niedziela, 29 grudnia 2013

8.

Czytasz=komentuj ♥

 Ściągnęłam sukienkę i wrzuciłam ją do kosza, tak jak powiedział Harry. Założyłam jego koszulkę, która była na mnie za duża. Podeszłam do lustra i przejrzałam się w nim. Nie wyglądam wcale tak źle jak myślałam. Obejrzałam jeszcze rękę, dobrze mi ją opatrzył. Fajnie było tak na niego patrzeć, kiedy się o mnie troszczy, to miłe z jego strony. Związałam włosy w kuca i wyszłam z łazienki.
Harry leżał na łóżku w dresach i w czarnym, gładkim podkoszulki. Stanęłam koło łóżka i odchrząknęłam.
- Myślę, że mogę się przespać w salonie.- Podniósł na mnie wzrok i wstał.
- Nie wypada. Połóż się tutaj, ja pójdę na kanapę. Należy ci się porządny odpoczynek.- Uśmiechnął się i wziął jedną poduszkę.
- Musiałabym kogoś poinformować, że zostaje u ciebie, mogą mnie szukać, nie uważasz?- Patrzyłam za jego sylwetką, jak odchodzi.
- Już to zrobiłem, napisałem do Niall'a.
- Dziękuję.
- Dobranoc Chloe.-Pomachał do mnie poduszką. Cóż, tak jak przypuszczałam salon znajdował się niecałe dwa mety dalej, więc miał na mnie oko przez całą noc.
- Miłych snów Harry.- Wspięłam się na łóżko i usiadłam na środku.- Jest duże, zmieściłbyś się. - Zaczęłam bawić się nerwowo palcami.
- Tak wiem, ale nie chciałem ci tego proponować i tak dzisiaj zrobiliśmy ogromny krok to przodu. Wystarczy, że przestałaś mnie nienawidzić .- Zaśmiał się.
- W sumie masz rację.- Przykryłam się pościelą, którą wcześniej przyszykował.
Przytuliłam twarz do poduszki, poczułam perfumy. Zaciągnęłam się tym zapachem, Harry pachnie naprawdę dobrze.
Przez najbliższą godzinę nie mogłam zasnąć, natłok wrażeń podziałał na mnie jak duży kubek kawy. Słyszałam ciche pochrapywanie Harry'ego, to było urocze.
Jego mieszkanie jest całkiem przytulne, jak na taką małą powierzchnię. Najwyraźniej ma rękę do takich rzeczy. Zdałam sobie jednocześnie sprawę, że z samego rana będę musiała stąd odejść. Ale tak naprawdę nie mam na to najmniejszej ochoty. W końcu zachciało mi się spać i ziewnęłam. Jeszcze bardziej niż wcześniej ,wtuliłam się w poduszkę. Zasnęłam myśląc o Harry'm.


_______________________________________________________________________________________________

Coś głośno huknęło, podskoczyłam na łóżku przestraszona. Błagam tylko nie to. Podciągnęłam nogi i oparłam brodę na kolanach. I kolejny grzmot. Boże... Zamknęłam oczy, przestraszona. Zauważyłam jasną łunę, za oknem.
- Harry!- Krzyknęłam wraz z głośnym hukiem. Zerwał się ze snu.
- Chloe?!- Podbiegł szybko do mnie i przykucną przy łóżku.- Co się stało?
- B-Burza...- Wyjąkałam.
Przetarł ręką twarz i zaświecił lampkę przy łóżku, nie dawała zbyt dużo światła, ale wystarczająco, bym mogła zobaczyć chociaż jego profil.
- Boisz się?- Spytał z troską i przysiadł koło mnie.
- Tak.- Spojrzałam mu w oczu.
- Nie wiem, co powinienem zrobić. - Podrapał się po karku.
- Mógłbyś ze mną spać?- Wyszeptałam i spuściłam głowę. Złapał mnie za brodę i uniósł do góry.
- W porządku.- Uśmiechnął się.- Będę trzymał ręce przy sobie.- Puścił mi oczko.
- Dziękuję.- Rozległ się kolejny grzmot, głośniejszy niż poprzednie. Rzuciłam się na Harry'ego i mocno przytuliłam.
- Spokojnie. Jestem tu...- Odwzajemnił uścisk. Nie spodziewałam się tego, wcześniej mnie odtrącił. Zaczęłam trząść się z nerwów.- Może się położymy, będzie wygodniej. Teraz wbijasz mi kolano w krocze, to nie jest przyjemne uczucie.
- Przepraszam.- Puściłam go i położyłam się na boku, twarzą do niego. Zrobił to samo.
- Nic się nie stało. Powiedziałem ci już, że nie masz już mnie przepraszać.
- Tak, wiem.- Westchnęłam i zamknęłam oczy.
Kolejny raz piorun uderzył dość blisko, skuliłam się i zmarszczyłam czoło. Poczułam dłoń Harry'ego na swojej. Siłował się z moja pięścią, bym przestała to robić. W końcu uległam i otworzyłam dłoń. Złapał ją i zaczął kreślić wzorki po zewnętrznej stronie. Przestał dopiero, kiedy zauważył, że nie spinam się, aż tak i otworzyłam oczy. Jednak nie puścił mojej ręki.
Spojrzałam na nasze złączone dłonie, później w jego oczy. Leży teraz bliżej mnie niż parę sekund temu. Wyczuł moje zmieszanie i wyciągnął dłoń z mojego uścisku.
- Nie...- Wychrypiałam i przyciągnęłam z powrotem do siebie, trzymając w obu rękach.
- Jesteś spokojniejsza, kiedy jestem obok?- Zapytał.
Skinęłam głową i przygryzłam wargę.
- Nigdzie się nie wybieram.- Ponownie spojrzałam w jego oczy. Były teraz bardziej zielone, jaśniejsze niż wcześniej. Odgarnął kosmyk z mojej twarzy, który wyplątał się z kuca.
- Dlaczego raz jesteś dla mnie miły, a zaraz po tym wściekły?
- Trudno to wytłumaczyć... to nie jest tak, że cię nienawidzę...
- Ale mnie nie lubisz.
- Lubię i to bardzo. Ale sam nie wiem co jest dla mnie odpowiednie. Kiedy nie ma mnie blisko ciebie, jesteś kłopotach, a kiedy cię pilnuje, nie jest wcale lepiej.
- Właśnie jest dobrze, na przykład teraz. Jestem bezpieczna.
- Nie do końca, pozostaję jeszcze ja. Wychodzi na to, że nie jestem odpowiednim znajomym dla ciebie.
- Wierzę, że nic mi już nie zrobisz. Nadal się ciebie boję, ale już cię nie nienawidzę.- Zajrzałam w jego tęczówki. były w pełni skupione na mnie.
- Myślisz, że nadaję się na przyjaciela dla ciebie?- Uniósł brwi.
- Jestem tego pewna. Każdy zasługuje na drugą szansę, ty właśnie swoją otrzymałeś.- Uśmiechnęłam się do niego.
- Ale nie zmienia to faktu, że mogę coś spierdolić.- Odwrócił głowę.
- Zrobisz to, jeśli będziesz się zachowywał tak jak teraz.- Przyłożyłam dłoń do jego policzka i zmusiłam go, by na mnie spojrzał.- Postaraj się niczego nie wykombinować, to nie będę miała powodów, żeby się do ciebie nie odzywać.
- Zrobię wszystko co tylko będę mógł, by być dla ciebie takim znajomym jak Louis czy Liam.
- To naprawdę mocne słowa. Będziesz musiał się naprawdę postarać, żeby to osiągnąć.- Zaśmiałam się.
- Wiem i to jest ten cały problem.
- Harry, starczy już tego zamartwiania się. Jestem zmęczona tym wszystkim.- Zamknęłam oczy.
- Chloe?
- Tak?
- Wiesz, gdyby co. Możesz się zawsze zwrócić do mnie o pomoc i um... przytulić, w razie co.- Wsłuchałam się i zapomniałam, że na dworze szalała burza. Zatrzęsłam się.
- Masz rację.- Położyłam głowę na jego torsie i przytuliłam się do niego.
- To dobranoc.
- Mhm.- Wymruczałam i tak nie mogłam usnąć. Będę musiała zacząć brać środki nasenne.
Harry też nie spał, nie chrapał jeszcze. Bawił się moim włosami. W pewnej chwili uniósł się lekko i pocałował mnie w czubek głowy.
- Chloe, lubię cię i to bardzo. Nawet nie wiesz, ile dla mnie znaczysz.
Zamurowało mnie. To piękne słowa.
- Harry.- Poniosłam się na łokciu i spojrzałam w jego oczy.
- Myślałem, że śpisz.
- To nic... chciałam tylko...
- Co chciałaś Chloe?
Zacisnęłam mocno powieki i odetchnęłam głęboko. Gdy je otworzyłam, nie wiedział o co chodzi. Zmarszczył czoło. Mam nadzieję, że mnie za to nie zabije. Nie zastanawiałam się dłużej i pocałowałam go.
Na początku nie wiedział co ma zrobić. Ale po chwili oddał się mi. Wplotłam rękę w jego włosy i pociągnęłam za końce, jęknął w moje usta. Chwycił mnie za szyję i przyciągnął do siebie. Usiadłam na nim okrakiem. Odsunęłam się od niego, zamruczał z niezadowolenia.
- To zdecydowanie było to uczucie Harry. 
- Hmm?- Był jeszcze zdezorientowany. 
- Zapytałeś mnie, co to było kiedy chwyciłam się za rękę. To było to.- Uśmiechnęłam się do niego.  
- Tak, masz rację. Ale co to było? Wow... 
- Wiem...- Zaśmiałam się. - Ale to ty pierwszy zacząłeś, chciałam tylko mieć jeszcze swoje zdanie w tej sprawie. 
- I to była twoja odpowiedź na moje słowa?- Złapał mnie za rękę. Spojrzałam w dół. 
- Tak. Odkąd kiedy po raz pierwszy mnie przeprosiłeś, w głębi duszy wiedziałam, że coś jest z tobą nie tak. I chciałam to sprawdzić.- Uderzyłam go palcem w tors.
- Naprawdę?- Uniósł brwi.- A ja od samego początku wiedziałem, że jesteś nienormalna, ale coś mnie do ciebie ciągnie. Tylko nie wiedziałem co to może być. 
- I z całego tego zakłopotania mnie dusiłeś? Brawo Harry, jesteś mistrzem.- Prychnęłam. 
- Nie wspominaj mi tego, to nie jest coś, z czego powinienem być dumny. 
- Wiem, już nigdy ci tego nie wypomnę. Obiecuję. - Przygryzłam wargę.
- Wyglądasz seksownie, kiedy to robisz?
- Tak myślisz?- Skinął głową.- Będę tak robić częściej. 
- Ale tylko dla mnie?- Poruszył brwiami. 
- Tylko w twojej obecności.- Cmoknęłam go w czubek nosa.
- Chodź tu do mnie.- Przyciągnął moja twarz to swoich usta.- Sprawdzę czy to na pewno to co mówisz.
Tym razem to on pocałował mnie. Przesunął językiem po mojej dolnej wardze. Nie dam się tak łatwo! Zamruczał i ponowił ten ruch. Za którymś razem z rzędu, poddałam się i pozwoliłam na to by nasze języki poruszały się w zgodnym rytmie. 
Tego to totalnie się po nim nie spodziewałam. Ale nie powiem, oczarował mnie tym jeszcze bardziej. Coraz dalej pędzę na ślepo w coś, czego w ogólnie nie rozumiem.

W ostatnich dniach mam dość weny, żeby pisać. Te trzy rozdziały w tym tygodniu są wynagrodzeniem za te parę miesięcy bezczynności.
Tym razem, bardziej liczę na wasze komentarze. :3 

sobota, 28 grudnia 2013

7.

Nie wiem, czy ma to sens, żebym nadal pisała, więc jeśli przeczytasz, skomentuj. Nawet drobny komentarz dla mnie wiele znaczy ;c

- Umm, nie wiem co powiedzieć.-Zakłopotana spojrzałam mu w oczy.
- Zwykłe dziękuję, by wystarczyło. -Puścił do mnie oczko.
- To w takim razie dzięki.-Uśmiechnęłam się.
- To za mało wiesz, buzi...
- Może oddasz mi w końcu moją towarzyszkę?- Niall wtrącił się w połowie zdania i zabrał moje ręce z szyi Harry'ego. Ten zmierzył go piorunującym spojrzeniem.
- Nie. Nie widzisz, że teraz tańczy ze mną- Ał.
- Nie sądzisz, że ona cię nie lubi i trzymasz ją siłą?- Blondyn ponownie złapał mnie z rękę.
- Ej.- Szarpią mną jak jakiś przedmiotem. To nie jest fajne.
- Horan, przestań się wpierdalać!- Podszedł do niego i złapał za koszulkę.
- Harry! Niall! Chłopaki! Co wy robicie?!- Wkroczyłam między nich i odciągnęłam od siebie Chwyciłam dłoń Harry'ego, żeby odszedł jeszcze bardziej. To było dziwne uczucie... Spojrzeli na mnie. Szybko ją puściłam.
- Chciałem cię przyprowadzić do stolika. Wszyscy myślą, że on trzyma cię na siłę i znowu zastrasza.
- Przestaniecie mnie kurwa w końcu osądzać?!- Miły Harry znikł tak szybko jak się pojawił.
- Dobra sorry stary, najwyraźniej się myliliśmy.
- Skoro wam tak przeszkadzam to może pójdę. - Odwrócił się na pięcie i odszedł.
- Co narobiłeś Niall?- Wkurzyłam się na niego. Chłopak chciał być po prostu miły.
- Harry!- Po co się drzesz kretynko i tak cię nie usłyszy. 
Pobiegłam w stronę, gdzie zniknął przed chwilą. Zauważyłam go. Wchodzi po schodach na piętro budynku.
- Harry! Poczekaj!- Najwyraźniej mnie usłyszał bo staną na szczycie i spojrzał w moją stronę. Weszłam po schodach tak szybko, na ile pozwalały mi na to szpilki.
- Czego chcesz?- Spiorunował mnie spojrzeniem. Mam się teraz z nim użerać, kiedy jest zły. Jeszcze zrzuci mnie na dół. Odsunęłam się od niego na bezpieczna odległość.
- Chciałam ci po prostu powiedzieć, żebyś się do nas przysiadł.
- A wydawało mi się, że mnie nienawidzisz, bo jestem dupkiem.- Fuknął i poszedł korytarzem. Stałam jak wmurowana patrzyłam, gdzie idzie.
Podszedł do ostatnich drzwi po lewej i otworzył je. Spojrzał jeszcze na mnie. I wszedł do środka.
- Boże, Harry czekaj!- Podbiegłam do drzwi i przytrzymałam je ręką.
- Chloe co znowu?- Otworzył je szerzej.
- Ty tu mieszkasz?- Spytałam zdziwiona i spojrzałam na jego twarz.
- Tak, tylko po to mnie zatrzymałaś? To możesz już iść.- Chciał zamknąć.
- Nie.- Wprosiłam się do jego pokoju.
- Czemu weszłaś?- Odwrócił się do mnie i trzasnął drzwiami. Podskoczyłam.
- A dlaczego ty jesteś... taki?!- Wskazałam na niego palcem.
- Taki?
- Raz jesteś miły i ... normalny. Da się z tobą wtedy porozmawiać, a teraz...- Zatoczyłam kółko w powietrzu z rezygnacją.
- 'Taki' to ja już jestem i pogódź się z tym.
- Przed chwila na dole mówiłeś co innego.- Zmarszczył brwi.
- Nie masz już tutaj co robić...
- Owszem chciałam ci jeszcze raz podziękować, ale ty najwyraźniej nie masz już ochoty przebywać w moim towarzystwie. - Ruszyłam do drzwi i stanęłam naprzeciwko niego.
- Wiesz, jak głupia myślałam, że warto ci wybaczyć. I myślałam, że byłbyś nawet fajnym kolegą, ale się myliłam. Jesteś dokładnie taki jak wszyscy mówią Harry.
- Wcale mnie nie znasz!- Krzyknął na mnie.
Otworzyłam drzwi.
- Ale nie będę, aż tak chamska i niemiła jak ty. Jeśli już nacieszysz się samotnością i przebywaniem z samym sobą, możesz jeszcze się do nas przyłączyć. - Spojrzałam na niego z nadzieją, że jeszcze się uśmiechnie, jednak pozostawał niewzruszony.
- Pa Harry.
- Chloe?
- Czego chcesz?
- Co to było tam na dole, kiedy odciągałaś mnie za rękę od Niall'a. - Zastanawiałam się dość długo. Patrzył na mnie i oczekiwał odpowiedzi.
- Nie wiem Harry, nie wiem. Na razie.- Wyszłam i zostawiłam go.
Już chyba ma dość bycia miłym. Skoro teraz był taki oschły jak zawsze, to po co zawracał mi głowę i przepraszał za wszystko? Najwidoczniej zmyliły mnie jego słodkie oczka. Jest naprawdę dziwny.
Zaczęłam schodzić po schodach, kiedy zauważyłam Steave'a.  Cofnęłam się z powrotem na górę. Matko zauważył mnie. Co mam teraz zrobić?!
Uśmiechnął się złowieszczo i wraz z jakimś kolegą ruszyli w moją stronę. Co robić? Serce zaczęło walić mi jak młotem. Szybko poszłam na koniec korytarza obok drzwi Harry'ego. Nie zapukałam do niego. Są coraz bliżej.
- Chloe słońce! Jak miło cię widzieć.- Puścił do mnie oczko. Zrobiło mi się niedobrze.
- Steave, czy ona się aby przypadkiem nie boi?- Jego towarzysz zaśmiał się krótko i zmierzyli mnie wzrokiem. Podeszli zbyt blisko. Mój były chłopak odgarnął mi włosy z twarz.
- Nadal jesteś śliczna, chociaż w tej sukience wyglądasz seksownie.- Złapał mnie za rękę.
- Puść mnie.- Wyszarpnęłam się.
- I ciągle taka zadziorna. Co ja bym mógł teraz z tobą zrobić kochanie...- Wyszeptał mi do ucha.
- Zostaw mnie, nie chcę mieć nic z tobą wspólnego.- Splunęłam mu w twarz.
- Nie pogrywaj ze mną.- Uderzył mnie w twarz. Złapałam się za policzek, który momentalnie zaczął piec.- Nie myśl, że jeżeli jakiś pedał mnie uderzy, jak wtedy w nocy, to masz mnie już z głowy, mylisz się mała suko.- Wpił się w moje wargi, gwałtownie. Odepchnęłam go od siebie. Zaczęłam płakać. Wzrokiem próbowałam poszukać pomocy, zauważyłam, że jego kumpel gdzieś zniknął. Moje szanse na przeżycie z zerowych wzrosły do minimalnych.
- Nie odpychaj mnie.- Tym razem oberwałam z pięści w twarz i głośno krzyknęłam z bólu. Upadłam na podłogę. Szybko podciągnął mnie do pionu i przycisnął do ściany. Przybliżył głowę do mojej szyi i zassał moją skórę, to tak cholernie boli.
- Pomocy!- Wykrzyknęłam.
- Czego się drzesz?!- Rzucił mną w kąt gdzie stał stolik z szklanym wazonem. Rozbił się o moje ciało, któryś z odłamków rozciął mi rękę. Złapałam się za nią.
- Księżniczka się skaleczyła?- Udał stroskanego.
- Zostaw ją!- Harry odciągnął go ode mnie.
Złapał go za kurtkę i uniósł do swojej twarzy.
- Jak śmiesz ją bić, jesteś nic nie wartym śmieciem!- Uderzył go w twarz.
- Chloe ma kolejnego obrońcę i tak ją kiedyś dopadnę!- Uciekł. Czyli on jeszcze po mnie przyjdzie...
- Nic ci nie jest?- Chłopak przykucną przy mnie i wzrokiem badał każdą część mojego ciała.
- Nie jest tak źle, tylko...
- Tylko co?- Był zły, znowu. Nienawidzę go takiego. Zauważył moje skaleczone ramię.
- Pomógłbyś mi to opatrzyć?
- Chyba znajdę coś w domu. - Wstał i wszedł do pokoju.
- Harry! Może pomógłbyś mi wstać?- Wychylił się zza drzwi.
- Um... Tak.- Podrapał się po karku i podszedł do mnie. Wyciągnęłam do niego dłoń. Chwycił ją. I znowu to uczucie. Co to jest? Spojrzał na mnie zmieszany. Weszłam do jego mieszkania. Nie było ogromne, ale jak dla niego samego było w sam raz. Usiadłam na dużym łóżku, czekając aż Harry coś przyniesie. Z mojej ręki nadal kapała krew, przez co ubrudziłam sobie sukienkę i pościel na jego łóżku.
- Mam wodę utlenioną i bandaż, powinno chyba starczyć.
- Myślę, że tak. Ale potrzebuję twojej pomocy.- Spojrzałam swoimi załzawionymi oczami w jego zielone tęczówki.
- Postaram się na tyle ile mogę.- Ujął moją rękę i najpierw ją dokładnie obejrzał. Na moje oko trzeba by było ją zszyć, ale nie chcę odwiedzać szpitali, narobiłoby to zbyt dużo szumu.
- Harry...- Zasyczałam, kiedy polewał ranę wodą.
- Przepraszam.- Spojrzał do góry na moją twarz.
- Dziękuję ci.
- Za co?
- Uratowałeś mnie, gdyby nie ty nie wiem co znowu by mi zrobił.- Przeczesałam włosy lewą ręką.
- Jak to znowu? Znasz go, tak?- Zaczął po mały owijać mi rękę bandażem.
- To mój były...
- Co?- Spytał zaskoczony  i skończył.- Proszę.
- Tak, to mój były chłopak. Największa porażka, jaka mogła mi się przytrafić. Dziękuję. To nie będzie dobry pomysł, żebym wróciła na imprezę. Jestem cała brudna i na dodatek nie opłaca się.- Wstałam i chwyciłam pościel z jego łóżka.- Trzeba będzie to wyprać, zakrwawiłam ją.- Wziął materiał  ode mnie i skierował się do jakiegoś pomieszczenia, przypuszczam, że była to łazienka.
- Masz rację, ale to nic. Ważne, że nic ci nie jest.- Uśmiechnął się do mnie i podszedł do komody. Wyciągnął z niej jakąś bluzkę i podał mi ją.
- Po co mi ona? Powinnam już iść, nie chcę ci przeszkadzać.
- Przebierz się i nigdzie nie idziesz.
- Jak to?- Spojrzałam na niego. Był poważny i to nawet za bardzo.
- Ten koleś może być jeszcze w środku, jeśli cię gdzieś zaatakuję, mogę nie zdążyć na czas. Będziesz od teraz pod moją opieką.- Odwrócił się tyłem do mnie i ściągnął koszulkę. Niepewnie do niego podeszłam i przytuliłam go od tyły. Zaskoczyłam go i odwrócił się zdziwiony.
- Wiesz... ja nie wiem jak ci dziękować. Zrobiłeś dzisiaj dla mnie naprawdę wiele. Wolę cię takiego, miłego i opiekuńczego chłopaka, niż tego złego i agresywnego  Harry'ego. Ponownie myślę, że byłbyś dobrym kolegą.
- Cóż, nie ma za co Chloe.- Odciągnął mnie od siebie.- Idź lepiej się przebierz i sukienkę możesz wrzucić do kosza na pranie.
- Dziękuję.- Udałam się do łazienki.- Harry zaczynam cię lubić, wiesz?- Uśmiechnęłam się i zamknęłam drzwi.
- Ja ciebie tez polubiłem i to nawet bardzo.- Słyszałam jeszcze słowa Harry'ego.
Oparłam się plecami o drzwi i uśmiechnęłam sama do siebie.
On jest naprawdę uroczy. Gdyby ktoś powiedziałby mi dwa tygodnie temu, że będę spała u Harry'ego chyba bym nie uwierzyła. Co gorsze, zaczyna mi się podobać. Te jego oczy, usta i włosy. Nie, chyba oszalałam. Zapomniałaś głupia kretynko, że ten sam chłopak, który przed chwilą ci pomagał, pobił cię prawie na śmierć. Przez te wszystkie sytuacje, mam totalny mętlik w głowie. 
To mamy rozdział 7. Mam nadzieję, że wam się podobał.
Jeśli czytasz to komentuj. Dziękuję xx
@Madzia0Rh




czwartek, 26 grudnia 2013

6.

Wesołych Świąt!
Trochę spóźnione, ale na przeprosiny macie rozdział 6 ;3



Postawiłam karton z kotem w przedpokoju. Co ja ma z nim teraz zrobić? 
Poszłam do kuchni i wyciągnęłam z szafy pierwszą, lepszą miskę, która wpadła mi w ręce. Nalałam do niej mleka i włożyłam do pudła. Zamknęłam je na tyle, by powietrze docierało do środka. Szybko chwyciłam najpotrzebniejsze rzeczy i wyszłam z mieszkania kierując się do windy.
Dowiem się wszystkiego czego tylko mogę. Kto wpadł na tak chory pomysł, by przynosić mi kota. Ten ktoś ma naprawdę niepokolei w głowie. Mógłby się chociaż podpisać, miałabym jeden problem z głowy.
Szybko wychodzę z budynku i szukam wzrokiem auta Niall'a. Nie jest to takie trudne, gdyż to czarny Land Rover, a on sam stoi przy drzwiach, ciągle trzymając telefon przy uchu. Kieruję sie w jego stronę. Jest wkurzony, ciekawa o co i na kogo. Gdy tylko podchodzę na taką odległość bym mogła usłyszeć o czym rozmawia, rozłącza się.
- Na razie...- Szybko chowa telefon do kieszeni.
Odchrząkam znacząco.
- O, jesteś już... - Nerwowo przeskakuje z nogi na nogę.- Pojedziemy już.
- Tak masz rację to najlepsza propozycja.- Okrążam samochód i siadam na miejscu z przodu.
Robi to samo i w milczeniu odpala samochód wyjeżdżając na drogę.
- Cóż Niall, powiesz mi z kim rozmawiałeś?- Przekręcam się na fotelu w jego stronę i spoglądam na niego.
- Umm...- Nie dokończył, gdyż po samochodzie rozeszła się dobrze mi znana melodia. Cholera, że akurat teraz?! Otwieram swoją torebkę i szukam w niej telefonu.
- Co?- Rzucam do słuchawki.
- Hej, Chloe spokojnie.- Słyszę głos Liam'a.
- O co chodzi?
- Um... jest już dziesięć po piątej, już dawno powinnaś tu być. Wszyscy się o ciebie wypytują.- Mówi zdenerwowany.
- Jeśli myślałeś, że uciekłabym z swojej imprezy to się mylisz. Zaraz tam będziemy nie martwcie się.- Mówię do niego pocieszająco.
- Trzymam cię za słowo, skoro właśnie wyjechaliście to jesteście już na miejscu.
Na jego słowa usłyszałam głośna muzykę dobiegającą zza samochodu. Spojrzałam na budynek, przed którym chłopak zaparkował. Szybko się rozłączyłam. Niall otworzył mi drzwi, uśmiechał się od ucha do ucha. Jaki on słodki. Złapałam go pod rękę i szliśmy w stronę wejścia do klubu.
- Mogę o coś spytać?
- Tak?- Spojrzał na mnie.
- Ile ludzi tam jest?
- Wiesz, bardzo się do tego przyłożyli i uwierz mi będzie super...
- Ile?
- Dość sporo.
- A i mam rozumieć, że jesteś moją parą na ten wieczór, tak?- Podniosłam za niego zestresowany wzrok.
- Nie martw się, ale tak.- Nałożył na nos swoje czarne okulary i ukazał rząd swoich białych zębów. Podniosło mnie to na duchu.
Weszliśmy do ogromnego budynku. Natłok ludzi był tak ogromny, że dało się wyczuć gorące powietrze. A to dopiero początek, żebym tylko nie zemdlała. To byłby wstyd. Powitało mnie wiele radosnych uśmiechów, które odwzajemniałam. Niektórzy z nich składali mi życzenia, inni dawali koperty. To naprawdę miło z ich strony. Doszłam do naszej paczki. Wszyscy stali z szklankami wypełnionymi alkoholem, mi także wręczyli jedną. Popatrzyłam na nią z niesmakiem. Dan i El rzuciły się na mnie całując i przytulając.
- Nie obrazisz się na nas, jeśli powiemy ci, że kupiliśmy ci jeden wspólny prezent od całej naszej paczki.
- Powinnam się obrazić, że kupiliście mi cokolwiek, ale wybaczam.
- Dalej Lou! Daj jej go!- Eleanor ponagliła Louisa, a ten dal mi małą paczuszkę. Otworzyłam ją.
-Wow! Wy tak na serio?!- Pisnęłam z wrażenia. W środku znajdowały się klucze i to od auta.
- To nic takiego.- Wyjaśnił Liam.- Każdy się dołożył. Najwięcej włożył Lou.
- Miałem trochę odłożonych pieniędzy, więc to nic takiego.- Uśmiechnął się szeroko. Uściskałam go mocno.
- My zadbałyśmy o to, by wnętrze było przytulne.- Zaskoczyło mnie to. Perrie, dziewczyna Zayn'a, właśnie się do mnie uśmiechnęła? Dołożyła się do prezentu? Zrobiła to co zrobiła? I ona właśnie idzie w moją stronę, by mnie uściskać. Ten wieczór będzie zaskakujący.
- Dzięki. A tak w ogóle mogę się spytać, dokładnie kto mi go kupił, bo trochę was dużo i nie wiem, komu mam dziękować. - Uśmiechnęłam się i odłożyłam moje rzeczy na kanapę, która wraz z dwiema innymi była przeznaczona wyłącznie dla nas.
- Louis, Eleanor, Liam, Daniell, Zayn, Perrie, Andy i ja.- Spojrzałam na Niall'a, no i jak tu go nie kochać. Podeszłam do niego i mocno go wyściskałam
- Dziękuję.
- To za zdrowie jubilatki!- Wszyscy podnieśli szklanki do góry, chwyciłam swoją.
- Moje zdrowie!- Przechyliłam szklankę i wypiłam całą zawartość. Rozległy się piski i wesołe śmiechy, a muzyka na nowo zaczęła grać.
- Pozwolisz, że porwę cię do pierwszego tańca w końcu jesteś moją towarzyszką.- Niall pociągnął mnie w stronę parkietu.
Postanowiłam, że pójdę na żywioł i będę dobrze się bawić. Otwórciłam sie tyłem do Horana, szczęście, że załapał o co chodzi. Położył mi ręce na biodrach i kołysał się w rytm ze mną. A co mi tam, pogrzeszę trochę. Otarłam się tyłkiem o jego krocze, na co położył głowę na moim ramieniu.
- Seksownie dziś wyglądasz- Pocałował mnie w szyję. Okręciłam się z powrotem w jego stronę i spojrzałam mu w oczy. Jednak tego nie chcę...
- Niall...- Zaczęłam.
- Wiem, spokojnie nie zrobię nic czego byś nie chciała.- Mrugnął do mnie oczkiem i na nowo zaczęliśmy tańczyć.
Minęły nam tak chyba z 3 piosenki, kolejna była wolna.
- Chcesz jeszcze, czy już idziemy usiąść?
- Nie jest ok.- Uśmiechnęłam się.
Chciałam objąć go rękami za szyję, jednak ktoś chwycił moje nadgarstki i odciągnął mnie od niego, obracając w swoją stronę. Nie zdążyłam nawet spojrzeć nieznajomemu w twarz, a już sprytnie owinął mi ręce wokół bioder.
- Teraz tańczy ze mną.- Spojrzałam przestraszona na góry. Nie myliłam się. Harry.
- Co ty tu robisz?- Próbowałam się wyszarpnąć, lecz on był silniejszy.
- Nie zatańczysz ze mną, tak jak z Horanem?- Podniósł jedna brew i uśmiechnął się szelmowsko.
- Nie?- Udało mi się wydostać z jego uścisku, jednak na krótko. Jego dłoń złapały mnie za łokieć i przyciągnął do siebie. Zmarszczył brwi.
- Przepraszam...
- Zostaw... Zaraz, ty co?- Spytałam zdziwiona i stałam wryta w podłogę.
- Przepraszam, to takie dziwne?- Spytał poirytowany.
- Nie skąd, tylko, że ty nie przepraszasz. Ty przecież jesteś pan Styles i w ogóle.
Zaśmiał się i spojrzał na mnie rozbawiony.
- Tak to dziwne i ... niecodzienne. Ale naprawdę przepraszam, za to i za wszystko.
- Cóż, nie wiem czy mogę ci wybaczyć.
- Daj mi chociaż szansę, ok?
- Nie jestem pewna.
- Tylko 5 minut, potem rób co chcesz.
- Dziś moje urodziny, więc niech ci będzie.
- Ale warunek, rozmawiamy tu i teraz i zachowujemy się normalnie.
- O co ci chodzi? Normalnie czyli?
- Tańcz ze mną.- Podciągnął moje ręce na swoją szyję. Nie mam zamiaru sie sprzeciwiać. Splotłam dłonie razem. Przez przypadek pociągnęłam jednego z jego loków. Jęknął i spojrzał mi w oczy. W jego błysnęła dziwna iskierka.
- Przepraszam.- Szybko wyplątałam palec.
- Nie, jest w porządku.- Nie wiedząc co zrobić, chwyciłam większą część jego włosów w swoją rękę. Przygryzł wargę. Matko boska. Co się ze mną dzieje?  Nienawidzę go, chyba raczej nienawidziłam, teraz wygląda to zupełnie inaczej. Zauważył moje zmieszanie i uśmiechnął się. To dziwne wydaje się być taki uroczy. Dokładnie jak wtedy w sklepie. Przypomniałam sobie, że muszę się czegoś o nim dowiedzieć ,ale najpierw niech on zacznie.
- Więc Harry, co masz mi do powiedzenia? 
- No wiesz, przepraszam za wszystko...
- Tak, to już wiem. 
- Nie chciałem tego zrobić. To po prostu samo tak wyszło, nie wiem. Do tej pory nie mogę tego zrozumieć. Wcześniej takie sytuacje nie miały miejsca, to był mój pierwszy raz kiedy uderzyłem dziewczynę, weszłaś mi w drogę i nie spodobało mi się. Gdybyś się nie wtrącała, to oberwałby ten twój kolega, ale na pewno mniej niż ty, ale pomimo tego wszystkiego  źle mi z tym. albo ta cała sytuacja w szkole, byłem wściekły na Victorię, to dlatego tak zareagowałem. Chciałbym ci to jakoś wynagrodzić, ale nie mam zielonego pojęcia jak.- Zmartwiony spojrzał w moje oczy. 
- Ta twoja przemowa jest... zaskakująca. Nie spodziewałam się, że jesteś zdolny do jakichkolwiek uczuć, jednak się myliłam. - Uśmiechnął się. Dało mi to odwagi, by spytać chociaż o jedna rzecz.- Harry? 
- Tak? 
- Może to  dziwne, ale już dawno zrozumiałam, że nie jesteś taki za jakiego uchodzisz. Nie mówię tu, że nie robisz tego co mówią, bo tego nie wiem. Wprawdzie nic o tobie nie wiem. 
- Ale co masz na myśli?- Zmarszczył czoło. 
- Wtedy w markecie, kiedy to no wiesz... rozpoznałeś mnie. Byłeś taki inny. Zupełnie jak nie ty ze szkoły czy z imprezy. To było, aż przerażające, w jaki sposób byłeś miły dla swojej nowej dziewczyny...
- Zaraz, zaraz... Nowej dziewczyny? Nie mam dziewczyny.
- To najwyraźniej już twoja była.- Spuściłam wzrok, speszył mnie. 
- Ach, mówisz o Gemmie.- Zaśmiał się.
- Co w tym zabawnego?- Spojrzałam na niego oburzona. 
- Gemma to moja siostra.- Sprostował.
- Och... Przepraszam, że...
- Nic się nie stało, to nie ty powinnaś tu przepraszać. - Puścił mi oczko.
- Faktycznie. 
- A i wiesz, wszystkiego najlepszego!
Zaśmiałam się, to było słodkie z jego strony. 
- Dziękuję, ale mam nadzieję, że nie masz dla mnie jakieś niespodzianki, na dzisiaj mam już ich dosyć. 
- Dałem ci już swój prezent.- Jak to? Nic od niego nie dostałam.
- Nie przypominam sobie.
Pomyśl trochę. A co jeśli... Nie, nie, nie. To nie może być on. Ale ... Tamten chłopak był ubrany cały na czarno, w skórzaną kurtkę. Spojrzałam szybko na Harry'ego. Zauważył, że mierzę go wzrokiem. 
- Ty...
- Tak, to ode mnie ta paczka.- Uśmiechnął się i pokazały się jego dołeczki w policzkach. O mój Boże. 
Ten wieczór jest naprawdę zaskakujący, ciekawe co jeszcze się wydarzy.

Mamy rozdział 6. Rozdziały będą teraz krótsze bym mogła wstawiać je częściej.
Proszę was, jeśli czytacie to komentujcie. Mam wrażenie, że piszę tylko sama dla siebie. A chcę się tym z wami dzielić, nie ułatwiacie mi tego.
Chyba, że coś Wam się w moim blogu nie podoba. To powiedźcie co i to zmienię.

@Madzia0Rh

niedziela, 8 grudnia 2013

5.

Notka od autorki: Tak więc, wróciłam! Mam nadzieję, że ktoś się z tego ucieszy. Zapraszam do czytania rozdziału 5. Jest on krótszy od pozostałych, ale cieszę się, że go napisałam. Liczę na jakiś komentarz, strasznie brakuje mi wsparcia z wszej strony ;cc
@Madzia0Rh xx



-Wszystkiego najlepszego kochanie!
Z wrażenia szybko podniosłam się na łóżku i przetarłam oczy.
-Louis, ty psychopato!- Zaśmiał się, a ja razem z nim.
Szybko wstałam z łóżka i podbiegłam do niego, wtulając się w jego bluzę. Na moje szczęście, siniaki już pomału schodziły, a moje samopoczucie i ból fizyczny był znacznie lepszy niż tydzień temu.
-Moja Chloe kończy już dzisiaj 18 lat. Jak to leci.- Wyciągnął chusteczkę z kieszeni spodni i wydmuchał w nią nos.
-Nie udawaj, że płaczesz, bo i tak ci to nie wychodzi.- Klepnęłam go w ramię.- Ale patrz z mojej perspektywy, jestem starsza od ciebie, młody.- Pokazałam mu język.
- Poczekaj jeszcze trzy miesiące, będziemy rówieśnikami.
- No nie wiem. Teraz choć ze mną.- Pociągnęłam go za sznurek od bluzy za sobą w stronę łóżka.
Położył się na nim.
-Chcę sobie dzisiaj tak z tobą poleżeć i pogadać. To moje dzisiejsze życzenie.- Przekręciłam się na bok i spojrzałam na jego profil.
-Nie ma sprawy, to taka zachcianka, że prawie żadna.- Wzruszył ramionami.
- Louis,-Złapałam go za rękę, spojrzał mi w oczy.- jakie niespodziani znowu przygotowałeś.
- Hmm... nie wiem, czy mogę ci to zdradzić, impreza odbędzie się w jakimś klubie. Mniejsza w jakim, Liam i Dan wybierali. I um, przyjeżdża dzisiaj moja mam i dziewczynki.
- Jeju jak fajnie!- Rzuciłam się na niego i usiadłam na nim okrakiem.
-Co ty robisz?- Zaśmiał się
- Siedzę na tobie, nie widzisz?- Podniosłam jedną brew.
- Nie rób tak.- Przejechał mi kciukiem po czole.- Teraz wyglądasz pięknie.
Przytrzymałam jego dłoń na mojej twarzy. I spojrzałam mu nieśmiało w oczy.
Nie wiem jak, ale schyliłam się i pocałowałam go w usta.
- Dziękuję. Louis.- Wyszeptałam tuż, przy jego wargach.
- Nie ma za co, ale...- Nie skończył, bo ponownie zatopiłam się w jego usta i przekręcił mnie tak że teraz to on leżał nade mną.
Chwyciłam go za szyję i przyciągnęłam go jeszcze bliżej siebie. Nie opierał się. Zaczął bawić się dołem mojej koszulki. Westchnęłam i oplotłam go nogami w pasie.
- Louis...
- Chloe...
Wyszeptaliśmy w tym samy czasie.
- Znowu to robimy...- Oderwałam się od niego na moment.
- Co masz na myśli?- Spytał się zdziwiony i poprawił kosmyk włosów spadający mi na twarz.
- No to.- Zakręciłam palcem kółko w powietrzu. chwycił mnie za dłoń i ucałował ją.
- To przecież nic takiego, jesteś moją przyjaciółką.
- Ale czy przyjaciele robią coś takiego.
Zmarszczył brwi w niezadowoleniu.
- I poza tym, masz dziewczynę, którą właśnie zdradziłeś.
Zamarł, chyba własnie zrozumiał, co do niego mówiłam. Prawdą było, że jest zajęty, chodzi z Eleanor już prawie od tygodnia, można to już nazwać związkiem.
A co ze mnie za przyjaciółka? Całuje się z przyjacielem, jednocześnie z chłopakiem mojej przyjaciółki. To niedorzeczne. Jestem straszna. Poprawiłam piżamę na sobie i wstałam z łóżka podchodząc do komody. Lou nada siedział zamyślony, wpatrując się w swoje palce.
Rzuciłam jeszcze ostatnie spojrzenie na niego. Wyglądał okropnie. Spieprzyłaś sprawę, Johnson. Możesz iść do diabła. Trzasnęłam drzwiami od łazienki i przysiadłam na wanie.Uderzyłam dłonią w ścianę. Znowu to samo, a dopiero co zapomniałam o sprawie z przed 6 miesięcy, wtedy było podobnie. Tak, kurwa spieprzyłaś.

Po pewnym czasie...

Louis praktycznie wcale nie odzywał się do mnie przez cały poranek. To straszne, zraniłam swojego najbliższego przyjaciela. Teraz będę się bała w ogóle do niego podejść, a co dopiero przytulić. Pomyśli sobie, że znowu chcę go wykorzystać, to uczucie jest nie do opisania.
Moje rozmyślania przerwał dzwonek do drzwi.
-Otworzę.- Lou rzucił to do mnie z obojętnością i poszedł otworzyć.
-Synku!- Usłyszałam wesoły głos pani Tomlinson. A po chwili tuptanie małych stópek, które biegły w moja stronę. O Matko!
- Inwazja!- Krzyknęłam i złapałam trzy dziewczynki lecące w moją stronę. Lottie szła powoli w moim kierunku.
-Fajnie cię znowu widzieć Chloe.- Uśmiecha się i podchodzi do mnie, by mnie przytulić.
-Też za wami tęskniłam.- Ostatni raz ściskam je wszystkie razem.
-Wszystkie najlepszego, Chloe!- Radośnie wyśpiewuje mama Louisa.
- Dziękuję.- Przytulam ją.
-Wiesz postanowiłyśmy, że kupimy ci coś, czego zawsze pragnęłaś...- Tajemniczo się do mnie uśmiecha.
- Co to?- Spoglądam na nią entuzjastycznie, z szklistymi oczami. Tak jak małe dziecko, które widzi ogromnego lizaka.
- Kupiłyśmy ci bilet na najbliższy koncert Ed'a Sheerana. W zasadzie to dwa...- Że co?! Nie wierzę.
-Jeju! Niemożliwe! To najlepszy prezent jaki kiedykolwiek mogłam dostać!- Krzyczę z radości i jeszcze raz mocno się do niej przytulam.- Dziękuję, dziękuję.
- Dobra dziecko starczy.- Śmieje się.
Puszczam ją i spoglądam na wszystkich po kolei, nie pomijając Lou, który patrzy na mnie smutny wzrokiem. A co mi tam, przełamię się. Podchodzę do niego tak szybko jak tylko mogę i zamykam go w żelaznym uścisku. Od razu odwzajemnia ten uścisk.
-Tak bardzo cię przepraszam.- Jego smutne spojrzenie złamało mi serce. Z nadmiaru dzisiejszych emocji, rozpłakałam się na jego ramieniu mocząc mu koszulę.
- Chloe...
- Przepraszam, nie chciałam... Przepraszam.- Pociągam nosem, a Lou podciąga mój podbródek w górę, bym mogła spojrzeć mu w oczy.
- To nic, nie przepraszaj.- Otarł mi łzę spływająca po moim policzku. Zauważyłam, że jego rodzinka zniknęła z pola widzenia.
-Dobra, koniec tych smutasów, dzisiaj moje urodziny trzeba się ogarnąć. Tak w ogóle która już godzina?
- Umm... jest 14.30.
-Co jakim cudem?- Jestem zszokowana. Od kiedy tak długo śpię? To dziwne.
- Pozwoliłem ci dzisiaj dłużej pospać.- Mrugnął do mnie okiem.
-O której zaczyna się impreza?
-Powinnaś być tam o 17, tak myślę.
- Czemu tak wcześnie?- Patrze na niego poirytowana.
-Liam stwierdził, że lepiej zacząć wcześniej, posiedzimy dłużej. Oczywiście, jeśli się nie spijesz do nieprzytomności, nie zaczniesz robić sprośnych rzeczy i nie zarzygasz całej klubowej łazienki.
-Ja? Coś ty. Chyba sobie żartujesz.- Macham na niego ręką i prycham pod nosem.
-A pamiętasz...
-Zamknij się Tomlinson!- Przerywam mu i uderzam go w ramię, śmiejąc się.
- No dobra jak tam chcesz.-Chcę już odejść do swojego pokoju.- A i jeszcze, Niall przyjdzie do ciebie za jakąś godzinę, albo więcej. I um... pójdziesz z nim na imprezę, ja wychodzę za 30 minut, więc zobaczymy się później.
- No cóż, ok. To idę się ubrać i takie tam.- Uśmiecham się i wchodzę do pokoju, gdzie zastaję dziewczynki.
-Przyszłaś w końcu. -Uśmiecha się Daisy.
- Lottie mówiła, że powinniśmy poryć w twojej szafie. W sensie, że pomóc ci znaleźć coś do założenia na twoje urodziny.- Pheobe uśmiecha się, ukazując rząd bielutkich zębów.
- Och, naprawdę?- Patrzę w stronę Charlotte i uśmiecham się cwaniacko.
- Tak! Już mamy dla ciebie coś odpowiedniego.- Szybko wstaje z dywanu i wręcza mi 3 wieszaki z sukienkami. Przeglądam je pomału zastanawiając się czy będą odpowiednie. Wyrzucam tą fioletowo-czarną.
- Ta nie. Wydaje się być nuda.- Krzywię się.- W sensie, że zbyt elegancka.
Zastanawiam się nad dwiema.
- Hmm... Ta powinna być w porządku, jest seks... fajna.- Uśmiecham się i słyszę parsknięcie Lottie obok mnie.
Zdecydowałam się, na niebieską sukienkę z ramiączkami.
- Ale Chloe jest zbyt krótka, nie będziesz wyglądać... - Fizzy rozgląda się po pokoju i szepce, choć i tak każdy ją słyszy. - ... zdzirowato?
Jestem zszokowana doborem jej słów, to takie dziwne. Kto nauczył takich słów. Lottie... Pani Tomlinson na pewno nie.
- Umm... cóż... ugh... Myślę, że nie. A mówiąc między nami. Trzeba zrobić jakieś fajne wrażenie w tym mieście. - Śmieję się, a dziewczynki wraz ze mną.- Dobra spadać mi stąd jak na razie. -Wyganiam je za drzwi.
Postanawiam, że zrobię ze sobą wszystko, by wyglądać w porządku i zmienić swoją reputację między uczniami, z ckliwej nieudacznicy, na świetną laskę. Bynajmniej mam taką nadzieję.
Cóż, ale najpierw wezmę prysznic i ogolę nogi. Wzdycham i podążam do łazienki.

Półtorej godziny później...
Kiedy wychodzę z łazienki, doznaje szoku. Staję z drzwiach, owinięta tylko ręcznikiem z mokrymi włosami na ramionach.
-O.. um..- Przygryzam wargę nie wiedząc co powiedzieć.
- Cóż... nie spodziewałem cię w takim stanie.-Niall, powstrzymuje się od śmiechu, siedząc na moim łóżku.
- A ja nie wiedziałam, że zastaniesz mnie w takim stanie, kiedy to jakby nigdy nic siedzisz sobie u mnie w pokoju i, cóż, gapisz się na mnie!.- Parskam, lecz nie mogę być na niego zła, kiedy wybucha głośnym śmiechem, a jego całe ciało drży pod tym wpływem. Jego śmiech przechodzi w rechot.
-Myślę, że ten wieczór będzie zaskakujący.- Po 5 minutach opanowuje się do takiego stanu, że może się normalnie wysławiać.
- Tak w ogóle, która to już godzina?
- Siedzę tu już od 16, już ponad godzinę,więc...- Spogląda na zegarek na swojej ręce.-... jest już 17.25.
- Co?!- Jestem zażenowana. Jak mogłam tak długo siedzieć w łazience?! To okropne.
Biegiem rzucam się w stronę łóżka i niechcący uderzam w nogi Niall'a i prawie bym się przewróciła, gdyby mnie nie przytrzymał.
-Hej, Choe. Pomału, zdążysz.- Uśmiecha się do mnie.- Mógłbym ci jakoś pomóc?
-Myślę, że tak. Poszukaj w mojej szafie, na dole takich błękitnych...-Spogląda na mnie z ukosa.-... ok. Jasno niebieskich butów na koturnie.
- Chyba dam radę.- Drapie się po karku.
- Ok, to ja się ubiorę i zaraz wracam, ok?
Poniekąd tak robię, kiedy moja sukienka leży już na moim ciele, przypominam sobie, że muszę wysuszyć włosy. Zajmuje mi to z 10 minut. Ugh i jeszcze ten pierdolony makijaż! Mam nadzieję, że ten klub jest dość blisko, bo inaczej się zabiję.
Po 15 minutach wychodzę już prawie gotowa.
-Wow! Wyglądasz... Wow!- Zakrywam usta dłonią i chichocze na brak dezorientacji w jego głosie.
Gdy mam na sobie już buty, chwytam torebkę i wkładam do niej swój telefon. Wychodzimy do przedpokoju, by Niall mógł zabrać wszystkie swoje rzeczy. Zapomniałam spojrzeć na jego ubiór.
Ma na sobie białe Nike'i, czarne spodnie z lekko niskim stanem, zwykłą białą koszulkę polo i czarną skórzaną kurtkę. I, cóż jego idealnie ułożone blond włosy dokańczają całą stylizację. Wygląda naprawdę pociągająco... znaczy znakomicie. Uśmiecham się sama do siebie, kiedy słyszę dzwonek do drzwi. Ciekawe kto to. Pomału podchodzę  i je otwieram. Zauważam na wycieraczce dużą paczkę, w zasadzie karton. Ciekawe co to. Rozglądam się za kimś, kto mógłby ją tu zostawić. Zauważam tylko fragment sylwetki... chłopaka ubranego na czarno, który szybko wchodzi do windy. Nie zostało mi nic innego, jak sprawdzić co to. Mam nadzieję, że to nie bomba, ani cokolwiek innego. Zauważam karteczkę przyczepioną do wierchu pudła. Bez zastanowienia otwieram ją i czytam dość nieczytelny charakter pisma, widać, że był pisany szybko.

Więc dziś są twoje urodziny, postanowiłem ci coś podarować. Słyszełem kiedyś, że chciałys mieć kota. Znalazlem go wczoraj koło domu mojej mamy. Pomyśłaem, że moge ci go poarować. Dobra, co na pierdolę...

Część tego listu została skreślona, jednak nadal była czytelna.

Masz po prostu ten cholerny karton i zrób z jego zawartością o co chcesz. Nie obchodzi mnie to. 
                                                                                 ...
P.S. Umm... I przepraszam, za wszystko.

Ostatnie słowa, są dość nieczytelne, tak jakby nadawca tak naprawdę ich nie chciał. Nie rozumiem całego tego przedstawienia. O co tu do diabła chodzi?!
- Co to?- Pyta zaciekawiony Niall i wyrywa mi liścik, czyta go i wydaje się być zaskoczony i w błysku jego oka zauważam coś co odbieram jako oznakę, że wie kto to mógł być.
- To dziwne...- Otwieram zawartość kartonu, a w środku znajduje się kłębek futerka. Zaraz, ten ktoś wspomniał o kocie. Mała kulka, przeciąga się i pręży pazurki. Czarny grzbiet, a jego łapki i fragment pod bródka jest biały. Wygląda uroczo. Nazwę go... um Strenger. Uśmiecham się i spoglądam na Niall'a. Kolejny raz w tym dniu drapie się po karku.
- Tak to dziwne... - Wyciąga telefon i wychodzi na korytarz. Rzucając tylko, żebym zamknęła mieszkanie i zeszła na dół, a sam przystawia słuchawkę do ucha i idzie do windy.
Jego zachowanie jest bynajmniej zastanawiające. Przypuszczam, właściwie jestem przekonana, że wie kto zostawił tą paczkę i ten list. I zrobię wszystko, by się o tym dowiedzieć.


Pytania do rozdziału: Jak myślicie...
Czy Chloe poczuje coś więcej do Niall'a?
Czy zakocha się z jego uroku osobistym?
Kim był nieznajomy, który podrzucił jej ten oryginalny prezent?
Czy zrobi wszystko, by dowiedzieć się kto to?
Czy może, niecnie wykorzysta do tego Niall'a?
Jak myślicie co się wydarzy? 

Odpowiedzi podawajcie w komentarzach lub na moim ask'u(jak i także ask'a, tego opowiadania): @Madzia0Rh


piątek, 2 sierpnia 2013

4.


Na początek chcę dodać, że jest to rozdział z dedykacją dla @FlyInTheSky_ 
To miłego czytania ♥o♥



Przetarłam oczy i ziewnęłam. Nie mam już ochoty dłużej spać.
Podniosłam się do pozycji siedzącej. I zaraz tego pożałowałam.
- Matko! Ała...-Krzyknęłam z bólu i położyłam się z powrotem.
Odruchowo złapałam się za brzuch, co to było do cholery?!
A no fakt, zapomniałabym. Poprzedniego wieczoru zostałam zmaltretowana przez pana Styles'a. Jak mogło mi to wylecieć  głowy? Niedorzeczność.
- Co się stało?!-Lou wpadł do mojego pokoju, trzaskając drzwiami o ścianę.
- A jak myślisz? Sama chyba się nie skopałam po brzuchu, prawda?
- Tak, masz rację.-Odchylił drzwi, by sprawdzić, czy nie zrobił śladu tym głośny trzaśnięciem.-Uff!-Sapnął z ulgą.
- Przejmujesz się głupią ścianą, a ja tu umieram. Ale z ciebie przyjaciel.-Fuknęłam obrażona.
- Przepraszam Chloe.-Usiadł na łóżku obok mnie i chciał mnie przytulić.
- Lepiej tego nie rób. Najlepiej przez najbliższy tydzień.
- Jak spotkam tego gnoja, to potraktuję go tak, że rodzona matka go nie pozna!
- O nie, nie. Jeszce skończysz tak jak ja, albo jeszcze gorzej. Nie ryzykuj.
- A dlaczego nie? Jak można bić kobietę ja się pytam?
- Też tego nie rozumiem, ale nie warto się zbytnio unosić, Boo. Było minęło, wyliżę się z tego.
- Jak ty możesz mówić o tym wszystkim z takim spokojem?
- Znasz mnie, taka już jestem. Z resztą sam widziałeś jaki był przerażony i próbował mi pomóc.
- Zapomniałbym o tym, wiesz? Ale o tym, że prawie zabił się na miejscu i to dwukrotnie to nie pamiętasz. Chloe, nie broń go, to sukinsyn jakich mało.
- No niby, masz rację.
- Zawsze mam racje, pogódź się z tym.
- Ok. Chodź nachyl się, dam ci buziaka w policzek.- Uśmiechnęłam się i pociągnęłam go w dół za koszulkę. Ucałował go, na tyle ile mogłam.
- Zaraz przygotuję ci śniadanie i przyniosę do łóżka. Poczekaj trochę.
- Ale Lou...
- Nie, zrobię. Czekaj.
Czy on zawsze musi postawiać na swoim?
Chciałam mu powiedzieć, że sama potrafię się nakarmić. Ale nie, bo po co mnie słuchać... Ugh... Jak ja go nienawidzę Zdmuchnęłam pojedynczy włos, który opadł mi na czoło. Zagarnęłam go z reszta włosów.
O Boże, co się ze mną stało?!
Musze iść się umyć, nie ma innego wyjścia.
Podniosłam się powoli na łokciach.
- Ał, ał.- To boli. Nie bądź miękka dasz radę.
Dobra, siedzę jest w porządku. Spuściłam nogi za łóżko, na szczęście dosięgałam podłogi. Jeszce nie byłam, aż tak przeraźliwie mała. Stanęłam na nogi.
Cholera jasna! Odechciało i się wszystkiego, najchętniej położyłabym się z powrotem do łóżka, ale to na pewno będzie bolało tak samo, jak wstanie. Teraz tylko dojść do łazienki, załatwić potrzebę, no bo przecież nie będę sikała w łóżko, przecież to oczywiste; i wziąć prysznic. Męczarnia dla ciała, ale muszę się jakoś ogarnąć. Szczególnie, jeśli ma przyjść Niall z Andym, sprawdzić jak się czuję.
Jakimś cudem znalazłam się przed lustrem. wygląda koszmarnie. Podpuchnięte oczy od płaczu, nie mówiąc już o rozmazanym makijażu. Ograniczając swoje ruchy do jak najmniejszych, wyciągnęłam z szafki mleczko do demakijażu i dwa waciki. Nalałam trochę na wacik maziowatej substancji. Zaczęłam od oczy, szło mi to długo. Tusz wodoodporny jednak jest wodoodporny. Czoło, usta. Aż tak przeleciałam nim całą twarz.
Do mokrej twarzy przyczepił mi się kosmyk włosów. Ogarnęłam je na plecy. Spojrzałam w lustro. A to co znowu do cholery?!
Złapałam się za szyję i przejechałam po niej palcem. Po lewej stronie, dość blisko siebie znajdował się cztery sine plamki. Zaś po prawej, jedna większa od pozostałych. Idealny odcisk palców...Harry'ego?
Zakryłam dłonią usta. Nigdy wcześniej nie byłam, aż tak oszpecona i to przez jedną osobę. Nie zdawałam sobie wczoraj z tego sprawy, że naprawdę mocno mnie dusił, aż do teraz. Byłam zbyt przestraszona, by czuć tak naprawdę silny ból, zadawany mi przez niego. Teraz przeraziłam się jeszcze bardziej. Jak ja się teraz pokażę wśród ludzi?
- Tu jesteś Chloe! Jak tu doszłaś?- Spytał zdziwiony.
-Normalnie.-Wciąż patrzyłam się w swoje odbicie.
- Co robisz?- Podszedł do mnie i stanął za mną. Spojrzał w to samo miejsce co ja.
- Kurwa... On ci to zrobi?-Zgarnął moje włosy jeszcze bardziej i przyjrzał się dokładniej.
Pokiwałam twierdząco głową.
- Kolejny powód więcej, by dorwać tego skurwysyna.
                               ~*~
W końcu ją pocałował. Co za nieudacznik.
Oglądałam z Lou któryś już film z kolei. Tym razem padło na dramat romantyczny. W tym celu przeniosłam się z mojego pokoju do salony. Znaczy się, Louis zaniósł mnie,twierdził, że nie powinnam się zbytnio przemęczać.
Kocham tego typu filmy, ale nie miałam na nie dziś ochoty. Nie odzywałam się, by nie popsuć humoru Boo.
Wcinał już trzecią paczkę krakersów.
- Przytyjesz skarbie.-Spojrzałam na niego.
- Co?- Odwrócił się zaskoczony.
- Powiedziałam, że przytyjesz.- Dźgnęłam go w brzuch.
-Och, to. Wątpię, to i tak mało jak na mnie.
- Wiem, żyję przecież z tobą prawie 24 godziny na dobę przez półtora roku. Więc wiem dużo na twój temat.
Puścił tą moją uwagę mimo uszu i powrócił do oglądania filmu.
- Ale naprawdę myślę...
- Ciii!- Uciszył mnie.- Oglądam film, nie widzisz?
- Tylko, że mnie on nie ciekawi. -Mruknęłam sama do siebie.
Oparłam łokieć o oparcie, a głowę złożyłam na dłoni. Zamknęłam oczy. Może uda mi się to przespać.
                                                                                          ~*~
Usłyszałam dzwonek do drzwi. Otwarłam oczy. Zauważyłam, że Louis wstał i podszedł do drzwi.
A tak, mieliśmy mieć gości. Jak ja się z tego cieszę. Ziewnęłam i próbowałam się przeciągnąć.
Fuck! Ciekawe przez jaki okres czasu nie będę mogła się normalnie poruszać.
Usłyszałam szmery przy drzwiach.
- Co on tu kurwa robi?!- Mój przyjaciel krzyknął ze złości.
Spróbuję to sprawdzić. Wstałam powoli z kanapy. To będzie ciężka droga, ale dam radę. Złapałam się za brzuch i spuściłam głowę, patrząc pod nogi, by o nic nie zahaczyć. Byłam już widoczna z wejścia. Czułam spojrzenie wszystkich obecnych. To nie było miłe uczucie. Nikt nie odezwał się ani słowem, do momentu aż nie podniosłam głowy.
Harry.
Jak poparzona ogniem odskoczyłam do tyły przestraszona. Uderzyłam w fotel i upadłam na niego.
- Ała!-Wykrzyknęłam z bólu i z przerażeniem w głosie.
- Chloe! Nic ci nie jest?- Spytał Niall i podszedł do mnie
- Niech on sobie idzie! Nie chcę go widzieć! Boję się!- Krzyczałam przerażona.- Nie bij mnie! Nic ci nie zrobiłam! - Rozpłakałam się mimowolnie.
Lou podszedł do mnie i próbował mnie uspokoić. Zauważyłam, że Andy siłą wyprowadza Harry'ego na korytarz. Usłyszałam tylko.
- Po cholerę tu przyszedłeś?! Miałeś tego nie robić! Czy ty kurwa kiedyś mnie posłuchasz?!
Już więcej nie było dane mi podsłuchiwać, a blondyn zamknął drzwi.
- Chloe, przepraszam...-Zaczął Niall.
- To nie twoja wina.- Cały czas się trzęsłam.
Louis pocieszała mnie, pocierając moje ramiona. Głośno odetchnęłam.
- Co on... tu robił?- Spojrzałam na Andy'ego, który wszedł do salonu.
Po jego minie widać było, że jest załamany. Cud, że On posłuchał się go i poszedł.
- Mówiłem mu, żeby tu nie przychodził. Ale on jak zawsze nie słucha!- Usiadł ze złością na kanapie, naprzeciwko nas. - Już ja sobie z nim porozmawiam jak wrócimy do domu...
- Ale ... Chodzi i o to, dlaczego tu przyszedł?-Spojrzałam na niego.
- Nie bądź smutna. Dopilnujemy, żeby już nic ci nie zrobił.-Uśmiechnął się do mnie pocieszająco, trochę to pomogło.
Ale nadal, nie dowiedziałam się po co przyszedł. Jak dla mnie to było dziwne.
- Dobra, wstań kochanie. Położysz się kogo Andy'ego. - Posłusznie wykonałam polecenie.
Ale nie obyło się bez bólu. Kiedy wstałam bluzka lekko podciągnęła się do góry.
- O Matko!- Niall odchylił ja jeszcze bardziej, przez co było widać cały mój brzuch. Ale jak na dżentelmena  przystało, nie zrobił tego tak, aby nie było widać mojego stanika.
- Proszę was, nie róbcie tego...- Opuściłam ją szybko na dół, zakrywając brzuch i ślady znajdujące się na nim.
Zauważyłam szok na twarzach Andy'ego i Niall'a. Taki sam wyraz miała twarz Lou, El, Dan i Liam'a. A jak wyglądała moja? Tego nie wiem, ale zapewne jeszcze gorzej on ich.
- To co zobaczyliście jest okropne. -Dodał Lou.- Ale ma jeszcze jeden.
Popatrzyli na mnie szukając czegoś jeszcze. Odsłoniłam im moją szyję, unosząc włosy do góry. W pierwszej chwili nic nie zauważyli, ale gdy przyglądali się coraz intensywniej, zauważyli to.
- Ale to przecież... Nie, nie może być...- Zaczął niebieskooki.
- Dłoń Harry'ego.- dokończył Andy.
- Teraz wiecie, dlaczego mam taką ochotę zabić tego gnoja.-Wysyczał Louis, wstał i kopnął w fotel, na którym wcześniej siedziałam.
Teraz wiem, że oni wszyscy martwią się o mnie. Mam ogromną ochotę ich wyściskać, ale nie mogę.
- A co z nim? Jak on się czuje?- skierowałam to pytanie do dwóch chłopaków, którzy przyszli.
- Dlaczego się nim przejmujesz?- Spytał zaskoczony Andy.
- Też tego nie rozumiem, już od rana go broni i też nie znam przyczyny.
- Po prostu wydaje mi się, że żałuje tego co zrobił.- Ależ byłam naiwna, teraz to dopiero zrozumiałam.
Nabrała się na tą sztuczkę z słodkimi oczkami, po tym jak mnie potraktował. Mogę się założyć, że gdyby go nie powstrzymali, już dawno leżałabym w kostnicy.
- Wczoraj był mega wkurwiony. Gdy tylko któryś z nas wszedłby mu w drogę, to z pewnością by nas wszystkich pozabijał. Dzisiaj nie był spokojny, ale atmosfera była i pewnie będzie napięta. Ale jesteśmy ostrożni o to się nie martw.- Niall dotknął mojej dłoni w pocieszającym geście kiedy usiadłam obok niego na kanapie. Uśmiechnął się do mnie słodko. Te jego oczy. O matko...
- Aha...- Nie za bardzo wiedziałam, co mam odpowiedzieć, bo co niby miałabym powiedzieć? Fajnie, że żyjecie? To nie pasowało do tej sytuacji. z resztą wszystko było dziwne i nie do pojęcia.
- Chloe muszę cię zmartwić.- Odwróciłam głowę w stronę Lou, drapał się dłonią po karku.- Radzę ci zadzwonić do mamy i powiedzieć jej, że już jest z tobą lepiej.
- Co?! Powiedziałeś jej? Powiedz, że nie?- Załamał mnie tym faktem. Kiwnął tylko potakująco głową.
Ale co mam jej powiedzieć?
                                                     ~*~
Na szczęście mogłam trochę dłużej pospać, zaczynałam lekcje godzinę później niż Lou. Ale dużo to nie dało, bo i tak będę się męczyć z makijażem, żeby zakryć ślady. Jeszcze ten pieprzony W-F na ostatniej.
Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego jednak nie zawróciłam Liam'a w środę wieczorem, by zawiózł mnie z powrotem do domu. Ale nie, ja wybrałam tą głupia imprezę, a miało być tak fajnie. Zupełnie inaczej to się skończyło.
Poszłam do łazienki już ubrana. To gdzie ten podkład? Jest! Nałożyłam dość sporą ilość na rękę i zaczęłam rozsmarowywać na szyi. Dużo to to nie pomoże, bo siniaki zmieniły barwę na ciemny fiolet. Jeszcze lepiej.
Może znajdę jakąś fajną apaszkę, bo golfu na pewno nie ubiorę. Dopiero wrzesień, a pogoda na dworze dość fajna.
Pobiegłam z powrotem do pokoju i w szafie znalazłam jakiś cieniutki, różowo-czarny materiał. Nada się.
Założyłam go i spojrzałam w lustro. Zarzuciłam jeszcze włosy na ramiona. Jest dobrze. Spojrzałam na zegarek. 8:30, pora się zbierać.
Poszłam do kuchni wzięłam jabłko, torbę i zakluczyłam drzwi.
Droga do szkoły zajęła mi 15 minut, bo szłam dość szybko. Gdy weszłam do szkoły wszyscy uczniowie rozchodzili się do klas. Fajnie, akurat zdążyłam. Szłam w kierunku klasy od angielskiego.
Przypomniał mi się pierwszy dzień w szkole.
Pierwszy korytarz po lewej, druga klasa po prawej.
Szłam właśnie w stronę korytarza, kiedy usłyszałam jak ktoś z kimś się kłóci. Nie chciałam przeszkadzać. Wychyliłam tylko głowę zza rogu i ujrzałam Harry'ego z Victorią. Tylko nie panikuj. Serce i tak zaczęło mi walić jak oszalałe, wszystkie rany zaczęły boleć jeszcze mocniej niż normalnie.
Krzyczał na nią, ale dlaczego?
Nagła cisza, chyba mogę iść. Wyszłam.
Ktoś we mnie uderzył, znowu. Upadłam na podłogę, skrzywiłam się z bólu.
- Ała! Patrz jak łazisz!- Wykrzyczałam na kogoś.
- Chloe?- Spytał zaskoczony.
Spojrzałam w górę. Cholera. Odsunęłam się od niego jak najdalej i wstałam pomału.
- Ha... Harry?- Przeraziłam się jeszcze bardziej.- Zostaw mnie.
- Nic ci nie zrobię.
- Odejdź ode mnie!
- Coś ci upadło.-Podał mi moją apaszkę. Kurde, zasłoniłam szyję ręką. - Proszę.
- Po co to robisz?!- Wyszarpnęłam mu ją.- Powtórzę jeszcze raz, odwal się ode mnie, albo zacznę krzyczeć.
- Spokojnie, chciałem tylko przeprosić.
- Mam gdzieś twoje przeprosiny! Prawie mnie zabiłeś skurwielu!
Wkurzyłam go tym, złapał mnie mocno za nadgarstki. Szarpałam się, ale to nic nie pomagało.
Spojrzał na moja szyję. Przyjrzał się bliżej, czyżby przypomniał sobie?
Zaskoczyło mnie to, że przyłożył swoją dłoń i przypasował palce do śladów i ścisnął.
Znowu to robi! Mój Boże. Zaczęłam się szarpać jeszcze bardziej.
- To.. to przeze mnie?- Spytał załamany.
Zwolnił uścisk, wyswobodziłam się z jego objęć i uciekłam do klasy.
- Przepraszam!- Usłyszałam za sobą, nie odwróciłam się. Wbiegłam do klasy, akurat nauczyciel zaczynał lekcje. Fajnie, jeszcze wsadzi mnie do kozy.
- Przepraszam za spóźnienie.- Usiadłam obok Liam'a.
- Masz szczęście, że dzisiaj mam dobry humor Johnson.
- Hej Chloe.- Odwróciłam się w jego stronę.
- Hej.- Odbąknęłam w odpowiedzi i wzięłam długopis do ręki, by porysować w zeszycie.
Wypadł z moich rąk na podłogę. Liam chciał go podnieść.
- Nie, zostaw sama sobie poradzę.- Podniosłam go i wzięłam się za rysowanie.
Wiedziałam, że się na patrzy.
- Yyy... Co się z tobą dzieje? Jakoś dziwnie się zachowujesz.
- Co? Ja? Nie, no coś ty.- Byłam zdenerwowana i on o tym na pewno wiedział.
- Co się stało?
- Harry.- Spojrzałam w jego oczy. Niczego więcej nie potrzebował.
Spojrzał ponad moim ramieniem w bliżej nie określone miejsce. Powędrowałam za nim wzrokiem.
A no tak patrzył się na Niego złowrogo. Gdy tylko odwróciłam się w tamta stronę. Wyraz twarzy Harry'ego się zmienił. Tak jakby, posmutniał? Nie, to nie mogło być to. Bynajmniej wyglądał inaczej.
Muszę sobie coś na dzisiaj obiecać, unikać go za wszelką cenę przez cały dzień. To może wtedy humor mi się poprawi.
                                                                      ~*~
Skutecznie mi to wychodziło, Harry nie miał okazji, żeby mnie zaczepić. To została mi jeszcze jedna lekcja. Ukochany W-F. Ciekawe jak będę ćwiczyć.
Zaszłam jako ostatnia do szatni, wszystkie dziewczyny były już prawie przebrane tylko nie ja.
Usiadłam na swoim stałym miejscu obok El.
- Czy ty naprawdę chcesz ćwiczyć?- Spytała zdziwiona, kiedy zaczęłam ściągać trampki.
- Tak, a czemu?
- Może dlatego?- Lekko dźgnęła mnie w brzuch.
- Ała!- Odskoczyłam od niej.
- I nadal chcesz to zrobić?
- Muszę, nie chcę, żeby ktoś pomyślał, że jestem "dziewczyną" i wymyślam.
- Chyba masz tu na myśli, tych durnowatych chłopaków.
- Tak, ale chcę ćwiczyć dla własnej satysfakcji. Nie chcę być słaba. Dam sobie radę.
- Może nie chcesz, żeby Styles widział cię jako słabiutką dziewczynę?
- Czy ty zawsze musisz nieć rację?- Bąknęłam, ale nie mam zamiaru się na to zgodzić.
Ściągałam już koszulkę, kiedy poczułam na swoich rękach dłonie inych dziewczyn.
- Chloe, aż tak cię urządził?- Laura zapytała zaskoczona.
- Jak to? Skąd o tym wiesz?
- Wszyscy tam byliśmy, chyba każdy to widział. - Wyjaśniła Linda.
- Fajnie. -Opuściłam koszulkę z powrotem na swoje miejsce.
- I ona zamierza ćwiczyć? - Jane spytała o to El. Ta tylko kiwnęła głowa.
- Przepraszam, że to powiem. Ale chyba cię pojebało?!- Laura naskoczyła na mnie.
- Ale...
- Przestań marudzić. Marsz do pielęgniarki!- Vanessa wskazała palcem na drzwi.
- No już.- Linda zaczęła pomału wypychać mnie w tamtym kierunku.
- To boli.
- Przepraszam.
- Dobra, dobra. Pójdę już sama.
Wzięła torbę i wyszłam. Zauważyłam, że dziewczyny osiągnęły swój cel i przybijały piątki. Dlaczego to, aż tak je cieszyło? Mniejsza z tym.
Poszłam w kierunku pielęgniarki szkolnej. Zapukałam do drzwi. Poinformowała mnie, że akurat jest zajęta. Usiadłam sobie na ławeczce, naprzeciwko drzwi.
Poczułam wibracje w kieszeni. wyciągnęłam telefon. Mama?
- Halo?
- Cześć kochanie.
- Co się stało?
- Tak tylko dzwonię. Jak się czujesz?
- Lepiej niż wczoraj. Siedzę własnie przed gabinetem pielęgniarki.
- Jak to? Co ci się stało?
- To tylko przez to, że dziewczyny uparły się, żebym nie ćwiczyła.
- I miały rację.
- Ty też.
- Tak, kochanie. A co z twoją imprezą urodzinową? Moja córeczka kończy jutro 18 lat.
- Oj mamo. Nie wiem, chyba przyjdą tylko najbliżsi przyjaciele z tego co wiem.
- Uzbierałaś te pieniądze na kotka?
- Jeszcze nie, ale za niedługo pewnie tak. Muszę już kończyć.
- To do zobaczenia za tydzień.
- Pa mamo.
Właśnie z gabinetu wyszedł jakiś chłopak. Teraz moja kolej. Ciekawe jak jej powiem co się ze mną stało.
- O co chodzi kochanie?
- Bo wie pani, proszę o zwolnienie z W-F, bo... bo przedwczoraj wpadł na mnie kolega na rowerze i mam strasznego siniaka na brzuchu.- Udało mi się szybko coś zmyślić, chyba złapała się na to.
- Pokaż, skarbie.- Podeszła do mnie. Podciągnęłam bluzkę.- Nie wygląda to zbyt dobrze.
Usiadła przy biurku i zaczęła coś bazgrać na kartce.
- Proszę, masz zwolnienie.
- Dziękuję bardzo.- Rozpromieniona wyszłam z gabinetu.
Jakoś przetrwam ten dzień w szkole.
                                        ~*~
- Johnson!- Usłyszałam głos kierowniczki, kiedy wychodziłam z zaplecza.
Dopiero co przyszłam do pracy po kilku ciężkich dniach, a ona już czegoś ode mnie chce...
- Już idę!- Szłam w stronę kas. To właśnie stamtąd dochodził jej krzyk.
- Jesteś w końcu, co się tak grzebiesz? Co ty masz na sobie?- Spytała zdziwiona.
- Przepraszam, miałam ciężkie dni. To tylko apaszka i okulary, wie pani słabo widzę. Zazwyczaj noszę soczewki, ale tym razem nie mogłam ich znaleźć...
- Mało mnie to obchodzi. Dziś przyjedzie dostawca. Masz to wszystko rozładować na sklepie, rozumiesz?
- Tak.
- Idź teraz wyczyść lodówki. - Rzuciła na odchodnym i poszła w swoją stronę.
- A pff...- Dodałam, bardziej sama do siebie niż do niej.
Poszłam tam gdzie kazała mi robić jako sprzątaczka. Zapomniałabym muszę iść po ścierki. Skierowałam się w stronę zaplecza. To teraz spędzę parę godzin na czyszczeniu. Kocham tą pracę. Trzasnęłam drzwiami.
                                           ~*~
To już chyba ostatni karton. Uff... Jeszcze muszę wytrwać dwie godziny i do domu.
Zaniosłam karton pod półkę gdzie należy go rozłożyć. Zapomniałam o nożyku. Ruszyłam w kierunku Jessie. Zawsze miała go przy sobie, znajdowała się tylko trzy regały dalej, a nie chciało mi się iść taki kawał drogi po mój.
Właśnie byłam blisko celu, kiedy przy jednym ze stojaków zauważyłam Styles'a z jakąś dziewczyną. Kurde! Akurat teraz zachciało mu się przychodzić do tego sklepu. Nigdy wcześniej nie widziałam tej dziewczyny. Czyżby nowa lafirynda? Nie, nie wyglądała na taką. Najbardziej zdziwiło mnie zachowanie Harry'ego. Był całkiem inny niż zawsze. Czy on właśnie zaśmiał się? I to tak słodko. Nie poznaję go.
- W co się tak wpatrujesz?- Zaczepiła mnie Jess.
- Tak, tylko. Dasz mi swój nożyk? Chyba go teraz nie potrzebujesz.
- Nie. Proszę.- Wyciągnęła przedmiot i z uśmiechem na twarzy podała mi go.
- Oddam ci jak skończę. A i dziękuję.- Cmoknęłam ją w policzek i szybko poszłam dokończyć pracę.
Trafiłam tym razem na rozkładanie maszynek do golenia i to męskich. Najpierw zaczęłam od rozcinania kartonu. Przydałoby się jej kupić nowy. Dostanie go ode mnie na urodziny. Głupi ja, po prostu świetny prezent. Parsknęłam śmiechem. Zawsze wpadnę na jakiś głupi pomysł.
- Przepraszam.
- Tak?- Podniosłam głowę w stronę chłopaka, który się do mnie odezwał.
Kurwa, Harry.
- Wie pani, gdzie mogę znaleźć maszynki do golenia, bo nie widzę ich nigdzie.- Wzrokiem przeglądał półki w nadziei, aż je znajdzie. Spojrzał mi w oczy i uśmiechnął się ciepło.- To pomoże pani?
Nie rozpoznał mnie? Dziwne... A co jeszcze dziwniejsze, z takim uśmiechem i dołeczkami w policzkach, wyglądał jak nastolatek. Zapamiętałam go jako strasznego chłopaka z zadartym nosem. To tak bardzo nie pasowało to jego teraźniejszego wyglądu.
- Ta..Tak.- Poprawiłam okulary na nosie, które nieco mi spadły.- Ile sztuk?
Zamyślił się na chwilę.
- Trzy.
Wzięłam do ręki odpowiednią ilość i wstałam. Skrzywiłam się nieco.
- Proszę.- Wręczyłam mu je do ręki.
Przez przypadek dotknęłam jego palców. Drgnęłam i szybko cofnęłam dłoń.
Zapoznałam się z jego zdziwioną miną. Moje serce znowu przyspieszyło. Będę musiała iść do kardiologa. Teraz zmarszczył brwi, nic nie rozumiał z tej całej sytuacji.
- Harreh! O tu jesteś!- Nieznajoma dziewczyna, z którą widziałam go wcześniej, szła w jego kierunku z uroczym uśmiechem na twarzy. Był taki sam jak Harry'ego. To jego siostra!
- Znalazłem Gemma!- Pokiwał w powietrzu zdobyczą, która to JA znalazłam. Jednak nadal jest chwali piętą.
- To świetnie. - Spojrzała na zegarek.- Musimy już iść. Obiecałeś mamie, że o 7.0 pomożesz jej w pieczeniu ciasta.
Co? Ten Harry będzie pomagał mamie w pieczeniu ciasta? Nie mogę, poplątałam się w tym wszystkim, to naprawdę nie był ten Harry, którego znałam.
- Faktycznie, idziemy.- Wrzucił maszynki do koszyka i obrócił się w moją stronę. Spojrzał w moje oczy. - Dziękuję za pomoc.
Przeraziłam się, kiedy tak głęboko wpatrywał się we mnie.
Zauważyłam jak odchodzą i znikają za rogiem.
Co tu się przed chwilą? Wow.
Wróciłam do poprzedniej czynności i zaczęłam układać towar z powrotem.
- Yyy... Skądś cię znam.- Odwróciłam się w prawo. Co znowu ode mnie chce?
- Może jednak nie.
Spojrzał w moje oczy, później przejechał wzrokiem w dół. Zatrzymał się na mojej szyi i przekręcił głowę na bok, przygryzł dolną wargę. Dlaczego on mi to robi? Nienawidzę go.
- Ten szalik.- Pokazał na niego palcem.- Widziałem już go dzisiaj.- Zamyślił się.
Nie, nie, nie. Nie przypominaj sobie wcale, tego nie chcesz.
- Chloe?- Spytał zaskoczony. - O mój Boże! Że też wcześniej cię nie poznałem.- Uśmiechnął się.
- Wiesz, nie podzielam twojego entuzjazmu.
- Dlaczego?
- Nie bądź dzieckiem.
- Nie jestem nim.
- Bynajmniej tak się zachowujesz.
- Może trochę.
- Nie żartuj ze mną.
- Dlaczego?- Znów to nurtujące pytanie.
- Pomyślmy. Nienawidzę cię?- Spojrzałam na niego z irytacją.
- Chyba, że tak. Naprawdę przepraszam za to co zrobiłem.
Chciał chwycić mnie za dłoń. Odstąpiłam od niego na krok.
- Proszę cię, naprawdę myślisz, że załatwisz takie coś zwykłym "przepraszam"? Jesteś żenujący. Nadal cię nienawidzę.
Chwyciłam szybko karton z podłogi i odeszłam od niego.
- Chloe!
- Zamknij się!- Odwróciłam się do niego.- Nie chcę cię już nigdy więcej widzieć! Rozumiesz?
Pobiegłam w kierunku zaplecza na dziś mam już dosyć.
I jeszcze te cholerne siniaki.
__________________________________________________________________________________________________________

To mamy rozdział 4.
Jak wam się podoba?
Tym razem bez gifów.
Ale głosujcie w ankiecie, czy chcecie je widzieć w opowiadaniu.
Następny rozdział pojawi się, jeśli będą co najmniej 4 komentarze.
Tak, wiem podniosłam poprzeczkę.
To pozdrawiam. ♥o♥
P.S.
Jeśli tak samo chcecie dedykację do rozdziału, tosk'a lub twitter'a. Linki poniżej.

TT: @Madzia0Rh
Ask: http://ask.fm/Madzia0Rh

wtorek, 30 lipca 2013

3.

- Louis! Oddaj mi torebkę!- Pobiegłam za nim do salonu. 
- A przeprosisz?
- Nie. 
- To nie oddam!
- A tak w ogóle za co mam cie przeprosić? - Stanęłam na środku pokoju i założyłam ręce pod boki. Spojrzałam na niego z uniesionymi brwiami. 
- Jak to za co?!- Krzyknął i też się zatrzymał.- Zjadłaś moje marchewki! I wzięłaś mój żel! A dobrze wiesz, że nie możesz.
- O takie głupstwa się obrażasz...
- Ooo! Wypraszam sobie. To nie są żadne głupstwa. 
- Nie marudź. Jak wrócę z pracy to kupię ci te marchewki, okej? - Uśmiechnęłam się do niego. 
- No dobrze.
Wyciągnął do mnie rękę z moją torbą. Już miałam ją złapać, kiedy ją cofnął. 
- Ahahaha...- Pokręcił głową.- Nie ma tak łatwo, mus...
- Przepraszam.- Puściłam do niego oczko i wzięłam moją rzecz. 
- Od razu lepiej. 
- Teraz już naprawdę muszę iść, bo spóźnię się w pierwszy dzień pracy. 
- Życzę powodzenia. 
- Nie dziękuję.- Uśmiechnęłam się i wyszłam przed drzwi. Miałam je już zamykać, kiedy Lou je przytrzymał. 
- A buziak to gdzie?- Udał obrażonego. 
- No już, masz.- Pocałowałam go w policzek, a on przyciągnął mnie do siebie, wtulając się w moja szyję. 
- Uważaj na siebie, bo coś może ci się stać. 
- A co niby?
- Nie wiem. Może jakiś napalony zboczeniec, albo..- Zasłoniłam mu usta ręką.
- Proszę cię. Pracuję w supermarkecie, a nie w jakimś klubie "GoGo", gdzie płacą mi za tańczenie pół nago. 
- Hmm... Może masz rację. Ale ostrożności nigdy za wiele. 
- Bez przesady Boo. Dobra, dobra. Puszczaj mnie.- Wyswobodziłam się z jego objęć. - Idę już. Trzymaj się. Do zobaczenia wieczorem. 
- Do zobaczenia.- Pocałował mnie w czoło i gdy odchodziłam pomachał do mnie. 
I jak na złość, akurat dzisiaj musi padać. Na dodatek muszę iść sama. Teraz naprawdę żałuję, że podziękowałam z pomocy Louisa. 
Jak na moje "żądanie" otworzyły się drzwi znad przeciwka i ukazała mi się głowa Liam'a. 
- Hej Loki!- Uśmiechnął się i wyszedł się ze mną przywitać.
 Zauważyłam, że miał na sobie ubraną kurtkę. Aha! Czyli gdzieś wychodzi. Już ja go wykorzystam, żeby mnie odprowadził. 
- Cześć Liam.- Pocałowałam go w policzek na powitanie.
- Gdzie się wybierasz? 
- Do TESCO, praca wzywa!- Krzyknęłam z udawanym entuzjazmem. - A ty?
- Do Dan. 
- Mam do ciebie prośbę.- Zrobiłam słodkie oczka szczeniaczka. 
- Tak? 
- Bo wiesz, mógłbyś mnie odprowadzić. Nie chcę iść sama. 
- Nie ma problemu. To po drodze. Z powrotem mogę za tobą poczekać i wrócimy razem. Pasuje ci to? 
- Jak najbardziej.- Od razu rozpromieniłam się i wyszliśmy na deszcz. Typowa panorama Londynu. 
                           ~*~ 
Była godzina 23, znając Louis'a pewnie już chrapał w łóżku. Postanowiłam go nie budzić i cicho weszłam przez drzwi do holu. Ściągnęłam jednego buta, zachwiałam się... Ugh. Dobra stoję. Ściągnęłam drugiego. Położyłam je na stałym miejscu obok szafki przy lustrze. W domu było ciemno, co nie do końca ułatwiało mi sprawę. Fakt, pozostawałam mniej widoczna, ale jednak było słychać moje kroki na drewnianej podłodze, która była w całym naszym mieszkaniu. Pozostawał też jeszcze jeden problem, nie jestem zbyt poradna. Co niestety wiąże się z licznymi potknięciami, a może i nawet się przewrócę Wyjdzie to na moją niekorzyść i Lou się obudzi. Wybiegnie z sypialni z kijem bejsbolowym w ręku, który przytargał ze sobą do nowego mieszkania. Twierdząc, że wyjdzie nam to na dobre, jeśli ktoś wtargnie do mieszkania. I tak pewnie, by nie wygrał z napastnikiem, chociaż ostatnimi czasy zastanawiałam się nad tym. Wykazywał się większą siłą fizyczną w zwykłych codziennych czynnościach. Mój mały Boo staje się mężczyzną i nic na to nie mogę poradzić. 
- Próbujesz się wkraść do mieszkania, czy jak?- Nagle zapaliło się światło w salonie. 
- Aaa!-Wydarłam się na całe gardło i odskoczyłam do tyłu uderzając w ścianę za mną. Upadłam na podłogę. 
- Matko boska! Chloe, co ty wyprawiasz?!- Lou podszedł do mnie i podniósł mnie z podłogi. Moje serce cały czas waliło jak oszalałe. 
- Chciałeś, żeby dostała zawału?! Debil!- Wydarłam się na niego. 
- To odpowiesz na moje pytanie?
- Wchodziłam po cichu do domu, nie musiałeś mnie tak straszyć!- Złapałam się za tyłek, który bolał od niespodziewanego upadku. 
- No dobrze, dobrze. Przepraszam, nie chciałem. 
- Za karę codziennie rano będziesz mi robił herbatę.-Wytknęłam przed jego twarz palec wskazujący.
- Wiesz, nie musisz pracować, ta praca cię wykańcza.
- Dobrze wiesz, że nie mogę. Zbieram pieniądze na tego koka, którego tak chcę mieć.
- No niech ci będzie.
Zmierzyłam go wzrokiem od góry do dołu. Spojrzał na mnie zdziwiony. 
- No co? 
- Dlaczego się tak wystroiłeś?-Przekrzywiłam głowę na bok, czekając na odpowiedz. 
- A no właśnie. Idziemy z Li, Dan i El na imprezę. 
- Aha, no spoko. To miłej zabawy.- Podniosłam torbę leżącą na podłodze, którą chwilę tamu zrzuciłam na podłogę.
- Mówiąc "idziemy", miałem na myśli też ciebie.-Uśmiechnął się łobuzersko.
- Aaa...-Zamyśliłam się, robiąc dziwny dzióbek z ust. Louis się zaśmiał. -Ale Lou, nie mam się w co ubrać.- Spojrzałam na niego z powagą i smutkiem w oczach. 
- O to się nie martw. Już przyszykowałem ci ciuchy, leżą u ciebie na łóżku. Wystarczy tylko się w nie ubrać. Pozwolisz, że później zrobię coś z twoimi włosami. Uwierz mi, będziesz wyglądać seksownie. 
- No dobra.- Z jego wypowiedzi zapamiętałam tylko pojedyncze słowa. "Ciuchy". "Łóżko". "Ubrać". "Włosy". "Seksownie". 
Ruszyłam w kierunku pokoju, by za chwilę z jego wyjść. Ubrałam się i uczesałam w kilka sekund. Nie wiedziałam, że tak potrafię.
- O wow!- Wydobyło się z ust Louis'a, gdy zderzyliśmy się w holu i spojrzał na mnie. 
- Ładnie wyglądam?-Spojrzałam na niego nieśmiało. Byłam ubrana w obcisłą granatowa sukienkę z zakrytym dekoltem. Na wierzchu wisiał naszyjnik z gołąbkiem. Lou uśmiechnął się widząc go na mojej szyi.
- No wiesz...-Szybkim ruchem oparł mój tyłek o swoje kolano, a ramieniem przytrzymywał moje plecy. Wyglądało to tak, jakbyśmy tańczyli, a on zakończył taniec piruetem. Spojrzał mi głęboko w oczy, a jego zabłysnęły tajemniczą iskrą. -To mało powiedziane. Ujmę to tak, wyglądasz tak seksownie i pociągająco, że gdybyś nie była moją przyjaciółka, już dawno pieprzył bym cię w moim łóżku.
Zaśmiałam się. Lubiłam słyszeć takiego typu teksty z jego ust. Wyglądał wtedy na niegrzecznego chłopca. I był taki pociągający.
- Pocałuj mnie Lou.-Nie wiadomo skąd te słowa wyleciały z moich ust. Pierwszy raz odkąd się poznaliśmy, prosiłam Louis'a, mojego przyjaciela o pocałunek. Było to trochę niezręczne. Zauważyłam zmieszanie na jego twarzy. Zaraz po chwili pochylił się nade mną i złożył krótki pocałunek na moich ustach. Mimowolnie się uśmiechnęłam.

Odsunął się ode mnie na milimetr. Otworzył oczy i spojrzał w moje. Oblizałam usta językiem. To było coś innego. Ten pocałunek był inny niż reszta, niż wszystkie. Nie był to przyjacielski buziak w usta, prędzej był to pocałunek dwóch kochanków. Musiałam przyznać to sama przed sobą, że podobało mi się. Zorientowałam się, że Lou zauważył to moich oczach i w jego pojawiła się nutka podekscytowania. Uśmiechnął się łobuzersko. 
- Jesteś przystojny.- Patrzyłam głęboko w jego oczy, trwaliśmy w tej samej pozycji. Twarzą w twarz. Bardzo blisko siebie nawzajem. Stykając się lekko koniuszkami nosów. Cały czas milczał, uśmiechając się uroczo.
Od zawsze powtarzałam mu, że jest piękny. Ale to miało dla mnie inne znaczenie. 
Nie, nie mogłam się w nim zakochać. I tak było, nie zakochałam się przez ten pocałunek. Fakt, poczułam nutkę pożądania w swoim ciele, ale nadal kochałam go jako przyjaciela. 
Lou rozwiał wszystkie moje myśli, kolejnym pocałunkiem. Ten był dłuższy i głębszy. Przerodził się w namiętny pocałunek. Przejechał językiem po mojej dolnej wardze, prosząc o więcej. Odsunęłam się od niego i spojrzałam mu w oczy. Uśmiechnęłam się szeroko. 
- Chodźmy już, bo się spóźnimy. Nie chcę, żeby za nami czekali. -Wyswobodziłam się jego objęć i poprawiłam sukienkę. On zrobił to samo z swoją koszulą. 
Złapał mnie pod ramię i wyszliśmy przed drzwi Liam'a. Zadzwoniliśmy dzwonkiem. Usłyszeliśmy szmery po drugiej stronie. Drzwi otwarły się szeroko i wyskoczyła z nich Dan, ściskając nas mocno. 
- Miło was widzieć, jestem Dan. Wiem, wiem ty jesteś Chloe, a ty Lou. -Uciszyła mnie gestem reki, nie karząc nam się przedstawić. Było jasne, że będzie znać nasze imiona. 
- Nam też cię miło widzieć.- Lou uśmiechnął się szeroko. 
Przerwała nam El. 
- No co tu się dzieje? Idziemy na największą imprezę roku. Będą tam wszyscy. Nie ociągać się. Impreza nie będzie czekać! 
                         ~*~
Liam  zaparkował samochód, przy ogromnej posesji. Na sam rzut oka było widać, że Andy, chłopak z tej "głupiej paczki" jest strasznie bogaty. Dom był tak ogromny, że ze spokojem zamieszkały by w nim, aż trzy rodziny z czwórką dzieci. To było trochę smutne i zaskakujące. Wiedziałam, że na imprezie jest cała ich grupa. To mnie przerażało, nie mam ochoty tam wchodzić, od momentu kiedy Dan w połowie drogi mnie o tym uświadomiła. Spojrzałam na El, ale widać było, że nie jest zbytnio przejęta tym faktem. Utwierdzała mnie w przekonaniu, że będzie super. Na pewno nie pierwszy raz i ostatni jedzie na imprezę, któregoś z nich. To dodało mi trochę otuchy i zrezygnowałam z błagania Liam'a, żeby odwiózł mnie z powrotem do domu. 
Teraz wysiadaliśmy z samochodu. Li zamknął go i ruszyliśmy w stronę otwartego wejścia. Liam i Dan szli razem na przodzie. A my tuż za nimi. Widziałam jak Lou i El o czymś rozmawiali, więc nie chciałam się wtrącać. Przez całą drogę przez podjazd, starałam się skupić na piosence, która głośno dudniła, na pewno nie z jednego z głośników. Ale niestety nie miałam zielonego pojęcia co to mógł być za utwór. 
Kiedy podeszliśmy blisko wejścia, które było otwarte, widać było masę ludzi w środku. Niemal, że każdy po sobie deptał. Mimo tego, iż dom był ogromny. Wszyscy jednocześnie zapragnęli potańczyć w salonie, w którym migały kolorowe światełka, a samo światło było zgaszone. Gdy przekroczyłam próg, uderzyła we mnie fala gorąca, która nie za bardzo zachęcała do tego, żeby wejść do środka. Poczułam też mocny zapach papierosów i alkoholu, raczej oparów alkoholowych, które wydychała prawie każda osoba obecna w pomieszczeniu. Zemdliło mnie to, ale postanowiłam tego nie okazywać i szłam dalej. Teraz chwyciłam dłoń Lou i splotłam nasze palce razem. Spojrzał na mnie zaskoczony, ale uśmiechnął się i przyjął ten gest. Wiedział, że jestem przerażona, więc bardziej przyciągnął mnie do siebie. 
Przeciskaliśmy się między tańczącymi ciałami za Dan, która najwyraźniej znalazła wolna kanapę w kącie. Kiedy już tam dotarliśmy, zmęczeni całą drogą dotarcia tutaj, opadliśmy na kanapę. Siedziałam między Lou, który nadal trzymał moją dłoń, ale znów rozmawiał z El, a Dan. Nikt nie zwracał na mnie uwagi, czułam się taka samotna. Każdy miał partnera na dzisiejszy wieczór, tylko nie ja. Czułam się jak wrzut na tyłku, przez to, że moja ręka przeszkadza Lou.
- Idę do łazienki!-Krzyknęłam, tak by mnie słyszeli. Wstałam energicznie i ruszyłam na poszukiwanie obranego celu.
Zajęło mi to trochę czasu, ze względu na to, że nie wiedziałam, w którą stronę mam iść, a tańczący ludzie mi tego nie ułatwiali. Po drodze spytałam parę dziewczyn o drogę i jakoś trafiłam. 
Otwarłam drzwi. Nie było tu czysto. Jakaś para obściskiwała się przy ścianie, a obok nich następna. To było obrzydliwe, skrzywiłam się. Najgorsze było to, że z jednej z kabin łazienki dolatywały pojękiwania. Mój boże... Jak tak można?
Pomimo tego wszystkiego jakoś przemogłam się i podeszłam do lustra by trochę się odświeżyć. Moja misterna fryzura nieco się potargała, ale to nic. Zwilżyłam trochę twarz, gdy usłyszałam jak drzwi od toalety z której dochodziły dziwne dźwięki, otworzyły się. Oniemiałam i szybko odwróciłam wzrok. Nie chciałam, żeby zauważył, że się na nich patrz. Byłam świadkiem tego jak Harry pieprzył się w łazience z Victorią. To było ohydne. Jak najszybciej chciałam opuścić to pomieszczenie. Energicznie odwróciłam się. Pożałowałam tego. Uderzyłam cały swoim ciałem w Harry'ego. Szybko się odsunęłam i spojrzałam przerażona na niego, w jego oczy. Był zły, chociaż to mało powiedziane. Podszedł do mnie. Jest ode mnie o wiele wyższy, przez co przestraszyłam się jeszcze bardziej. Patrzył na mnie z góry. 
- Jeszcze raz kurwa wejdziesz mi dzisiaj w drogę, to pożałujesz.-Wysyczał przez zęby. Był pijany. 
 Jego wyraz twarzy się zmienił, kiedy Victoria wyciągnęła go z łazienki, złagodniał. Jeszcze raz spojrzałam w ich stronę, spotkał moje oczy.
           
                          
Gdyby mógł, zniszczyłby mnie swoim spojrzeniem. Zadrżałam. I szybko wyszłam, wracając na kanapę. 
Moich przyjaciół nie było. Zauważyłam ich daleko w głębi tańczących ludzi. Bawili się w najlepsze. Nie wspomnę im o tym incydencie, zachowam to dla siebie. 
Rozejrzałam się dookoła. Było wiele twarzy, których nigdy w życiu nie widziałam. Rozpoznałam dwie, które zbliżały się w moją stronę. Modliłam się w duchu, żeby do mnie nie podeszli. Jednak myliłam się. Uśmiechnęli się przyjaźnie. 
- Cześć. Możemy się dosiąść, bo szukamy chwili spokoju, a nigdzie indziej nie było wolnego miejsca. Oprócz tego.- Pokazał palcem na kanapę, na której siedziałam. 
Lekko kiwnęłam głową na znak zgody. Usiedli po obu stronach mnie. Wystraszyłam się trochę. Najwyraźniej to zauważyli. 
- Ej, spokojnie.-Uśmiechnął się do mnie chłopak z brązowymi włosami.- Jestem Andy, a to Niall. A ty?
- Ja...ja.. Chloe.- Przełknęłam gulę ciążącą w moim gardle. 
- Czekaj, czekaj. Ta nowa? Johnson?-Spytał zaskoczony Niall.
- Tak. 
- No zobacz Andy, nasza koleżanka z klasy. - Zaśmiali się, nadal się nie rozluźniłam.
- Nie boisz się nas, prawda?-Andy spojrzał mi w oczy. Nie wiedziałam co powiedzieć, siedziałam cicho i ciężko oddychałam. 
- Chyba jednak tak.-Blondyn skrzywił się i smutno na mnie spojrzał.
- Ja pierdolę... To jest wkurzające,  nigdy nikomu nic nie zrobiłem, tak samo jak ty, a zobacz co się dzieje. Ludzie są naprawdę chamscy.-Posmutnieli obydwoje. 
Patrzyłam to na jednego, to na drugiego. 
- Chciałbym być traktowany normalnie, tak jak wszyscy. A co z tego mamy? Wszyscy się nas boją.-Blondas zakrył twarz dłońmi i położył łokcie na kolanach. 
- Wcale tak nie jest.-Przezwyciężyłam strach i wzięłam jedną z dłoni, którą trzymał przy buzi.- Nie boję się was...teraz.
Oboje na mnie spojrzeli. Ciepło się do nich uśmiechnęłam. I przytuliłam blondaska.
- No zobacz stary, nie spodziewałem się, że coś takiego się zdarzy.-Andy był tak uradowany, że gdyby nie grawitacja to latałby pod sufitem. Zaśmiałam się. Jego też przytuliłam.
- Wiecie, gdybym nie słyszała tych wszystkich rzeczy o was, nie byłabym przerażona na wasz widok. 
- Masz rację.-Andy puścił mi oczko. 
- Opowiesz nam skąd jesteś? 
- Przyjechałam z Louis'em z Doncaster. To moje rodzinne miasto, no a teraz mieszkam tu w Londynie. 
- Yhym...-Pokiwał głową ciemnowłosy.
- Niall.-Zaczepiłam go wesoło, szczypiąc go po brzuchu, żeby do końca się do nich przekonać.- Ty pewnie jesteś Irlandczykiem.
- Tak, z Mulingar. Zaraz, zaraz...-Spojrzał na mnie zaskoczony.- Skąd to wiedziałaś? 
- Mam nosa do takich rzeczy. 
- Haha...-Andy zaśmiał się, a niebieskooki przytulił mnie po raz któryś z rzędu. 
Zawtórowałam im wdzięcznie. To było przeurocze. "Gangsterzy" z straszną opinią, śmieją się z takiej drobnostki i są strasznie słodcy.
- Horan, co ty kurwa tu robisz?-Podskoczyłam i wystraszyłam się. Znam ten głos. 
- Halo, Liam spokojnie.-Niall próbował uspokoić sytuację. 
- Jak mam być spokojny, skoro jeden z skurwieli przytula moja przyjaciółkę?!
- Zaszłeś trochę za daleko.-Wstał z kanapy i podszedł do Liama. 
- Bo co? Powiedziałem, że jesteś skurwielem? Myślałem, że o tym wiesz... No ale cóż myliłem się.- Liam parsknął. Niall złapał go za koszulę. 
- Zamknij się!
- Chłopaki!- Krzyknęłam i podbiegłam do nich.- Uspokójcie się, to nie ma sensu.
Położyłam dłonie na ich klatkach piersiowych i odepchnęłam ich od siebie. Blondas uspokoił się, widziałam to w jego oczach. Odwróciłam się do Liam'a. Danielle stała już obok niego i trzymała go za rękę.
- Nial przyszedł z Andy'm przysiąść się, pogadaliśmy trochę i on jest naprawdę miły. Nie wiem o co tyle awantury.-Spojrzałam na ich i z ulgą opuściłam ręce. -Już chłopaki?-Potaknęli głowami. -To teraz dla mnie proszę się ładnie wyściskać. 
Spojrzeli na mnie krzywo, zaśmiałam się i potupałam nogą.
- Żartuję. Podajcie sobie dłonie.- Spojrzeli na siebie, pierwszy rękę wyciągnął Niall. Nie zrobiło to na mnie sensacji, lecz na innych tak. Liam przyjął ten gest i uściskali sobie ręce. Rzuciłam się na nich i wyściskałam. 
- Aww!-Wszyscy głośno się zaśmiali wraz z Andy'm. 
- Horn, jesteś spoko.-Liam uśmiechnął się do niego. 
- Ty też Payne.-Szturchnęli się zadziornie. 
- To my już pójdziemy, Niall. Trzeba znaleźć Harry'ego i Zayn'a. 
Ugryzłam się w język, żeby nie palnąć nic na temat tego małego wydarzenia w łazience. 
- No to do zobaczenia.-Pożegnałam ich uśmiechem i odwróciłam się do moich znajomych. 
- Chloe.-Louis przytulił mnie mocno.-Wiesz jak się przestraszyłem, jak zauważyłem cię z tym blondasem.-Wyszeptał mi do ucha. 
- Lou, on jest fajny. Przytulał mnie tak jak ty zawsze.- No nie zawsze, dzisiaj przed wyjściem, było to zupełnie co innego. 
- Rozumiem.-Uśmiechnął się do mnie.- Kto chce drinka? Pójdę po nie.
- Ja chcę jednego.- Powiedziała El. 
- Ja dziękuję Tommo, ale już na dzisiaj mi starczy.- Dan uśmiechnęła się i pociągnęłam Liam'a na kanapę. Eleanor zrobiła to samo. 
- A ty Chloe też chcesz? 
- Nie dziękuję. Chcę być trzeźwa.-Pocałowałam go w policzek i puściłam go, by poszedł po alkohol. 
Przysiadłam przy reszcie i wsłuchałam się w ich dyskusję. Dan i El wykłócały się Liam'em, że nie zna się w ogóle na modzie i nie powinien się odzywać w tej sprawie, jeśli one rozmawiają na temat ciuchów. On tylko mruknął coś w odpowiedzi i przytulił się do boku Danielle i zaczął ją całować po szyi. Jednak ta była bardzo zajęta rozmową z koleżanką, by zwrócić na niego uwagę. 
Postanowiłam poszukać wzrokiem Lou i zauważyłam go przy barze, stał obok... O kurwa! Przeklęłam w myślach i ruszyłam biegiem w jego stronę. Gdy dotarłam do niego Harry już się w niego zaczynał. Był w gorszym stanie, niż wtedy w łazience. 
- Daj sobie spokój Styles!- Krzyknął do niego Lou, żeby ten usłyszał. 
- A bo co? - Harry wstał z swojego krzesła i podszedł jeszcze bliżej Lou. Stałam w bezpiecznej odległości. 
Zauważyłam, że obok niego stali też Zayn, Andy i Niall. Najwyraźniej już ich znaleźli. Jak na razie nikt mnie nie zauważył.
- Bo gówno. Nie jesteś taki dobry jak ci się wydaje.-Wysyczał przez zęby Lou. Nie wiem o czym wcześniej rozmawiali, ale nie było to na pewno miłe dla Louis'a.
- Niepotrzebnie to mówiłeś.-Harry prawie uderzył Lou w twarz, ale ten zdążył się osłonić. 
Styles zaśmiał się gardłowo.
- Patrzcie stawia się.- Mocno się zamachnął i uderzył Lou w brzuch. Ten upadł na podłogę i zaczął zwijać się z bólu.
Podbiegłam do niego szybko i uklęknęłam na kolanach. Spojrzałam ze złością w oczach na Harry'ego.
- Odwal się od niego ty popierdolony sukinsynie!-Wysyczałam przez zęby.
- Kolejny raz stajesz mi na drodze, pożałujesz tego.-Pochylił się nade mną i podniósł za ramiona do góry. 
Byłam strasznie przerażona, jego oczy mówiły, że jest strasznie zły. Dlaczego zawsze to najgorsze akurat mnie się przytrafia? Mocno uderzył mną o ścianę. To zabolało. Przełożył teraz jedną dłoń na moją szyję i ścisnął mocno. 
Zaczynałam tracić oddech, nie mogłam złapać powietrza. Na marne próbowałam odciągnął jego rękę od mojego gardła. Zacisnął swój uścisk jeszcze mocniej. Zaczynało mi się robić słabo, przestałam się ruszać, by zostawić jeszcze w sobie trochę powietrza.
- Kurwa Harry, zostaw, zabijesz ją!-Usłyszałam znajomy głos.
Na chwilę otwarłam ciężkie oczy i zauważyłam Andy'iego, był przerażony. Już miałam oddać ostatnie tchnienie, kiedy upadłam na podłogę i zachłannie łapałam powietrze. 
Styles stał nade mną cały czas patrząc na mnie  jak pomału zaczynam oddychać. Spojrzałam mu w oczy nie wyrażały nic. Przypomniałam sobie co zrobił Lou.
- Skurwiel!- Wydarłam się najgłośniej jak mogłam, gdy ten postanowił się ruszyć i już stawiał pierwszy krok. 
Odwrócił się momentalnie, teraz kipiał już złością. 

- Coś ty kurwa do mnie powiedziała?! - Podszedł do mnie i wymierzył mi solidne kopnięcie w brzuch i część klatki piersiowej. Wygięłam się z bólu i nie mogłam oddychać. Rzucałam się na wszystkie strony. Ktoś do mnie podbiegł i podniósł moją głowę. Zauważyłam, że to Niall, a obok niego Lou. Chwyciłam jeden płytki oddech i momentalnie łzy zaczęły spływać po moich policzkach. Już łapałam powietrze. Otworzyłam oczy i zauważyłam, że Harry cały czas stoi w tym samym miejscu. W jego oczach widziałam przerażenie.

Rzucił się w moja stronę. Widać było, że jest bardziej opanowany. Szybko zaczęłam wierzgać nogami i rękami, żeby się od niego odsunąć. Zatrzęsłam się z przerażenia. Ktoś go odciągnął na bezpieczną odległość. Lekko podniosłam się na łokciach i wtuliłam się w brzuch Louis'a. Rozpłakałam się na dobre.


Pozostali znajomi próbowali opanować sytuację.
- Lou...-Pociągnęłam nosem.-Za..zabierz... m..mnie do domu...- Spojrzałam mu w oczy, a ten kiwnął potakująco głową i podniósł mnie z podłogi, kierując się do wyjścia. Znowu sytuacja się powtarza...
                                                                                      ~*~
-Połóż ją na łóżku.-Usłyszałam zrozpaczony głos Danielle.
Byłam tak słaba i obolała, że praktycznie wcale się nie ruszałam. Za każdym razem, gdy próbowałam złapać oddech każda komórka mojego ciała niemiłosiernie bolała.
- Dobra, dobra.-Lou położył mnie na łóżku.
- Cholera!- Skrzywiłam się zaciskając mocno oczy. Rozpłakałam się ponownie.
- Chloe! Przepraszam!- widziałam rozpacz w oczach Louisa.
Tym razem nie zdołał mnie obronić. Lecz ja w jakimś  stopniu pomogłam mu. Nie mogłam patrzeć, jak w tamtej chwili zwijał się z bólu na podłodze. Mój widok był z pewnością o wiele gorszy, co nawet ruszyło samego Harry'ego. Przestraszyłam się wtedy, gdy rzucił się w moim kierunku. Ale dopiero, gdy przytuliłam się do LouLou zrozumiałam, że chciał w jakiś sposób pomóc. Mam gdzieś jego litość, kiedy 2 minuty wcześniej wyżywał się na mnie jak na worku treningowym. Nienawidzę tego człowieka.
 - Może tak wezwać lekarza? Nie widzisz w jakim jest stanie?!- Liam tez był roztrzęsiony całą tą sytuacją. To dla nikogo nie było proste.
- Nie...- Powiedziałam cicho, ale usłyszeli.- Jest w porządku, wystarczy, że nie będę się ruszać.
- Chloe!Fakt, że mamy jutro dzień wolny nie zmienia całej tej sytuacji. Za dwa dni trzeba iść do szkoły, zajęć na pewno nie opuścisz.
- Jakoś dam radę. Nie jestem małym dzieckiem.-Fuknęłam w odpowiedzi i odwróciłam głowę w drugą stronę.
Poczułam jak ktoś delikatnie unosi moją bluzkę do góry. Spojrzałam w tamta stronę to była El z woreczkiem lodu w ręce.
- O jasna cholera!-Zatkała dłonią usta i upuściła to co trzymała w ręce. Wszyscy spojrzeli w to samo miejsce.
- Chyba nie jest tak źle.- Uniosłam się trochę i spuściłam głowę.
Jedna jest koszmarnie. Cały mój brzuch pokryty był fioletowo-sinymi śladami, i jeszcze wyżej. Louis podciągnął ją tak, że widać było cały mój stanik. Tam sytuacja nie była lepsza. Wszystko zlewało się w jeden ogromny siniak, który nie zejdzie tak łatwo. Mimowolnie rozpłakałam się. Mogę z całą pewnością stwierdzić, że boją się Harry'ego i to śmiertelnie.
__________________________________________________________________________________________________________

No to jest rozdział 3.
Przepraszam, że przez 2 miesiące nic nie dodawałam, ale nie miałam czasu.
A więc mm nadzieję, że podobał Wam się rozdział i czekajcie na następny, który pojawi się za kilka dni, jeśli będą co najmniej 3 komentarze. :))
I czy podobają Wam się te wstawki z gifami?
TT- @Madzia0Rh
ask- ask.fm/Madzia0Rh