Na początek chcę dodać, że jest to rozdział z dedykacją dla @FlyInTheSky_
To miłego czytania ♥o♥
Przetarłam oczy i ziewnęłam. Nie mam już ochoty dłużej spać.
Podniosłam się do pozycji siedzącej. I zaraz tego pożałowałam.
- Matko! Ała...-Krzyknęłam z bólu i położyłam się z powrotem.
Odruchowo złapałam się za brzuch, co to było do cholery?!
A no fakt, zapomniałabym. Poprzedniego wieczoru zostałam zmaltretowana przez pana Styles'a. Jak mogło mi to wylecieć głowy? Niedorzeczność.
- Co się stało?!-Lou wpadł do mojego pokoju, trzaskając drzwiami o ścianę.
- A jak myślisz? Sama chyba się nie skopałam po brzuchu, prawda?
- Tak, masz rację.-Odchylił drzwi, by sprawdzić, czy nie zrobił śladu tym głośny trzaśnięciem.-Uff!-Sapnął z ulgą.
- Przejmujesz się głupią ścianą, a ja tu umieram. Ale z ciebie przyjaciel.-Fuknęłam obrażona.
- Przepraszam Chloe.-Usiadł na łóżku obok mnie i chciał mnie przytulić.
- Lepiej tego nie rób. Najlepiej przez najbliższy tydzień.
- Jak spotkam tego gnoja, to potraktuję go tak, że rodzona matka go nie pozna!
- O nie, nie. Jeszce skończysz tak jak ja, albo jeszcze gorzej. Nie ryzykuj.
- A dlaczego nie? Jak można bić kobietę ja się pytam?
- Też tego nie rozumiem, ale nie warto się zbytnio unosić, Boo. Było minęło, wyliżę się z tego.
- Jak ty możesz mówić o tym wszystkim z takim spokojem?
- Znasz mnie, taka już jestem. Z resztą sam widziałeś jaki był przerażony i próbował mi pomóc.
- Zapomniałbym o tym, wiesz? Ale o tym, że prawie zabił się na miejscu i to dwukrotnie to nie pamiętasz. Chloe, nie broń go, to sukinsyn jakich mało.
- No niby, masz rację.
- Zawsze mam racje, pogódź się z tym.
- Ok. Chodź nachyl się, dam ci buziaka w policzek.- Uśmiechnęłam się i pociągnęłam go w dół za koszulkę. Ucałował go, na tyle ile mogłam.
- Zaraz przygotuję ci śniadanie i przyniosę do łóżka. Poczekaj trochę.
- Ale Lou...
- Nie, zrobię. Czekaj.
Czy on zawsze musi postawiać na swoim?
Chciałam mu powiedzieć, że sama potrafię się nakarmić. Ale nie, bo po co mnie słuchać... Ugh... Jak ja go nienawidzę Zdmuchnęłam pojedynczy włos, który opadł mi na czoło. Zagarnęłam go z reszta włosów.
O Boże, co się ze mną stało?!
Musze iść się umyć, nie ma innego wyjścia.
Podniosłam się powoli na łokciach.
- Ał, ał.- To boli. Nie bądź miękka dasz radę.
Dobra, siedzę jest w porządku. Spuściłam nogi za łóżko, na szczęście dosięgałam podłogi. Jeszce nie byłam, aż tak przeraźliwie mała. Stanęłam na nogi.
Cholera jasna! Odechciało i się wszystkiego, najchętniej położyłabym się z powrotem do łóżka, ale to na pewno będzie bolało tak samo, jak wstanie. Teraz tylko dojść do łazienki, załatwić potrzebę, no bo przecież nie będę sikała w łóżko, przecież to oczywiste; i wziąć prysznic. Męczarnia dla ciała, ale muszę się jakoś ogarnąć. Szczególnie, jeśli ma przyjść Niall z Andym, sprawdzić jak się czuję.
Jakimś cudem znalazłam się przed lustrem. wygląda koszmarnie. Podpuchnięte oczy od płaczu, nie mówiąc już o rozmazanym makijażu. Ograniczając swoje ruchy do jak najmniejszych, wyciągnęłam z szafki mleczko do demakijażu i dwa waciki. Nalałam trochę na wacik maziowatej substancji. Zaczęłam od oczy, szło mi to długo. Tusz wodoodporny jednak jest wodoodporny. Czoło, usta. Aż tak przeleciałam nim całą twarz.
Do mokrej twarzy przyczepił mi się kosmyk włosów. Ogarnęłam je na plecy. Spojrzałam w lustro. A to co znowu do cholery?!
Złapałam się za szyję i przejechałam po niej palcem. Po lewej stronie, dość blisko siebie znajdował się cztery sine plamki. Zaś po prawej, jedna większa od pozostałych. Idealny odcisk palców...Harry'ego?
Zakryłam dłonią usta. Nigdy wcześniej nie byłam, aż tak oszpecona i to przez jedną osobę. Nie zdawałam sobie wczoraj z tego sprawy, że naprawdę mocno mnie dusił, aż do teraz. Byłam zbyt przestraszona, by czuć tak naprawdę silny ból, zadawany mi przez niego. Teraz przeraziłam się jeszcze bardziej. Jak ja się teraz pokażę wśród ludzi?
- Tu jesteś Chloe! Jak tu doszłaś?- Spytał zdziwiony.
-Normalnie.-Wciąż patrzyłam się w swoje odbicie.
- Co robisz?- Podszedł do mnie i stanął za mną. Spojrzał w to samo miejsce co ja.
- Kurwa... On ci to zrobi?-Zgarnął moje włosy jeszcze bardziej i przyjrzał się dokładniej.
Pokiwałam twierdząco głową.
- Kolejny powód więcej, by dorwać tego skurwysyna.
~*~
W końcu ją pocałował. Co za nieudacznik.
Oglądałam z Lou któryś już film z kolei. Tym razem padło na dramat romantyczny. W tym celu przeniosłam się z mojego pokoju do salony. Znaczy się, Louis zaniósł mnie,twierdził, że nie powinnam się zbytnio przemęczać.
Kocham tego typu filmy, ale nie miałam na nie dziś ochoty. Nie odzywałam się, by nie popsuć humoru Boo.
Wcinał już trzecią paczkę krakersów.
- Przytyjesz skarbie.-Spojrzałam na niego.
- Co?- Odwrócił się zaskoczony.
- Powiedziałam, że przytyjesz.- Dźgnęłam go w brzuch.
-Och, to. Wątpię, to i tak mało jak na mnie.
- Wiem, żyję przecież z tobą prawie 24 godziny na dobę przez półtora roku. Więc wiem dużo na twój temat.
Puścił tą moją uwagę mimo uszu i powrócił do oglądania filmu.
- Ale naprawdę myślę...
- Ciii!- Uciszył mnie.- Oglądam film, nie widzisz?
- Tylko, że mnie on nie ciekawi. -Mruknęłam sama do siebie.
Oparłam łokieć o oparcie, a głowę złożyłam na dłoni. Zamknęłam oczy. Może uda mi się to przespać.
~*~
Usłyszałam dzwonek do drzwi. Otwarłam oczy. Zauważyłam, że Louis wstał i podszedł do drzwi.
A tak, mieliśmy mieć gości. Jak ja się z tego cieszę. Ziewnęłam i próbowałam się przeciągnąć.
Fuck! Ciekawe przez jaki okres czasu nie będę mogła się normalnie poruszać.
Usłyszałam szmery przy drzwiach.
- Co on tu kurwa robi?!- Mój przyjaciel krzyknął ze złości.
Spróbuję to sprawdzić. Wstałam powoli z kanapy. To będzie ciężka droga, ale dam radę. Złapałam się za brzuch i spuściłam głowę, patrząc pod nogi, by o nic nie zahaczyć. Byłam już widoczna z wejścia. Czułam spojrzenie wszystkich obecnych. To nie było miłe uczucie. Nikt nie odezwał się ani słowem, do momentu aż nie podniosłam głowy.
Harry.
Jak poparzona ogniem odskoczyłam do tyły przestraszona. Uderzyłam w fotel i upadłam na niego.
- Ała!-Wykrzyknęłam z bólu i z przerażeniem w głosie.
- Chloe! Nic ci nie jest?- Spytał Niall i podszedł do mnie
- Niech on sobie idzie! Nie chcę go widzieć! Boję się!- Krzyczałam przerażona.- Nie bij mnie! Nic ci nie zrobiłam! - Rozpłakałam się mimowolnie.
Lou podszedł do mnie i próbował mnie uspokoić. Zauważyłam, że Andy siłą wyprowadza Harry'ego na korytarz. Usłyszałam tylko.
- Po cholerę tu przyszedłeś?! Miałeś tego nie robić! Czy ty kurwa kiedyś mnie posłuchasz?!
Już więcej nie było dane mi podsłuchiwać, a blondyn zamknął drzwi.
- Chloe, przepraszam...-Zaczął Niall.
- To nie twoja wina.- Cały czas się trzęsłam.
Louis pocieszała mnie, pocierając moje ramiona. Głośno odetchnęłam.
- Co on... tu robił?- Spojrzałam na Andy'ego, który wszedł do salonu.
Po jego minie widać było, że jest załamany. Cud, że On posłuchał się go i poszedł.
- Mówiłem mu, żeby tu nie przychodził. Ale on jak zawsze nie słucha!- Usiadł ze złością na kanapie, naprzeciwko nas. - Już ja sobie z nim porozmawiam jak wrócimy do domu...
- Ale ... Chodzi i o to, dlaczego tu przyszedł?-Spojrzałam na niego.
- Nie bądź smutna. Dopilnujemy, żeby już nic ci nie zrobił.-Uśmiechnął się do mnie pocieszająco, trochę to pomogło.
Ale nadal, nie dowiedziałam się po co przyszedł. Jak dla mnie to było dziwne.
- Dobra, wstań kochanie. Położysz się kogo Andy'ego. - Posłusznie wykonałam polecenie.
Ale nie obyło się bez bólu. Kiedy wstałam bluzka lekko podciągnęła się do góry.
- O Matko!- Niall odchylił ja jeszcze bardziej, przez co było widać cały mój brzuch. Ale jak na dżentelmena przystało, nie zrobił tego tak, aby nie było widać mojego stanika.
- Proszę was, nie róbcie tego...- Opuściłam ją szybko na dół, zakrywając brzuch i ślady znajdujące się na nim.
Zauważyłam szok na twarzach Andy'ego i Niall'a. Taki sam wyraz miała twarz Lou, El, Dan i Liam'a. A jak wyglądała moja? Tego nie wiem, ale zapewne jeszcze gorzej on ich.
- To co zobaczyliście jest okropne. -Dodał Lou.- Ale ma jeszcze jeden.
Popatrzyli na mnie szukając czegoś jeszcze. Odsłoniłam im moją szyję, unosząc włosy do góry. W pierwszej chwili nic nie zauważyli, ale gdy przyglądali się coraz intensywniej, zauważyli to.
- Ale to przecież... Nie, nie może być...- Zaczął niebieskooki.
- Dłoń Harry'ego.- dokończył Andy.
- Teraz wiecie, dlaczego mam taką ochotę zabić tego gnoja.-Wysyczał Louis, wstał i kopnął w fotel, na którym wcześniej siedziałam.
Teraz wiem, że oni wszyscy martwią się o mnie. Mam ogromną ochotę ich wyściskać, ale nie mogę.
- A co z nim? Jak on się czuje?- skierowałam to pytanie do dwóch chłopaków, którzy przyszli.
- Dlaczego się nim przejmujesz?- Spytał zaskoczony Andy.
- Też tego nie rozumiem, już od rana go broni i też nie znam przyczyny.
- Po prostu wydaje mi się, że żałuje tego co zrobił.- Ależ byłam naiwna, teraz to dopiero zrozumiałam.
Nabrała się na tą sztuczkę z słodkimi oczkami, po tym jak mnie potraktował. Mogę się założyć, że gdyby go nie powstrzymali, już dawno leżałabym w kostnicy.
- Wczoraj był mega wkurwiony. Gdy tylko któryś z nas wszedłby mu w drogę, to z pewnością by nas wszystkich pozabijał. Dzisiaj nie był spokojny, ale atmosfera była i pewnie będzie napięta. Ale jesteśmy ostrożni o to się nie martw.- Niall dotknął mojej dłoni w pocieszającym geście kiedy usiadłam obok niego na kanapie. Uśmiechnął się do mnie słodko. Te jego oczy. O matko...
- Aha...- Nie za bardzo wiedziałam, co mam odpowiedzieć, bo co niby miałabym powiedzieć? Fajnie, że żyjecie? To nie pasowało do tej sytuacji. z resztą wszystko było dziwne i nie do pojęcia.
- Chloe muszę cię zmartwić.- Odwróciłam głowę w stronę Lou, drapał się dłonią po karku.- Radzę ci zadzwonić do mamy i powiedzieć jej, że już jest z tobą lepiej.
- Co?! Powiedziałeś jej? Powiedz, że nie?- Załamał mnie tym faktem. Kiwnął tylko potakująco głową.
Ale co mam jej powiedzieć?
~*~
Na szczęście mogłam trochę dłużej pospać, zaczynałam lekcje godzinę później niż Lou. Ale dużo to nie dało, bo i tak będę się męczyć z makijażem, żeby zakryć ślady. Jeszcze ten pieprzony W-F na ostatniej.
Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego jednak nie zawróciłam Liam'a w środę wieczorem, by zawiózł mnie z powrotem do domu. Ale nie, ja wybrałam tą głupia imprezę, a miało być tak fajnie. Zupełnie inaczej to się skończyło.
Poszłam do łazienki już ubrana. To gdzie ten podkład? Jest! Nałożyłam dość sporą ilość na rękę i zaczęłam rozsmarowywać na szyi. Dużo to to nie pomoże, bo siniaki zmieniły barwę na ciemny fiolet. Jeszcze lepiej.
Może znajdę jakąś fajną apaszkę, bo golfu na pewno nie ubiorę. Dopiero wrzesień, a pogoda na dworze dość fajna.
Pobiegłam z powrotem do pokoju i w szafie znalazłam jakiś cieniutki, różowo-czarny materiał. Nada się.
Założyłam go i spojrzałam w lustro. Zarzuciłam jeszcze włosy na ramiona. Jest dobrze. Spojrzałam na zegarek. 8:30, pora się zbierać.
Poszłam do kuchni wzięłam jabłko, torbę i zakluczyłam drzwi.
Droga do szkoły zajęła mi 15 minut, bo szłam dość szybko. Gdy weszłam do szkoły wszyscy uczniowie rozchodzili się do klas. Fajnie, akurat zdążyłam. Szłam w kierunku klasy od angielskiego.
Przypomniał mi się pierwszy dzień w szkole.
Pierwszy korytarz po lewej, druga klasa po prawej.
Szłam właśnie w stronę korytarza, kiedy usłyszałam jak ktoś z kimś się kłóci. Nie chciałam przeszkadzać. Wychyliłam tylko głowę zza rogu i ujrzałam Harry'ego z Victorią. Tylko nie panikuj. Serce i tak zaczęło mi walić jak oszalałe, wszystkie rany zaczęły boleć jeszcze mocniej niż normalnie.
Krzyczał na nią, ale dlaczego?
Nagła cisza, chyba mogę iść. Wyszłam.
Ktoś we mnie uderzył, znowu. Upadłam na podłogę, skrzywiłam się z bólu.
- Ała! Patrz jak łazisz!- Wykrzyczałam na kogoś.
- Chloe?- Spytał zaskoczony.
Spojrzałam w górę. Cholera. Odsunęłam się od niego jak najdalej i wstałam pomału.
- Ha... Harry?- Przeraziłam się jeszcze bardziej.- Zostaw mnie.
- Nic ci nie zrobię.
- Odejdź ode mnie!
- Coś ci upadło.-Podał mi moją apaszkę. Kurde, zasłoniłam szyję ręką. - Proszę.
- Po co to robisz?!- Wyszarpnęłam mu ją.- Powtórzę jeszcze raz, odwal się ode mnie, albo zacznę krzyczeć.
- Spokojnie, chciałem tylko przeprosić.
- Mam gdzieś twoje przeprosiny! Prawie mnie zabiłeś skurwielu!
Wkurzyłam go tym, złapał mnie mocno za nadgarstki. Szarpałam się, ale to nic nie pomagało.
Spojrzał na moja szyję. Przyjrzał się bliżej, czyżby przypomniał sobie?
Zaskoczyło mnie to, że przyłożył swoją dłoń i przypasował palce do śladów i ścisnął.
Znowu to robi! Mój Boże. Zaczęłam się szarpać jeszcze bardziej.
- To.. to przeze mnie?- Spytał załamany.
Zwolnił uścisk, wyswobodziłam się z jego objęć i uciekłam do klasy.
- Przepraszam!- Usłyszałam za sobą, nie odwróciłam się. Wbiegłam do klasy, akurat nauczyciel zaczynał lekcje. Fajnie, jeszcze wsadzi mnie do kozy.
- Przepraszam za spóźnienie.- Usiadłam obok Liam'a.
- Masz szczęście, że dzisiaj mam dobry humor Johnson.
- Hej Chloe.- Odwróciłam się w jego stronę.
- Hej.- Odbąknęłam w odpowiedzi i wzięłam długopis do ręki, by porysować w zeszycie.
Wypadł z moich rąk na podłogę. Liam chciał go podnieść.
- Nie, zostaw sama sobie poradzę.- Podniosłam go i wzięłam się za rysowanie.
Wiedziałam, że się na patrzy.
- Yyy... Co się z tobą dzieje? Jakoś dziwnie się zachowujesz.
- Co? Ja? Nie, no coś ty.- Byłam zdenerwowana i on o tym na pewno wiedział.
- Co się stało?
- Harry.- Spojrzałam w jego oczy. Niczego więcej nie potrzebował.
Spojrzał ponad moim ramieniem w bliżej nie określone miejsce. Powędrowałam za nim wzrokiem.
A no tak patrzył się na Niego złowrogo. Gdy tylko odwróciłam się w tamta stronę. Wyraz twarzy Harry'ego się zmienił. Tak jakby, posmutniał? Nie, to nie mogło być to. Bynajmniej wyglądał inaczej.
Muszę sobie coś na dzisiaj obiecać, unikać go za wszelką cenę przez cały dzień. To może wtedy humor mi się poprawi.
~*~
Skutecznie mi to wychodziło, Harry nie miał okazji, żeby mnie zaczepić. To została mi jeszcze jedna lekcja. Ukochany W-F. Ciekawe jak będę ćwiczyć.
Zaszłam jako ostatnia do szatni, wszystkie dziewczyny były już prawie przebrane tylko nie ja.
Usiadłam na swoim stałym miejscu obok El.
- Czy ty naprawdę chcesz ćwiczyć?- Spytała zdziwiona, kiedy zaczęłam ściągać trampki.
- Tak, a czemu?
- Może dlatego?- Lekko dźgnęła mnie w brzuch.
- Ała!- Odskoczyłam od niej.
- I nadal chcesz to zrobić?
- Muszę, nie chcę, żeby ktoś pomyślał, że jestem "dziewczyną" i wymyślam.
- Chyba masz tu na myśli, tych durnowatych chłopaków.
- Tak, ale chcę ćwiczyć dla własnej satysfakcji. Nie chcę być słaba. Dam sobie radę.
- Może nie chcesz, żeby Styles widział cię jako słabiutką dziewczynę?
- Czy ty zawsze musisz nieć rację?- Bąknęłam, ale nie mam zamiaru się na to zgodzić.
Ściągałam już koszulkę, kiedy poczułam na swoich rękach dłonie inych dziewczyn.
- Chloe, aż tak cię urządził?- Laura zapytała zaskoczona.
- Jak to? Skąd o tym wiesz?
- Wszyscy tam byliśmy, chyba każdy to widział. - Wyjaśniła Linda.
- Fajnie. -Opuściłam koszulkę z powrotem na swoje miejsce.
- I ona zamierza ćwiczyć? - Jane spytała o to El. Ta tylko kiwnęła głowa.
- Przepraszam, że to powiem. Ale chyba cię pojebało?!- Laura naskoczyła na mnie.
- Ale...
- Przestań marudzić. Marsz do pielęgniarki!- Vanessa wskazała palcem na drzwi.
- No już.- Linda zaczęła pomału wypychać mnie w tamtym kierunku.
- To boli.
- Przepraszam.
- Dobra, dobra. Pójdę już sama.
Wzięła torbę i wyszłam. Zauważyłam, że dziewczyny osiągnęły swój cel i przybijały piątki. Dlaczego to, aż tak je cieszyło? Mniejsza z tym.
Poszłam w kierunku pielęgniarki szkolnej. Zapukałam do drzwi. Poinformowała mnie, że akurat jest zajęta. Usiadłam sobie na ławeczce, naprzeciwko drzwi.
Poczułam wibracje w kieszeni. wyciągnęłam telefon. Mama?
- Halo?
- Cześć kochanie.
- Co się stało?
- Tak tylko dzwonię. Jak się czujesz?
- Lepiej niż wczoraj. Siedzę własnie przed gabinetem pielęgniarki.
- Jak to? Co ci się stało?
- To tylko przez to, że dziewczyny uparły się, żebym nie ćwiczyła.
- I miały rację.
- Ty też.
- Tak, kochanie. A co z twoją imprezą urodzinową? Moja córeczka kończy jutro 18 lat.
- Oj mamo. Nie wiem, chyba przyjdą tylko najbliżsi przyjaciele z tego co wiem.
- Uzbierałaś te pieniądze na kotka?
- Jeszcze nie, ale za niedługo pewnie tak. Muszę już kończyć.
- To do zobaczenia za tydzień.
- Pa mamo.
Właśnie z gabinetu wyszedł jakiś chłopak. Teraz moja kolej. Ciekawe jak jej powiem co się ze mną stało.
- O co chodzi kochanie?
- Bo wie pani, proszę o zwolnienie z W-F, bo... bo przedwczoraj wpadł na mnie kolega na rowerze i mam strasznego siniaka na brzuchu.- Udało mi się szybko coś zmyślić, chyba złapała się na to.
- Pokaż, skarbie.- Podeszła do mnie. Podciągnęłam bluzkę.- Nie wygląda to zbyt dobrze.
Usiadła przy biurku i zaczęła coś bazgrać na kartce.
- Proszę, masz zwolnienie.
- Dziękuję bardzo.- Rozpromieniona wyszłam z gabinetu.
Jakoś przetrwam ten dzień w szkole.
~*~
- Johnson!- Usłyszałam głos kierowniczki, kiedy wychodziłam z zaplecza.
Dopiero co przyszłam do pracy po kilku ciężkich dniach, a ona już czegoś ode mnie chce...
- Już idę!- Szłam w stronę kas. To właśnie stamtąd dochodził jej krzyk.
- Jesteś w końcu, co się tak grzebiesz? Co ty masz na sobie?- Spytała zdziwiona.
- Przepraszam, miałam ciężkie dni. To tylko apaszka i okulary, wie pani słabo widzę. Zazwyczaj noszę soczewki, ale tym razem nie mogłam ich znaleźć...
- Mało mnie to obchodzi. Dziś przyjedzie dostawca. Masz to wszystko rozładować na sklepie, rozumiesz?
- Tak.
- Idź teraz wyczyść lodówki. - Rzuciła na odchodnym i poszła w swoją stronę.
- A pff...- Dodałam, bardziej sama do siebie niż do niej.
Poszłam tam gdzie kazała mi robić jako sprzątaczka. Zapomniałabym muszę iść po ścierki. Skierowałam się w stronę zaplecza. To teraz spędzę parę godzin na czyszczeniu. Kocham tą pracę. Trzasnęłam drzwiami.
~*~
To już chyba ostatni karton. Uff... Jeszcze muszę wytrwać dwie godziny i do domu.
Zaniosłam karton pod półkę gdzie należy go rozłożyć. Zapomniałam o nożyku. Ruszyłam w kierunku Jessie. Zawsze miała go przy sobie, znajdowała się tylko trzy regały dalej, a nie chciało mi się iść taki kawał drogi po mój.
Właśnie byłam blisko celu, kiedy przy jednym ze stojaków zauważyłam Styles'a z jakąś dziewczyną. Kurde! Akurat teraz zachciało mu się przychodzić do tego sklepu. Nigdy wcześniej nie widziałam tej dziewczyny. Czyżby nowa lafirynda? Nie, nie wyglądała na taką. Najbardziej zdziwiło mnie zachowanie Harry'ego. Był całkiem inny niż zawsze. Czy on właśnie zaśmiał się? I to tak słodko. Nie poznaję go.
- W co się tak wpatrujesz?- Zaczepiła mnie Jess.
- Tak, tylko. Dasz mi swój nożyk? Chyba go teraz nie potrzebujesz.
- Nie. Proszę.- Wyciągnęła przedmiot i z uśmiechem na twarzy podała mi go.
- Oddam ci jak skończę. A i dziękuję.- Cmoknęłam ją w policzek i szybko poszłam dokończyć pracę.
Trafiłam tym razem na rozkładanie maszynek do golenia i to męskich. Najpierw zaczęłam od rozcinania kartonu. Przydałoby się jej kupić nowy. Dostanie go ode mnie na urodziny. Głupi ja, po prostu świetny prezent. Parsknęłam śmiechem. Zawsze wpadnę na jakiś głupi pomysł.
- Przepraszam.
- Tak?- Podniosłam głowę w stronę chłopaka, który się do mnie odezwał.
Kurwa, Harry.
- Wie pani, gdzie mogę znaleźć maszynki do golenia, bo nie widzę ich nigdzie.- Wzrokiem przeglądał półki w nadziei, aż je znajdzie. Spojrzał mi w oczy i uśmiechnął się ciepło.- To pomoże pani?
Nie rozpoznał mnie? Dziwne... A co jeszcze dziwniejsze, z takim uśmiechem i dołeczkami w policzkach, wyglądał jak nastolatek. Zapamiętałam go jako strasznego chłopaka z zadartym nosem. To tak bardzo nie pasowało to jego teraźniejszego wyglądu.
- Ta..Tak.- Poprawiłam okulary na nosie, które nieco mi spadły.- Ile sztuk?
Zamyślił się na chwilę.
- Trzy.
Wzięłam do ręki odpowiednią ilość i wstałam. Skrzywiłam się nieco.
- Proszę.- Wręczyłam mu je do ręki.
Przez przypadek dotknęłam jego palców. Drgnęłam i szybko cofnęłam dłoń.
Zapoznałam się z jego zdziwioną miną. Moje serce znowu przyspieszyło. Będę musiała iść do kardiologa. Teraz zmarszczył brwi, nic nie rozumiał z tej całej sytuacji.
- Harreh! O tu jesteś!- Nieznajoma dziewczyna, z którą widziałam go wcześniej, szła w jego kierunku z uroczym uśmiechem na twarzy. Był taki sam jak Harry'ego. To jego siostra!
- Znalazłem Gemma!- Pokiwał w powietrzu zdobyczą, która to JA znalazłam. Jednak nadal jest chwali piętą.
- To świetnie. - Spojrzała na zegarek.- Musimy już iść. Obiecałeś mamie, że o 7.0 pomożesz jej w pieczeniu ciasta.
Co? Ten Harry będzie pomagał mamie w pieczeniu ciasta? Nie mogę, poplątałam się w tym wszystkim, to naprawdę nie był ten Harry, którego znałam.
- Faktycznie, idziemy.- Wrzucił maszynki do koszyka i obrócił się w moją stronę. Spojrzał w moje oczy. - Dziękuję za pomoc.
Przeraziłam się, kiedy tak głęboko wpatrywał się we mnie.
Zauważyłam jak odchodzą i znikają za rogiem.
Co tu się przed chwilą? Wow.
Wróciłam do poprzedniej czynności i zaczęłam układać towar z powrotem.
- Yyy... Skądś cię znam.- Odwróciłam się w prawo. Co znowu ode mnie chce?
- Może jednak nie.
Spojrzał w moje oczy, później przejechał wzrokiem w dół. Zatrzymał się na mojej szyi i przekręcił głowę na bok, przygryzł dolną wargę. Dlaczego on mi to robi? Nienawidzę go.
- Ten szalik.- Pokazał na niego palcem.- Widziałem już go dzisiaj.- Zamyślił się.
Nie, nie, nie. Nie przypominaj sobie wcale, tego nie chcesz.
- Chloe?- Spytał zaskoczony. - O mój Boże! Że też wcześniej cię nie poznałem.- Uśmiechnął się.
- Wiesz, nie podzielam twojego entuzjazmu.
- Dlaczego?
- Nie bądź dzieckiem.
- Nie jestem nim.
- Bynajmniej tak się zachowujesz.
- Może trochę.
- Nie żartuj ze mną.
- Dlaczego?- Znów to nurtujące pytanie.
- Pomyślmy. Nienawidzę cię?- Spojrzałam na niego z irytacją.
- Chyba, że tak. Naprawdę przepraszam za to co zrobiłem.
Chciał chwycić mnie za dłoń. Odstąpiłam od niego na krok.
- Proszę cię, naprawdę myślisz, że załatwisz takie coś zwykłym "przepraszam"? Jesteś żenujący. Nadal cię nienawidzę.
Chwyciłam szybko karton z podłogi i odeszłam od niego.
- Chloe!
- Zamknij się!- Odwróciłam się do niego.- Nie chcę cię już nigdy więcej widzieć! Rozumiesz?
Pobiegłam w kierunku zaplecza na dziś mam już dosyć.
I jeszcze te cholerne siniaki.
__________________________________________________________________________________________________________
To mamy rozdział 4.
Jak wam się podoba?
Tym razem bez gifów.
Ale głosujcie w ankiecie, czy chcecie je widzieć w opowiadaniu.
Następny rozdział pojawi się, jeśli będą co najmniej 4 komentarze.
Tak, wiem podniosłam poprzeczkę.
To pozdrawiam. ♥o♥
P.S.
Jeśli tak samo chcecie dedykację do rozdziału, tosk'a lub twitter'a. Linki poniżej.
TT: @Madzia0Rh
Ask: http://ask.fm/Madzia0Rh