wtorek, 30 lipca 2013

3.

- Louis! Oddaj mi torebkę!- Pobiegłam za nim do salonu. 
- A przeprosisz?
- Nie. 
- To nie oddam!
- A tak w ogóle za co mam cie przeprosić? - Stanęłam na środku pokoju i założyłam ręce pod boki. Spojrzałam na niego z uniesionymi brwiami. 
- Jak to za co?!- Krzyknął i też się zatrzymał.- Zjadłaś moje marchewki! I wzięłaś mój żel! A dobrze wiesz, że nie możesz.
- O takie głupstwa się obrażasz...
- Ooo! Wypraszam sobie. To nie są żadne głupstwa. 
- Nie marudź. Jak wrócę z pracy to kupię ci te marchewki, okej? - Uśmiechnęłam się do niego. 
- No dobrze.
Wyciągnął do mnie rękę z moją torbą. Już miałam ją złapać, kiedy ją cofnął. 
- Ahahaha...- Pokręcił głową.- Nie ma tak łatwo, mus...
- Przepraszam.- Puściłam do niego oczko i wzięłam moją rzecz. 
- Od razu lepiej. 
- Teraz już naprawdę muszę iść, bo spóźnię się w pierwszy dzień pracy. 
- Życzę powodzenia. 
- Nie dziękuję.- Uśmiechnęłam się i wyszłam przed drzwi. Miałam je już zamykać, kiedy Lou je przytrzymał. 
- A buziak to gdzie?- Udał obrażonego. 
- No już, masz.- Pocałowałam go w policzek, a on przyciągnął mnie do siebie, wtulając się w moja szyję. 
- Uważaj na siebie, bo coś może ci się stać. 
- A co niby?
- Nie wiem. Może jakiś napalony zboczeniec, albo..- Zasłoniłam mu usta ręką.
- Proszę cię. Pracuję w supermarkecie, a nie w jakimś klubie "GoGo", gdzie płacą mi za tańczenie pół nago. 
- Hmm... Może masz rację. Ale ostrożności nigdy za wiele. 
- Bez przesady Boo. Dobra, dobra. Puszczaj mnie.- Wyswobodziłam się z jego objęć. - Idę już. Trzymaj się. Do zobaczenia wieczorem. 
- Do zobaczenia.- Pocałował mnie w czoło i gdy odchodziłam pomachał do mnie. 
I jak na złość, akurat dzisiaj musi padać. Na dodatek muszę iść sama. Teraz naprawdę żałuję, że podziękowałam z pomocy Louisa. 
Jak na moje "żądanie" otworzyły się drzwi znad przeciwka i ukazała mi się głowa Liam'a. 
- Hej Loki!- Uśmiechnął się i wyszedł się ze mną przywitać.
 Zauważyłam, że miał na sobie ubraną kurtkę. Aha! Czyli gdzieś wychodzi. Już ja go wykorzystam, żeby mnie odprowadził. 
- Cześć Liam.- Pocałowałam go w policzek na powitanie.
- Gdzie się wybierasz? 
- Do TESCO, praca wzywa!- Krzyknęłam z udawanym entuzjazmem. - A ty?
- Do Dan. 
- Mam do ciebie prośbę.- Zrobiłam słodkie oczka szczeniaczka. 
- Tak? 
- Bo wiesz, mógłbyś mnie odprowadzić. Nie chcę iść sama. 
- Nie ma problemu. To po drodze. Z powrotem mogę za tobą poczekać i wrócimy razem. Pasuje ci to? 
- Jak najbardziej.- Od razu rozpromieniłam się i wyszliśmy na deszcz. Typowa panorama Londynu. 
                           ~*~ 
Była godzina 23, znając Louis'a pewnie już chrapał w łóżku. Postanowiłam go nie budzić i cicho weszłam przez drzwi do holu. Ściągnęłam jednego buta, zachwiałam się... Ugh. Dobra stoję. Ściągnęłam drugiego. Położyłam je na stałym miejscu obok szafki przy lustrze. W domu było ciemno, co nie do końca ułatwiało mi sprawę. Fakt, pozostawałam mniej widoczna, ale jednak było słychać moje kroki na drewnianej podłodze, która była w całym naszym mieszkaniu. Pozostawał też jeszcze jeden problem, nie jestem zbyt poradna. Co niestety wiąże się z licznymi potknięciami, a może i nawet się przewrócę Wyjdzie to na moją niekorzyść i Lou się obudzi. Wybiegnie z sypialni z kijem bejsbolowym w ręku, który przytargał ze sobą do nowego mieszkania. Twierdząc, że wyjdzie nam to na dobre, jeśli ktoś wtargnie do mieszkania. I tak pewnie, by nie wygrał z napastnikiem, chociaż ostatnimi czasy zastanawiałam się nad tym. Wykazywał się większą siłą fizyczną w zwykłych codziennych czynnościach. Mój mały Boo staje się mężczyzną i nic na to nie mogę poradzić. 
- Próbujesz się wkraść do mieszkania, czy jak?- Nagle zapaliło się światło w salonie. 
- Aaa!-Wydarłam się na całe gardło i odskoczyłam do tyłu uderzając w ścianę za mną. Upadłam na podłogę. 
- Matko boska! Chloe, co ty wyprawiasz?!- Lou podszedł do mnie i podniósł mnie z podłogi. Moje serce cały czas waliło jak oszalałe. 
- Chciałeś, żeby dostała zawału?! Debil!- Wydarłam się na niego. 
- To odpowiesz na moje pytanie?
- Wchodziłam po cichu do domu, nie musiałeś mnie tak straszyć!- Złapałam się za tyłek, który bolał od niespodziewanego upadku. 
- No dobrze, dobrze. Przepraszam, nie chciałem. 
- Za karę codziennie rano będziesz mi robił herbatę.-Wytknęłam przed jego twarz palec wskazujący.
- Wiesz, nie musisz pracować, ta praca cię wykańcza.
- Dobrze wiesz, że nie mogę. Zbieram pieniądze na tego koka, którego tak chcę mieć.
- No niech ci będzie.
Zmierzyłam go wzrokiem od góry do dołu. Spojrzał na mnie zdziwiony. 
- No co? 
- Dlaczego się tak wystroiłeś?-Przekrzywiłam głowę na bok, czekając na odpowiedz. 
- A no właśnie. Idziemy z Li, Dan i El na imprezę. 
- Aha, no spoko. To miłej zabawy.- Podniosłam torbę leżącą na podłodze, którą chwilę tamu zrzuciłam na podłogę.
- Mówiąc "idziemy", miałem na myśli też ciebie.-Uśmiechnął się łobuzersko.
- Aaa...-Zamyśliłam się, robiąc dziwny dzióbek z ust. Louis się zaśmiał. -Ale Lou, nie mam się w co ubrać.- Spojrzałam na niego z powagą i smutkiem w oczach. 
- O to się nie martw. Już przyszykowałem ci ciuchy, leżą u ciebie na łóżku. Wystarczy tylko się w nie ubrać. Pozwolisz, że później zrobię coś z twoimi włosami. Uwierz mi, będziesz wyglądać seksownie. 
- No dobra.- Z jego wypowiedzi zapamiętałam tylko pojedyncze słowa. "Ciuchy". "Łóżko". "Ubrać". "Włosy". "Seksownie". 
Ruszyłam w kierunku pokoju, by za chwilę z jego wyjść. Ubrałam się i uczesałam w kilka sekund. Nie wiedziałam, że tak potrafię.
- O wow!- Wydobyło się z ust Louis'a, gdy zderzyliśmy się w holu i spojrzał na mnie. 
- Ładnie wyglądam?-Spojrzałam na niego nieśmiało. Byłam ubrana w obcisłą granatowa sukienkę z zakrytym dekoltem. Na wierzchu wisiał naszyjnik z gołąbkiem. Lou uśmiechnął się widząc go na mojej szyi.
- No wiesz...-Szybkim ruchem oparł mój tyłek o swoje kolano, a ramieniem przytrzymywał moje plecy. Wyglądało to tak, jakbyśmy tańczyli, a on zakończył taniec piruetem. Spojrzał mi głęboko w oczy, a jego zabłysnęły tajemniczą iskrą. -To mało powiedziane. Ujmę to tak, wyglądasz tak seksownie i pociągająco, że gdybyś nie była moją przyjaciółka, już dawno pieprzył bym cię w moim łóżku.
Zaśmiałam się. Lubiłam słyszeć takiego typu teksty z jego ust. Wyglądał wtedy na niegrzecznego chłopca. I był taki pociągający.
- Pocałuj mnie Lou.-Nie wiadomo skąd te słowa wyleciały z moich ust. Pierwszy raz odkąd się poznaliśmy, prosiłam Louis'a, mojego przyjaciela o pocałunek. Było to trochę niezręczne. Zauważyłam zmieszanie na jego twarzy. Zaraz po chwili pochylił się nade mną i złożył krótki pocałunek na moich ustach. Mimowolnie się uśmiechnęłam.

Odsunął się ode mnie na milimetr. Otworzył oczy i spojrzał w moje. Oblizałam usta językiem. To było coś innego. Ten pocałunek był inny niż reszta, niż wszystkie. Nie był to przyjacielski buziak w usta, prędzej był to pocałunek dwóch kochanków. Musiałam przyznać to sama przed sobą, że podobało mi się. Zorientowałam się, że Lou zauważył to moich oczach i w jego pojawiła się nutka podekscytowania. Uśmiechnął się łobuzersko. 
- Jesteś przystojny.- Patrzyłam głęboko w jego oczy, trwaliśmy w tej samej pozycji. Twarzą w twarz. Bardzo blisko siebie nawzajem. Stykając się lekko koniuszkami nosów. Cały czas milczał, uśmiechając się uroczo.
Od zawsze powtarzałam mu, że jest piękny. Ale to miało dla mnie inne znaczenie. 
Nie, nie mogłam się w nim zakochać. I tak było, nie zakochałam się przez ten pocałunek. Fakt, poczułam nutkę pożądania w swoim ciele, ale nadal kochałam go jako przyjaciela. 
Lou rozwiał wszystkie moje myśli, kolejnym pocałunkiem. Ten był dłuższy i głębszy. Przerodził się w namiętny pocałunek. Przejechał językiem po mojej dolnej wardze, prosząc o więcej. Odsunęłam się od niego i spojrzałam mu w oczy. Uśmiechnęłam się szeroko. 
- Chodźmy już, bo się spóźnimy. Nie chcę, żeby za nami czekali. -Wyswobodziłam się jego objęć i poprawiłam sukienkę. On zrobił to samo z swoją koszulą. 
Złapał mnie pod ramię i wyszliśmy przed drzwi Liam'a. Zadzwoniliśmy dzwonkiem. Usłyszeliśmy szmery po drugiej stronie. Drzwi otwarły się szeroko i wyskoczyła z nich Dan, ściskając nas mocno. 
- Miło was widzieć, jestem Dan. Wiem, wiem ty jesteś Chloe, a ty Lou. -Uciszyła mnie gestem reki, nie karząc nam się przedstawić. Było jasne, że będzie znać nasze imiona. 
- Nam też cię miło widzieć.- Lou uśmiechnął się szeroko. 
Przerwała nam El. 
- No co tu się dzieje? Idziemy na największą imprezę roku. Będą tam wszyscy. Nie ociągać się. Impreza nie będzie czekać! 
                         ~*~
Liam  zaparkował samochód, przy ogromnej posesji. Na sam rzut oka było widać, że Andy, chłopak z tej "głupiej paczki" jest strasznie bogaty. Dom był tak ogromny, że ze spokojem zamieszkały by w nim, aż trzy rodziny z czwórką dzieci. To było trochę smutne i zaskakujące. Wiedziałam, że na imprezie jest cała ich grupa. To mnie przerażało, nie mam ochoty tam wchodzić, od momentu kiedy Dan w połowie drogi mnie o tym uświadomiła. Spojrzałam na El, ale widać było, że nie jest zbytnio przejęta tym faktem. Utwierdzała mnie w przekonaniu, że będzie super. Na pewno nie pierwszy raz i ostatni jedzie na imprezę, któregoś z nich. To dodało mi trochę otuchy i zrezygnowałam z błagania Liam'a, żeby odwiózł mnie z powrotem do domu. 
Teraz wysiadaliśmy z samochodu. Li zamknął go i ruszyliśmy w stronę otwartego wejścia. Liam i Dan szli razem na przodzie. A my tuż za nimi. Widziałam jak Lou i El o czymś rozmawiali, więc nie chciałam się wtrącać. Przez całą drogę przez podjazd, starałam się skupić na piosence, która głośno dudniła, na pewno nie z jednego z głośników. Ale niestety nie miałam zielonego pojęcia co to mógł być za utwór. 
Kiedy podeszliśmy blisko wejścia, które było otwarte, widać było masę ludzi w środku. Niemal, że każdy po sobie deptał. Mimo tego, iż dom był ogromny. Wszyscy jednocześnie zapragnęli potańczyć w salonie, w którym migały kolorowe światełka, a samo światło było zgaszone. Gdy przekroczyłam próg, uderzyła we mnie fala gorąca, która nie za bardzo zachęcała do tego, żeby wejść do środka. Poczułam też mocny zapach papierosów i alkoholu, raczej oparów alkoholowych, które wydychała prawie każda osoba obecna w pomieszczeniu. Zemdliło mnie to, ale postanowiłam tego nie okazywać i szłam dalej. Teraz chwyciłam dłoń Lou i splotłam nasze palce razem. Spojrzał na mnie zaskoczony, ale uśmiechnął się i przyjął ten gest. Wiedział, że jestem przerażona, więc bardziej przyciągnął mnie do siebie. 
Przeciskaliśmy się między tańczącymi ciałami za Dan, która najwyraźniej znalazła wolna kanapę w kącie. Kiedy już tam dotarliśmy, zmęczeni całą drogą dotarcia tutaj, opadliśmy na kanapę. Siedziałam między Lou, który nadal trzymał moją dłoń, ale znów rozmawiał z El, a Dan. Nikt nie zwracał na mnie uwagi, czułam się taka samotna. Każdy miał partnera na dzisiejszy wieczór, tylko nie ja. Czułam się jak wrzut na tyłku, przez to, że moja ręka przeszkadza Lou.
- Idę do łazienki!-Krzyknęłam, tak by mnie słyszeli. Wstałam energicznie i ruszyłam na poszukiwanie obranego celu.
Zajęło mi to trochę czasu, ze względu na to, że nie wiedziałam, w którą stronę mam iść, a tańczący ludzie mi tego nie ułatwiali. Po drodze spytałam parę dziewczyn o drogę i jakoś trafiłam. 
Otwarłam drzwi. Nie było tu czysto. Jakaś para obściskiwała się przy ścianie, a obok nich następna. To było obrzydliwe, skrzywiłam się. Najgorsze było to, że z jednej z kabin łazienki dolatywały pojękiwania. Mój boże... Jak tak można?
Pomimo tego wszystkiego jakoś przemogłam się i podeszłam do lustra by trochę się odświeżyć. Moja misterna fryzura nieco się potargała, ale to nic. Zwilżyłam trochę twarz, gdy usłyszałam jak drzwi od toalety z której dochodziły dziwne dźwięki, otworzyły się. Oniemiałam i szybko odwróciłam wzrok. Nie chciałam, żeby zauważył, że się na nich patrz. Byłam świadkiem tego jak Harry pieprzył się w łazience z Victorią. To było ohydne. Jak najszybciej chciałam opuścić to pomieszczenie. Energicznie odwróciłam się. Pożałowałam tego. Uderzyłam cały swoim ciałem w Harry'ego. Szybko się odsunęłam i spojrzałam przerażona na niego, w jego oczy. Był zły, chociaż to mało powiedziane. Podszedł do mnie. Jest ode mnie o wiele wyższy, przez co przestraszyłam się jeszcze bardziej. Patrzył na mnie z góry. 
- Jeszcze raz kurwa wejdziesz mi dzisiaj w drogę, to pożałujesz.-Wysyczał przez zęby. Był pijany. 
 Jego wyraz twarzy się zmienił, kiedy Victoria wyciągnęła go z łazienki, złagodniał. Jeszcze raz spojrzałam w ich stronę, spotkał moje oczy.
           
                          
Gdyby mógł, zniszczyłby mnie swoim spojrzeniem. Zadrżałam. I szybko wyszłam, wracając na kanapę. 
Moich przyjaciół nie było. Zauważyłam ich daleko w głębi tańczących ludzi. Bawili się w najlepsze. Nie wspomnę im o tym incydencie, zachowam to dla siebie. 
Rozejrzałam się dookoła. Było wiele twarzy, których nigdy w życiu nie widziałam. Rozpoznałam dwie, które zbliżały się w moją stronę. Modliłam się w duchu, żeby do mnie nie podeszli. Jednak myliłam się. Uśmiechnęli się przyjaźnie. 
- Cześć. Możemy się dosiąść, bo szukamy chwili spokoju, a nigdzie indziej nie było wolnego miejsca. Oprócz tego.- Pokazał palcem na kanapę, na której siedziałam. 
Lekko kiwnęłam głową na znak zgody. Usiedli po obu stronach mnie. Wystraszyłam się trochę. Najwyraźniej to zauważyli. 
- Ej, spokojnie.-Uśmiechnął się do mnie chłopak z brązowymi włosami.- Jestem Andy, a to Niall. A ty?
- Ja...ja.. Chloe.- Przełknęłam gulę ciążącą w moim gardle. 
- Czekaj, czekaj. Ta nowa? Johnson?-Spytał zaskoczony Niall.
- Tak. 
- No zobacz Andy, nasza koleżanka z klasy. - Zaśmiali się, nadal się nie rozluźniłam.
- Nie boisz się nas, prawda?-Andy spojrzał mi w oczy. Nie wiedziałam co powiedzieć, siedziałam cicho i ciężko oddychałam. 
- Chyba jednak tak.-Blondyn skrzywił się i smutno na mnie spojrzał.
- Ja pierdolę... To jest wkurzające,  nigdy nikomu nic nie zrobiłem, tak samo jak ty, a zobacz co się dzieje. Ludzie są naprawdę chamscy.-Posmutnieli obydwoje. 
Patrzyłam to na jednego, to na drugiego. 
- Chciałbym być traktowany normalnie, tak jak wszyscy. A co z tego mamy? Wszyscy się nas boją.-Blondas zakrył twarz dłońmi i położył łokcie na kolanach. 
- Wcale tak nie jest.-Przezwyciężyłam strach i wzięłam jedną z dłoni, którą trzymał przy buzi.- Nie boję się was...teraz.
Oboje na mnie spojrzeli. Ciepło się do nich uśmiechnęłam. I przytuliłam blondaska.
- No zobacz stary, nie spodziewałem się, że coś takiego się zdarzy.-Andy był tak uradowany, że gdyby nie grawitacja to latałby pod sufitem. Zaśmiałam się. Jego też przytuliłam.
- Wiecie, gdybym nie słyszała tych wszystkich rzeczy o was, nie byłabym przerażona na wasz widok. 
- Masz rację.-Andy puścił mi oczko. 
- Opowiesz nam skąd jesteś? 
- Przyjechałam z Louis'em z Doncaster. To moje rodzinne miasto, no a teraz mieszkam tu w Londynie. 
- Yhym...-Pokiwał głową ciemnowłosy.
- Niall.-Zaczepiłam go wesoło, szczypiąc go po brzuchu, żeby do końca się do nich przekonać.- Ty pewnie jesteś Irlandczykiem.
- Tak, z Mulingar. Zaraz, zaraz...-Spojrzał na mnie zaskoczony.- Skąd to wiedziałaś? 
- Mam nosa do takich rzeczy. 
- Haha...-Andy zaśmiał się, a niebieskooki przytulił mnie po raz któryś z rzędu. 
Zawtórowałam im wdzięcznie. To było przeurocze. "Gangsterzy" z straszną opinią, śmieją się z takiej drobnostki i są strasznie słodcy.
- Horan, co ty kurwa tu robisz?-Podskoczyłam i wystraszyłam się. Znam ten głos. 
- Halo, Liam spokojnie.-Niall próbował uspokoić sytuację. 
- Jak mam być spokojny, skoro jeden z skurwieli przytula moja przyjaciółkę?!
- Zaszłeś trochę za daleko.-Wstał z kanapy i podszedł do Liama. 
- Bo co? Powiedziałem, że jesteś skurwielem? Myślałem, że o tym wiesz... No ale cóż myliłem się.- Liam parsknął. Niall złapał go za koszulę. 
- Zamknij się!
- Chłopaki!- Krzyknęłam i podbiegłam do nich.- Uspokójcie się, to nie ma sensu.
Położyłam dłonie na ich klatkach piersiowych i odepchnęłam ich od siebie. Blondas uspokoił się, widziałam to w jego oczach. Odwróciłam się do Liam'a. Danielle stała już obok niego i trzymała go za rękę.
- Nial przyszedł z Andy'm przysiąść się, pogadaliśmy trochę i on jest naprawdę miły. Nie wiem o co tyle awantury.-Spojrzałam na ich i z ulgą opuściłam ręce. -Już chłopaki?-Potaknęli głowami. -To teraz dla mnie proszę się ładnie wyściskać. 
Spojrzeli na mnie krzywo, zaśmiałam się i potupałam nogą.
- Żartuję. Podajcie sobie dłonie.- Spojrzeli na siebie, pierwszy rękę wyciągnął Niall. Nie zrobiło to na mnie sensacji, lecz na innych tak. Liam przyjął ten gest i uściskali sobie ręce. Rzuciłam się na nich i wyściskałam. 
- Aww!-Wszyscy głośno się zaśmiali wraz z Andy'm. 
- Horn, jesteś spoko.-Liam uśmiechnął się do niego. 
- Ty też Payne.-Szturchnęli się zadziornie. 
- To my już pójdziemy, Niall. Trzeba znaleźć Harry'ego i Zayn'a. 
Ugryzłam się w język, żeby nie palnąć nic na temat tego małego wydarzenia w łazience. 
- No to do zobaczenia.-Pożegnałam ich uśmiechem i odwróciłam się do moich znajomych. 
- Chloe.-Louis przytulił mnie mocno.-Wiesz jak się przestraszyłem, jak zauważyłem cię z tym blondasem.-Wyszeptał mi do ucha. 
- Lou, on jest fajny. Przytulał mnie tak jak ty zawsze.- No nie zawsze, dzisiaj przed wyjściem, było to zupełnie co innego. 
- Rozumiem.-Uśmiechnął się do mnie.- Kto chce drinka? Pójdę po nie.
- Ja chcę jednego.- Powiedziała El. 
- Ja dziękuję Tommo, ale już na dzisiaj mi starczy.- Dan uśmiechnęła się i pociągnęłam Liam'a na kanapę. Eleanor zrobiła to samo. 
- A ty Chloe też chcesz? 
- Nie dziękuję. Chcę być trzeźwa.-Pocałowałam go w policzek i puściłam go, by poszedł po alkohol. 
Przysiadłam przy reszcie i wsłuchałam się w ich dyskusję. Dan i El wykłócały się Liam'em, że nie zna się w ogóle na modzie i nie powinien się odzywać w tej sprawie, jeśli one rozmawiają na temat ciuchów. On tylko mruknął coś w odpowiedzi i przytulił się do boku Danielle i zaczął ją całować po szyi. Jednak ta była bardzo zajęta rozmową z koleżanką, by zwrócić na niego uwagę. 
Postanowiłam poszukać wzrokiem Lou i zauważyłam go przy barze, stał obok... O kurwa! Przeklęłam w myślach i ruszyłam biegiem w jego stronę. Gdy dotarłam do niego Harry już się w niego zaczynał. Był w gorszym stanie, niż wtedy w łazience. 
- Daj sobie spokój Styles!- Krzyknął do niego Lou, żeby ten usłyszał. 
- A bo co? - Harry wstał z swojego krzesła i podszedł jeszcze bliżej Lou. Stałam w bezpiecznej odległości. 
Zauważyłam, że obok niego stali też Zayn, Andy i Niall. Najwyraźniej już ich znaleźli. Jak na razie nikt mnie nie zauważył.
- Bo gówno. Nie jesteś taki dobry jak ci się wydaje.-Wysyczał przez zęby Lou. Nie wiem o czym wcześniej rozmawiali, ale nie było to na pewno miłe dla Louis'a.
- Niepotrzebnie to mówiłeś.-Harry prawie uderzył Lou w twarz, ale ten zdążył się osłonić. 
Styles zaśmiał się gardłowo.
- Patrzcie stawia się.- Mocno się zamachnął i uderzył Lou w brzuch. Ten upadł na podłogę i zaczął zwijać się z bólu.
Podbiegłam do niego szybko i uklęknęłam na kolanach. Spojrzałam ze złością w oczach na Harry'ego.
- Odwal się od niego ty popierdolony sukinsynie!-Wysyczałam przez zęby.
- Kolejny raz stajesz mi na drodze, pożałujesz tego.-Pochylił się nade mną i podniósł za ramiona do góry. 
Byłam strasznie przerażona, jego oczy mówiły, że jest strasznie zły. Dlaczego zawsze to najgorsze akurat mnie się przytrafia? Mocno uderzył mną o ścianę. To zabolało. Przełożył teraz jedną dłoń na moją szyję i ścisnął mocno. 
Zaczynałam tracić oddech, nie mogłam złapać powietrza. Na marne próbowałam odciągnął jego rękę od mojego gardła. Zacisnął swój uścisk jeszcze mocniej. Zaczynało mi się robić słabo, przestałam się ruszać, by zostawić jeszcze w sobie trochę powietrza.
- Kurwa Harry, zostaw, zabijesz ją!-Usłyszałam znajomy głos.
Na chwilę otwarłam ciężkie oczy i zauważyłam Andy'iego, był przerażony. Już miałam oddać ostatnie tchnienie, kiedy upadłam na podłogę i zachłannie łapałam powietrze. 
Styles stał nade mną cały czas patrząc na mnie  jak pomału zaczynam oddychać. Spojrzałam mu w oczy nie wyrażały nic. Przypomniałam sobie co zrobił Lou.
- Skurwiel!- Wydarłam się najgłośniej jak mogłam, gdy ten postanowił się ruszyć i już stawiał pierwszy krok. 
Odwrócił się momentalnie, teraz kipiał już złością. 

- Coś ty kurwa do mnie powiedziała?! - Podszedł do mnie i wymierzył mi solidne kopnięcie w brzuch i część klatki piersiowej. Wygięłam się z bólu i nie mogłam oddychać. Rzucałam się na wszystkie strony. Ktoś do mnie podbiegł i podniósł moją głowę. Zauważyłam, że to Niall, a obok niego Lou. Chwyciłam jeden płytki oddech i momentalnie łzy zaczęły spływać po moich policzkach. Już łapałam powietrze. Otworzyłam oczy i zauważyłam, że Harry cały czas stoi w tym samym miejscu. W jego oczach widziałam przerażenie.

Rzucił się w moja stronę. Widać było, że jest bardziej opanowany. Szybko zaczęłam wierzgać nogami i rękami, żeby się od niego odsunąć. Zatrzęsłam się z przerażenia. Ktoś go odciągnął na bezpieczną odległość. Lekko podniosłam się na łokciach i wtuliłam się w brzuch Louis'a. Rozpłakałam się na dobre.


Pozostali znajomi próbowali opanować sytuację.
- Lou...-Pociągnęłam nosem.-Za..zabierz... m..mnie do domu...- Spojrzałam mu w oczy, a ten kiwnął potakująco głową i podniósł mnie z podłogi, kierując się do wyjścia. Znowu sytuacja się powtarza...
                                                                                      ~*~
-Połóż ją na łóżku.-Usłyszałam zrozpaczony głos Danielle.
Byłam tak słaba i obolała, że praktycznie wcale się nie ruszałam. Za każdym razem, gdy próbowałam złapać oddech każda komórka mojego ciała niemiłosiernie bolała.
- Dobra, dobra.-Lou położył mnie na łóżku.
- Cholera!- Skrzywiłam się zaciskając mocno oczy. Rozpłakałam się ponownie.
- Chloe! Przepraszam!- widziałam rozpacz w oczach Louisa.
Tym razem nie zdołał mnie obronić. Lecz ja w jakimś  stopniu pomogłam mu. Nie mogłam patrzeć, jak w tamtej chwili zwijał się z bólu na podłodze. Mój widok był z pewnością o wiele gorszy, co nawet ruszyło samego Harry'ego. Przestraszyłam się wtedy, gdy rzucił się w moim kierunku. Ale dopiero, gdy przytuliłam się do LouLou zrozumiałam, że chciał w jakiś sposób pomóc. Mam gdzieś jego litość, kiedy 2 minuty wcześniej wyżywał się na mnie jak na worku treningowym. Nienawidzę tego człowieka.
 - Może tak wezwać lekarza? Nie widzisz w jakim jest stanie?!- Liam tez był roztrzęsiony całą tą sytuacją. To dla nikogo nie było proste.
- Nie...- Powiedziałam cicho, ale usłyszeli.- Jest w porządku, wystarczy, że nie będę się ruszać.
- Chloe!Fakt, że mamy jutro dzień wolny nie zmienia całej tej sytuacji. Za dwa dni trzeba iść do szkoły, zajęć na pewno nie opuścisz.
- Jakoś dam radę. Nie jestem małym dzieckiem.-Fuknęłam w odpowiedzi i odwróciłam głowę w drugą stronę.
Poczułam jak ktoś delikatnie unosi moją bluzkę do góry. Spojrzałam w tamta stronę to była El z woreczkiem lodu w ręce.
- O jasna cholera!-Zatkała dłonią usta i upuściła to co trzymała w ręce. Wszyscy spojrzeli w to samo miejsce.
- Chyba nie jest tak źle.- Uniosłam się trochę i spuściłam głowę.
Jedna jest koszmarnie. Cały mój brzuch pokryty był fioletowo-sinymi śladami, i jeszcze wyżej. Louis podciągnął ją tak, że widać było cały mój stanik. Tam sytuacja nie była lepsza. Wszystko zlewało się w jeden ogromny siniak, który nie zejdzie tak łatwo. Mimowolnie rozpłakałam się. Mogę z całą pewnością stwierdzić, że boją się Harry'ego i to śmiertelnie.
__________________________________________________________________________________________________________

No to jest rozdział 3.
Przepraszam, że przez 2 miesiące nic nie dodawałam, ale nie miałam czasu.
A więc mm nadzieję, że podobał Wam się rozdział i czekajcie na następny, który pojawi się za kilka dni, jeśli będą co najmniej 3 komentarze. :))
I czy podobają Wam się te wstawki z gifami?
TT- @Madzia0Rh
ask- ask.fm/Madzia0Rh