Na początek nie mam nic na swoje wytłumaczenie ;c
________________________________________
Od kłótni z Harry'm minął prawie tydzień. Widywałam go w szkole, ale nie zamieniliśmy ze sobą ani słowa. Zauważyłam tylko, że podczas lekcji patrzył się na mnie, przez co w ostatnim czasie trudno mi się skupić na nauce. Mam ochotę podejść do niego i wydłubać mu te śliczne oczy. Często spoglądałam w jego stronę, zazwyczaj patrzył się w moją stronę i to zawsze ja odwracała wzrok jako pierwsza. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji, co jest gorsze, niż gdyby był na mnie wściekły. Jak głupia liczyłam na to, że podejdzie do mnie, przeprosi i wyjaśni, że tak naprawdę nie chciał tego powiedzieć. Świadomość tego, że minęło już tak dużo czasu, uświadomiło mi, że nie ma zamiaru tego zrobić.
Postanowiłam go ignorować. Oddzieliłam się od niego grubym murem i nie miałam najmniejszego zamiaru wszystkiego naprawiać, w końcu to nie moja wina. To co powiedział tamtego wieczoru zakodowało się w mojej głowie. Kiedy staram się o nim nie myśleć, jego słowa wracają ze zdwoją siła, powodując wewnętrzna panikę i ból. Zaufałam mu, wiedział o mnie tak dużo. Jednak wszyscy w koło mieli rację, powinnam zachować dystans. Nie był wart mojego czasu. Boję się, że wyjawi tajemnicę wszystkim wkoło. Czasami mam wrażenie, że wszyscy się na mnie patrzą i śmieją się.
Nienawidzę go za to co powiedział. Jest dla mnie nikim.
Jesteś suką Chloe...
Pomimo sprzeczki z Harry'm były jakieś plusy. Spędziłam trochę czasu z mam. Pomogła mi rozpakować resztę rzeczy, które przywiozła ze sobą. Było tego dość dużo, więc całą swoją uwagę próbowałam skupić właśnie na tym, choć trochę to pomogło. Niestety, wyjechała w piątek. Lou przez ten czas, co prawda jest to dość oczywiste, spędzał z El. Samotność w tamtym momencie strasznie dobiłaby mnie, a nie chciałam tego. Nie byłam sama, odwiedzał mnie Niall.
~*~
-Loe naprawdę nie chcesz ze mną iść? Będzie fajnie.- Blondyn uśmiechnął się do mnie. Spojrzałam w dół na szary kłębek zwinięty na moich kolanach.
-Imprezy to nie jest coś za czym przepadam. Od samego przyjazdu tutaj o niczym innym nie słyszę.-Zmarszczyłam czoło. Dyskoteki są naprawdę nie dla mnie Zbyt dużo ludzi, głośna muzyka to sprzeczne z moim charakterem.
-Jesteś imprezowym gównem.- Fuknął Niall i opadł na poduszki. Parsknęłam śmiechem i zakryłam usta dłonią.
-Ty naprawdę się zaśmiałaś.-Zdziwiony spojrzał w górę na moja twarz.- Wow, to sukces.
-Och, zamknij się.-Przewróciłam oczami
-To co dzisiaj robimy?- Ułożył ręce pod głową i skrzyżował nogi w kostkach.
-Myślałam, że pójdziesz sam... znaczy beze mnie...
-Nigdzie się nie ruszam.-Puścił mi oczko.
Naprawdę muszę się zastanowić jakie zajęcie obrać na dzisiejsze popołudnie. W ten weekend spędził ze mną tak wiele czasu, że doszczętne wyczerpał moje pomysły. Jest niedziela wieczór, jutro szkoła. Nie mam pojęcia, co mamy robić.
-To naprawdę trudne, żeby coś wymyślić, skoro robiliśmy już tyle rzeczy.
-Masz na myśli to nudne oglądanie filmów z tobą? To tak. Jest wiele ciekawszych rzeczy, na przykład kino, kręgle...
-Tak, tak. Tylko, że nie chcę nigdzie wychodzić. Wolę posiedzieć tutaj, na dworze jest chłodno i zbliża się zima.
-Nie narzekaj na pogodę, tylko przyznaj, że jesteś imprezowym gównem.
-Przestaniesz mnie tak nazywać?-Uderzyłam go poduszką w głowę.
-Tak, jeśli się zgodzisz.-Wyszczerzył się w szerokim uśmiechu.
No ugh...
-Dobra niech ci będzie.-Odgarnęłam włosy na jedno ramię.
-Naprawdę? Idź się szykuj.
-Już, już.
Niechętnie wstałam łóżka i podałam Strenger'a Niall'owi. Tak w ogóle nie wiem co mam na siebie włożyć. Podeszłam do szafy i patrzyłam na ubrania znajdujące się w środku. Jęknęłam w rozpaczy. To będzie trudne.
-Pospiesz się może. Mam zamiar jeszcze dzisiaj zdążyć tam jechać.-Zaśmiał się.
-Powinieneś się cieszyć, że w ogóle się zgodziłam.-Zgromiłam go spojrzeniem. Podniósł ręce w obronnym geście i się zamknął.
Już mam. Chwyciłam wszystko co było mi potrzebne i ruszyłam do łazienki.
Wyszłam po 15 minutach. Ze spojrzenia Niall'a można było wyczytać, że jest w porządku.
-Yyy...-Gwałtownie usiadł na łóżku. Zachichotałam.
-To nic takiego.- Miałam za sobie czarne spodnie ze skóry, bluzkę bez ramiączek w koronkę i kurtkę, do tego czarne szpilki.- Wyglądam jak Gotka, ale co tam.
-Nie, podoba mi się i to strasznie.-Puścił mi oczko. -Jest idealnie.
Podszedł do mnie i chwycił mnie za rękę.
-Poczekaj, zobaczę jeszcze co u Lou.-Cmoknęłam go w policzek, zostawiłam ślad czerwoną szminką. Gdy moja rękę prawie już dotykała jego policzka, powstrzymałam się od starcia jej. Tak będzie lepiej.
Jesteś suką...
Co?! Nie, nie, nie. Cholera jasna.
Zatrzymałam się przy lustrze w korytarzu, spojrzałam na siebie. Cóż, może jednak miał rację. Wyglądam jak rasowa dziwka. Może lubi takie? Sądząc po tym wszystkim co o nim wiem, można stwierdzić, że tak jest. Skoro ma taki gust. Dlaczego miałabym mu nie dać tego, czego chce. Oblizałam usta. Myślę, że to może się udać. Zacznę od dzisiaj na blondynie...
Zastałam Louisa w swoim pokoju, czytającego jakiś sportowy magazyn.
-Um.. nie przeszkadzam?-Oparłam się biodrem o drzwi.
-Oczywiście, że nie.-Uśmiechnął się i odłożył gazetę na stolik.-Wyglądasz zabójczo. Chodź tutaj.
Rozłożył ręce w znanym mi geście. Podeszłam do łóżka i wtuliłam się w niego.
-Gdzie się wybieracie?
-Niall zabiera mnie na jakąś domówkę. Tak naprawdę nie mam pojęcia dokąd. Mam nadzieję, że wrócę cała.-Zażartowałam.
-Nawet tak nie mów.-Skarcił mnie.-Życzę miłej zabawy.
-Przyszłam tylko spytać, czy wychodzisz gdzieś dzisiaj, bo nie wiem czy muszę brać klucze.
-Cóż... nie, w sumie nigdzie. Liam ma wpaść tylko na chwilę.
-To w porządku, o jeden kłopot mniej.-Uśmiechnęłam się i pocałowałam go w czoło.-Na razie.
-Pa Chloe.-Pomachał mi gdy wychodziłam.
Przy wyjściu przez przypadek wpadłam na Irlandczyka.
-Przepraszam.-Zaśmiałam się.
-Nic się nie stało.-Ponownie chwycił moją dłoń i wyszliśmy z mieszkania.
~*~
-Naprawdę musisz pić, aż tyle?-Widziałam zmartwioną twarz Niall'a.
Opróżniłam już któregoś z rzędu drinka. W głowie szumiało mi od nadmiaru alkoholu. Nie było to miłe uczucie, ale musiałam to zrobić, żeby mój plan się udał. Wiem, że jutro będę tego żałować.
-Nie zgrywaj takiego grzecznego, tylko chodź ze mną zatańczyć.-Zrobiłam smutną minę i wyciągnęłam go na środek pokoju, gdzie tańczyli ludzie tak samo pijani jak ja sama. Zaśmiałam się.
-Nie powiem, że nie podoba mi się to jak otwarta jesteś na wszystko, gdy jesteś pijana, ale powinnaś zwolnić. -Poczułam jego ręce na talii. Bujałam się w rytm muzyki.
-Och, zamknij się.-Zarzuciłam ręce na jego kark i przywarłam swoimi ustami do jego. Czego innego mogłam się spodziewać? Odwzajemnił pocałunek. To było tak oczywiste, że mnie pragnie. Jego ręce zjechały w dół na mój tyłek, ale nie przeszkadzało mi to. Nie dam się. Wepchnęłam swój język do jego buzi. Świetnie całuje nie powiem.
-Loe...-Próbował mnie odepchnąć.
-Nie mów, że tego nie chcesz, bo wiem że to nie prawda.
Ponownie złączyłam nasze usta w namiętnym pocałunku.
Jesteś suką...
Zamarłam.
Harry's POV
Ja pierdole. Ta impreza jest tak nudna, że to aż żenujące. Zabawa wygląda zupełnie inaczej bez alkoholu. Nie wiem, dlaczego nie piję razem z Zayn'em i Andy'm. To tak dziwne, że tego nie rozumiem. Nie mogę pić, po prostu nie mogę. Ostatni raz, kiedy... Ach no tak, kiedy pokłóciłem się z Chloe. To tak cholernie niedorzeczne. Zaledwie dwa tygodnie temu wybaczyła mi wszystko co jej zrobiłem, żeby mogła bliżej mnie poznać, a teraz skończyło się na tym, że szczerze mnie nienawidzi. Kurwa, dziw się Styles dlaczego. w końcu nazwałeś ją suką. Jestem idiotą. Schowałem twarz w dłoniach. Jeszcze teraz będę się nad sobą użalał. Co się ze mną dzieje?
Musiałem skupić się zupełnie na czymś innym, więc zacząłem rozglądać się wkoło, czy nie ma kogoś znajomego. Większość ludzi była ze szkoły, znałem ich tylko z widzenia. Wszyscy upici, trochę mniej lub bardziej. Nagle rzuciła mi się znana blond czupryna, wśród tańczących. Mój dobry kolega obściskiwał się z jakąś mega seksowną laską. Zmierzyłem ją od góry do dołu. Zaraz... Te włosy. Odwróciła się twarzą do mnie, ale nie patrzyła w tą stronę. Dalej tańczyła. To Chloe. I o Boże, czy ona właśnie ociera swoim tyłkiem o krocze Niall'a? Zacisnąłem pięści ze złości. I kurewsko jej się to podoba. Jak ona może to robić? Zaśmiała się. Zaraz nie wytrzymam.
-Ej, stary co jest?-Zgromiłem wzrokiem Zayn'a.
-Nic, po prostu...- Spojrzałem z powrotem w miejsce, gdzie stała Loe. Nie ma ich. Zerwałem się z kanapy, na której siedziałem.
-Gdzie idziesz?-Spytał zdziwiony Andy.
-Zaraz wracam.
Zacząłem przepychać się między pijanymi nastolatkami. Jakie to irytujące, kiedy nie chcą cię przepuścić. Gdyby kurwa wiedzieli jak wściekły jestem, robiliby to bez problemów. Nie mam najmniejszej ochoty na bójki.
Za chwilę naprawdę oszaleję. Przeszedłem prawie cały dom i nigdzie ich nie ma. Cholera jasna. Spojrzałem na telefon. Szukam ich już od ponad 15 minut. Nagle zauważyłem Niall'a w kuchni z piwem w ręce. Zabiję go.
-Horan!- Wściekły podszedłem do niego i chwyciłem go za koszulę, przyciskając do ściany.-Jak śmiałeś całować Chloe?! Sukinsyn z ciebie! Dostaniesz tak w ryj, że własna matka cię nie pozna!-Syknąłem mu do ucha.-Tak w ogóle gdzie ona jest?-Rozejrzałem się, ale nigdzie jej nie było. Kurwa!
-Spokojnie stary, wyluzuj. Sama się do mnie przystawiała.-Zaśmiał się. Przycisnąłem go bardziej. Skrzywił się.-Nie wiem gdzie jest. Kiedy ostatni raz ją widziałem tańczyła z jakimiś dziewczynami.
-Nigdzie jej nie ma do cholery!-Albo mi kurw powie, albo naprawdę go zabiję.
-A sprawdzałeś do góry?-Parsknął. Co za idiota. Ona nigdy nie zrobiłaby czegoś takiego.
-Ale...
-Idź jej szukaj, wybawco od siedmiu boleści.-Wyszarpnął mi się i wyszedł.
Nie mogła tam być, przecież to Chloe. Ona taka nie jest. Niech to szlag! Pobiegłem po schodach na piętro. Wszedłem do pierwszego lepszego pokoju. Jak na złość jej tam nie było. Drugie drzwi... łazienka. Ja pierdole! Trzecie... Zdecydowanie ktoś tu jest. Otworzyłem je. Dwóch napalonych nastolatków miziało się z dziewczyną. Cholera! To Chloe. Odepchnąłem ich od niej.
-Spierdalać stąd!-Jednemu z nich przywaliłem pięścią w twarz. Jak mogą.
-Co robisz, psujesz nam zabawę.-Usłyszałem wkurzony głos Loe.
Spojrzałem jej w oczy. Była wkurzona i upita. Naprawdę jej nie poznaję. Jeszcze raz zmierzyłem ją wzrokiem, by upewnić się, że nic jej nie zrobili. Ale efekt był zupełnie inny. Jęknąłem, gdy zdałem sobie sprawę jak jest ubrana. Zbyt seksownie jak na siebie. Podkreśliła swoje kształty. Jej bluzka z odkrytym dekoltem jest tak nieprzyzwoita, że to aż zabolało.Zdjąłem swoją bluzę i okryłem jej ramiona. Zakrywając też ten cholernie niebezpieczny obraz jej piersi. Wziąłem ją na ręce mimo jej sprzeciwów.
-Kurwa Harry zostaw!-Szarpała się.
-Nie mam najmniejszego zamiaru.
-Co cię to w ogóle obchodzi? Co ja cię w ogóle obchodzę?!
-Przestań kurwa krzyczeć!-Irytowała mnie już.- Jak ty się ubrałaś?
-Co nie podobam ci się?-Zmarszczyła czoło.
-Nie, po protu jesteś zbyt.. seksowna.-Spojrzałem jej w oczy. Wykorzystała to i wbiła mi nóż prosto w plecy, łamiąc mi przy tym serce.
-Myślałam, że jestem suką, a ty przecież lubisz dziwki.
Włożyła w to tyle jadu na ile mogła. Zaraz po tym w kącikach jej oczu zauważyłem łzy. Nie miałem pojęcia, że moje sowa, aż tak bardzo zakorzenią się jej w głowie. Zraniłem ją i nie wiedziałem co mam z tym zrobić.
czytasz=komentujesz ♥
środa, 16 lipca 2014
wtorek, 18 marca 2014
14.
Dzień dobry kochani! :)
Wiem, to trochę dziwne i nie fair, że rozdział dopiero teraz, ale tak naprawdę naszła mnie właśnie ochota, żeby dokończyć ten rozdział.
Także zapraszam, miłego czytania ♥
Kiedy otwieram drzwi widzę przed sobą Niall'a.
-Co się stało?-Jest strasznie zdenerwowany.
-Chcę o czymś z tobą pogadać, więc nie stresuj się tak i choć.-Ciągnę go w stronę sypialni. Widząc miny na twarzach Louisa i Liama, wybucham śmiechem. Są tak zaskoczeni, że śmiech jest najodpowiedniejszą rzeczą jaką mogę zrobić. Dopiero co Harry wyszedł stąd 10 minut temu, ja już znajduję sobie nową ofiarę. Nic dziwnego, że nie mogę powstrzymać się od uśmiechu na twarzy. Zamykam za sobą drzwi.
-Czemu się śmiejesz?-Na twarzy Horana pojawia się szeroki uśmiech, rozbawił go mój śmiech.
-Z chłopaków, bo dopiero co wybiegł stąd Styles, ty już tu jesteś. W ich oczach musi to wyglądać dwuznacznie.-Parskam śmiechem i siadam obok Niall'a.
-Więc o co chodzi Loe?-Opiera łokcie na kolanach i odwraca głowę w moją stronę.
-Dlaczego mnie tak nazywasz?-Przeciągnę to na tyle, ile mogę. Naprawdę się nad tym zastanawiam, dlaczego wybrał akurat taką ksywkę, a nie inną.
-Wpadłem na to dwa dni temu.-Wyjaśnił.-Powtarzanie co chwilę Chloe to, Chloe tamto, robi się nudne.-Powinnam czuć się tym urażona. Ale z tego wszystkiego uderzam się dłonią w czoło. Niall zaśmiał się na ten gest.-A Loe to końcówka twojego imienia, więc pomyślałem, czemu nie?
Entuzjazm na jego twarzy, aż wytwarza przyjemną aurę wokół całej jego osoby.
-To słodkie.-Wypalam, nie zastanawiając się nad tym.
Spojrzał na mnie zaskoczony, kolejny raz zauważyłam w jego oczach ten dziwny błysk. Spoważniał. Przysunął się do mnie i złapał mnie za rękę. Nie wiedziałam co zrobić, wyrwać się z jego uścisku? Wtulić się w niego? Z całego tego zamieszania nie ruszyłam się. Siedziałam tam i pozwalałam na to, by koniuszkami palców muskał moje.
-Niall, nie po to kazałam ci tu przyjść. Najwyraźniej źle mnie zrozumiałeś.
Z całego serca chciałabym uniknąć takie sytuacji, jednak wiedziałam, że to kiedyś nastąpi. Muszę wyjaśnić mu, żeby nie robił sobie niepotrzebnych nadziei. Jednak nie potrafię. Nie chcę ranić go jeszcze bardziej. Pozwalam mu na to, żeby siedział koło mnie i patrzył mi w oczy swoim hipnotyzującym spojrzeniem.
-Masz rację.-Puszcza moją dłoń i siedzi wyprostowany.-To co chciałaś wiedzieć?
Uśmiecham się, próbuję jakoś rozluźnić dziwną atmosferę panująca wokół nas.
-Co się dzieje z wami wszystkimi? Nie rozumiem niczego z dzisiejszego dnia. Unikacie mnie przez cały czas, to nie jest miłe. Chyba o tym wiesz. W dodatku martwię się o Harry'ego.-Spuszczam wzrok. Tak wiele pytań pozostaje jeszcze bez odpowiedzi, muszę dowiedzieć się najważniejszego.-Pytam się, co się dzieje?
Moje pytania stają się coraz bardziej natarczywe. Potrafię wyczuć, że wywieram na Niall'u presję, więc daje sobie spokój i czekam na odpowiedz.
- To nie jest coś, o czym powinnaś wiedzieć. Przykro mi, że nie mogę ci tego powiedzieć. A co do Harry'ego, nie musisz się obawiać.
-Nie jestem tego taka pewna. Kiedy dowiedział się, że wróciłam ze szkoły do domu z jakimś chłopakiem, wkurzył się i wyszedł z mieszkania nic nie mówiąc. Więc jak najbardziej mam prawo się o niego martwić Niall.
-Tego coś nie powinno wywołać u niego furii. Wszystko będzie dobrze.
-Furii? Co masz na myśli?-Odwróciłam się cały ciałem w jego stronę, żeby bardziej skupić się na jego odpowiedzi.
-Są pewne sprawy, przez które wpada w kompletny szał. Robi głupie rzeczy, nie można nad nim zapanować. Jest jak tykając bomba.-Spojrzał mi w oczy.- Cholera Chloe, nie powinienem ci nic mówić. Powinnaś dowiedzieć się tego od niego.
-Proszę cię. On nie ma zamiaru mi nic mówić. A niewiedza zasmuca mnie jeszcze bardziej. Chciałabym wiedzieć, co się z nim dzieje, ale on mi to utrudnia. A to, że wytłumaczysz mi dlaczego jest zły, nie jest czymś strasznym. Powinnam o tym wiedzieć.
-W sumie masz rację. ale Loe nie mów mu nic, że wiesz cokolwiek ode mnie.
-Obiecuję.-Uśmiecham się, żeby zachęcić go do odpowiedzi.
-Wiesz, część rzeczy, którą o nas usłyszałaś jest kompletną bzdurą, ale to co wydawało by się niedorzeczne, jest prawdą. Przebywanie z nami nie jest do końca bezpieczne, tak jak myślisz. Każdy z nas ma swoją mroczną stronę. Nawet Andy, czego nie powiedziałabyś z pewnością. Są rzeczy, których naprawdę nie mogę ci powiedzieć, ponieważ byłabyś wtedy w niebezpieczeństwie i nie moglibyśmy ci pomóc. Wiem, brzmi to niedorzecznie.-Zaśmiał się nerwowo. Nic z tego nie rozumiem. Są przecież normalni, tak jak ja czy Louis.
-Dlaczego w ogóle mówisz o takich rzeczach? Jesteś zwykłym nastolatkiem, chodzisz do szkoły. Nie macie żadnych problemów.
-Nie mogę już dłużej tu siedzieć.-Wstał, złapałam go za rękę.
-Dlaczego? Niall, dlaczego?
-Powiedziałbym coś za dużo, a nie chcę tego. W dodatku odbywa się impreza i muszę wszystko przygotować.-Przestępuje z nogi na nogę, zanim decyduje się, żeby podejść do drzwi i nacisnąć klamkę. Wstałam mimowolnie. Odwrócił się do mnie.
-Pamiętaj, niektóre rzeczy, które o nas słyszałaś są prawdą.-Z wypowiedzeniem ostatniego słowa znika z pokoju. Wybiegłam za nim. Widziałam tylko jak z uśmiechem żegna się z chłopakami i wychodzi z mieszkania.
Stałam tam na środku salonu i nie wiedziałam co mam robić. Co jeśli Niall mówi prawdę, a Louis miał rację, że powinnam mimo wszystko uważać na Harry'ego? Po rozmowie z Horanem zamiast odpowiedzi, mam jeszcze więcej pytań. Przysiadłam obok chłopaków. Przysłuchiwałam się ich rozmowie, tak naprawdę nic nie słysząc.
-Liam, powiedz mi wszystko co wiesz o Styles'ie i całej reszcie.-Wypalam nagle i marszczy czoło.
-Wiesz więcej ode mnie. Spędzasz z nim dużo czasu, więc dlaczego pytasz akurat mnie?-Jest po prostu zdziwiony, nie złośliwy. Lou patrzy na mnie z pytaniem wymalowanym na twarzy.
-Nie ważne, powiedz mi błagam.- Z desperacji siadam na dywanie i kładę ręce na jego kolanach. Musi to wyglądać dziwnie, ale nie przejmuj się tym w tej chwili.
-Ok, więc co miałbym ci jeszcze powiedzieć oprócz tego co wiesz?-Zadaje to pytanie sam sobie, więc nie przerywam mu.-Nie są idealni. Nie chcę ci tu mówić, co powinnaś zrobić, tylko wyrażam swoje zdanie.-Potakuję i słucham dalej.- Słyszałem plotki, że niedawno mieli jakiś problem z prawem, z policją. Do końca nie wiem o co chodzi. Na swoim koncie mają pełno bójek, ofiary zazwyczaj trafiały do szpitala, ale nikt nie umarł. Jest jeszcze jedna taka grupka, co prawda starsi od nas, ale to nie robi żadnej różnicy, jak dla nich. Nienawidzą się i co chwile są między nimi jakieś sprzeczki. Podobno, któryś z nich ma dziecko, ale to chyba najgłupsze, co mogłem słyszeć.-Nie odrzucaj tego od razu, może to być prawda.- Hmm. Ojciec Styles'a siedzi w więzieniu. O, i podobno niektóre sprawy tak go denerwują, że staje się wtedy kompletnie szalony i nie wie co robi.
-A byłeś... no wiesz, świadkiem takiego napadu Harry'ego?-Mój głos jest strasznie cichy, to chyba z nadmiaru wiadomości, jakie mi dostarczył. Wszystko to może okazać się prawdziwe.
-Tak, jedyny raz. Była wtedy jakaś impreza w zeszłym roku na polanie w lesie. Co prawda nielegalna, więc prędzej czy później pojawiła się policja. Pamiętam jak przyszła pewna grupa chłopaków, której nigdy nie widziałem. Podeszli do Harry'ego i reszty. Kłócili się o coś i przepychali, któryś z nich nakrzyczał na Harry'ego, nie wiem o co chodziło. Wkurwił się i to strasznie. Chłopacy próbowali go uspokoić, jednak na marne. Tamten śmiał się z niego i wtedy, bum. Nie wytrzymał, wyrwał się. W tle słychać było syreny policyjne, najwidoczniej ktoś poinformował o imprezie. Jednak Styles'a to nie interesowało, szarpał się z tamtym chłopakiem, rzucali czym się dało, aż w końcu Harry chwycił metalowy pręt i z całej siły uderzył nim chłopaka w głowę. Zemdlał, a on wraz z paczką uciekł i nikt go już nie widział przez tydzień.
Co to miało być?! To okropne, co zrobił. Zaczynam bać się Harry'ego, tego którego tak usilnie broniłam. A mogło się okazać, że jest zwyczajnym draniem. Nic nie ma sensu.
-I przypomniało mi się jak nazywał się ten pobity chłopak.-Podrapał się po głowie.
Dostałam sms'a od Harry'ego.
"Czekaj na mnie w holu. Przyjadę jak najszybciej się da. Harry."
-Jak?-Uklęknęłam na kolanach wpatrzona w Liama.
-Robbie Riggs.
Opadłam z powrotem na dywan, telefon wpadł pod stolik, pokój zaczął wirować, potem nie widziałam już nic.
O mój Boże. Co ja zrobiłam...
Harry's POV
Zatrzymałem samochód przed bardzo dobrze znanym mi budynkiem. Spojrzałem w lusterko, wyglądałem koszmarnie. Rozcięta warga, podbite obok, jak mogłem dać tak sobą poniewierać? Zacisnąłem dłonie w pięść i zauważyłem, że moje kłykcie krwawią. Przetarłem ręce w spodnie i wyszedłem z samochodu. Jakby tego było mało, jestem spóźniony i to dobre dwie godziny. Wiem, że czeka mnie rozmowa, tylko czy powiedzieć jej wszystko? Nie wiem, cholera naprawdę nie wiem.
Wchodząc do budynku, zauważyłem, że w recepcji nie ma tej natarczywie miłej pani. Tym gorzej.
Rozejrzałem się, jest. Siedziała na fotelu, w zasadzie spała. Postanowiłem ją obudzić. Podszedłem do niej.
-Chloe, obudź się proszę.-Lekko szturchnąłem ją w rękę, wystarczyło by otworzyła oczy.
-Harry?-Zdziwiła się, przeciągnęła się i usiadła prosto. Odsunąłem się od niej. -Co ty tu robisz?
Czułem jak zaczyna się wkurzać.
-Obiecałem, że po ciebie przyjadę.-Spuściłem wzrok.
-Tak! Dwie godziny temu! Gdzie byłeś, hmm?-Spojrzałem jej w oczy. To nie ma sensu. Założyła ręce na piersi.
-Nie mogę ci powiedzieć.
-Ach, racja. Zapomniałam już, że ty nic mi nie mówisz.-Fuknęła w odpowiedzi.
-Przestań.-Wysyczałem i zacisnąłem ręce na oparciu fotela.
-Bo co? Mam prawo być zła, praktycznie jestem cholernie wkurzona. Ale czy to ma jakiekolwiek znaczenie, skoro pan Styles ma mnie gdzieś?!-Wykrzyczała mi to w twarz, to nie było miłe i było zbyt odważne.
-Na co ci znać to wszystko?!-Nie chcę być potulny.-Po co ci znać wszystko o mnie, o nas, o tym całym gównie? To nie jest coś, co powinno cię kurwa interesować! To jest moje życie.
-Tylko nie zapominaj, że jestem już w to wszystko wplątana!
-Nawet nie wiesz, jak tego żałuję, że cię w to wciągnąłem. Wpieprzasz się tam gdzie nie powinnaś.
-Tak myślisz?-Zmrużyła oczy. Szykuje coś jeszcze. Wcale mi się to nie podoba.
-Tak!
-Dlaczego nie powiedziałeś mi nic o Robbie'm? Że znasz kogoś takiego? I wyjaśnij mi dlaczego muszę się tego dowiadywać od innych?!
-To kim jest, co robi, to też nie twój interes. To, że go poznałaś, nie powinno się w ogóle zdarzyć!
-Ale jednak! I wiesz, co ci powiem, jest nawet milszy od ciebie!
-Cofnij to kurwa.-Zerwałem się z miejsca.-Na jakiej podstawie tak myślisz?!- Chwyciłem ją za ramię, chyba zbyt mocno, bo się skrzywiła. Nie obchodzi mnie to teraz.
-Chociażby dlatego, że on mnie nie uderzył przy pierwszym spotkaniu!-Wyrwała się.-Nigdy cię nie zrozumiem! Starasz się być lepszy, ale ci to nie wychodzi. Wręcz odwrotnie, jesteś jeszcze gorszy!
-Nie masz prawa tak mówić! Fakt, że tutaj z tobą jestem, świadczy o tym, że się zmieniłem.
-Tylko czemu ja tego nie widzę?-Jej złość powoli zamieniała się w smutek. Widać to było w jej oczach.
-Nie mam pojęcia. Robię wszystko co tylko mogę. A ty tego nie doceniasz!
-Zamknij się wreszcie! To nie ty powinieneś tu wrzeszczeć!- Teraz stała naprzeciwko mnie. Nie była tą samą dziewczyną, którą poznałem na początku. To ona się zmieniła.
-Jesteś cholernym dupkiem! Nie masz szacunku dla nikogo! Jestem ciekawa, ile dziewczyn zraniłeś swoją obojętnością! Po co mówiłeś mi, że będziesz inny, że chciałbyś, żeby nam razem wyszło? Skoro nic mi nie mówisz! Cholera Harry, ja nic o tobie nie wiem!
-To może i nawet lepiej.-Zmroziłem ją spojrzeniem. Nie wystraszyła się, wręcz dodało jej to odwagi.
-To wszystko nie ma już sensu! Zastanawia mnie to, dlaczego taki jesteś? Najwidoczniej matka nie nauczyła cię szacunku.
-Nie mów nic o mojej matce, skoro jej nie znasz!- Wkurzyłem się i to strasznie. Byłem spięty, nie mam ochoty wysłuchiwać jej oskarżeń.
-Na pewno miała cię gdzieś, nie interesowała się tobą. I dlatego wyrosłeś na takiego skurwysyna!
-Chloe jesteś pierdolona suką!-Nachyliłem się nad nią, skuliła się. Wreszcie się bała. Przerażona patrzyła w moje oczy.
-Powtórz to?-Pojedyncza łza spłynęła po jej policzku.
-Jesteś suką...-Wyszeptałem. Zaczęła płakać. Odwróciła się ode mnie i pobiegła w stronę windy. Pech by chciał, że od razu do niej wsiadła. Pobiegłem za nią, ale nie zdążyłem. Widziałem tylko zamykane drzwi i wyciągnięty środkowy palec w moim kierunku. Usłyszałem jej cichy szloch, a później tylko cisza. Ta cholerna cisza, która była okropna. Nienawidzę siebie. Wybiegłem z budynku w stronę auta. Z całej siły kopnąłem w drzwi samochodu. Jestem dupkiem.
______________________________________________________________________
Mam cichą nadzieję, że Wam się podobało.
Liczę na mały komentarz od każdej osoby, która to przeczyta.
Nie bójcie się, czytam każdy z osobna. Opinie są dla mnie bardzo ważne :)
@Madzia0Rh
Wiem, to trochę dziwne i nie fair, że rozdział dopiero teraz, ale tak naprawdę naszła mnie właśnie ochota, żeby dokończyć ten rozdział.
Także zapraszam, miłego czytania ♥
Kiedy otwieram drzwi widzę przed sobą Niall'a.
-Co się stało?-Jest strasznie zdenerwowany.
-Chcę o czymś z tobą pogadać, więc nie stresuj się tak i choć.-Ciągnę go w stronę sypialni. Widząc miny na twarzach Louisa i Liama, wybucham śmiechem. Są tak zaskoczeni, że śmiech jest najodpowiedniejszą rzeczą jaką mogę zrobić. Dopiero co Harry wyszedł stąd 10 minut temu, ja już znajduję sobie nową ofiarę. Nic dziwnego, że nie mogę powstrzymać się od uśmiechu na twarzy. Zamykam za sobą drzwi.
-Czemu się śmiejesz?-Na twarzy Horana pojawia się szeroki uśmiech, rozbawił go mój śmiech.
-Z chłopaków, bo dopiero co wybiegł stąd Styles, ty już tu jesteś. W ich oczach musi to wyglądać dwuznacznie.-Parskam śmiechem i siadam obok Niall'a.
-Więc o co chodzi Loe?-Opiera łokcie na kolanach i odwraca głowę w moją stronę.
-Dlaczego mnie tak nazywasz?-Przeciągnę to na tyle, ile mogę. Naprawdę się nad tym zastanawiam, dlaczego wybrał akurat taką ksywkę, a nie inną.
-Wpadłem na to dwa dni temu.-Wyjaśnił.-Powtarzanie co chwilę Chloe to, Chloe tamto, robi się nudne.-Powinnam czuć się tym urażona. Ale z tego wszystkiego uderzam się dłonią w czoło. Niall zaśmiał się na ten gest.-A Loe to końcówka twojego imienia, więc pomyślałem, czemu nie?
Entuzjazm na jego twarzy, aż wytwarza przyjemną aurę wokół całej jego osoby.
-To słodkie.-Wypalam, nie zastanawiając się nad tym.
Spojrzał na mnie zaskoczony, kolejny raz zauważyłam w jego oczach ten dziwny błysk. Spoważniał. Przysunął się do mnie i złapał mnie za rękę. Nie wiedziałam co zrobić, wyrwać się z jego uścisku? Wtulić się w niego? Z całego tego zamieszania nie ruszyłam się. Siedziałam tam i pozwalałam na to, by koniuszkami palców muskał moje.
-Niall, nie po to kazałam ci tu przyjść. Najwyraźniej źle mnie zrozumiałeś.
Z całego serca chciałabym uniknąć takie sytuacji, jednak wiedziałam, że to kiedyś nastąpi. Muszę wyjaśnić mu, żeby nie robił sobie niepotrzebnych nadziei. Jednak nie potrafię. Nie chcę ranić go jeszcze bardziej. Pozwalam mu na to, żeby siedział koło mnie i patrzył mi w oczy swoim hipnotyzującym spojrzeniem.
-Masz rację.-Puszcza moją dłoń i siedzi wyprostowany.-To co chciałaś wiedzieć?
Uśmiecham się, próbuję jakoś rozluźnić dziwną atmosferę panująca wokół nas.
-Co się dzieje z wami wszystkimi? Nie rozumiem niczego z dzisiejszego dnia. Unikacie mnie przez cały czas, to nie jest miłe. Chyba o tym wiesz. W dodatku martwię się o Harry'ego.-Spuszczam wzrok. Tak wiele pytań pozostaje jeszcze bez odpowiedzi, muszę dowiedzieć się najważniejszego.-Pytam się, co się dzieje?
Moje pytania stają się coraz bardziej natarczywe. Potrafię wyczuć, że wywieram na Niall'u presję, więc daje sobie spokój i czekam na odpowiedz.
- To nie jest coś, o czym powinnaś wiedzieć. Przykro mi, że nie mogę ci tego powiedzieć. A co do Harry'ego, nie musisz się obawiać.
-Nie jestem tego taka pewna. Kiedy dowiedział się, że wróciłam ze szkoły do domu z jakimś chłopakiem, wkurzył się i wyszedł z mieszkania nic nie mówiąc. Więc jak najbardziej mam prawo się o niego martwić Niall.
-Tego coś nie powinno wywołać u niego furii. Wszystko będzie dobrze.
-Furii? Co masz na myśli?-Odwróciłam się cały ciałem w jego stronę, żeby bardziej skupić się na jego odpowiedzi.
-Są pewne sprawy, przez które wpada w kompletny szał. Robi głupie rzeczy, nie można nad nim zapanować. Jest jak tykając bomba.-Spojrzał mi w oczy.- Cholera Chloe, nie powinienem ci nic mówić. Powinnaś dowiedzieć się tego od niego.
-Proszę cię. On nie ma zamiaru mi nic mówić. A niewiedza zasmuca mnie jeszcze bardziej. Chciałabym wiedzieć, co się z nim dzieje, ale on mi to utrudnia. A to, że wytłumaczysz mi dlaczego jest zły, nie jest czymś strasznym. Powinnam o tym wiedzieć.
-W sumie masz rację. ale Loe nie mów mu nic, że wiesz cokolwiek ode mnie.
-Obiecuję.-Uśmiecham się, żeby zachęcić go do odpowiedzi.
-Wiesz, część rzeczy, którą o nas usłyszałaś jest kompletną bzdurą, ale to co wydawało by się niedorzeczne, jest prawdą. Przebywanie z nami nie jest do końca bezpieczne, tak jak myślisz. Każdy z nas ma swoją mroczną stronę. Nawet Andy, czego nie powiedziałabyś z pewnością. Są rzeczy, których naprawdę nie mogę ci powiedzieć, ponieważ byłabyś wtedy w niebezpieczeństwie i nie moglibyśmy ci pomóc. Wiem, brzmi to niedorzecznie.-Zaśmiał się nerwowo. Nic z tego nie rozumiem. Są przecież normalni, tak jak ja czy Louis.
-Dlaczego w ogóle mówisz o takich rzeczach? Jesteś zwykłym nastolatkiem, chodzisz do szkoły. Nie macie żadnych problemów.
-Nie mogę już dłużej tu siedzieć.-Wstał, złapałam go za rękę.
-Dlaczego? Niall, dlaczego?
-Powiedziałbym coś za dużo, a nie chcę tego. W dodatku odbywa się impreza i muszę wszystko przygotować.-Przestępuje z nogi na nogę, zanim decyduje się, żeby podejść do drzwi i nacisnąć klamkę. Wstałam mimowolnie. Odwrócił się do mnie.
-Pamiętaj, niektóre rzeczy, które o nas słyszałaś są prawdą.-Z wypowiedzeniem ostatniego słowa znika z pokoju. Wybiegłam za nim. Widziałam tylko jak z uśmiechem żegna się z chłopakami i wychodzi z mieszkania.
Stałam tam na środku salonu i nie wiedziałam co mam robić. Co jeśli Niall mówi prawdę, a Louis miał rację, że powinnam mimo wszystko uważać na Harry'ego? Po rozmowie z Horanem zamiast odpowiedzi, mam jeszcze więcej pytań. Przysiadłam obok chłopaków. Przysłuchiwałam się ich rozmowie, tak naprawdę nic nie słysząc.
-Liam, powiedz mi wszystko co wiesz o Styles'ie i całej reszcie.-Wypalam nagle i marszczy czoło.
-Wiesz więcej ode mnie. Spędzasz z nim dużo czasu, więc dlaczego pytasz akurat mnie?-Jest po prostu zdziwiony, nie złośliwy. Lou patrzy na mnie z pytaniem wymalowanym na twarzy.
-Nie ważne, powiedz mi błagam.- Z desperacji siadam na dywanie i kładę ręce na jego kolanach. Musi to wyglądać dziwnie, ale nie przejmuj się tym w tej chwili.
-Ok, więc co miałbym ci jeszcze powiedzieć oprócz tego co wiesz?-Zadaje to pytanie sam sobie, więc nie przerywam mu.-Nie są idealni. Nie chcę ci tu mówić, co powinnaś zrobić, tylko wyrażam swoje zdanie.-Potakuję i słucham dalej.- Słyszałem plotki, że niedawno mieli jakiś problem z prawem, z policją. Do końca nie wiem o co chodzi. Na swoim koncie mają pełno bójek, ofiary zazwyczaj trafiały do szpitala, ale nikt nie umarł. Jest jeszcze jedna taka grupka, co prawda starsi od nas, ale to nie robi żadnej różnicy, jak dla nich. Nienawidzą się i co chwile są między nimi jakieś sprzeczki. Podobno, któryś z nich ma dziecko, ale to chyba najgłupsze, co mogłem słyszeć.-Nie odrzucaj tego od razu, może to być prawda.- Hmm. Ojciec Styles'a siedzi w więzieniu. O, i podobno niektóre sprawy tak go denerwują, że staje się wtedy kompletnie szalony i nie wie co robi.
-A byłeś... no wiesz, świadkiem takiego napadu Harry'ego?-Mój głos jest strasznie cichy, to chyba z nadmiaru wiadomości, jakie mi dostarczył. Wszystko to może okazać się prawdziwe.
-Tak, jedyny raz. Była wtedy jakaś impreza w zeszłym roku na polanie w lesie. Co prawda nielegalna, więc prędzej czy później pojawiła się policja. Pamiętam jak przyszła pewna grupa chłopaków, której nigdy nie widziałem. Podeszli do Harry'ego i reszty. Kłócili się o coś i przepychali, któryś z nich nakrzyczał na Harry'ego, nie wiem o co chodziło. Wkurwił się i to strasznie. Chłopacy próbowali go uspokoić, jednak na marne. Tamten śmiał się z niego i wtedy, bum. Nie wytrzymał, wyrwał się. W tle słychać było syreny policyjne, najwidoczniej ktoś poinformował o imprezie. Jednak Styles'a to nie interesowało, szarpał się z tamtym chłopakiem, rzucali czym się dało, aż w końcu Harry chwycił metalowy pręt i z całej siły uderzył nim chłopaka w głowę. Zemdlał, a on wraz z paczką uciekł i nikt go już nie widział przez tydzień.
Co to miało być?! To okropne, co zrobił. Zaczynam bać się Harry'ego, tego którego tak usilnie broniłam. A mogło się okazać, że jest zwyczajnym draniem. Nic nie ma sensu.
-I przypomniało mi się jak nazywał się ten pobity chłopak.-Podrapał się po głowie.
Dostałam sms'a od Harry'ego.
"Czekaj na mnie w holu. Przyjadę jak najszybciej się da. Harry."
-Jak?-Uklęknęłam na kolanach wpatrzona w Liama.
-Robbie Riggs.
Opadłam z powrotem na dywan, telefon wpadł pod stolik, pokój zaczął wirować, potem nie widziałam już nic.
O mój Boże. Co ja zrobiłam...
Harry's POV
Zatrzymałem samochód przed bardzo dobrze znanym mi budynkiem. Spojrzałem w lusterko, wyglądałem koszmarnie. Rozcięta warga, podbite obok, jak mogłem dać tak sobą poniewierać? Zacisnąłem dłonie w pięść i zauważyłem, że moje kłykcie krwawią. Przetarłem ręce w spodnie i wyszedłem z samochodu. Jakby tego było mało, jestem spóźniony i to dobre dwie godziny. Wiem, że czeka mnie rozmowa, tylko czy powiedzieć jej wszystko? Nie wiem, cholera naprawdę nie wiem.
Wchodząc do budynku, zauważyłem, że w recepcji nie ma tej natarczywie miłej pani. Tym gorzej.
Rozejrzałem się, jest. Siedziała na fotelu, w zasadzie spała. Postanowiłem ją obudzić. Podszedłem do niej.
-Chloe, obudź się proszę.-Lekko szturchnąłem ją w rękę, wystarczyło by otworzyła oczy.
-Harry?-Zdziwiła się, przeciągnęła się i usiadła prosto. Odsunąłem się od niej. -Co ty tu robisz?
Czułem jak zaczyna się wkurzać.
-Obiecałem, że po ciebie przyjadę.-Spuściłem wzrok.
-Tak! Dwie godziny temu! Gdzie byłeś, hmm?-Spojrzałem jej w oczy. To nie ma sensu. Założyła ręce na piersi.
-Nie mogę ci powiedzieć.
-Ach, racja. Zapomniałam już, że ty nic mi nie mówisz.-Fuknęła w odpowiedzi.
-Przestań.-Wysyczałem i zacisnąłem ręce na oparciu fotela.
-Bo co? Mam prawo być zła, praktycznie jestem cholernie wkurzona. Ale czy to ma jakiekolwiek znaczenie, skoro pan Styles ma mnie gdzieś?!-Wykrzyczała mi to w twarz, to nie było miłe i było zbyt odważne.
-Na co ci znać to wszystko?!-Nie chcę być potulny.-Po co ci znać wszystko o mnie, o nas, o tym całym gównie? To nie jest coś, co powinno cię kurwa interesować! To jest moje życie.
-Tylko nie zapominaj, że jestem już w to wszystko wplątana!
-Nawet nie wiesz, jak tego żałuję, że cię w to wciągnąłem. Wpieprzasz się tam gdzie nie powinnaś.
-Tak myślisz?-Zmrużyła oczy. Szykuje coś jeszcze. Wcale mi się to nie podoba.
-Tak!
-Dlaczego nie powiedziałeś mi nic o Robbie'm? Że znasz kogoś takiego? I wyjaśnij mi dlaczego muszę się tego dowiadywać od innych?!
-To kim jest, co robi, to też nie twój interes. To, że go poznałaś, nie powinno się w ogóle zdarzyć!
-Ale jednak! I wiesz, co ci powiem, jest nawet milszy od ciebie!
-Cofnij to kurwa.-Zerwałem się z miejsca.-Na jakiej podstawie tak myślisz?!- Chwyciłem ją za ramię, chyba zbyt mocno, bo się skrzywiła. Nie obchodzi mnie to teraz.
-Chociażby dlatego, że on mnie nie uderzył przy pierwszym spotkaniu!-Wyrwała się.-Nigdy cię nie zrozumiem! Starasz się być lepszy, ale ci to nie wychodzi. Wręcz odwrotnie, jesteś jeszcze gorszy!
-Nie masz prawa tak mówić! Fakt, że tutaj z tobą jestem, świadczy o tym, że się zmieniłem.
-Tylko czemu ja tego nie widzę?-Jej złość powoli zamieniała się w smutek. Widać to było w jej oczach.
-Nie mam pojęcia. Robię wszystko co tylko mogę. A ty tego nie doceniasz!
-Zamknij się wreszcie! To nie ty powinieneś tu wrzeszczeć!- Teraz stała naprzeciwko mnie. Nie była tą samą dziewczyną, którą poznałem na początku. To ona się zmieniła.
-Jesteś cholernym dupkiem! Nie masz szacunku dla nikogo! Jestem ciekawa, ile dziewczyn zraniłeś swoją obojętnością! Po co mówiłeś mi, że będziesz inny, że chciałbyś, żeby nam razem wyszło? Skoro nic mi nie mówisz! Cholera Harry, ja nic o tobie nie wiem!
-To może i nawet lepiej.-Zmroziłem ją spojrzeniem. Nie wystraszyła się, wręcz dodało jej to odwagi.
-To wszystko nie ma już sensu! Zastanawia mnie to, dlaczego taki jesteś? Najwidoczniej matka nie nauczyła cię szacunku.
-Nie mów nic o mojej matce, skoro jej nie znasz!- Wkurzyłem się i to strasznie. Byłem spięty, nie mam ochoty wysłuchiwać jej oskarżeń.
-Na pewno miała cię gdzieś, nie interesowała się tobą. I dlatego wyrosłeś na takiego skurwysyna!
-Chloe jesteś pierdolona suką!-Nachyliłem się nad nią, skuliła się. Wreszcie się bała. Przerażona patrzyła w moje oczy.
-Powtórz to?-Pojedyncza łza spłynęła po jej policzku.
-Jesteś suką...-Wyszeptałem. Zaczęła płakać. Odwróciła się ode mnie i pobiegła w stronę windy. Pech by chciał, że od razu do niej wsiadła. Pobiegłem za nią, ale nie zdążyłem. Widziałem tylko zamykane drzwi i wyciągnięty środkowy palec w moim kierunku. Usłyszałem jej cichy szloch, a później tylko cisza. Ta cholerna cisza, która była okropna. Nienawidzę siebie. Wybiegłem z budynku w stronę auta. Z całej siły kopnąłem w drzwi samochodu. Jestem dupkiem.
______________________________________________________________________
Mam cichą nadzieję, że Wam się podobało.
Liczę na mały komentarz od każdej osoby, która to przeczyta.
Nie bójcie się, czytam każdy z osobna. Opinie są dla mnie bardzo ważne :)
@Madzia0Rh
sobota, 15 lutego 2014
13.
Witam! Rozdział pojawił się tak jak obiecywałam.
Więc, co innego mam powiedzieć, jak zapraszam na rozdział 13! :)
-Proszę was, nie przy nas.-Zayn zakrył sobie oczy dłonią. Zaśmiałam się i spojrzałam na chlopaka przede mną. Uśmiechał się do mnie słodko.
-Jesteś taka piękna.-Złapał moją rękę.
-Ja um...-Odkaszlnęłam.-Idę na lekcję, nie wiem jak ty.
Ruszyłam przed siebie, mam nadzieję, że nie spóźnię się, aż tak bardzo, żeby zostać po lekcjach. Szczęście się do mnie uśmiechnęło.
Weszłam do klasy równo z nauczyciele. Szybko zajęłam miejsce obok Eleanor.
-Hej.-Przywitała mnie.-Nie widziałam cię od czasu imprezy.
-Cześć, ja ciebie też nie.-Uśmiechnęłam się na tyle szczerze, na ile mogłam.
-Louis mówił mi, co zrobił. Był strasznie wkurzony na ciebie.
-Spodziewałam się tego, że ci powie.
-Nie miej mu tego za złe. Żałował, że wtedy na ciebie nakrzyczał, nie powinien. I przepraszam za to, że siedział ze mną przez cały dzień, a nie z tobą.
-Przecież to nie twoja wina, El.-Spojrzałam jej w oczy i dyskretnie chwyciłam jej dłoń pod stołem.-To był jego wybór. Na szczęście miałam parę osób, które wtedy ze mną były.
-Niech zgadnę, między innymi był to Harry...-Ton jej głosu nie spodobał mi się.
-Teraz ty masz zamiar mnie pouczać co mam robić?-Wyrwałam swoją rękę z jej uścisku.
-Nie! Chciałam ci tylko powiedzieć, żebyś na niego uważała. Nie jest taki dobry jak ci się wydaje.-Wpatrywała się we mnie w skupieniu.
Zmarszczyłam brwi.
-Będę mieć to na uwadze.-Rozejrzałam się po klasie. Nawet nie zauważyłam, że nie ma Harry'ego ani reszty chłopaków. Byłam święcie przekonana, że szli zaraz za mną. W momencie, kiedy spojrzałam na jasnowłosą dziewczynę, ta odwróciła głowę. Perrie wzruszyła tylko ramionami.
Coś mi tu nie pasuje. Gdzie on znikał na całe dnie? To było dziwne. Och i wychodzi na to, że idę pieszo i to sama do domu, bo Louis'a ani Liam'a też nie było. Westchnęłam.
-Co jest?-Spytała El.
-Nie mam czym wrócić do domu, więc spacerek nie będzie chyba taki zły.-Zaśmiała się. Dlaczego ona nie mieszka blisko nas? Życie chyba naprawdę mnie nienawidzi.
-Nie przeszkadzam wam?-Podniosłam głowę i spojrzałam na nauczyciela, który stał przy naszej ławce.
-Nie.-Szybko odparła i udawała, że czyta treść zadania.
-Pani Calder i pani Johnson zauważyłem, że przez całą lekcje nie uważacie i rozmawiacie. Może chciałybyście podzielić się tym z nami?-Poprawił swoje okulary na nosie. Wścibski belfr.
-Przepraszam, ale źle się czuję.-Wrzuciłam swoje książki do torby i wybiegłam z klasy trzaskając drzwiami. Oparłam się o sąsiednią ścianę. Wyciągnęłam telefon i sprawdziłam godzinę. Do końca lekcji zostało jeszcze 10 minut. Odepchnęłam się od ściany. Poszłam w kierunku łazienki. Ktoś biegł przez korytarz. Nie zauważył i wpadł na mnie.
-Andy?-Spytałam zdziwiona.-Co ty tu robisz?
-Och, Chloe.- Wysapał i zauważyłam jego zmieszanie.
-Gdzie jest Harry?-Może wie gdzie on jest.
-Muszę już iść.-Starał się nie patrzeć mi w oczy i pobiegł dalej.
-Andy!-Krzyknęłam za nim.-Cholera jasna! Co się dzieje?
Byłam sfrustrowana, dlaczego nie mógł mi tego powiedzieć? Wiem, że wiedział gdzie się podział, z resztą co robili pozostali. Zaczęłam się martwić, a co jeśli co złego tanie się Louisowi i Liamowi? Może uda mi się dogonić Andy'ego. Biegłam tak szybko jak mogłam, lecz nigdzie go nie widziałam. Wybiegłam na dwór. Też nic. Znalazłam się na chodniku. Usłyszałam szkolny dzwonek i główny wyjściem zaczęło wychodzić mnóstwo ludzi. Muszę sobie odpuścić. Ruszyłam do domu. Nie mam już co tutaj robić. Zajrzę do mieszkania, jeśli nie będzie tam Lou, zacznę panikować.
Gdy byłam w połowie drogi do domu, jakiś samochód zatrzymał się tuż przy chodniku. Nigdy go nie widziałam. Szyba od strony kierowcy otworzyła się.
-Hej!-Chłopak krzyknął do mnie i pomachał.
-Cześć.-Sztucznie się do niego uśmiechnęłam.
Miał około 19 lat, jego włosy były dłuższe, niż jak u większości chłopaków w jego wieku. Był bardzo przystojny, jednak nie znam go.
-Podrzucić cię do domu?-Spytał grzecznie.
-Nie, dziękuję. Przejdę się.
-Nie daj się prosić.-Ukazał rząd białych zębów.
-Nawet cię nie znam.-Skrzyżowałam ręce na piersi.
-Jestem Robbie Riggs, wsiadaj to mnie poznasz.-Uśmiechnął się jeszcze słodziej, niż dotychczas.
Co mogłam innego zrobić, jak wsiąść do samochodu i pozwolić się zawieść? Uległam mu, kiedy już siedziałam obok niego, nie byłam z tego za bardzo zadowolona. Był zbyt uroczy, żeby mu odmówić. Odpalił silnik i ruszył.
-Więc znasz moje imię. Teraz twoja kolej.-Pomimo tego, że prowadził, co chwilę czułam jego spojrzenie na sobie. To mnie krępowało, więc sama spojrzałam w jego stronę.
-Chloe, jetem Chloe Johnson.-Wyciągnął rękę w moją stronę, uścisnęłam ją.
-Miło mi cię poznać. To gdzie mieszkasz?-Spojrzał przed siebie.
-Jedź prosto jeszcze kawałek.-Przytaknął.
-Więc masz chłopaka, Chloe?-Uśmiechnął się bardziej sam do siebie niż do mnie.
-Nie, znaczy jeszcze nie. Z resztą cała ta sprawa jest skomplikowana.
-Zrobił ci coś i nie wiesz co masz dalej robić?-Spojrzałam na niego zaskoczona.
-Tak. Skąd wiesz?
-Strzelałem.-Puścił mi oczko.
Coś w głębi mnie mówiło mi, że wcale nie strzelał. Tak naprawdę znał mnie i robił tą całą szopkę, żebym się nie zorientowała. Odpędziłam te myśli tak szybko, jak się pojawiły.
-Yhym.
-A jak ma na imię ten szczęściarz?
-Nie wiem czy powinnam ci mówić.-Krzywię się
-Och. No proszę.-Spojrzał mi w oczy.
-Harry, tak ma na imię.-Przełykam ślinę. Zacisnął mocniej ręce na kierownicy.
Nie wiem, dlaczego mu to wyjawiłam. Ale kiedy patrzył na mnie, wiedziałam, że muszę mu powiedzieć. O Boże. Manipulował mną. To okropne. Teraz też wiem, dlaczego wsiadłam do auta, zrobił to samo, co przed chwilą. Zażądał tego ode mnie.
-To gdzie?-Zmarszczył czoło.
-O tam.-Pokazałam palcem. Zatrzymał się tuż przed wejściem.
-Cóż, mieszkasz w najpiękniejszym apartamencie w Londynie. Jak było cię za to stać?
-Mieszkam tutaj razem z przyjacielem. Głównie to został kupiony za jego pieniądze.
-Bogaty ten twój przyjaciel. Musiałabyś już iść, nie chcę cię wyganiać oczywiście.
-Um.. już idę.- Kiedy wysiadałam z samochodu zawołał jeszcze za mną.
-Mógłbym się jeszcze kiedyś z tobą spotkać?-Puścił mi oczko.
-Jasne, kiedy tylko chcesz. Zapytaj w holu o mnie, z pewnością ci pomogą.-Uśmiechnęłam się do niego szczerze, chyba po raz pierwszy.
-Pa piękna.
-Na razie.-Po chwili patrzyłam jak odjeżdża.
Pomimo moich wcześniejszych złych obawach co do niego, był naprawdę miły. Jednak w jego oczach dostrzegłam coś tajemniczego, czego nie mogłam zrozumieć. Dziwne uczucie, kiedy tak przeszywał cię swoim spojrzeniem. Na myśl przyszli mi zawodowi zabójcy, którzy przed samym morderstwem patrzą na swoja ofiarę. Próbował mnie rozszyfrować, a jego także. Kiedy tak o tym wszystkim myślę, muszę być głupia. Przecież był to zwykły chłopak, uroczy. Nigdy nie widziałam nikogo z taką urodą, był oryginalny i piękny, jednak nie tak jak Harry. Właśnie Harry. Przypomniałam sobie o wszystkim i weszłam do budynku.
W recepcji jak zawsze miło powitała mnie Maggie. Uśmiechnęłam się do niej i wsiadłam do windy. Kiedy znalazłam się przed drzwiami, nie mogłam trafić kluczem w zamek. Jasna cholera! Wreszcie udało mi się wejść, od razu pobiegłam do salonu nie było Lou.
-Louis!-Krzyknęłam histerycznie.
Ulżyło mi i odetchnęłam, kiedy zauważyłam Liama i Lou w kuchni.
-Co się stało?-Spytał zmieszany.-Wszystko w porządku?-Podszedł do mnie i pogłaskał po policzku.
-Teraz już tak. Czemu nie było was na lekcji?-Patrzyłam to na jednego, to na drugiego.
-Trener zwolnił mnie z lekcji, chciał ze mną porozmawiać o nadchodzących zawodach w piłkę.-Uśmiechnął się. Czyli nic im się nie stało. Z wrażenia usiadłam na kanapie.
-A ja miałem do załatwienia pewną sprawę.
-Czym się tak martwiłaś?-Boo zmarszczył czoło.
-Nie ważne. Dziękuję wam, że pomogliście chłopakom, wtedy na korytarzu.-Wyściskałam ich.
-Nie ma sprawy, Chloe.-Uśmiechnął się Liam. -Andy nas poprosił, a dobrze wiesz, że mam do niego słabość.-Zaśmiał się, a ja razem z nim.
-Tak, wiem, że go polubiłeś.-Ściągnęłam buty i wrzuciłam je pod sofę.
Usłyszeliśmy dzwonek do drzwi Louis wstał z kanapy, żeby otworzyć.
-Ja pójdę.-Wyprzedziłam go i w mgnieniu oka dotarłam do drzwi. Za nimi stał Harry, był zdyszany.
-Cześć.-Wysapał.
-Hej Hazz. Co tu robisz?-Wciągnęłam go za rękaw do mieszkania i poprowadziłam go do mojego pokoju. Chłopacy spojrzeli na nas pytająco, wzruszyłam ramionami.
Kiedy zamknęłam drzwi, wreszcie się odezwał.
-Przyszedłem sprawdzić, czy nic ci nie jest.-Przysiadł na łóżku, zrobiłam to samo.
-A co miałoby mi się stać?-Uniosłam brwi.
-No wiesz.-Odchrząknął.- Szłaś sama, mogło ci się coś stać.
-Ale wszystko w porządku. Hej...-Położyłam rękę na jego policzku.-Nic mi nie jest.
Spojrzał mi w oczy i uśmiechnął się.
-Wiesz w zasadzie nie szłam pieszo.-Może nie powinnam mu tego mówić? Wkurzy się zapewne. Ale już za późno.
-Jak to?-Złapał mnie za rękę. To było miłe.
-Zabrałam się z takim jednym chłopakiem. Nie znałam go, ale pomyślałam, że jest ok i mogę z nim jechać. I faktycznie Robbie był bardzo miły.-Potarłam kciukiem jego dłoń.
-Jaki chłopak?-Dociekał.
-Robbie..hmm. Riggs? Tak, Robbie Riggs. Był naprawdę fajny.-Uśmiechnęłam się.
Poczułam jego zdenerwowanie, zerwał się na równe nogi puszczając moją dłoń.
-Co jest Harry?-Spytałam zmieszana.
-Muszę już iść Chloe, zobaczymy się za dwie godziny.-Nadal nic z tego nie rozumiałam. Zauważył moje zdezorientowanie. Podszedł do mnie.
-Czemu mi nie powiesz?-Zrobiło mi się smutno. Nie ufa mi albo nie chce mi nic powiedzieć. To mnie zabolało.
-Nie ważne.-Uśmiechnął się. Zauważyłam, że był strasznie spięty i zły? To nie wróżyło nic dobrego.-Chloe?-Spytał, wyrywając mnie z zamyślenia.
-Tak?-Podniosłam wzrok i spojrzałam w jego zielone oczy.
-Pocałuj mnie.-Pociągnął moją rękę do góry, bym wstała. Zrobiłam to.
Odsunął włosy z mojej twarzy, przymknęłam oczy. Uwielbiam kiedy to robi. Nachylił się nade mną i pocałował, krótko, ale słodko. Zaraz po tym wyszedł z pokoju, zostawiając mnie samą.
Co takiego było z Robbie'm, że Harry tak nagle się zdenerwował. Nic nie rozumiem z dzisiejszego dnia, to wszystko jest naprawdę dziwne i zarazem przerażające, bo nie wiem co się dzieje. Nie potrafię nic zrobić, mogę tylko siedzieć i czekać, aż w końcu ktoś wyjaśni mi tą całą chorą sytuację. Mogę się tego też nigdy nie dowiedzieć, ale muszę wiedzieć. Nie pozostaje mi nic innego. Sięgam po telefon i wybieram numer, kiedy słyszę głos po drugiej stronie, odzywam się.
-Musze się coś ciebie spytać. Przyjedź do mnie, proszę Niall.-Rozłączam się od razu, przez to nie ma możliwości, żeby odmówić mi wizyty.
Mam nadzieję, że chociaż on okaże się pomocny i wyjaśni mi całą ta sytuację.
___________________________________________
To Wszystkiego Najlepszego z okazji Dnia Singla, kochani!
I spóźnione życzenia na Walentynki.
Jak je spędziliście? :)
A powracając do opowiadania.
Kolejny rozdział pojawi się za tydzień. Niestety :(
Nie będę miała zbytnio czasu. Ferie się skończyły i pora wrócić do szkoły. Czekaja mnie sprawdziany i OSTATKI! :D
Z tej ostatniej rzeczy jestem zadowolona, zabawię się trochę. xdd
Nie nic :D
Tym, którzy maja ferie życzę miłego wypoczynku. A reszcie i sobie powodzenia w szkole!
Pozdrawiam.
~Jane :3
Więc, co innego mam powiedzieć, jak zapraszam na rozdział 13! :)
-Proszę was, nie przy nas.-Zayn zakrył sobie oczy dłonią. Zaśmiałam się i spojrzałam na chlopaka przede mną. Uśmiechał się do mnie słodko.
-Jesteś taka piękna.-Złapał moją rękę.
-Ja um...-Odkaszlnęłam.-Idę na lekcję, nie wiem jak ty.
Ruszyłam przed siebie, mam nadzieję, że nie spóźnię się, aż tak bardzo, żeby zostać po lekcjach. Szczęście się do mnie uśmiechnęło.
Weszłam do klasy równo z nauczyciele. Szybko zajęłam miejsce obok Eleanor.
-Hej.-Przywitała mnie.-Nie widziałam cię od czasu imprezy.
-Cześć, ja ciebie też nie.-Uśmiechnęłam się na tyle szczerze, na ile mogłam.
-Louis mówił mi, co zrobił. Był strasznie wkurzony na ciebie.
-Spodziewałam się tego, że ci powie.
-Nie miej mu tego za złe. Żałował, że wtedy na ciebie nakrzyczał, nie powinien. I przepraszam za to, że siedział ze mną przez cały dzień, a nie z tobą.
-Przecież to nie twoja wina, El.-Spojrzałam jej w oczy i dyskretnie chwyciłam jej dłoń pod stołem.-To był jego wybór. Na szczęście miałam parę osób, które wtedy ze mną były.
-Niech zgadnę, między innymi był to Harry...-Ton jej głosu nie spodobał mi się.
-Teraz ty masz zamiar mnie pouczać co mam robić?-Wyrwałam swoją rękę z jej uścisku.
-Nie! Chciałam ci tylko powiedzieć, żebyś na niego uważała. Nie jest taki dobry jak ci się wydaje.-Wpatrywała się we mnie w skupieniu.
Zmarszczyłam brwi.
-Będę mieć to na uwadze.-Rozejrzałam się po klasie. Nawet nie zauważyłam, że nie ma Harry'ego ani reszty chłopaków. Byłam święcie przekonana, że szli zaraz za mną. W momencie, kiedy spojrzałam na jasnowłosą dziewczynę, ta odwróciła głowę. Perrie wzruszyła tylko ramionami.
Coś mi tu nie pasuje. Gdzie on znikał na całe dnie? To było dziwne. Och i wychodzi na to, że idę pieszo i to sama do domu, bo Louis'a ani Liam'a też nie było. Westchnęłam.
-Co jest?-Spytała El.
-Nie mam czym wrócić do domu, więc spacerek nie będzie chyba taki zły.-Zaśmiała się. Dlaczego ona nie mieszka blisko nas? Życie chyba naprawdę mnie nienawidzi.
-Nie przeszkadzam wam?-Podniosłam głowę i spojrzałam na nauczyciela, który stał przy naszej ławce.
-Nie.-Szybko odparła i udawała, że czyta treść zadania.
-Pani Calder i pani Johnson zauważyłem, że przez całą lekcje nie uważacie i rozmawiacie. Może chciałybyście podzielić się tym z nami?-Poprawił swoje okulary na nosie. Wścibski belfr.
-Przepraszam, ale źle się czuję.-Wrzuciłam swoje książki do torby i wybiegłam z klasy trzaskając drzwiami. Oparłam się o sąsiednią ścianę. Wyciągnęłam telefon i sprawdziłam godzinę. Do końca lekcji zostało jeszcze 10 minut. Odepchnęłam się od ściany. Poszłam w kierunku łazienki. Ktoś biegł przez korytarz. Nie zauważył i wpadł na mnie.
-Andy?-Spytałam zdziwiona.-Co ty tu robisz?
-Och, Chloe.- Wysapał i zauważyłam jego zmieszanie.
-Gdzie jest Harry?-Może wie gdzie on jest.
-Muszę już iść.-Starał się nie patrzeć mi w oczy i pobiegł dalej.
-Andy!-Krzyknęłam za nim.-Cholera jasna! Co się dzieje?
Byłam sfrustrowana, dlaczego nie mógł mi tego powiedzieć? Wiem, że wiedział gdzie się podział, z resztą co robili pozostali. Zaczęłam się martwić, a co jeśli co złego tanie się Louisowi i Liamowi? Może uda mi się dogonić Andy'ego. Biegłam tak szybko jak mogłam, lecz nigdzie go nie widziałam. Wybiegłam na dwór. Też nic. Znalazłam się na chodniku. Usłyszałam szkolny dzwonek i główny wyjściem zaczęło wychodzić mnóstwo ludzi. Muszę sobie odpuścić. Ruszyłam do domu. Nie mam już co tutaj robić. Zajrzę do mieszkania, jeśli nie będzie tam Lou, zacznę panikować.
Gdy byłam w połowie drogi do domu, jakiś samochód zatrzymał się tuż przy chodniku. Nigdy go nie widziałam. Szyba od strony kierowcy otworzyła się.
-Hej!-Chłopak krzyknął do mnie i pomachał.
-Cześć.-Sztucznie się do niego uśmiechnęłam.
Miał około 19 lat, jego włosy były dłuższe, niż jak u większości chłopaków w jego wieku. Był bardzo przystojny, jednak nie znam go.
-Podrzucić cię do domu?-Spytał grzecznie.
-Nie, dziękuję. Przejdę się.
-Nie daj się prosić.-Ukazał rząd białych zębów.
-Nawet cię nie znam.-Skrzyżowałam ręce na piersi.
-Jestem Robbie Riggs, wsiadaj to mnie poznasz.-Uśmiechnął się jeszcze słodziej, niż dotychczas.
Co mogłam innego zrobić, jak wsiąść do samochodu i pozwolić się zawieść? Uległam mu, kiedy już siedziałam obok niego, nie byłam z tego za bardzo zadowolona. Był zbyt uroczy, żeby mu odmówić. Odpalił silnik i ruszył.
-Więc znasz moje imię. Teraz twoja kolej.-Pomimo tego, że prowadził, co chwilę czułam jego spojrzenie na sobie. To mnie krępowało, więc sama spojrzałam w jego stronę.
-Chloe, jetem Chloe Johnson.-Wyciągnął rękę w moją stronę, uścisnęłam ją.
-Miło mi cię poznać. To gdzie mieszkasz?-Spojrzał przed siebie.
-Jedź prosto jeszcze kawałek.-Przytaknął.
-Więc masz chłopaka, Chloe?-Uśmiechnął się bardziej sam do siebie niż do mnie.
-Nie, znaczy jeszcze nie. Z resztą cała ta sprawa jest skomplikowana.
-Zrobił ci coś i nie wiesz co masz dalej robić?-Spojrzałam na niego zaskoczona.
-Tak. Skąd wiesz?
-Strzelałem.-Puścił mi oczko.
Coś w głębi mnie mówiło mi, że wcale nie strzelał. Tak naprawdę znał mnie i robił tą całą szopkę, żebym się nie zorientowała. Odpędziłam te myśli tak szybko, jak się pojawiły.
-Yhym.
-A jak ma na imię ten szczęściarz?
-Nie wiem czy powinnam ci mówić.-Krzywię się
-Och. No proszę.-Spojrzał mi w oczy.
-Harry, tak ma na imię.-Przełykam ślinę. Zacisnął mocniej ręce na kierownicy.
Nie wiem, dlaczego mu to wyjawiłam. Ale kiedy patrzył na mnie, wiedziałam, że muszę mu powiedzieć. O Boże. Manipulował mną. To okropne. Teraz też wiem, dlaczego wsiadłam do auta, zrobił to samo, co przed chwilą. Zażądał tego ode mnie.
-To gdzie?-Zmarszczył czoło.
-O tam.-Pokazałam palcem. Zatrzymał się tuż przed wejściem.
-Cóż, mieszkasz w najpiękniejszym apartamencie w Londynie. Jak było cię za to stać?
-Mieszkam tutaj razem z przyjacielem. Głównie to został kupiony za jego pieniądze.
-Bogaty ten twój przyjaciel. Musiałabyś już iść, nie chcę cię wyganiać oczywiście.
-Um.. już idę.- Kiedy wysiadałam z samochodu zawołał jeszcze za mną.
-Mógłbym się jeszcze kiedyś z tobą spotkać?-Puścił mi oczko.
-Jasne, kiedy tylko chcesz. Zapytaj w holu o mnie, z pewnością ci pomogą.-Uśmiechnęłam się do niego szczerze, chyba po raz pierwszy.
-Pa piękna.
-Na razie.-Po chwili patrzyłam jak odjeżdża.
Pomimo moich wcześniejszych złych obawach co do niego, był naprawdę miły. Jednak w jego oczach dostrzegłam coś tajemniczego, czego nie mogłam zrozumieć. Dziwne uczucie, kiedy tak przeszywał cię swoim spojrzeniem. Na myśl przyszli mi zawodowi zabójcy, którzy przed samym morderstwem patrzą na swoja ofiarę. Próbował mnie rozszyfrować, a jego także. Kiedy tak o tym wszystkim myślę, muszę być głupia. Przecież był to zwykły chłopak, uroczy. Nigdy nie widziałam nikogo z taką urodą, był oryginalny i piękny, jednak nie tak jak Harry. Właśnie Harry. Przypomniałam sobie o wszystkim i weszłam do budynku.
W recepcji jak zawsze miło powitała mnie Maggie. Uśmiechnęłam się do niej i wsiadłam do windy. Kiedy znalazłam się przed drzwiami, nie mogłam trafić kluczem w zamek. Jasna cholera! Wreszcie udało mi się wejść, od razu pobiegłam do salonu nie było Lou.
-Louis!-Krzyknęłam histerycznie.
Ulżyło mi i odetchnęłam, kiedy zauważyłam Liama i Lou w kuchni.
-Co się stało?-Spytał zmieszany.-Wszystko w porządku?-Podszedł do mnie i pogłaskał po policzku.
-Teraz już tak. Czemu nie było was na lekcji?-Patrzyłam to na jednego, to na drugiego.
-Trener zwolnił mnie z lekcji, chciał ze mną porozmawiać o nadchodzących zawodach w piłkę.-Uśmiechnął się. Czyli nic im się nie stało. Z wrażenia usiadłam na kanapie.
-A ja miałem do załatwienia pewną sprawę.
-Czym się tak martwiłaś?-Boo zmarszczył czoło.
-Nie ważne. Dziękuję wam, że pomogliście chłopakom, wtedy na korytarzu.-Wyściskałam ich.
-Nie ma sprawy, Chloe.-Uśmiechnął się Liam. -Andy nas poprosił, a dobrze wiesz, że mam do niego słabość.-Zaśmiał się, a ja razem z nim.
-Tak, wiem, że go polubiłeś.-Ściągnęłam buty i wrzuciłam je pod sofę.
Usłyszeliśmy dzwonek do drzwi Louis wstał z kanapy, żeby otworzyć.
-Ja pójdę.-Wyprzedziłam go i w mgnieniu oka dotarłam do drzwi. Za nimi stał Harry, był zdyszany.
-Cześć.-Wysapał.
-Hej Hazz. Co tu robisz?-Wciągnęłam go za rękaw do mieszkania i poprowadziłam go do mojego pokoju. Chłopacy spojrzeli na nas pytająco, wzruszyłam ramionami.
Kiedy zamknęłam drzwi, wreszcie się odezwał.
-Przyszedłem sprawdzić, czy nic ci nie jest.-Przysiadł na łóżku, zrobiłam to samo.
-A co miałoby mi się stać?-Uniosłam brwi.
-No wiesz.-Odchrząknął.- Szłaś sama, mogło ci się coś stać.
-Ale wszystko w porządku. Hej...-Położyłam rękę na jego policzku.-Nic mi nie jest.
Spojrzał mi w oczy i uśmiechnął się.
-Wiesz w zasadzie nie szłam pieszo.-Może nie powinnam mu tego mówić? Wkurzy się zapewne. Ale już za późno.
-Jak to?-Złapał mnie za rękę. To było miłe.
-Zabrałam się z takim jednym chłopakiem. Nie znałam go, ale pomyślałam, że jest ok i mogę z nim jechać. I faktycznie Robbie był bardzo miły.-Potarłam kciukiem jego dłoń.
-Jaki chłopak?-Dociekał.
-Robbie..hmm. Riggs? Tak, Robbie Riggs. Był naprawdę fajny.-Uśmiechnęłam się.
Poczułam jego zdenerwowanie, zerwał się na równe nogi puszczając moją dłoń.
-Co jest Harry?-Spytałam zmieszana.
-Muszę już iść Chloe, zobaczymy się za dwie godziny.-Nadal nic z tego nie rozumiałam. Zauważył moje zdezorientowanie. Podszedł do mnie.
-Czemu mi nie powiesz?-Zrobiło mi się smutno. Nie ufa mi albo nie chce mi nic powiedzieć. To mnie zabolało.
-Nie ważne.-Uśmiechnął się. Zauważyłam, że był strasznie spięty i zły? To nie wróżyło nic dobrego.-Chloe?-Spytał, wyrywając mnie z zamyślenia.
-Tak?-Podniosłam wzrok i spojrzałam w jego zielone oczy.
-Pocałuj mnie.-Pociągnął moją rękę do góry, bym wstała. Zrobiłam to.
Odsunął włosy z mojej twarzy, przymknęłam oczy. Uwielbiam kiedy to robi. Nachylił się nade mną i pocałował, krótko, ale słodko. Zaraz po tym wyszedł z pokoju, zostawiając mnie samą.
Co takiego było z Robbie'm, że Harry tak nagle się zdenerwował. Nic nie rozumiem z dzisiejszego dnia, to wszystko jest naprawdę dziwne i zarazem przerażające, bo nie wiem co się dzieje. Nie potrafię nic zrobić, mogę tylko siedzieć i czekać, aż w końcu ktoś wyjaśni mi tą całą chorą sytuację. Mogę się tego też nigdy nie dowiedzieć, ale muszę wiedzieć. Nie pozostaje mi nic innego. Sięgam po telefon i wybieram numer, kiedy słyszę głos po drugiej stronie, odzywam się.
-Musze się coś ciebie spytać. Przyjedź do mnie, proszę Niall.-Rozłączam się od razu, przez to nie ma możliwości, żeby odmówić mi wizyty.
Mam nadzieję, że chociaż on okaże się pomocny i wyjaśni mi całą ta sytuację.
___________________________________________
To Wszystkiego Najlepszego z okazji Dnia Singla, kochani!
I spóźnione życzenia na Walentynki.
Jak je spędziliście? :)
A powracając do opowiadania.
Kolejny rozdział pojawi się za tydzień. Niestety :(
Nie będę miała zbytnio czasu. Ferie się skończyły i pora wrócić do szkoły. Czekaja mnie sprawdziany i OSTATKI! :D
Z tej ostatniej rzeczy jestem zadowolona, zabawię się trochę. xdd
Nie nic :D
Tym, którzy maja ferie życzę miłego wypoczynku. A reszcie i sobie powodzenia w szkole!
Pozdrawiam.
~Jane :3
poniedziałek, 10 lutego 2014
12.
Przeczytajcie notkę pod rozdziałem :)
Harry's POV
Mój telefon za wibrował w kieszeni. Wyciągnąłem go i zobaczyłem kto dzwoni. Kurwa. Muszę jak najszybciej stąd wyjść.
Wziąłem kosmyk włosów spadający jej na twarz, przytrzymałem chwilę i założyłem za jej ucho. Drgnęła lekko i uśmiechnęła się słodko przez sen. Wydostałem się spod jej uścisku. Stałem nad nią kilka chwil. Jest taka piękna, nigdy nie powiedziałbym, że zakocham się w takiej dziewczynie. Zawsze interesowały mnie dojrzałe kobiety, pełne seksu, który wylewał się, aż na ich wygląd zewnętrzny. Teraz, gdy myślę o tym wszystkim, nie rozumiem jak mogłem uganiać się za takimi dziewczynami. Ich krótkie sukienki, przesadny makijaż, wysokie szpilki, na których z trudem chodziły. Kiedy widzę przed sobą Chloe, jest ona istnym przeciwieństwem wszystkich kobiet, które gościły w moim łóżku. Urocza i taka słodka, mogę nazwać ją osobistą oazą spokoju i niewinności. Szczera i wrażliwa, jest czymś czego brakowało w moim życiu, aż do tej pory. Czuję, że się zmieniam i nie boje się tego. Jeśli robię to wszystko dla niej, mogę nawet szeroko się przy tym uśmiechać. Jest tego warta. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Wiem jednak, że cała ta sytuacja mnie przeraża, nie wiem co w danej chwili w jej obecności mam zrobić, żeby nie odstraszyć jej od siebie. Nie chcę zaczynać tego wszystkiego od samego początku, to zniszczyłoby mnie.
Nachyliłem się nad nią i pocałowałem w skroń.
-Dobranoc kochanie.- Wyszeptałem.
Jesteś czymś najlepszym, co mogłem spotkać właśnie teraz.
Po cichu wyszedłem z pokoju, kiedy nagle uderzyłem całym swoim ciałem w kogoś, kto właśnie przechodził obok korytarzem.
-Co do cholery?-Warknął chłopak.
-Louis?-Spojrzałem na niego zdziwiony.
-Styles? Co ty tu robisz?-Syknął i zmarszczył czoło.
-Wychodzę od Chloe, właśnie usnęła.-Wyjaśniłem. Nie chcę mieć z nim żadnym kłopotów. To nie będzie zbyt dobre w sytuacji, w której się znajduję.
-Nagle się tak nią ckliwie opiekujesz?-Zaśmiał mi się w twarz.
-Zamknij się.-Odgryzłem się.-Przynajmniej ja byłem przy niej, kiedy ciebie nie było i kiedy potrzebowała kogokolwiek.
Nie oczekując już żadnej odpowiedzi z jego strony wyszedłem z mieszkania. Przed oczami miałem jego zdezorientowaną twarz. Najwyraźniej trafiłem w dziesiątkę.
Jak zawsze Styles, perfekcyjnie ranisz innych.
To prawda, nie potrafię okazywać miłości czy współczucia, ale mściwość i złość przychodzą mi z łatwością. Mam to w naturze.
Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk mojego telefonu. Spojrzałem na wyświetlacz, ze złością nadusiłem słuchawkę. Już drugi raz tego wieczoru. Czego on kurwa ode mnie chce?!
-Miałeś się już nigdy więcej do mnie nie odzywać Robbie ...-Wychrypiałem w słuchawkę.
Byłem wściekły, i to strasznie. Wszystko znowu się komplikuje.
Chloe's POV
Następnego dnia rano, gdy budzę się przez małe urządzenie na stoliku, obok mnie nie ma Harry'ego. Mój dzisiejszy entuzjazm z pójścia do szkoły zmalał z zerowych, na praktycznie nieosiągalny. Wyplątałam się z pościeli i poszłam do łazienki. Po długim i męczącym weekendzie musiałam wziąć prysznic. Wyszłam zawinięta w ręcznik z wysuszonymi już włosami i nałożonym makijażem. Z szafy wyciągnęłam parę czarnych spodni, krótki rękaw z nadrukiem i bluzę. Ubrałam się i poczłapałam do kuchni zapinając jeszcze spodnie. Wpadłam w wejściu na mamę.
-Hej skarbie.-Pocałowała mnie w policzek.
-Cześć mamo.-Uśmiechnęłam się.
-Pamiętaj zamykać drzwi wieczorem, dobrze? Nie wiadomo kto może do niego wejść.
-Będę pamiętać, o to się nie martw.-Puściłam jej oczko.
-A tak poza tym, gotowa do szkoły?
-Tak myślę.-Moment.Cholera.-Jej, jeszcze książki!-Pobiegłam do pokoju po plecak.
-To ja już ci dzisiaj nie przeszkadzam. Miłego dnia!-Krzyknęła za mną.
-I nawzajem!-Odpowiedziałam, wracając do kuchni. Zauważyłam Louisa siedzącego przy stole. Podniósł na mnie wzrok, usmiechnął się. Nie odwzajemniłam tego, odwróciłam się tyłem do niego, wyciągając kanapki z lodówki.
-Cześć Chloe.-Postanowił się przywitać.
-Ta... cześć.-Olałam go i miałam zamiar iść ubrać trampki, kiedy niespodziewanie chwycił mnie za rękaw od bluzy.
-Nie ignoruj mnie, proszę.-Spojrzał mi w oczy ze smutkiem.
-Och, naprawdę? Jakoś sam wczoraj olałeś mnie. Miałeś gdzieś jak się czuję. Przez cały wcorajszy dzień czekałam, kiedy do mnie przyjdziesz. Zamiast tego usłyszałam, że wyszedłeś gdzieś sobie i nie wiadomo kiedy wróciłeś.-Parsknęłam.
-Przepraszam cię za tamto. Byłem tak cholernie zły na Harry'ego. Powiedz mi, dlaczego? Dlaczego to robisz? Postanowiłaś mu tak po prostu wybaczyć? I na dodatek przyprowadzasz go do domu. To głupie, wiesz o tym?
Skrzyżowałam ręce na piersi.
-Nie mów tak, to nie jest głupie i to moje życie, nie powinno cię to, aż tak interesować. I zaraz, skąd wiesz, że on tu był?-Zmarszczyłam brwi.
-Wpadłem na niego, kiedy wymykał się z twojego pokoju. Wtedy właśnie zrozumiałem, że źle zrobiłem. Chloe przepraszam, naprawdę przepraszam.-Przytulił się do mnie. Nie wiedziałam, czy w jakikolwiek sposób mam odpowiedzieć na jego uścisk, ale w końcu poddałam się i uściskałam go.
-Dobrze, wybaczam ci. Ale wiedz, że nigdy takie coś ma się nie powtórzyć.
-Nakrzyczałem na ciebie, bo obiecałem ci, że będę się tobą opiekować, choć i tak wiem, że cię zawodzę. Nie obroniłem cię przed Harry'm, ani nawet kolejny raz z rzędu przed Steve'm. Zrobił to ktoś inny, może faktycznie Styles nie jest wcale taki okropny.-Krzywo się uśmiechnął, kończąc przytulanie.-Nie, jednak jest straszny.
Zaśmiałam się.
-Lou, przekonamy się z czasem, kto mówi prawdę.
-Tylko pamiętaj, że ja zawsze mam rację.-Zmarszczył nos.
-Tak, tak.-Machnęłam na niego ręką i weszłam do przedpokoju.
Zadzwonił dzwonek do drzwi. Podeszłam i otworzyłam je, stał tam Harry w swoich czarnych, obcisłych spodniach, białej podkoszulce i czarnej bluzie. Jego loki jak zwykle były w nieładzie, ale nadzwyczaj uroczo w nich wyglądał. Oparłam się ręką o drzwi.
-Witaj piękna.-Uśmiechnął się, ukazując dołeczki w policzkach.
-No hej.-Rozpromieniłam się już na dobre. Codziennie chciałabym widywać Harry'ego w moich drzwiach. To najlepszy początek dnia jak na dzień dzisiejszy.
Nachylił się nade mną i pocałował w policzek.
-Dzisiaj jedziesz do szkoły ze mną.
-Ok, tylko wezmę plecak.-Chwyciłam torbę i klucze z szafki.-A i mogę spytać Lou, czy nie chce z nami jechać? Nie chciałabym go tak zostawić, żeby szedł sam.
-Pewnie.-Podrapał się po szyi.-I Chloe? Przeprosił cię.
-Tak, zapomniałabym, dziękuję ci. Nie wiem co mu powiedziałeś, ale dziękuję.-Uśmiechnęłam się szeroko.
Zostawiłam na chwilę chłopaka samego i szukałam Lou.
-Louis!-Krzyknęłam.-Pojedziesz ze mną i Harry'm samochodem do szkoły?
Pojawił się przede mną nie wiadomo skąd.
-Nie dziękuję, wolę iść pieszo z Liam'em.-Naciągał na głowę koszulkę.
-Na pewno?
-Tak, idź już. Styles nie będzie czekał.-Popchnął mnie w kierunku drzwi.
Wyszłam z mieszkania zamykając za sobą.
-Dlaczego wczoraj nie zostałeś u mnie?-Spojrzałam na profil chłopaka w lokach.
Odwrócił głowę w moja stronę, był zmieszany tym pytaniem i odwrócił wzrok.
-Bo ja wiesz.... ten no...-Widać było, że coś kombinuje.
-Widzę, że kłamiesz.-Zaśmiałam się, jego dezorientacja nie zmalała.
-Dobra, powiem ci.-Uśmiechnął się do mnie.- Siostra potrzebowała pomocy, musiałem szybko do niej jechać.-Otworzył przede mną drzwi od samochodu.
-Dziękuję.-Usiadłam i zapięłam pasy. Kiedy je zamykał, usłyszałam ciche westchnienie, jakby ulgi.
Droga autem przebiegła w zupełnej ciszy, zagłuszona tylko muzyką z radia. Chłopak był skupiony na jeździe samochodem, nie chciałam mu przeszkadzać. A skoro sam się nie odzywał, najwyraźniej nie miał ochoty ze mną rozmawiać. Na moje szczęście jego obecność w zupełności mi wystarczała.
Kiedy podjechaliśmy pod szkołę, telefon Harry'ego zaczął dzwonić. Spojrzał na wyświetlacz, a jego palce mocniej zacisnęły się na przedmiocie. Wkurzył się. Nacisnął czerwoną słuchawkę i wyłączył telefon. wrzucając go do kieszeni kurtki.
-Kto to był?-Spytałam odpinając pasy bezpieczeństwa.
-Nikt ważny.-Wyjął kluczyki ze stacyjki i wyszedł z auta, by za chwilę otworzyć mi drzwi. Wysiadłam i rozejrzałam się dookoła. Paru uczniów z zainteresowaniem patrzyła w naszą stronę. Spojrzałam na Harry'ego.
-Idziemy?-Zapytałam.
-Tak.-Uśmiechnął się.
Weszliśmy głównym wejściem ramię w ramię, czułam, że wszyscy na korytarzu zwrócili swoją uwagę na nas. Zarumieniłam się, to nie było miłe.
-Naprawdę jesteś, aż tak popularny w szkole, że wszyscy się na ciebie patrzą?-Zmarszczyłam czoło i spojrzałam na profil Harry'ego. Uśmiechał się szelmowsko.
-Nie patrzą się na mnie.-Odwrócił spojrzenie w moją stronę.
-A na kogo?-Byłam trochę zmieszana.
-Na ciebie.-Puścił mi oczko.
Postanowiłam, że sama to ocenię. W momencie, kiedy kierowałam swoje spojrzenie na osobę, która patrzyła w naszą stronę, ta od razu odwracała wzrok i udawała, że robiła zupełnie co innego.
-Masz rację.-Wyszeptałam.
-Tak, wiem.
-A dlaczego?-Bardzo mnie to ciekawiło. Po co zwaracją na mnie swoją uwagę?
-Później ci wyjaśnię. Mówiłem Zayn'owi, że spotkam się z nim przed lekcjami za szkołą. Zobaczymy się na lekcji matematyki.-Uśmiechnął się, pocałował mnie w policzek i odszedł ode mnie. Dotknęłam reką twarzy. Nie wierzę. Zrobił to w miejscu publicznym. Nie spodziewałam się tego. Poszłam w kierunku klasy od anngielskiego. Usiadłam na swoim miejscu, gdzie siedziałam z Liamem, na moje nieszczęście nie było ich jeszcze. Musiałam siedzieć samotnie. Weszli równo z dzwonkiem. Przywitałam się i słuchałam nauczyciela, który strasznie zanudzał.
Dzień w szkole minął mi bardzo wolno, nie działo się nic ciekawego. Nie widziałam się z Harry'm na żadnej z przerw, ani lekcji. Miałam nadzieję, że pojawi się jednak na lekcji matematyki, która miała się zacząć a niecałe 5 minut. Zamknęłam szafkę i schowałam podręcznik do torby, ruszyłam korytarzem pod klasę. Przed sobą zauważyłam grupkę chłopaków, opartych o ścianę. Byli w moim wieku albo strasi. Widywałam ich parę razy na wspólnych zajęciach, ale nie wiem jak mają na imię. Patrzyli na mnie, pokazywali palcami i śmiali się. Kiedy przechodziłam obok nich, chłopak w krótko obciętych brąz włosach szarpnął mnie za kaptur, przez co znalazłam się w środku ich małego kółka.
-Witaj, Chloe? Tak masz na imię, prawda?-Spytał jeden z nich.
Z zdenerwowania przygryzłam wargę i pokiwałam głową.
-Nowa pupilka cwaniaczków jak widać.-Zaśmiali się wspólnie.
-Czego chcecie?-Wykrztusiłam z siebie.
-Ile bierzesz kochanie?-Ktoś dotknął moich włosów i pociągnął lekko. Nie spodobało mi się to.
-O co wam chodzi?!-Co za banda palantów.
-Nie udawaj takiej niewinnej.-Parsknął jeden z napastników.
-Musisz być całkiem dobra w te klocki, skoro szanowny Harry Styles się tobą zainteresował.
Chyba, że...-Podrapał się po brodzie.
-Chyba, że co?!-Poczerwieniałam ze złości. Cała ta sytuacja była niedorzeczna.
-Każdy z nich ma jakieś korzyści.-Poruszył brwiami. To okropne.
-Nie wiem o czym mówisz!-Oburzyłam się. Kolejny złapał mnie za rękę.
-Sam chętnie wziął bym cię do łóżka.
-Przestań być takim egoistą stary! Każdemu z nas mogłaby coś odpalić.
-Taka niby niewinna dziewczynka. A potrafi czynić cuda w łóżku.
Zaczęli podchodzić do mnie coraz bliżej. Ta sytuacja wcale mi się nie podoba. Nagle przypomniałam sobie o tym wszystkim, co Steve ze mną robił. Zaczęłam mieć mdłości. Wszystko wkoło zaczęło wirować.
-Odpierdolcie się od niej!-Usłyszałam znajomy głos. Harry. Powróciłam do rzeczywistości.
Spojrzał na mnie i odepchnął ich wszystkich na bok.
-Jesteś sam? Nie masz szans.-Zaśmiał się chłopak w blond włosach.
-Mylisz się.-Hazz zamachnął się i uderzył chłopaka w twarz. Reszta jego paczki rzuciła się na niego. Harry nie miał szans. Jeden z nich uderzył Styles'a z pięści w głowę. Warknął z bólu. Zakryłam ręką usta. Przestań być kurwa taką grzeczną dziewczynką. Rzuciłam się na chłopaka, który zadał cios Styles'owi, ale ktoś odciągnął mnie od całej tej bójki i posadził kawałek dalej pod szafkami.
-Zostaw Loe, chłopaki mu pomogą.-Spojrzałam na twarz wybawcy. Był to Niall, zaraz potem zauważyłam, że reszta jego kumpli pomaga Harry'emu. Andy, Zayn. Co najdziwniejsze, ku nim biegł także Louis i Liam. Zaskoczyło mnie to. Dlaczego oni pomagają im? Byłam w szoku.
Chwyciłam się barku Niall'a i wstałam.
-Dziękuję ci.-Uśmiechnęłam się niepewnie. Widzę go po raz pierwszy od wczorajszej sprzeczki. Ale on nadal jest taki sam, słodki i miły. Przytuliłam się do niego.
-Przepraszam za wszystko, gdybym wiedział, że jest coś pomiędzy tobą a Harry'm, nie mieszałbym się w to.
-Nic się przecież nie stało i tak nadal cię lubię.-Puściłam do niego oczko.
Byliśmy teraz skupieni na dalszym przebiegu bijatyki. Nasi wyszli z tego zwycięsko, czego innego można byłoby się spodziewać.
-Jeszcze raz wejdźcie nam w drogę!-Zagroził Zayn, kiedy paczka Styles'a szła już w nasza stronę. Puściłam ramię Niall, które ściskałam przez cały czas.
Harry spojrzał mi w oczy i podszedł do mnie.
-Nic ci nie jest?-Spytał stroskany.
-Nie, ale tobie trochę się oberwało.-Skrzywiłam się.
-To nie jest nic, czego wcześniej nie doświadczyłem.
-Wiesz, że nie musiałeś tego robić.-Poprawiłam mu bluzkę.
-Nie pleć bzdur, proszę. Obrażali cię.
-I tak nie rozumiem o co im chodziło.-Fuknęłam.
-Później ci wyjaśnię.-Uśmiechnął się do mnie.
-Znowu mówisz, że później.-Założyłam ręce na piersi.
-Przestań się wkurzać, ok? Nie widziałem cię przez cały dzień.-Złapał mnie za ręce.
-Kolejny pretekst do złości.-Zmarszczyłam nos.
-Och, przestań.
-Nie.-Prychnęłam i podniosłam głowę do góry.
-Chloe... Proszę.-Złapał mnie za podbródek i odwrócił tak, bym spojrzała mu w oczy.
-Zmuś mnie.-Przymrużyłam oczy.
-Ok, jak chcesz.-Przyciągnął mnie do siebie. Nachylił się nade mną i pocałował.
________________________________________________________________________
Rozdział 12 pojawił się tak jak obiecywałam! ♥
Następny pojawi się albo w sobotę, albo w niedzielę. Zobaczę jeszcze jak to będzie.
Mam ogromna nadzieję, że ten chapter podobał się Wam tak samo jak poprzednie.
Dziękuję Wam wszystkim za te miłe komentarze, które sprawiają, że się uśmiecham. Byłabym prze szczęśliwa, gdyby było ich jeszcze więcej!
Więc, zdecydowałam się, że jednak założę konto na Twitterze. Piszcie do mnie co tylko chcecie. Zadawajcie pytania do bloga, postaci, nawet do mnie. Zawsze odpowiem.
Dzięki temu, mam też nadzieję, że więcej osób się o Nas dowie.
Miłego czekania na następny rozdział kochani.
Link do TT: https://twitter.com/CRUELff
Jeszcze jedna sprawa!
Jeśli chcesz być informowany o kolejnych rozdziałach, napisz w komentarzu INFORMUJ + jakikolwiek kontakt z tobą :ask, facebook, twitter, email, cokolwiek.
Tylko napiszcie mi jaki to portal społecznościowy.
Np. INFORMUJ Twitter @Madzia0Rh
czwartek, 6 lutego 2014
11.
Heloo! To w końcu mamy rozdział 11, mam nadzieję, że spodoba się Wam. :)
Czytasz-Komentuj
Szarpnęłam go za nadgarstek, żeby odwrócił się w moją stronę.
-Proszę, Hazz.- Spojrzał mi w oczy i wyrwał rękę z uścisku.
-Nie. Wracaj do Niall'a, skoro tak bardzo go lubisz.
-Lubię go, a tobie nic do tego.
-Och, czyżby?-Parsknął.- W takim razie odchodzę i nie spotkasz mnie już nigdy więcej.
-Nie o to mi chodziło.
-Już nie ważne o czym pomyślałaś. Do niezobaczenia Chloe.-Uśmiechnął się krzywo i nadusił przycisk od windy.
-Masz zamiar tak po prostu odejść? Ty naprawdę powinieneś się leczyć Harry. Najpierw zawracasz mi głowę, żebym ci wybaczyła, a teraz pod takim gównianym pretekstem mnie zostawiasz. To serio bardzo rozważne.- Wywróciłam oczami.
-To wszystko nie miało sensu. Mogłem nadal cię olewać, tak jak robiłem to dotychczas. Moje głupie sumienie kazało mi przyjść wczoraj na twoje urodziny i cię przeprosić. Spodobałaś mi się i to bardzo, wiesz? Ale teraz to nie ma znaczenia, bo przecież Niall jest dla ciebie o wiele lepszy niż ja.
-Kurwa, Harry. Tego nie powiedziałam.-Złapałam go za rękę i odciągnęłam do tyły, uniemożliwiając mu wejście do windy.
- Co ty robisz?!-Zmarszczył brwi.
-Styles.-usłyszałam głos Horana za moimi plecami, odwróciłam głowę.- Nie wyżywaj się na niej. Nic nie zrobiła, to moja wina, więc odpuść.
- Widzę, Niall wielki obrońca ludzkości.- Zaśmiał się Harry.
-Przestań się ze mnie nabijać i pogadaj jak normalny człowiek.
-Nie mam ochoty na pogawędki, nic nie zmieni mojego zdania.
-Jesteś dupkiem. Możesz kopnąć mnie w tyłek i więcej się nie odezwać, ale nie warto robić tego jej.
-Ty serio chcesz ze mną rozmawiać.-Parsknął Styles.
-Tak, cholera próbuję ci to wyjaśnić od paru minut idioto.-Niall podrapał się po karku.
-Przestańcie się zachowywać jak dzieci. Nie wracajcie, dopóki sobie tego wszystkiego nie wyjaśnicie. Idę, nie mam ochoty tego słuchać.-Odepchnęłam się od ściany, o którą byłam oparta i ruszyłam do mieszkania. Rzuciłam jeszcze ostatnie spojrzenie na Harry'ego i zamknęłam drzwi. Odetchnęłam z ulgą. Weszłam do salonu. Reszta zachowywała się tak jakby nic się nie stało, siedzieli tak jak wcześniej, pijąc piwo.
Przysiadłam na kanapie i spojrzałam po ich twarzach.
-Wiem, że tak nie wypada, ale nie mam ochoty na imprezowanie. Jestem wykończona, przepraszam.
-Nic się nie stało, już sobie idziemy.-Perrie uśmiechnęłam się szczerze i podeszła się pożegnać. Reszta zrobiła to samo i po chwili zostałam sama.
Chłopacy jeszcze nie wrócili, więc chyba już tego nie zrobią. Poszłam do sypialni, chwyciłam okulary i laptopa, siadając na łóżku. Włączyłam komputer.
Weszłam na Twittera, napisałam kilka postów o moim beznadziejnym dniu. Przejrzałam jeszcze parę stronek. Odpisałam mojej byłej dobrej koleżance z Doncaster, która chciała dowiedzieć się jak u mnie.
-Ślicznie ci w tych okularach.-Podniosłam głowę i zobaczyłam Harry'ego stojącego w drzwiach. Uśmiechnął się do mnie.
-Dziękuję.-Odwzajemniłam uśmiech. Przysiadł koło mnie na łóżku.
-Co tam?
-Nic takiego, to i tamto.-Wyłączyłam laptopa i odłożyłam go na stolik.
-Nie przeszkadzam prawda?- Spojrzał mi w oczy.
-Nagle chcesz ze mną siedzieć?-Poprawiłam okulary na nosie.- Kilkanaście minut temu nie chciałeś się już ze mną nigdy widzieć, a teraz wszedłeś jak gdyby nigdy nic i jesteś taki spokojny i w ogóle.-Sapnęłam.-To dziwne.
-Wyjaśniłem sobie parę rzeczy z Niall'em. Obiecał mi, że już się to nie powtórzy...
- Yhym. To dobrze.
-... i nie idziesz z nim we wtorek na randkę.-Zmarszczył czoło, przez co wyglądał groźnie.
-Ja wcale...-Próbowałam wyjaśnić.
-Nie tłumacz się, wiem, że miało być to coś w rodzaju randki i nie mam ci tego za złe. Najważniejsze, że do niej nie doszło, wtedy miałbym większy powód, żeby zmasakrować mu tą jego śliczną buźkę.- Jego wyraz twarzy w ciągu kilku sekund zmienił się diametralnie, teraz siedział uśmiechając się do mnie.
-Nigdy cię nie zrozumiem.-Wstałam i podeszłam do szafy.
- Co robisz?-Podniósł jedna brew zdziwiony.
- Wiesz, już prawie 9, chce się przebrać i położyć. Jestem strasznie zmęczona.-Na te słowa ziewnęłam.
- To może już pójdę.
-Nie, nie trzeba.- W jego oczach pojawił się zadziorny błysk.- Nie usnę, więc możesz posiedzieć jeszcze trochę.
Weszłam do łazienki i przebrałam się. Wyszłam po jakiś 5 minutach.
Harry leżał na łóżku i bawił się pilotem od telewizora. Dołączyłam do niego.
-Mam rozumieć, że będziemy oglądać jakiś film, tak?- Spojrzałam na jego twarz. Chyba nigdy, aż do teraz nie zauważyłam jaki jest przystojny.
-Taa.-Mruknął skupiony na ekranie.-Mam.-Uśmiechnął się. Włączył film animowany.
-Serio?- Zaśmiałam się.
-Oczywiście, Minionki są... słodkie.- Jego śmiech dołączył do mojego.
-Nie wiedziałam, że lubisz bajki.
- Teraz już wiesz.-Puścił mi oczko.
-Ale to takie niepodobne do ciebie.-Zatoczyłam palcem kółko w powietrzu.
-Chyba raczej, to nie pasuje do mojej opinii, nie uważasz?
-Hmm...Chyba tak. Masz rację.
-Wiesz, tak naprawdę nikt mnie nie zna. Nie jestem taki jak inni zdążyli ci już z pewnością powiedzieć.-Poprawił swoją czuprynę, wyglądało to nieziemsko.
-Znam cie tak w małym stopniu, bo...-Nachyliłam się nad jego uchem.-...wiem, że lubisz bajki!-Zaczęłam się głośno śmiać.
-Chloe...-Patrzył na mnie z rozbawioną miną.
-Zły, poważny Harry.-Powiedziałam niskim głosem, przeciągając każdy wyraz.- Lubi bajeczki! Czego jeszcze się dowiem? Że lubisz księżniczki i jednorożce? Nie. Zaraz, czekaj. Niech zgadnę twoim młodzieńczym idolem była Barbie albo Theresa?-Kulałam się na łóżku ze śmiechu. Usłyszałam rechot Harry'ego. Poczułam jego ciężar ciała na swoim. Usiadł na mnie okrakiem.
-Każdy ma jakieś swoje tajemnice. Ja lubię bajki, kto inny uwielbia filmy pornograficzne, a jeszcze kt...-
-Nie kończ.-Zakryłam mu usta ręką.- Nie chcę wiedzieć, kto co jeszcze kocha.- Puściłam mu oczko.
-Tjky zajapenjewne...
-Co? Co mówisz Hazz?
Uśmiechnęłam się złośliwie. Polizał moją dłoń.
-Fuj! Styles, to ohydne.-Puściłam rękę z jego twarzy i wewnętrzna stronę wytarłam w jego tyłek.
-Już się do mnie dobierasz? Wiesz ty co. Wstydziłabyś się.-Zagroził mi palcem.
-Jesteś straszny.
Zepchnęłam go z siebie i z powrotem położyłam się na poduszkach i udając, że oglądam film.
-Nie przeszkadzaj mi proszę.
Pokazał mi język i usiadł obok mnie.
-Chloe?
-Hmm?-Mruknęłam. Śmieszny ten film.
-Możemy porozmawiać tak na poważnie?
-Taa..
- Cholera, nie słuchasz mnie.-Chwycił pilot i wyłączył telewizor.
-Harry!-Krzyknęłam na niego.
-Chcę z tobą porozmawiać.-Mimo całej tej sytuacji, widać było, że powstrzymuje się przed gniewem. Gdybym go nie znała, z pewnością kuliłabym się ze strachu, że za chwilę mnie uderzy. Chwila, już raz to zrobił. Skrzywiłam się.
-O czym?
-O nas.-Spuścił wzrok i zaczął bawić się palcami.
-Coś jest nie tak?- Nie wiedziałam o co chodzi i co ma na myśli.
-Nie, wszystko w porządku.-Uśmiechnął się.
-To co jest?
-Bo wiesz ja... ja..Myślałem, że może... Nie jednak nie.
- Hazz, o co chodzi?- Zaczynam się o niego naprawdę martwić, może umówić go do psychologa albo coś.
-Pamiętasz jak dzisiaj powiedziałem ci, że spodobałaś mi się? To prawda.
-Cóż, nie brałam tego na poważnie.
- To teraz powinnaś, ale wiem, że ja i tak się tobie nie spodobam. Po tym wszystkim co ci zrobiłem, nie umiałabyś chyba inaczej.
-Nie pleć bzdur.
-Ale taka jest prawda. Podobasz mi się i chyba mogę już nawet powiedzieć, że pomału się w tobie zakochuję. Teraz mam takie przeczucie, że nic nie może wejść pomiędzy Mnie i ciebie*.
-Może nie spodziewasz się takiej odpowiedzi, ale też tak teraz mam. Jakbym znała cię od bardzo dawna i wiem, że nic mi już nie zrobisz, nie skrzywdzisz, nie zranisz. To dziwne, ale tak się teraz czuję.
Uniósł głowę i spojrzał mi w oczy. Miał w sobie teraz tyle uczucia wobec mnie, że rozczulił mnie jego widok. Serce mi zmiękło. Wszystkie złe rzeczy, które uczynił, powiedział albo chociażby o czym pomyślał, uleciały. Złapał mnie za rękę.
-Czyli jest szansa, że mnie pokochasz?-Przełknął gulę w gardle.
- Jest i to duża, zawsze będzie.- Uśmiechnęłam się do niego.
-Nawet nie wiesz, ile to dla mnie znaczy.-Nachylił się nade mną i pocałował mnie w policzek. To było słodkie.
- Och, Harry. Ten dzień nie jest chyba, aż tak straszny jakby się wydawał.-Przygryzłam wargę.
-Dla mnie to najpiękniejszy wieczór, jaki kiedykolwiek przeżyłem.-Z miłością na twarzy jest mu uroczo. Nie wyobrażałam sobie lepszej czy nawet słodszej buźki Hazzy, niż teraz.
-Jesteś teraz taki inny, niż wtedy kiedy cię poznałam.
-Uczucie zmienia człowieka.- Puścił mi oczko.
- Masz raaację.-Głośno ziewnęłam.- Przepraszam.
-Nic się nie stało, powinnaś już spać.
-Tak, jutro muszę wstać do szkoły, a czuję się strasznie, w sensie fizycznym.- Zaśmiałam się.
-To chodź tu do mnie.-Wyciągnął do mnie ręce i przyciągnął do siebie. Położyłam się na jego klatce piersiowej. Ziewnęłam.
-Jutro idziemy na tą imprezę, tak?-Jak on cudnie pachnie. Zaciągnęłam się jego zapachem.
-Myślę, że tak. Przyjadę po ciebie tak jak się umawialiśmy.
-Będę na ciebie czekać.-Mimo tego, że nie widział mojej twarzy uśmiechnęłam się. Zamknęłam oczy i pomału zaczęłam zasypiać. Zanim usnęłam, słyszałam jeszcze ciche nucenie jakieś melodii przez Harry'ego. Rano dopytam się co to za piosenka.
*Fragment tekstu One Direction-You & I :)
!Czytasz=komentuj!
Czytasz-Komentuj
Szarpnęłam go za nadgarstek, żeby odwrócił się w moją stronę.
-Proszę, Hazz.- Spojrzał mi w oczy i wyrwał rękę z uścisku.
-Nie. Wracaj do Niall'a, skoro tak bardzo go lubisz.
-Lubię go, a tobie nic do tego.
-Och, czyżby?-Parsknął.- W takim razie odchodzę i nie spotkasz mnie już nigdy więcej.
-Nie o to mi chodziło.
-Już nie ważne o czym pomyślałaś. Do niezobaczenia Chloe.-Uśmiechnął się krzywo i nadusił przycisk od windy.
-Masz zamiar tak po prostu odejść? Ty naprawdę powinieneś się leczyć Harry. Najpierw zawracasz mi głowę, żebym ci wybaczyła, a teraz pod takim gównianym pretekstem mnie zostawiasz. To serio bardzo rozważne.- Wywróciłam oczami.
-To wszystko nie miało sensu. Mogłem nadal cię olewać, tak jak robiłem to dotychczas. Moje głupie sumienie kazało mi przyjść wczoraj na twoje urodziny i cię przeprosić. Spodobałaś mi się i to bardzo, wiesz? Ale teraz to nie ma znaczenia, bo przecież Niall jest dla ciebie o wiele lepszy niż ja.
-Kurwa, Harry. Tego nie powiedziałam.-Złapałam go za rękę i odciągnęłam do tyły, uniemożliwiając mu wejście do windy.
- Co ty robisz?!-Zmarszczył brwi.
-Styles.-usłyszałam głos Horana za moimi plecami, odwróciłam głowę.- Nie wyżywaj się na niej. Nic nie zrobiła, to moja wina, więc odpuść.
- Widzę, Niall wielki obrońca ludzkości.- Zaśmiał się Harry.
-Przestań się ze mnie nabijać i pogadaj jak normalny człowiek.
-Nie mam ochoty na pogawędki, nic nie zmieni mojego zdania.
-Jesteś dupkiem. Możesz kopnąć mnie w tyłek i więcej się nie odezwać, ale nie warto robić tego jej.
-Ty serio chcesz ze mną rozmawiać.-Parsknął Styles.
-Tak, cholera próbuję ci to wyjaśnić od paru minut idioto.-Niall podrapał się po karku.
-Przestańcie się zachowywać jak dzieci. Nie wracajcie, dopóki sobie tego wszystkiego nie wyjaśnicie. Idę, nie mam ochoty tego słuchać.-Odepchnęłam się od ściany, o którą byłam oparta i ruszyłam do mieszkania. Rzuciłam jeszcze ostatnie spojrzenie na Harry'ego i zamknęłam drzwi. Odetchnęłam z ulgą. Weszłam do salonu. Reszta zachowywała się tak jakby nic się nie stało, siedzieli tak jak wcześniej, pijąc piwo.
Przysiadłam na kanapie i spojrzałam po ich twarzach.
-Wiem, że tak nie wypada, ale nie mam ochoty na imprezowanie. Jestem wykończona, przepraszam.
-Nic się nie stało, już sobie idziemy.-Perrie uśmiechnęłam się szczerze i podeszła się pożegnać. Reszta zrobiła to samo i po chwili zostałam sama.
Chłopacy jeszcze nie wrócili, więc chyba już tego nie zrobią. Poszłam do sypialni, chwyciłam okulary i laptopa, siadając na łóżku. Włączyłam komputer.
Weszłam na Twittera, napisałam kilka postów o moim beznadziejnym dniu. Przejrzałam jeszcze parę stronek. Odpisałam mojej byłej dobrej koleżance z Doncaster, która chciała dowiedzieć się jak u mnie.
-Ślicznie ci w tych okularach.-Podniosłam głowę i zobaczyłam Harry'ego stojącego w drzwiach. Uśmiechnął się do mnie.
-Dziękuję.-Odwzajemniłam uśmiech. Przysiadł koło mnie na łóżku.
-Co tam?
-Nic takiego, to i tamto.-Wyłączyłam laptopa i odłożyłam go na stolik.
-Nie przeszkadzam prawda?- Spojrzał mi w oczy.
-Nagle chcesz ze mną siedzieć?-Poprawiłam okulary na nosie.- Kilkanaście minut temu nie chciałeś się już ze mną nigdy widzieć, a teraz wszedłeś jak gdyby nigdy nic i jesteś taki spokojny i w ogóle.-Sapnęłam.-To dziwne.
-Wyjaśniłem sobie parę rzeczy z Niall'em. Obiecał mi, że już się to nie powtórzy...
- Yhym. To dobrze.
-... i nie idziesz z nim we wtorek na randkę.-Zmarszczył czoło, przez co wyglądał groźnie.
-Ja wcale...-Próbowałam wyjaśnić.
-Nie tłumacz się, wiem, że miało być to coś w rodzaju randki i nie mam ci tego za złe. Najważniejsze, że do niej nie doszło, wtedy miałbym większy powód, żeby zmasakrować mu tą jego śliczną buźkę.- Jego wyraz twarzy w ciągu kilku sekund zmienił się diametralnie, teraz siedział uśmiechając się do mnie.
-Nigdy cię nie zrozumiem.-Wstałam i podeszłam do szafy.
- Co robisz?-Podniósł jedna brew zdziwiony.
- Wiesz, już prawie 9, chce się przebrać i położyć. Jestem strasznie zmęczona.-Na te słowa ziewnęłam.
- To może już pójdę.
-Nie, nie trzeba.- W jego oczach pojawił się zadziorny błysk.- Nie usnę, więc możesz posiedzieć jeszcze trochę.
Weszłam do łazienki i przebrałam się. Wyszłam po jakiś 5 minutach.
Harry leżał na łóżku i bawił się pilotem od telewizora. Dołączyłam do niego.
-Mam rozumieć, że będziemy oglądać jakiś film, tak?- Spojrzałam na jego twarz. Chyba nigdy, aż do teraz nie zauważyłam jaki jest przystojny.
-Taa.-Mruknął skupiony na ekranie.-Mam.-Uśmiechnął się. Włączył film animowany.
-Serio?- Zaśmiałam się.
-Oczywiście, Minionki są... słodkie.- Jego śmiech dołączył do mojego.
-Nie wiedziałam, że lubisz bajki.
- Teraz już wiesz.-Puścił mi oczko.
-Ale to takie niepodobne do ciebie.-Zatoczyłam palcem kółko w powietrzu.
-Chyba raczej, to nie pasuje do mojej opinii, nie uważasz?
-Hmm...Chyba tak. Masz rację.
-Wiesz, tak naprawdę nikt mnie nie zna. Nie jestem taki jak inni zdążyli ci już z pewnością powiedzieć.-Poprawił swoją czuprynę, wyglądało to nieziemsko.
-Znam cie tak w małym stopniu, bo...-Nachyliłam się nad jego uchem.-...wiem, że lubisz bajki!-Zaczęłam się głośno śmiać.
-Chloe...-Patrzył na mnie z rozbawioną miną.
-Zły, poważny Harry.-Powiedziałam niskim głosem, przeciągając każdy wyraz.- Lubi bajeczki! Czego jeszcze się dowiem? Że lubisz księżniczki i jednorożce? Nie. Zaraz, czekaj. Niech zgadnę twoim młodzieńczym idolem była Barbie albo Theresa?-Kulałam się na łóżku ze śmiechu. Usłyszałam rechot Harry'ego. Poczułam jego ciężar ciała na swoim. Usiadł na mnie okrakiem.
-Każdy ma jakieś swoje tajemnice. Ja lubię bajki, kto inny uwielbia filmy pornograficzne, a jeszcze kt...-
-Nie kończ.-Zakryłam mu usta ręką.- Nie chcę wiedzieć, kto co jeszcze kocha.- Puściłam mu oczko.
-Tjky zajapenjewne...
-Co? Co mówisz Hazz?
Uśmiechnęłam się złośliwie. Polizał moją dłoń.
-Fuj! Styles, to ohydne.-Puściłam rękę z jego twarzy i wewnętrzna stronę wytarłam w jego tyłek.
-Już się do mnie dobierasz? Wiesz ty co. Wstydziłabyś się.-Zagroził mi palcem.
-Jesteś straszny.
Zepchnęłam go z siebie i z powrotem położyłam się na poduszkach i udając, że oglądam film.
-Nie przeszkadzaj mi proszę.
Pokazał mi język i usiadł obok mnie.
-Chloe?
-Hmm?-Mruknęłam. Śmieszny ten film.
-Możemy porozmawiać tak na poważnie?
-Taa..
- Cholera, nie słuchasz mnie.-Chwycił pilot i wyłączył telewizor.
-Harry!-Krzyknęłam na niego.
-Chcę z tobą porozmawiać.-Mimo całej tej sytuacji, widać było, że powstrzymuje się przed gniewem. Gdybym go nie znała, z pewnością kuliłabym się ze strachu, że za chwilę mnie uderzy. Chwila, już raz to zrobił. Skrzywiłam się.
-O czym?
-O nas.-Spuścił wzrok i zaczął bawić się palcami.
-Coś jest nie tak?- Nie wiedziałam o co chodzi i co ma na myśli.
-Nie, wszystko w porządku.-Uśmiechnął się.
-To co jest?
-Bo wiesz ja... ja..Myślałem, że może... Nie jednak nie.
- Hazz, o co chodzi?- Zaczynam się o niego naprawdę martwić, może umówić go do psychologa albo coś.
-Pamiętasz jak dzisiaj powiedziałem ci, że spodobałaś mi się? To prawda.
-Cóż, nie brałam tego na poważnie.
- To teraz powinnaś, ale wiem, że ja i tak się tobie nie spodobam. Po tym wszystkim co ci zrobiłem, nie umiałabyś chyba inaczej.
-Nie pleć bzdur.
-Ale taka jest prawda. Podobasz mi się i chyba mogę już nawet powiedzieć, że pomału się w tobie zakochuję. Teraz mam takie przeczucie, że nic nie może wejść pomiędzy Mnie i ciebie*.
-Może nie spodziewasz się takiej odpowiedzi, ale też tak teraz mam. Jakbym znała cię od bardzo dawna i wiem, że nic mi już nie zrobisz, nie skrzywdzisz, nie zranisz. To dziwne, ale tak się teraz czuję.
Uniósł głowę i spojrzał mi w oczy. Miał w sobie teraz tyle uczucia wobec mnie, że rozczulił mnie jego widok. Serce mi zmiękło. Wszystkie złe rzeczy, które uczynił, powiedział albo chociażby o czym pomyślał, uleciały. Złapał mnie za rękę.
-Czyli jest szansa, że mnie pokochasz?-Przełknął gulę w gardle.
- Jest i to duża, zawsze będzie.- Uśmiechnęłam się do niego.
-Nawet nie wiesz, ile to dla mnie znaczy.-Nachylił się nade mną i pocałował mnie w policzek. To było słodkie.
- Och, Harry. Ten dzień nie jest chyba, aż tak straszny jakby się wydawał.-Przygryzłam wargę.
-Dla mnie to najpiękniejszy wieczór, jaki kiedykolwiek przeżyłem.-Z miłością na twarzy jest mu uroczo. Nie wyobrażałam sobie lepszej czy nawet słodszej buźki Hazzy, niż teraz.
-Jesteś teraz taki inny, niż wtedy kiedy cię poznałam.
-Uczucie zmienia człowieka.- Puścił mi oczko.
- Masz raaację.-Głośno ziewnęłam.- Przepraszam.
-Nic się nie stało, powinnaś już spać.
-Tak, jutro muszę wstać do szkoły, a czuję się strasznie, w sensie fizycznym.- Zaśmiałam się.
-To chodź tu do mnie.-Wyciągnął do mnie ręce i przyciągnął do siebie. Położyłam się na jego klatce piersiowej. Ziewnęłam.
-Jutro idziemy na tą imprezę, tak?-Jak on cudnie pachnie. Zaciągnęłam się jego zapachem.
-Myślę, że tak. Przyjadę po ciebie tak jak się umawialiśmy.
-Będę na ciebie czekać.-Mimo tego, że nie widział mojej twarzy uśmiechnęłam się. Zamknęłam oczy i pomału zaczęłam zasypiać. Zanim usnęłam, słyszałam jeszcze ciche nucenie jakieś melodii przez Harry'ego. Rano dopytam się co to za piosenka.
*Fragment tekstu One Direction-You & I :)
!Czytasz=komentuj!
sobota, 4 stycznia 2014
10.
Postanowiłam dodać dzisiaj kolejny rozdział, z racji, iż za niedługo nie będą pojawiać się dość często. Szkoła i takie tam. Ale w wolnym czasie, obiecuję, że będę pisać co nieco. Rozdział 11 pojawi się w przyszłym tygodniu.
Miłego wieczoru. xx
Usłyszałam ciche pukanie do moich drzwi. Spojrzałam na zegarek. Minęły 2 godziny od kłótni z Louis'em.
- Chloe mogę wejść?- Niall. Jak dobrze, że to nie moja matka.
- Tak.- Powiedziałam na tyle głośno, żeby mnie usłyszał. Drzwi otworzyły się i staną w nich blondyn. Uśmiechnął się do mnie smutno.Usiadłam na łóżku i gestem ręki zachęciłam, żeby podszedł do mnie. Zrobił to o co prosiłam.
- Jak się czujesz?- Spojrzał na mnie z troską w oczach. Wiem, że swoim zachowaniem go zraniłam. Ten dzień nie może być już chyba gorszy, więc nie pozostaje mi nic innego jak porozmawiać z nim o wszystkim co mnie dręczy.
- Bywało lepiej.-Przetarłam chusteczką oczy. Na szczęście nie byłam pomalowana. Jedyny plus.
- Louis miał zamiar przyjść cię przeprosić, ale w ostatniej chwili zmienił zdanie i wyszedł.
Czemu taka wiadomość mnie zabolała. Mój najlepszy przyjaciel, który zna mnie jak nikt inny, zostawił mnie. Odszedł. Nie starał się nawet mnie przeprosić, ani porozmawiać. Czułam łzy zbierające się pod moimi powiekami. Horan zauważył to i nic nie mówiąc, przytulił mnie.
- Dziękuję, że chociaż ty to zrobiłeś.- Uściskałam go bardzo mocno. Chciał się ode mnie odsunąć, lecz bardziej owinęłam ramiona wokół jego szyi.
- Chcę z tobą porozmawiać. - Wyszeptał mi do ucha.
- Też miałam taki zamiar.-Puściłam go i spoważniałam.- To wszystko co dzisiaj usłyszałeś od Louis'a to... to..
- Zaskoczyło mnie to, jednak nie uwierzę dopóki sama mi tego nie powiesz.-Jego zawsze idealnie ułożone włosy, wyglądały dzisiaj dość mizernie. Ciekawe ile wypił na wczorajszej imprezie.
- To, że spałam u Harry'ego, wiesz od niego samego.- Spojrzałam niepewnie w jego oczy.
- Tak. Wszyscy byli tym zszokowani. Dlaczego to zrobiłaś?
- Ja... um...- Muszę opowiedzieć mu całą moją historię, może wtedy zrozumie, czemu jestem taka, a nie inna.
Zaczęłam opowiadać o Steave, o tym jak go poznałam, co ze mną robił, jak tej cholernej nocy próbował mnie zgwałcić, kiedy Louis mnie odnalazł i uratował. O początkach całej znajomości z Boo i o mojej rodzinie. O sprawie na policji, przez którą i tak nikt nie odnalazł Goulding'a.
-... Wczoraj wieczorem, przyszedł do klubu. Znalazł mnie, wychodziłam wtedy od Harry'ego. Dlatego już do was nie wróciłam. Pobił mnie.- Podciągnęłam rękaw koszuli, którą jeszcze na sobie miałam. Ujrzał czerwony bandaż.
- Gdzie kurwa wtedy był Styles?!
- Gdyby nie on, byłoby jeszcze gorzej. W ostatniej chwili mnie odnalazł, jestem mu za to bardzo wdzięczna. Przez to, wybaczyłam mu wszystko co mi zrobiłam. Postanowiliśmy zacząć od nowa. Jest teraz moim dobrym kolegą.
- Ale to nadal nie wyjaśnia tego, czemu nie wróciłaś do nas?- Złapał mnie za rękę.
- Nie mogłam. Harry mi na to nie pozwolił. Bał się, że Steave będzie gdzieś na mnie czekał.
- Wszystko o czym teraz mówisz, jest tak niepodobne do zachowania Harry'ego, że nie mogę uwierzyć.
- To jak wytłumaczysz to, że siedzę teraz obok ciebie? Mogłam leżeć gdzieś na ulicy i wykrwawiać sie na śmierć.
- Ok, wierzę ci. Odpowiedz mi na jeszcze jedno pytanie.
- Tak Niall?
- Naprawdę się z nim całowałaś?- Teraz w jego oczach widziałam tylko i wyłącznie smutek.
- To nieprawda.- Skłamałam, nie chcę go ranić.
- To w takim razie, Louis musi cię poważnie przeprosić.
- Stwierdzając to, iż teraz to ty siedzisz koło mnie, a nie on, jest wystarczającym potwierdzeniem, że już dawno przestał się o mnie troszczyć.
- Nie myśl tak. Martwi się o ciebie.
- Teraz najważniejsza jest dla niego, tylko i wyłącznie Eleanor. Mogłabym nawet umrzeć a on...- Niall zakrył mi usta dłonią.
- Nie kończ tego, dobrze?- Skinęłam głową. Odciągnęłam jego rękę.
- Mogę teraz ja o coś ciebie spytać?- Dotknęłam jego policzka, żeby spojrzał mi w oczy.
- O co chodzi?- Był zmieszany. Jeśli nie teraz to nigdy.
- Co tak naprawdę do mnie czujesz Niall?- Moje pytanie, całkowicie wytrąciło go z równowagi. Kompletnie się go nie spodziewał. Ale musiałam, chcę wiedzieć co tak naprawdę mnie z nim łączy. Wiem, że nie jestem dla niego zwykłą znajomą.
- Chloe...- Podrapał się do karku, ponownie spojrzał w moje oczy.- Zakochałem się w tobie, kiedy po raz pierwszy cię zobaczyłem. Podobasz mi się i to bardzo. Ale wiem, że ty nigdy nie spojrzysz na mnie tak jak ja na ciebie i nie...- Tym razem ja uciszyłam go swoją ręką.
- Zamknij się.- Zaśmiałam się.- Gadasz bzdury, wiesz o tym?
- Ale ja naprawdę...- Pocałowałam go.
Nie planowałam tego, ale to przez nadmiar emocji. Bardzo go lubię, nie chcę go zawieść. Nie wybaczyłabym sobie, gdybym go zraniła. Wiem, jestem straszna. W jednym dniu, całuję się z dwoma mężczyznami. Dlaczego mi to nie przeszkadza?
Niall odwzajemnił pocałunek, odsunęłam się od niego i uśmiechnęłam się.
- Miałbyś ochotę wyskoczyć ze mną na kolację?- Bez zastanowienia zaproponowałam mu... randkę? To naprawdę to mnie niepodobne. A może własnie taka jestem?
- Jasne. Może we wtorek? Jeśli ci nie pasuje to w porządku.
- Nie, jest ok.- Puściłam mu oczko.
Usłyszałam dzwonek mojego telefon, sięgnęłam po niego. Harry.
- Przepraszam na chwilę.- Nie wyszłam, nadusiłam zieloną słuchawkę.
- Cześć Chloe.- Usłyszałam głos chłopaka w loczkach.
- Hej, Harreh.- Uśmiechnęłam się sama do siebie. Niall cały czas na mnie patrzył.
- Co robisz?
- Siedzę w pokoju. W zasadzie to na łóżku.
- Sama?
- Um.. Tak.- Spojrzałam przepraszająco na Horana.
- Mógłbym do ciebie wpaść za godzinę?
- Harry, myślę, że tak.
- To fajnie.- Słychać było nutę zadowolenia w jego głosie.
- To do zobaczenia.
- Pa Chloe.- Rozłączyłam się.
Wstałam z łóżka i podeszłam do szafy. Wyciągnęłam z niej czystą bieliznę.
- Po co dzwonił?- Odwróciłam się do Niall'a.
- Przyjdzie za godzinę. Jak myślisz, przebrać się czy nie?- Spojrzałam mu w oczy.
- Nie, jest w porządku. Pomijając to, że to rzeczy Harry'ego.- Fuknął.
- Och, daj spokój. Zaraz wracam.- Weszłam do łazienki. Muszę wziąć prysznic, nie ma wyjścia. Postanowiłam, że zrobię lekkie loki i zostanę w rozpuszczonych włosach, nałożyłam makijaż na twarz. Ubrałam się w to co wcześniej, ale bardziej starannie, przez co wyglądałam elegancko. Niall jakoś zbytnie nie wypowiedział się, czy mu to przeszkadza czy nie. Zastanawiam się, jak bardzo jeszcze się zmienię. Lubiłam dawną siebie, ale to już nie wróci. Zrozumiałam, że wcześniej Louis miał nade mną przewagę. Robiłam to co on uważał za słuszne i nie sprzeciwiałam mu się. Teraz dopiero byłam sobą, zdanie Lou już się dla mnie nie liczy. Jestem małą ździrowatą dziewczyną. Ździrowatą? Tak, to określenie jak najbardziej pasuje do sytuacji w jakiej się obecnie znajduję. Z jednej strony kocham Boo, z drugiej całuję się z Harry'm, a na dodatek idę na randkę z Niall'em. Czy to wszystko ma jakikolwiek sens? Przekonam się dopiero, kiedy to wszystko wyjdzie na jaw. Będę przegrana. Jak na razie chcę żyć chwilą i nie przejmować się niczym.
Wyszłam z łazienki. Na mojej twarzy gościł szeroki uśmiech. Chłopak nadal siedział na łóżku. Podeszłam do niego.
- To jak wyglądam?- Przejechałam palcem po jego policzku.
- Um... Ślicznie, naprawdę ładnie.- Posłał mi niepewny uśmiech.
- Liczyłam na inny komentarz, no ale cóż, myliłam się. Chodź, posprzątam trochę. A i co robi moja mama?- Złapałam go za rękę i pociągnęłam do kuchni.
- Kiedy do ciebie przychodziłem, spała na kanapie. Była zmęczona podróżą, a teraz..
- Chloe, wyszłaś w końcu.- Wpadłam na mamę.
- Tak, musiałam. Zaraz będę mieć gościa.
- To dobrze się składa, bo wychodzę. Idę się spotkać z dawną koleżanką, przeprowadziła się tu i umówiłyśmy się na kawę.
- Ok, nie ma sprawy. Weź klucze z szafki w przedpokoju, w razie czego, jeśli nikogo by nie było.- Uśmiechnęłam się do niej.
- Pa, kochanie.- Pocałowała mnie w policzek.- Cześć Niall.- Pomachała mu, kiedy odchodziła.
- Na razie.- Chłopak puścił mi oczko.
- Chodź, pomożesz mi. Zrobimy coś dobrego, bo jestem głodna.
- Ok.- Weszliśmy do kuchni. Otworzyłam lodówkę.- Może gofry?- Zaproponował.
- Tak, to dobry pomysł. Harry też się naje.
Zignorował moją uwagę i zaczęliśmy przygotowywać danie.
Kiedy skończyliśmy, zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Pójdę otworzyć.
- Dobrze.- Wycierałam właśnie ręce w ręcznik i wstawiłam wodę na herbatę.
Podśpiewywałam sobie pod nosem, czekając aż wrócą.
- Cześć, Chloe!- Usłyszałam wesoły głos Harry'ego, zaraz po tym pojawił się przede mną.
- Hej, Harry.
- Wyglądasz seksownie.- Zaśmiałam się. Poruszył brwiami i pocałował mnie w policzek.
- Co to cholery?!- Odwróciłam się w stronę Niall'a.
- O... um.. Tylko się witał, spokojnie.- Wyjaśniłam.
- Jasne.- Poszedł do salonu.
- Ktoś tu jest zazdrosny.- Harry złapał mnie za rękę.
- Podobam mu się. Daj spokój, proszę.- Spojrzałam mu w oczy.
- Jak chcesz.- Pocałował mnie w usta.
- Zostaw. Idziemy jeść.
Wzięłam talerz do ręki i wyszłam z kuchni.
- Tylko, masz jeszcze kilku gości.
- Co?!- Spojrzałam zdziwiona na ludzi w pokoju. Siedziała tu cała paczka Styles'a.
- Chloe, to Jade.- Dziewczyna, którą Harry wskazał palcem, była prześliczna. Miała lekko kręcone, brązowe włosy i ciepły uśmiech.
- A to Caroline.- Ta była blondynką, ale wydawała się dość przyjazna.- Kuzynka Perrie.- Nie mam wątpliwości, że będzie miła.
- Cześć wszystkim.- Postawiłam gofry na stole.- Ale nadal nie rozumiem, co tu robicie?
- Jak to co?- Zdziwił się Zayn.- Poprawiny po osiemnastce muszą być.- Wyciągnął na stół zgrzewkę piwa. Andy postawił wódkę.
- Chyba, że tak.- Szukałam wolnego miejsca, gdzie mogłabym usiąść. Znalazłam wolne, między Harry'm a Niall'em. Cholera. Styles poklepał ręką w kanapę, żeby usiadła. Przewróciłam oczami i zrobiłam co chciał. Czułam wzrok blondyna na sobie. To krępująca sytuacja.
- Więc jak żyjecie po imprezce?- Zaczęłam rozmowę.
- Ledwo, ale nie jest tragicznie.- Zaśmiała się Perrie.
- Co ty gadasz? Wczoraj było marnie. Jutro trzeba to nadrobić.- Zayn zatarł ręce z radości. Usłyszałam śmiechy Caroline i Jade. Ta druga siedziała koło Andy'ego i trzymała go za rękę.
- Wy dwoje? Jesteście razem?- Pokazałam na nich palcem.
- Tak.- Dziewczyna uśmiechnęła się słodko do swojego chłopaka i pocałowała go.
- Aww!- Zaśmialiśmy się wszyscy.
Poczułam rękę Niall'a na swojej. Splotłam swoje palce z jego. Spojrzałam mu w oczy i uśmiechnęłam się. Najwyraźniej nie spodobało się to Harry'emu, bo zrobił to samo, tylko z moją prawą ręką. Co oni wyprawiają?! Mierzyli się surowymi spojrzeniami. Dałabym uciąć sobie głowę, że wszyscy patrzyli się na nas. Niall przyciągnął mnie do siebie. Harreh był wkurzony i to strasznie. Zerwał się z kanapy, ale wciąż trzymał moja dłoń. Blondyn też wstał i niebezpiecznie zbliżył się do Styles'a.
- Przestańcie. Proszę, Harry.- Spojrzałam smutno w jego tęczówki i puściłam rękę Horana.
- W porządku, ale ja wychodzę.- Fuknął i wyszedł z mieszkania trzaskając drzwiami. Wybiegłam za nim.
- Harry wracaj!
Mam nadzieję, że wam się podobał.
Liczę na szczere komentarze, jak pod poprzednim rozdziałem.
~ Czytasz=Komentujesz
Miłego wieczoru. xx
Usłyszałam ciche pukanie do moich drzwi. Spojrzałam na zegarek. Minęły 2 godziny od kłótni z Louis'em.
- Chloe mogę wejść?- Niall. Jak dobrze, że to nie moja matka.
- Tak.- Powiedziałam na tyle głośno, żeby mnie usłyszał. Drzwi otworzyły się i staną w nich blondyn. Uśmiechnął się do mnie smutno.Usiadłam na łóżku i gestem ręki zachęciłam, żeby podszedł do mnie. Zrobił to o co prosiłam.
- Jak się czujesz?- Spojrzał na mnie z troską w oczach. Wiem, że swoim zachowaniem go zraniłam. Ten dzień nie może być już chyba gorszy, więc nie pozostaje mi nic innego jak porozmawiać z nim o wszystkim co mnie dręczy.
- Bywało lepiej.-Przetarłam chusteczką oczy. Na szczęście nie byłam pomalowana. Jedyny plus.
- Louis miał zamiar przyjść cię przeprosić, ale w ostatniej chwili zmienił zdanie i wyszedł.
Czemu taka wiadomość mnie zabolała. Mój najlepszy przyjaciel, który zna mnie jak nikt inny, zostawił mnie. Odszedł. Nie starał się nawet mnie przeprosić, ani porozmawiać. Czułam łzy zbierające się pod moimi powiekami. Horan zauważył to i nic nie mówiąc, przytulił mnie.
- Dziękuję, że chociaż ty to zrobiłeś.- Uściskałam go bardzo mocno. Chciał się ode mnie odsunąć, lecz bardziej owinęłam ramiona wokół jego szyi.
- Chcę z tobą porozmawiać. - Wyszeptał mi do ucha.
- Też miałam taki zamiar.-Puściłam go i spoważniałam.- To wszystko co dzisiaj usłyszałeś od Louis'a to... to..
- Zaskoczyło mnie to, jednak nie uwierzę dopóki sama mi tego nie powiesz.-Jego zawsze idealnie ułożone włosy, wyglądały dzisiaj dość mizernie. Ciekawe ile wypił na wczorajszej imprezie.
- To, że spałam u Harry'ego, wiesz od niego samego.- Spojrzałam niepewnie w jego oczy.
- Tak. Wszyscy byli tym zszokowani. Dlaczego to zrobiłaś?
- Ja... um...- Muszę opowiedzieć mu całą moją historię, może wtedy zrozumie, czemu jestem taka, a nie inna.
Zaczęłam opowiadać o Steave, o tym jak go poznałam, co ze mną robił, jak tej cholernej nocy próbował mnie zgwałcić, kiedy Louis mnie odnalazł i uratował. O początkach całej znajomości z Boo i o mojej rodzinie. O sprawie na policji, przez którą i tak nikt nie odnalazł Goulding'a.
-... Wczoraj wieczorem, przyszedł do klubu. Znalazł mnie, wychodziłam wtedy od Harry'ego. Dlatego już do was nie wróciłam. Pobił mnie.- Podciągnęłam rękaw koszuli, którą jeszcze na sobie miałam. Ujrzał czerwony bandaż.
- Gdzie kurwa wtedy był Styles?!
- Gdyby nie on, byłoby jeszcze gorzej. W ostatniej chwili mnie odnalazł, jestem mu za to bardzo wdzięczna. Przez to, wybaczyłam mu wszystko co mi zrobiłam. Postanowiliśmy zacząć od nowa. Jest teraz moim dobrym kolegą.
- Ale to nadal nie wyjaśnia tego, czemu nie wróciłaś do nas?- Złapał mnie za rękę.
- Nie mogłam. Harry mi na to nie pozwolił. Bał się, że Steave będzie gdzieś na mnie czekał.
- Wszystko o czym teraz mówisz, jest tak niepodobne do zachowania Harry'ego, że nie mogę uwierzyć.
- To jak wytłumaczysz to, że siedzę teraz obok ciebie? Mogłam leżeć gdzieś na ulicy i wykrwawiać sie na śmierć.
- Ok, wierzę ci. Odpowiedz mi na jeszcze jedno pytanie.
- Tak Niall?
- Naprawdę się z nim całowałaś?- Teraz w jego oczach widziałam tylko i wyłącznie smutek.
- To nieprawda.- Skłamałam, nie chcę go ranić.
- To w takim razie, Louis musi cię poważnie przeprosić.
- Stwierdzając to, iż teraz to ty siedzisz koło mnie, a nie on, jest wystarczającym potwierdzeniem, że już dawno przestał się o mnie troszczyć.
- Nie myśl tak. Martwi się o ciebie.
- Teraz najważniejsza jest dla niego, tylko i wyłącznie Eleanor. Mogłabym nawet umrzeć a on...- Niall zakrył mi usta dłonią.
- Nie kończ tego, dobrze?- Skinęłam głową. Odciągnęłam jego rękę.
- Mogę teraz ja o coś ciebie spytać?- Dotknęłam jego policzka, żeby spojrzał mi w oczy.
- O co chodzi?- Był zmieszany. Jeśli nie teraz to nigdy.
- Co tak naprawdę do mnie czujesz Niall?- Moje pytanie, całkowicie wytrąciło go z równowagi. Kompletnie się go nie spodziewał. Ale musiałam, chcę wiedzieć co tak naprawdę mnie z nim łączy. Wiem, że nie jestem dla niego zwykłą znajomą.
- Chloe...- Podrapał się do karku, ponownie spojrzał w moje oczy.- Zakochałem się w tobie, kiedy po raz pierwszy cię zobaczyłem. Podobasz mi się i to bardzo. Ale wiem, że ty nigdy nie spojrzysz na mnie tak jak ja na ciebie i nie...- Tym razem ja uciszyłam go swoją ręką.
- Zamknij się.- Zaśmiałam się.- Gadasz bzdury, wiesz o tym?
- Ale ja naprawdę...- Pocałowałam go.
Nie planowałam tego, ale to przez nadmiar emocji. Bardzo go lubię, nie chcę go zawieść. Nie wybaczyłabym sobie, gdybym go zraniła. Wiem, jestem straszna. W jednym dniu, całuję się z dwoma mężczyznami. Dlaczego mi to nie przeszkadza?
Niall odwzajemnił pocałunek, odsunęłam się od niego i uśmiechnęłam się.
- Miałbyś ochotę wyskoczyć ze mną na kolację?- Bez zastanowienia zaproponowałam mu... randkę? To naprawdę to mnie niepodobne. A może własnie taka jestem?
- Jasne. Może we wtorek? Jeśli ci nie pasuje to w porządku.
- Nie, jest ok.- Puściłam mu oczko.
Usłyszałam dzwonek mojego telefon, sięgnęłam po niego. Harry.
- Przepraszam na chwilę.- Nie wyszłam, nadusiłam zieloną słuchawkę.
- Cześć Chloe.- Usłyszałam głos chłopaka w loczkach.
- Hej, Harreh.- Uśmiechnęłam się sama do siebie. Niall cały czas na mnie patrzył.
- Co robisz?
- Siedzę w pokoju. W zasadzie to na łóżku.
- Sama?
- Um.. Tak.- Spojrzałam przepraszająco na Horana.
- Mógłbym do ciebie wpaść za godzinę?
- Harry, myślę, że tak.
- To fajnie.- Słychać było nutę zadowolenia w jego głosie.
- To do zobaczenia.
- Pa Chloe.- Rozłączyłam się.
Wstałam z łóżka i podeszłam do szafy. Wyciągnęłam z niej czystą bieliznę.
- Po co dzwonił?- Odwróciłam się do Niall'a.
- Przyjdzie za godzinę. Jak myślisz, przebrać się czy nie?- Spojrzałam mu w oczy.
- Nie, jest w porządku. Pomijając to, że to rzeczy Harry'ego.- Fuknął.
- Och, daj spokój. Zaraz wracam.- Weszłam do łazienki. Muszę wziąć prysznic, nie ma wyjścia. Postanowiłam, że zrobię lekkie loki i zostanę w rozpuszczonych włosach, nałożyłam makijaż na twarz. Ubrałam się w to co wcześniej, ale bardziej starannie, przez co wyglądałam elegancko. Niall jakoś zbytnie nie wypowiedział się, czy mu to przeszkadza czy nie. Zastanawiam się, jak bardzo jeszcze się zmienię. Lubiłam dawną siebie, ale to już nie wróci. Zrozumiałam, że wcześniej Louis miał nade mną przewagę. Robiłam to co on uważał za słuszne i nie sprzeciwiałam mu się. Teraz dopiero byłam sobą, zdanie Lou już się dla mnie nie liczy. Jestem małą ździrowatą dziewczyną. Ździrowatą? Tak, to określenie jak najbardziej pasuje do sytuacji w jakiej się obecnie znajduję. Z jednej strony kocham Boo, z drugiej całuję się z Harry'm, a na dodatek idę na randkę z Niall'em. Czy to wszystko ma jakikolwiek sens? Przekonam się dopiero, kiedy to wszystko wyjdzie na jaw. Będę przegrana. Jak na razie chcę żyć chwilą i nie przejmować się niczym.
Wyszłam z łazienki. Na mojej twarzy gościł szeroki uśmiech. Chłopak nadal siedział na łóżku. Podeszłam do niego.
- To jak wyglądam?- Przejechałam palcem po jego policzku.
- Um... Ślicznie, naprawdę ładnie.- Posłał mi niepewny uśmiech.
- Liczyłam na inny komentarz, no ale cóż, myliłam się. Chodź, posprzątam trochę. A i co robi moja mama?- Złapałam go za rękę i pociągnęłam do kuchni.
- Kiedy do ciebie przychodziłem, spała na kanapie. Była zmęczona podróżą, a teraz..
- Chloe, wyszłaś w końcu.- Wpadłam na mamę.
- Tak, musiałam. Zaraz będę mieć gościa.
- To dobrze się składa, bo wychodzę. Idę się spotkać z dawną koleżanką, przeprowadziła się tu i umówiłyśmy się na kawę.
- Ok, nie ma sprawy. Weź klucze z szafki w przedpokoju, w razie czego, jeśli nikogo by nie było.- Uśmiechnęłam się do niej.
- Pa, kochanie.- Pocałowała mnie w policzek.- Cześć Niall.- Pomachała mu, kiedy odchodziła.
- Na razie.- Chłopak puścił mi oczko.
- Chodź, pomożesz mi. Zrobimy coś dobrego, bo jestem głodna.
- Ok.- Weszliśmy do kuchni. Otworzyłam lodówkę.- Może gofry?- Zaproponował.
- Tak, to dobry pomysł. Harry też się naje.
Zignorował moją uwagę i zaczęliśmy przygotowywać danie.
Kiedy skończyliśmy, zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Pójdę otworzyć.
- Dobrze.- Wycierałam właśnie ręce w ręcznik i wstawiłam wodę na herbatę.
Podśpiewywałam sobie pod nosem, czekając aż wrócą.
- Cześć, Chloe!- Usłyszałam wesoły głos Harry'ego, zaraz po tym pojawił się przede mną.
- Hej, Harry.
- Wyglądasz seksownie.- Zaśmiałam się. Poruszył brwiami i pocałował mnie w policzek.
- Co to cholery?!- Odwróciłam się w stronę Niall'a.
- O... um.. Tylko się witał, spokojnie.- Wyjaśniłam.
- Jasne.- Poszedł do salonu.
- Ktoś tu jest zazdrosny.- Harry złapał mnie za rękę.
- Podobam mu się. Daj spokój, proszę.- Spojrzałam mu w oczy.
- Jak chcesz.- Pocałował mnie w usta.
- Zostaw. Idziemy jeść.
Wzięłam talerz do ręki i wyszłam z kuchni.
- Tylko, masz jeszcze kilku gości.
- Co?!- Spojrzałam zdziwiona na ludzi w pokoju. Siedziała tu cała paczka Styles'a.
- Chloe, to Jade.- Dziewczyna, którą Harry wskazał palcem, była prześliczna. Miała lekko kręcone, brązowe włosy i ciepły uśmiech.
- A to Caroline.- Ta była blondynką, ale wydawała się dość przyjazna.- Kuzynka Perrie.- Nie mam wątpliwości, że będzie miła.
- Cześć wszystkim.- Postawiłam gofry na stole.- Ale nadal nie rozumiem, co tu robicie?
- Jak to co?- Zdziwił się Zayn.- Poprawiny po osiemnastce muszą być.- Wyciągnął na stół zgrzewkę piwa. Andy postawił wódkę.
- Chyba, że tak.- Szukałam wolnego miejsca, gdzie mogłabym usiąść. Znalazłam wolne, między Harry'm a Niall'em. Cholera. Styles poklepał ręką w kanapę, żeby usiadła. Przewróciłam oczami i zrobiłam co chciał. Czułam wzrok blondyna na sobie. To krępująca sytuacja.
- Więc jak żyjecie po imprezce?- Zaczęłam rozmowę.
- Ledwo, ale nie jest tragicznie.- Zaśmiała się Perrie.
- Co ty gadasz? Wczoraj było marnie. Jutro trzeba to nadrobić.- Zayn zatarł ręce z radości. Usłyszałam śmiechy Caroline i Jade. Ta druga siedziała koło Andy'ego i trzymała go za rękę.
- Wy dwoje? Jesteście razem?- Pokazałam na nich palcem.
- Tak.- Dziewczyna uśmiechnęła się słodko do swojego chłopaka i pocałowała go.
- Aww!- Zaśmialiśmy się wszyscy.
Poczułam rękę Niall'a na swojej. Splotłam swoje palce z jego. Spojrzałam mu w oczy i uśmiechnęłam się. Najwyraźniej nie spodobało się to Harry'emu, bo zrobił to samo, tylko z moją prawą ręką. Co oni wyprawiają?! Mierzyli się surowymi spojrzeniami. Dałabym uciąć sobie głowę, że wszyscy patrzyli się na nas. Niall przyciągnął mnie do siebie. Harreh był wkurzony i to strasznie. Zerwał się z kanapy, ale wciąż trzymał moja dłoń. Blondyn też wstał i niebezpiecznie zbliżył się do Styles'a.
- Przestańcie. Proszę, Harry.- Spojrzałam smutno w jego tęczówki i puściłam rękę Horana.
- W porządku, ale ja wychodzę.- Fuknął i wyszedł z mieszkania trzaskając drzwiami. Wybiegłam za nim.
- Harry wracaj!
Mam nadzieję, że wam się podobał.
Liczę na szczere komentarze, jak pod poprzednim rozdziałem.
~ Czytasz=Komentujesz
piątek, 3 stycznia 2014
9.
Czytasz=Komentujesz
Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku miśki kochane ♥
Przepraszam, że tak późno. Ale jest.
Miłego czytania :3
P.S. Rozdział dedykowany jest dla Julitki @jujitkaaaxD ♥
~ Czytasz=Komentujesz
Naprawdę was o to proszę xx
Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku miśki kochane ♥
Przepraszam, że tak późno. Ale jest.
Miłego czytania :3
P.S. Rozdział dedykowany jest dla Julitki @jujitkaaaxD ♥
Obudziłam się spocona i przyduszona przez ciało Harry'ego. Otworzyłam oczy i ujrzałam śpiącą twarz chłopaka. Cicho pochrapywał. Nie chcąc go budzić, próbowałam wydostać się z jego uścisku. Jednak na marne. Jest ode mnie o wiele silniejszy i większy.
- Harry...
Potarłam swoim nosem o jego. Nie zareagował, lecz tylko mlasnął ustami.
- Cholera, Styles. Obudź się.
Kopnęłam go piętą w kostkę.
- Hmm?- Wymruczał przy moim uchu.
- Możesz mnie puścić? Byłabym wdzięczna. Muszę do łazienki.- Poluźnił nieco rękę na moim pasie. To wystarczyło.
Usiadłam na łóżku. Przeciągnęłam się i głośno ziewnęłam. Mam nadzieję, że śpioch nie będzie miał nic przeciwko, jeśli pożyczę co nieco od niego. Wstałam i podeszłam do szafy, otworzyłam ją. Zaczęłam przeglądać każdy wieszak. W ręce wpadła mi biała obcisła bluzka . Mam nadzieję, że pomimo tego, iż chłopak jest ode mnie wyższy prawie o głowę, nie będzie to, aż tak dużym problemem. Myślę, że będę wyglądać dość znośnie. Poszperałam jeszcze i tak jak myślałam, nie ma w niej żadnych damskich spodni albo chociażby spódnicy. Znalazłam jednak bardzo wąskie czarne spodnie. Nogawki da radę podwinąć. Kiedy już zamykałam drzwiczki, z jednego z wieszaków spadła czerwona koszula w kratę. Chwyciłam ją i weszłam do łazienki. Zdecydowałam się na prysznic. Wysuszyłam włosy, liczę na to, że Harry się obudził. Zaśmiałam się. Uczesałam się w warkocz. Ubrałam się w rzeczy wcześniej przyszykowane. Jego koszula idealnie pasowała do całej reszty. W kącie obok kosza na pranie znalazłam moje szpilki, które zostawiłam wieczorem. Założyłam je i wyszłam z łazienki. Ruszyłam w kierunku kuchni. Muszę coś jeść, zanim umrę z głodu. Spojrzałam na zegarek, który wisiał nad lodówką. Była 10 rano. Moja mam już przyjechała. Cholera. Ciekawe co powiedział jej Louis. Nie chcę już wracać do mojego mieszkania. Wyciągnęłam z lodówki banana, którego znalazłam i nalałam sobie szklankę mleka. Uderzyłam pięścią o blat.
- Czemu od samego rana się denerwujesz?- Odwróciłam się, w drzwiach ujrzałam Harry'ego.
- Wystraszyłeś mnie.- Uśmiechnęłam się do niego.
- Ślicznie wyglądasz w moich rzeczach. Tylko teraz nie mam co na siebie włożyć.- Założył ręce na piersi i prychnął.
- Och, czyżby pan Styles się obraził?- Podeszłam do niego i szturchnęłam go w żebro.
- Nie wcale. I na dodatek jesz moje zapasy. Jak?- Potrząsnął śmiesznie głową. Zaśmiałam się.
- Normalnie. - Puściłam mu oczko.
- Aż tak cię to bawi?- Uniósł jedną brew.
- Nie, może troszkę.
- To pożałujesz. - Przerzucił mnie sobie przez ramię.
- Harry! Puść!
- Nie.- Zaczął mnie łaskotać.
- Boże. Przestań!- Okładałam jego plecy pięściami.
- Jak chcesz.- Położył mnie na blacie wyspy w kuchni.
- Um...- Stanął między moimi nogami.
- Wyglądasz naprawdę ślicznie w moich ciuchach. - Uśmiechnął się.
- Tak wiem. Harry...- Poprawił kołnierzyk koszuli. Dotknął miejsca na mojej szyi.
- Ał.- Zasyczałam. Przyłożyłam rękę.
- To... to ślad...- Nie mógł się wyjąkać.- Co? Chloe? Kurwa! Nie mówiłaś, że masz chłopaka!
- Harry co ty wygadujesz?!- Usiadłam i spojrzałam mu w oczy.
- Czemu tak cholernie mnie wykorzystałaś?!- wykrzyczał mi to w twarz.
- Nie wykorzystałam cię! Jesteś śmieszny!
- Śmieszny powiadasz?- Spojrzał mi ostro w twarz i złapał za nadgarstek.
- On to zrobił. Steave!- Jego wzrok złagodniał.- Boże. Puść.
Zrobił co mu kazałam. Chwyciłam jego dłoń i kreśliłam jakieś wzorki. Może podziała to na niego, tak samo jak na mnie. Patrzyłam jak po woli jego oddech powraca do normy.
- W porządku?- Chciałam się upewnić.
- Tak. Ale czemu wcześniej mi nie powiedziałaś?
- Myślałam, że to nic takiego. Gdybym wiedziała, powiedziałabym ci to od razu.- Posmutniałam i podrapałam się po ręce.
- To nic. Przepraszam.- Dotknął palcami mojego policzka, wtuliłam się w jego dłoń. Znowu przybliżył się do mnie i przyłożył czoło do mojego. Czułam rosnące ciepło w moim ciele. Zaczęłam szybciej oddychać. Nasze usta dzieliło zaledwie kilka milimetrów. Przyłożyłam swoje wargi do jego. To nie był pocałunek, nasze oddechy mieszały się. Odważyłam się i złapałam go za kark, przyciągając do siebie. W tym momencie zaczął mnie namiętnie całować. Położył swoją rękę na moim biodrze. Przerwałam na chwilę, by za chwilę ponownie wpić się w jego usta.
- Chloe...
- Harry...
Wyszeptaliśmy jednocześnie, jeszcze gdy nasze wargi się dotykały.
- Nie możemy.
- Wiem, Harreh.- Otworzyłam oczy.
- To czemu to robimy?
- Nie wiem. - Przygryzłam wargę i spojrzałam na jego. Były różowe i lekko opuchnięte.
- Jesteś piękna. Tak bardzo przepraszam cię za to, co wcześniej zrobiłem.
- Harry, przestań. Nie obwiniaj się już, zapomnijmy o tym. Teraz jesteś moim kolegą.
- Kolegą... Wiesz jak głupio to brzmi? To co robimy teraz, nie można nazwać koleżeńskimi stosunkami.
- Skończ już te swoje wywody. Odwieziesz mnie do domu?- Uśmiechnęłam się.
- Oczywiście, weź swoją torebkę i jedziemy.- Zeskoczyłam z blatu i poszłam do przedpokoju, zabrałam swoje rzeczy.
- Jestem gotowa!- Krzyknęłam, żeby usłyszał.
- Idę!- Wybiegł z salonu, skacząc na jednej nodze i zakładając trampka. Uderzył się w szafkę. Zaśmiałam się.
- Chodźmy już.- Złapałam go za rękę i wyszliśmy z mieszkania.
Zajechał samochodem pod mój blok. Wygasił silnik. Otwierałam właśnie drzwi.
-Odprowadź mnie pod drzwi jak przypada dżentelmenowi?- Puściłam mu oczko i wyszłam z auta.
- Louis, nie będzie miał problemów, jeśli zobaczy cię ze mną?- Podrapał się po karku.
- Co mu do tego? Będzie się musiał do tego przyzwyczaić.- Uśmiechnęłam się i poprawiłam bluzkę.
-Sugerujesz, że będziesz się ze mną spotykać?- Poruszył brwiami.
- Miałam na myśli to, iż musisz mi zwrócić sukienkę. A ja musiałabym oddać ci ubrania. To są już dwa spotkania. Jeśli oferujesz więcej, nie mam nic przeciwko.
- Masz rację. Cóż, z tego co słyszałem jutro wychodzimy w wspólnie całą paczką na imprezę do baru. Miałabyś ochotę iść ze mną?
- Jutro jest poniedziałek, jak sobie wyobrażasz to, że następnego dnia musiałabym wstać do szkoły?
- Dasz radę. Ja jakoś mogę. Wyjdziemy wcześniej, jeśli chcesz.
- Taki układ mi pasuje.- Staliśmy już przy moich drzwiach. Stuknęłam w nie kluczami.- To tu.
- Chloe, dasz mi swój numer telefonu?- Spojrzał na mnie niepewnie.- Chciałbym się z tobą skontaktować przed imprezą.- Szybko wyjaśnił.
- Nie ma sprawy. To przecież tylko głupie cyferki.- Podałam mu swój telefon, on wyciągnął do mnie swojego iPhone'a. Wymieniliśmy się numerami.
- To na razie Chloe.- Nachylał się już, żeby mnie pocałować, kiedy drzwi nagle się otworzyły i stanął w nich Louis.
- Jesteś wreszcie. Mama na ciebie czeka.- Zmierzył surowym wzrokiem Harry'ego.- Musiałaś jeszcze z nim wrócić?- Fuknął oskarżycielsko.
- Daj jej spokój.- Warknął Styles.
- Spokojnie. Boo mogę wracać z kim tylko chcę. Nie musisz mi mówić z jakim towarzystwem mam się zadawać lub nie. Pa Harry.- Pocałowałam go na pożegnanie w policzek i przepchnęłam się w wejściu przez Louisa. Zatrzasnął za mną drzwi i czułam jego oddech na swoich plecach. W salonie zauważyłam moją mamę, a obok niej Niall'a. Stanęłam zamurowana. Chłopak zmierzył mnie spojrzeniem, gdy zauważył, że mam na sobie ubrania jego kolegi, posmutniał i z rezygnacją oparł się o poduszki.
- Hej, Niall.
- Cześć.- Podeszłam do niego i pocałowałam go w policzek na przywitanie.
- Witaj mamo.- Podeszłam do niej i wyściskałam się z nią.
- Dzień dobry kochanie. Wszystkiego najlepszego.- Uśmiechnęła się. Kiedy miałam zamiar usiąść, odezwał się Lou.
- Co ty do cholery robisz?!
- Co masz na myśli?- Był wkurzony i to bardzo.
- Nie pamiętasz już co Harry ci zrobił?! Jak płakałaś przez niego każdego wieczoru?! Nie pamiętasz tych wszystkich siniaków?! A teraz, co? Przyprowadzasz, go pod nasze drzwi i co robicie? Całujecie się!- Spojrzałam na moja mamę i na Niall'a. Był zdezorientowany. Tak bardzo chce mi się płakać.
- Zamknij się Louis! Ty nic nie wiesz! Nie całowałam się z nim.- W połowie zdania załamuje mi się głos i czuję łzy na policzkach.- Nie twój zasrany interes z kim się zadaję, a z kim nie. Nie powinno ci to przeszkadzać.
- Ale to ja siedziałem obok ciebie kiedy powtarzałaś, jak go nienawidzisz i kiedy wylewałaś łzy na moim ramieniu! Najwidoczniej, to wszystko było bez sensu!
- Mówisz teraz, że żałujesz, iż wtedy się mną opiekowałeś?!- Krzyknęłam, powstrzymując płacz.
- Tak!- Odpowiedział bez namysłu. To tak cholernie zabolało, oddech uwiązł mi w klatce piersiowej. Dlaczego on to robi?.- Nie, Chloe, nie...- Próbował do mnie mnie podejść.
- Nie! Zostaw mnie! Nie dotykaj mnie!- Uderzyłam go w twarz.- Zostawcie mnie wszyscy!
Pobiegłam do pokoju i zatrzasnęłam za sobą drzwi. Czemu on powiedział to wszystko? Wybuchnęłam głośnym płaczem i rzuciłam się na łóżko, chowając głowę w poduszki. Dlaczego każdy musi mnie ranić?
~ Czytasz=Komentujesz
Naprawdę was o to proszę xx
Subskrybuj:
Posty (Atom)