Tamten śmiał się z niego i wtedy, bum. Nie wytrzymał, wyrwał się. W tle słychać było syreny policyjne, najwidoczniej ktoś poinformował o imprezie. Jednak Styles'a to nie interesowało, szarpał się z tamtym chłopakiem, rzucali czym się dało, aż w końcu Harry chwycił metalowy pręt i z całej siły uderzył nim chłopaka w głowę. Zemdlał, a on wraz z paczką uciekł i nikt go już nie widział przez tydzień.
Co to miało być?! To okropne, co zrobił. Zaczynam bać się Harry'ego, tego którego tak usilnie broniłam. A mogło się okazać, że jest zwyczajnym draniem. Nic nie ma sensu.
-I przypomniało mi się jak nazywał się ten pobity chłopak.-Podrapał się po głowie.
Dostałam sms'a od Harry'ego.
"Czekaj na mnie w holu. Przyjadę jak najszybciej się da. Harry."
-Jak?-Uklęknęłam na kolanach wpatrzona w Liama.
-Robbie Riggs.
Opadłam z powrotem na dywan, telefon wpadł pod stolik, pokój zaczął wirować, potem nie widziałam już nic.
O mój Boże. Co ja zrobiłam...

Harry's POV
Zatrzymałem samochód przed bardzo dobrze znanym mi budynkiem. Spojrzałem w lusterko, wyglądałem koszmarnie. Rozcięta warga, podbite obok, jak mogłem dać tak sobą poniewierać? Zacisnąłem dłonie w pięść i zauważyłem, że moje kłykcie krwawią. Przetarłem ręce w spodnie i wyszedłem z samochodu. Jakby tego było mało, jestem spóźniony i to dobre dwie godziny. Wiem, że czeka mnie rozmowa, tylko czy powiedzieć jej wszystko? Nie wiem, cholera naprawdę nie wiem.
Wchodząc do budynku, zauważyłem, że w recepcji nie ma tej natarczywie miłej pani. Tym gorzej.
Rozejrzałem się, jest. Siedziała na fotelu, w zasadzie spała. Postanowiłem ją obudzić. Podszedłem do niej.
-Chloe, obudź się proszę.-Lekko szturchnąłem ją w rękę, wystarczyło by otworzyła oczy.
-Harry?-Zdziwiła się, przeciągnęła się i usiadła prosto. Odsunąłem się od niej. -Co ty tu robisz?
Czułem jak zaczyna się wkurzać.
-Obiecałem, że po ciebie przyjadę.-Spuściłem wzrok.
-Tak! Dwie godziny temu! Gdzie byłeś, hmm?-Spojrzałem jej w oczy. To nie ma sensu. Założyła ręce na piersi.
-Nie mogę ci powiedzieć.
-Ach, racja. Zapomniałam już, że ty nic mi nie mówisz.-Fuknęła w odpowiedzi.
-Przestań.-Wysyczałem i zacisnąłem ręce na oparciu fotela.
-Bo co? Mam prawo być zła, praktycznie jestem cholernie wkurzona. Ale czy to ma jakiekolwiek znaczenie, skoro pan Styles ma mnie gdzieś?!-Wykrzyczała mi to w twarz, to nie było miłe i było zbyt odważne.
-Na co ci znać to wszystko?!-Nie chcę być potulny.-Po co ci znać wszystko o mnie, o nas, o tym całym gównie? To nie jest coś, co powinno cię kurwa interesować! To jest moje życie.
-Tylko nie zapominaj, że jestem już w to wszystko wplątana!
-Nawet nie wiesz, jak tego żałuję, że cię w to wciągnąłem. Wpieprzasz się tam gdzie nie powinnaś.
-Tak myślisz?-Zmrużyła oczy. Szykuje coś jeszcze. Wcale mi się to nie podoba.
-Tak!
-Dlaczego nie powiedziałeś mi nic o Robbie'm? Że znasz kogoś takiego? I wyjaśnij mi dlaczego muszę się tego dowiadywać od innych?!
-To kim jest, co robi, to też nie twój interes. To, że go poznałaś, nie powinno się w ogóle zdarzyć!
-Ale jednak! I wiesz, co ci powiem, jest nawet milszy od ciebie!
-Cofnij to kurwa.-Zerwałem się z miejsca.-Na jakiej podstawie tak myślisz?!- Chwyciłem ją za ramię, chyba zbyt mocno, bo się skrzywiła. Nie obchodzi mnie to teraz.
-Chociażby dlatego, że on mnie nie uderzył przy pierwszym spotkaniu!-Wyrwała się.-Nigdy cię nie zrozumiem! Starasz się być lepszy, ale ci to nie wychodzi. Wręcz odwrotnie, jesteś jeszcze gorszy!
-Nie masz prawa tak mówić! Fakt, że tutaj z tobą jestem, świadczy o tym, że się zmieniłem.
-Tylko czemu ja tego nie widzę?-Jej złość powoli zamieniała się w smutek. Widać to było w jej oczach.
-Nie mam pojęcia. Robię wszystko co tylko mogę. A ty tego nie doceniasz!
-Zamknij się wreszcie! To nie ty powinieneś tu wrzeszczeć!- Teraz stała naprzeciwko mnie. Nie była tą samą dziewczyną, którą poznałem na początku. To ona się zmieniła.
-Jesteś cholernym dupkiem! Nie masz szacunku dla nikogo! Jestem ciekawa, ile dziewczyn zraniłeś swoją obojętnością! Po co mówiłeś mi, że będziesz inny, że chciałbyś, żeby nam razem wyszło? Skoro nic mi nie mówisz! Cholera Harry, ja nic o tobie nie wiem!
-To może i nawet lepiej.-Zmroziłem ją spojrzeniem. Nie wystraszyła się, wręcz dodało jej to odwagi.
-To wszystko nie ma już sensu! Zastanawia mnie to, dlaczego taki jesteś? Najwidoczniej matka nie nauczyła cię szacunku.
-Nie mów nic o mojej matce, skoro jej nie znasz!- Wkurzyłem się i to strasznie. Byłem spięty, nie mam ochoty wysłuchiwać jej oskarżeń.
-Na pewno miała cię gdzieś, nie interesowała się tobą. I dlatego wyrosłeś na takiego skurwysyna!
-Chloe jesteś pierdolona suką!-Nachyliłem się nad nią, skuliła się. Wreszcie się bała. Przerażona patrzyła w moje oczy.
-Powtórz to?-Pojedyncza łza spłynęła po jej policzku.
-Jesteś suką...-Wyszeptałem. Zaczęła płakać. Odwróciła się ode mnie i pobiegła w stronę windy. Pech by chciał, że od razu do niej wsiadła. Pobiegłem za nią, ale nie zdążyłem. Widziałem tylko zamykane drzwi i wyciągnięty środkowy palec w moim kierunku. Usłyszałem jej cichy szloch, a później tylko cisza. Ta cholerna cisza, która była okropna. Nienawidzę siebie. Wybiegłem z budynku w stronę auta. Z całej siły kopnąłem w drzwi samochodu. Jestem dupkiem.


______________________________________________________________________

Mam cichą nadzieję, że Wam się podobało.
Liczę na mały komentarz od każdej osoby, która to przeczyta.
Nie bójcie się, czytam każdy z osobna. Opinie są dla mnie bardzo ważne :)
@Madzia0Rh