Więc, co innego mam powiedzieć, jak zapraszam na rozdział 13! :)
-Proszę was, nie przy nas.-Zayn zakrył sobie oczy dłonią. Zaśmiałam się i spojrzałam na chlopaka przede mną. Uśmiechał się do mnie słodko.
-Jesteś taka piękna.-Złapał moją rękę.
-Ja um...-Odkaszlnęłam.-Idę na lekcję, nie wiem jak ty.
Ruszyłam przed siebie, mam nadzieję, że nie spóźnię się, aż tak bardzo, żeby zostać po lekcjach. Szczęście się do mnie uśmiechnęło.
Weszłam do klasy równo z nauczyciele. Szybko zajęłam miejsce obok Eleanor.
-Hej.-Przywitała mnie.-Nie widziałam cię od czasu imprezy.
-Cześć, ja ciebie też nie.-Uśmiechnęłam się na tyle szczerze, na ile mogłam.
-Louis mówił mi, co zrobił. Był strasznie wkurzony na ciebie.
-Spodziewałam się tego, że ci powie.
-Nie miej mu tego za złe. Żałował, że wtedy na ciebie nakrzyczał, nie powinien. I przepraszam za to, że siedział ze mną przez cały dzień, a nie z tobą.
-Przecież to nie twoja wina, El.-Spojrzałam jej w oczy i dyskretnie chwyciłam jej dłoń pod stołem.-To był jego wybór. Na szczęście miałam parę osób, które wtedy ze mną były.
-Niech zgadnę, między innymi był to Harry...-Ton jej głosu nie spodobał mi się.
-Teraz ty masz zamiar mnie pouczać co mam robić?-Wyrwałam swoją rękę z jej uścisku.
-Nie! Chciałam ci tylko powiedzieć, żebyś na niego uważała. Nie jest taki dobry jak ci się wydaje.-Wpatrywała się we mnie w skupieniu.
Zmarszczyłam brwi.
-Będę mieć to na uwadze.-Rozejrzałam się po klasie. Nawet nie zauważyłam, że nie ma Harry'ego ani reszty chłopaków. Byłam święcie przekonana, że szli zaraz za mną. W momencie, kiedy spojrzałam na jasnowłosą dziewczynę, ta odwróciła głowę. Perrie wzruszyła tylko ramionami.
Coś mi tu nie pasuje. Gdzie on znikał na całe dnie? To było dziwne. Och i wychodzi na to, że idę pieszo i to sama do domu, bo Louis'a ani Liam'a też nie było. Westchnęłam.
-Co jest?-Spytała El.
-Nie mam czym wrócić do domu, więc spacerek nie będzie chyba taki zły.-Zaśmiała się. Dlaczego ona nie mieszka blisko nas? Życie chyba naprawdę mnie nienawidzi.
-Nie przeszkadzam wam?-Podniosłam głowę i spojrzałam na nauczyciela, który stał przy naszej ławce.
-Nie.-Szybko odparła i udawała, że czyta treść zadania.
-Pani Calder i pani Johnson zauważyłem, że przez całą lekcje nie uważacie i rozmawiacie. Może chciałybyście podzielić się tym z nami?-Poprawił swoje okulary na nosie. Wścibski belfr.
-Przepraszam, ale źle się czuję.-Wrzuciłam swoje książki do torby i wybiegłam z klasy trzaskając drzwiami. Oparłam się o sąsiednią ścianę. Wyciągnęłam telefon i sprawdziłam godzinę. Do końca lekcji zostało jeszcze 10 minut. Odepchnęłam się od ściany. Poszłam w kierunku łazienki. Ktoś biegł przez korytarz. Nie zauważył i wpadł na mnie.
-Andy?-Spytałam zdziwiona.-Co ty tu robisz?
-Och, Chloe.- Wysapał i zauważyłam jego zmieszanie.
-Gdzie jest Harry?-Może wie gdzie on jest.
-Muszę już iść.-Starał się nie patrzeć mi w oczy i pobiegł dalej.
-Andy!-Krzyknęłam za nim.-Cholera jasna! Co się dzieje?
Byłam sfrustrowana, dlaczego nie mógł mi tego powiedzieć? Wiem, że wiedział gdzie się podział, z resztą co robili pozostali. Zaczęłam się martwić, a co jeśli co złego tanie się Louisowi i Liamowi? Może uda mi się dogonić Andy'ego. Biegłam tak szybko jak mogłam, lecz nigdzie go nie widziałam. Wybiegłam na dwór. Też nic. Znalazłam się na chodniku. Usłyszałam szkolny dzwonek i główny wyjściem zaczęło wychodzić mnóstwo ludzi. Muszę sobie odpuścić. Ruszyłam do domu. Nie mam już co tutaj robić. Zajrzę do mieszkania, jeśli nie będzie tam Lou, zacznę panikować.
Gdy byłam w połowie drogi do domu, jakiś samochód zatrzymał się tuż przy chodniku. Nigdy go nie widziałam. Szyba od strony kierowcy otworzyła się.
-Hej!-Chłopak krzyknął do mnie i pomachał.
-Cześć.-Sztucznie się do niego uśmiechnęłam.
Miał około 19 lat, jego włosy były dłuższe, niż jak u większości chłopaków w jego wieku. Był bardzo przystojny, jednak nie znam go.
-Podrzucić cię do domu?-Spytał grzecznie.
-Nie, dziękuję. Przejdę się.
-Nie daj się prosić.-Ukazał rząd białych zębów.
-Nawet cię nie znam.-Skrzyżowałam ręce na piersi.
-Jestem Robbie Riggs, wsiadaj to mnie poznasz.-Uśmiechnął się jeszcze słodziej, niż dotychczas.
Co mogłam innego zrobić, jak wsiąść do samochodu i pozwolić się zawieść? Uległam mu, kiedy już siedziałam obok niego, nie byłam z tego za bardzo zadowolona. Był zbyt uroczy, żeby mu odmówić. Odpalił silnik i ruszył.
-Więc znasz moje imię. Teraz twoja kolej.-Pomimo tego, że prowadził, co chwilę czułam jego spojrzenie na sobie. To mnie krępowało, więc sama spojrzałam w jego stronę.
-Chloe, jetem Chloe Johnson.-Wyciągnął rękę w moją stronę, uścisnęłam ją.
-Miło mi cię poznać. To gdzie mieszkasz?-Spojrzał przed siebie.
-Jedź prosto jeszcze kawałek.-Przytaknął.
-Więc masz chłopaka, Chloe?-Uśmiechnął się bardziej sam do siebie niż do mnie.
-Nie, znaczy jeszcze nie. Z resztą cała ta sprawa jest skomplikowana.
-Zrobił ci coś i nie wiesz co masz dalej robić?-Spojrzałam na niego zaskoczona.
-Tak. Skąd wiesz?
-Strzelałem.-Puścił mi oczko.
Coś w głębi mnie mówiło mi, że wcale nie strzelał. Tak naprawdę znał mnie i robił tą całą szopkę, żebym się nie zorientowała. Odpędziłam te myśli tak szybko, jak się pojawiły.
-Yhym.
-A jak ma na imię ten szczęściarz?
-Nie wiem czy powinnam ci mówić.-Krzywię się
-Och. No proszę.-Spojrzał mi w oczy.
-Harry, tak ma na imię.-Przełykam ślinę. Zacisnął mocniej ręce na kierownicy.
Nie wiem, dlaczego mu to wyjawiłam. Ale kiedy patrzył na mnie, wiedziałam, że muszę mu powiedzieć. O Boże. Manipulował mną. To okropne. Teraz też wiem, dlaczego wsiadłam do auta, zrobił to samo, co przed chwilą. Zażądał tego ode mnie.
-To gdzie?-Zmarszczył czoło.
-O tam.-Pokazałam palcem. Zatrzymał się tuż przed wejściem.
-Cóż, mieszkasz w najpiękniejszym apartamencie w Londynie. Jak było cię za to stać?
-Mieszkam tutaj razem z przyjacielem. Głównie to został kupiony za jego pieniądze.
-Bogaty ten twój przyjaciel. Musiałabyś już iść, nie chcę cię wyganiać oczywiście.
-Um.. już idę.- Kiedy wysiadałam z samochodu zawołał jeszcze za mną.
-Mógłbym się jeszcze kiedyś z tobą spotkać?-Puścił mi oczko.
-Jasne, kiedy tylko chcesz. Zapytaj w holu o mnie, z pewnością ci pomogą.-Uśmiechnęłam się do niego szczerze, chyba po raz pierwszy.
-Pa piękna.
-Na razie.-Po chwili patrzyłam jak odjeżdża.
Pomimo moich wcześniejszych złych obawach co do niego, był naprawdę miły. Jednak w jego oczach dostrzegłam coś tajemniczego, czego nie mogłam zrozumieć. Dziwne uczucie, kiedy tak przeszywał cię swoim spojrzeniem. Na myśl przyszli mi zawodowi zabójcy, którzy przed samym morderstwem patrzą na swoja ofiarę. Próbował mnie rozszyfrować, a jego także. Kiedy tak o tym wszystkim myślę, muszę być głupia. Przecież był to zwykły chłopak, uroczy. Nigdy nie widziałam nikogo z taką urodą, był oryginalny i piękny, jednak nie tak jak Harry. Właśnie Harry. Przypomniałam sobie o wszystkim i weszłam do budynku.
W recepcji jak zawsze miło powitała mnie Maggie. Uśmiechnęłam się do niej i wsiadłam do windy. Kiedy znalazłam się przed drzwiami, nie mogłam trafić kluczem w zamek. Jasna cholera! Wreszcie udało mi się wejść, od razu pobiegłam do salonu nie było Lou.
-Louis!-Krzyknęłam histerycznie.
Ulżyło mi i odetchnęłam, kiedy zauważyłam Liama i Lou w kuchni.
-Co się stało?-Spytał zmieszany.-Wszystko w porządku?-Podszedł do mnie i pogłaskał po policzku.
-Teraz już tak. Czemu nie było was na lekcji?-Patrzyłam to na jednego, to na drugiego.
-Trener zwolnił mnie z lekcji, chciał ze mną porozmawiać o nadchodzących zawodach w piłkę.-Uśmiechnął się. Czyli nic im się nie stało. Z wrażenia usiadłam na kanapie.
-A ja miałem do załatwienia pewną sprawę.
-Czym się tak martwiłaś?-Boo zmarszczył czoło.
-Nie ważne. Dziękuję wam, że pomogliście chłopakom, wtedy na korytarzu.-Wyściskałam ich.
-Nie ma sprawy, Chloe.-Uśmiechnął się Liam. -Andy nas poprosił, a dobrze wiesz, że mam do niego słabość.-Zaśmiał się, a ja razem z nim.
-Tak, wiem, że go polubiłeś.-Ściągnęłam buty i wrzuciłam je pod sofę.
Usłyszeliśmy dzwonek do drzwi Louis wstał z kanapy, żeby otworzyć.
-Ja pójdę.-Wyprzedziłam go i w mgnieniu oka dotarłam do drzwi. Za nimi stał Harry, był zdyszany.
-Cześć.-Wysapał.
-Hej Hazz. Co tu robisz?-Wciągnęłam go za rękaw do mieszkania i poprowadziłam go do mojego pokoju. Chłopacy spojrzeli na nas pytająco, wzruszyłam ramionami.
Kiedy zamknęłam drzwi, wreszcie się odezwał.
-Przyszedłem sprawdzić, czy nic ci nie jest.-Przysiadł na łóżku, zrobiłam to samo.
-A co miałoby mi się stać?-Uniosłam brwi.
-No wiesz.-Odchrząknął.- Szłaś sama, mogło ci się coś stać.
-Ale wszystko w porządku. Hej...-Położyłam rękę na jego policzku.-Nic mi nie jest.
Spojrzał mi w oczy i uśmiechnął się.
-Wiesz w zasadzie nie szłam pieszo.-Może nie powinnam mu tego mówić? Wkurzy się zapewne. Ale już za późno.
-Jak to?-Złapał mnie za rękę. To było miłe.
-Zabrałam się z takim jednym chłopakiem. Nie znałam go, ale pomyślałam, że jest ok i mogę z nim jechać. I faktycznie Robbie był bardzo miły.-Potarłam kciukiem jego dłoń.
-Jaki chłopak?-Dociekał.
-Robbie..hmm. Riggs? Tak, Robbie Riggs. Był naprawdę fajny.-Uśmiechnęłam się.
Poczułam jego zdenerwowanie, zerwał się na równe nogi puszczając moją dłoń.
-Co jest Harry?-Spytałam zmieszana.
-Muszę już iść Chloe, zobaczymy się za dwie godziny.-Nadal nic z tego nie rozumiałam. Zauważył moje zdezorientowanie. Podszedł do mnie.
-Czemu mi nie powiesz?-Zrobiło mi się smutno. Nie ufa mi albo nie chce mi nic powiedzieć. To mnie zabolało.
-Nie ważne.-Uśmiechnął się. Zauważyłam, że był strasznie spięty i zły? To nie wróżyło nic dobrego.-Chloe?-Spytał, wyrywając mnie z zamyślenia.
-Tak?-Podniosłam wzrok i spojrzałam w jego zielone oczy.
-Pocałuj mnie.-Pociągnął moją rękę do góry, bym wstała. Zrobiłam to.
Odsunął włosy z mojej twarzy, przymknęłam oczy. Uwielbiam kiedy to robi. Nachylił się nade mną i pocałował, krótko, ale słodko. Zaraz po tym wyszedł z pokoju, zostawiając mnie samą.
Co takiego było z Robbie'm, że Harry tak nagle się zdenerwował. Nic nie rozumiem z dzisiejszego dnia, to wszystko jest naprawdę dziwne i zarazem przerażające, bo nie wiem co się dzieje. Nie potrafię nic zrobić, mogę tylko siedzieć i czekać, aż w końcu ktoś wyjaśni mi tą całą chorą sytuację. Mogę się tego też nigdy nie dowiedzieć, ale muszę wiedzieć. Nie pozostaje mi nic innego. Sięgam po telefon i wybieram numer, kiedy słyszę głos po drugiej stronie, odzywam się.
-Musze się coś ciebie spytać. Przyjedź do mnie, proszę Niall.-Rozłączam się od razu, przez to nie ma możliwości, żeby odmówić mi wizyty.
Mam nadzieję, że chociaż on okaże się pomocny i wyjaśni mi całą ta sytuację.
___________________________________________
To Wszystkiego Najlepszego z okazji Dnia Singla, kochani!
I spóźnione życzenia na Walentynki.
Jak je spędziliście? :)
A powracając do opowiadania.
Kolejny rozdział pojawi się za tydzień. Niestety :(
Nie będę miała zbytnio czasu. Ferie się skończyły i pora wrócić do szkoły. Czekaja mnie sprawdziany i OSTATKI! :D
Z tej ostatniej rzeczy jestem zadowolona, zabawię się trochę. xdd
Nie nic :D
Tym, którzy maja ferie życzę miłego wypoczynku. A reszcie i sobie powodzenia w szkole!
Pozdrawiam.
~Jane :3