sobota, 15 lutego 2014

13.

Witam! Rozdział pojawił się tak jak obiecywałam.
Więc, co innego mam powiedzieć, jak zapraszam na rozdział 13! :)



-Proszę was, nie przy nas.-Zayn zakrył sobie oczy dłonią. Zaśmiałam się i spojrzałam na chlopaka przede mną. Uśmiechał się do mnie słodko.
-Jesteś taka piękna.-Złapał moją rękę.
-Ja um...-Odkaszlnęłam.-Idę na lekcję, nie wiem jak ty.
Ruszyłam przed siebie, mam nadzieję, że nie spóźnię się, aż tak bardzo, żeby zostać po lekcjach. Szczęście się do mnie uśmiechnęło.
Weszłam do klasy równo z nauczyciele. Szybko zajęłam miejsce obok Eleanor.
-Hej.-Przywitała mnie.-Nie widziałam cię od czasu imprezy.
-Cześć, ja ciebie też nie.-Uśmiechnęłam się na tyle szczerze, na ile mogłam.
-Louis mówił mi, co zrobił. Był strasznie wkurzony na ciebie.
-Spodziewałam się tego, że ci powie.
-Nie miej mu tego za złe. Żałował, że wtedy na ciebie nakrzyczał, nie powinien. I przepraszam za to, że siedział ze mną przez cały dzień, a nie z tobą.
-Przecież to nie twoja wina, El.-Spojrzałam jej w oczy i dyskretnie chwyciłam jej dłoń pod stołem.-To był jego wybór. Na szczęście miałam parę osób, które wtedy ze mną były.
-Niech zgadnę, między innymi był to Harry...-Ton jej głosu nie spodobał mi się.
-Teraz ty masz zamiar mnie pouczać co mam robić?-Wyrwałam swoją rękę z jej uścisku.
-Nie! Chciałam ci tylko powiedzieć, żebyś na niego uważała. Nie jest taki dobry jak ci się wydaje.-Wpatrywała się we mnie w skupieniu.
Zmarszczyłam brwi.
-Będę mieć to na uwadze.-Rozejrzałam się po klasie. Nawet nie zauważyłam, że nie ma Harry'ego ani reszty chłopaków. Byłam święcie przekonana, że szli zaraz za mną. W momencie, kiedy spojrzałam na jasnowłosą dziewczynę, ta odwróciła  głowę. Perrie wzruszyła tylko ramionami.
Coś mi tu nie pasuje. Gdzie on znikał na całe dnie? To było dziwne. Och i wychodzi na to, że idę pieszo i to sama do domu, bo Louis'a ani Liam'a też nie było. Westchnęłam.
-Co jest?-Spytała El.
-Nie mam czym wrócić do domu, więc spacerek nie będzie chyba taki zły.-Zaśmiała się. Dlaczego ona nie mieszka blisko nas? Życie chyba naprawdę mnie nienawidzi.
-Nie przeszkadzam wam?-Podniosłam głowę i spojrzałam na nauczyciela, który stał przy naszej ławce.
-Nie.-Szybko odparła i udawała, że czyta treść zadania.
-Pani Calder i pani Johnson zauważyłem, że przez całą lekcje nie uważacie i rozmawiacie. Może chciałybyście podzielić się tym z nami?-Poprawił swoje okulary na nosie. Wścibski belfr.
-Przepraszam, ale źle się czuję.-Wrzuciłam swoje książki do torby i wybiegłam z klasy trzaskając drzwiami.  Oparłam się o sąsiednią ścianę. Wyciągnęłam telefon i sprawdziłam godzinę. Do końca lekcji zostało jeszcze 10 minut. Odepchnęłam się od ściany. Poszłam w kierunku łazienki. Ktoś biegł przez korytarz. Nie zauważył i wpadł na mnie.
-Andy?-Spytałam zdziwiona.-Co ty tu robisz?
-Och, Chloe.- Wysapał i zauważyłam jego zmieszanie.
-Gdzie jest Harry?-Może wie gdzie on jest.
-Muszę już iść.-Starał się nie patrzeć mi w oczy i pobiegł dalej.
-Andy!-Krzyknęłam za nim.-Cholera jasna! Co się dzieje?
Byłam sfrustrowana, dlaczego nie mógł mi tego powiedzieć? Wiem, że wiedział gdzie się podział, z resztą co robili pozostali. Zaczęłam się martwić, a co jeśli co złego tanie się Louisowi i Liamowi? Może uda mi się dogonić Andy'ego. Biegłam tak szybko jak mogłam, lecz nigdzie go nie widziałam. Wybiegłam na dwór. Też nic. Znalazłam się na chodniku. Usłyszałam szkolny dzwonek i główny wyjściem zaczęło wychodzić mnóstwo ludzi. Muszę sobie odpuścić. Ruszyłam do domu. Nie mam już co tutaj robić. Zajrzę do mieszkania, jeśli nie będzie tam Lou, zacznę panikować.
Gdy byłam w połowie drogi do domu, jakiś samochód zatrzymał się tuż przy chodniku. Nigdy go nie widziałam. Szyba od strony kierowcy otworzyła się.
-Hej!-Chłopak krzyknął do mnie i pomachał.
-Cześć.-Sztucznie się do niego uśmiechnęłam.
Miał około 19 lat, jego włosy były dłuższe, niż jak u większości chłopaków w jego wieku. Był bardzo przystojny, jednak nie znam go.
-Podrzucić cię do domu?-Spytał grzecznie.
-Nie, dziękuję. Przejdę się.
-Nie daj się prosić.-Ukazał rząd białych zębów.
-Nawet cię nie znam.-Skrzyżowałam ręce na piersi.
-Jestem Robbie Riggs, wsiadaj to mnie poznasz.-Uśmiechnął się jeszcze słodziej, niż dotychczas.
Co mogłam innego zrobić, jak wsiąść do samochodu i pozwolić się zawieść? Uległam mu, kiedy już siedziałam obok niego, nie byłam z tego za bardzo zadowolona. Był zbyt uroczy, żeby mu odmówić. Odpalił silnik i ruszył.
-Więc znasz moje imię. Teraz twoja kolej.-Pomimo tego, że prowadził, co chwilę czułam jego spojrzenie na sobie. To mnie krępowało, więc sama spojrzałam w jego stronę.
-Chloe, jetem Chloe Johnson.-Wyciągnął rękę w moją stronę, uścisnęłam ją.
-Miło mi cię poznać. To gdzie mieszkasz?-Spojrzał przed siebie.
-Jedź prosto jeszcze kawałek.-Przytaknął.
-Więc masz chłopaka, Chloe?-Uśmiechnął się bardziej sam do siebie niż do mnie.
-Nie, znaczy jeszcze nie. Z resztą cała ta sprawa jest skomplikowana.
-Zrobił ci coś i nie wiesz co masz dalej robić?-Spojrzałam na niego zaskoczona.
-Tak. Skąd wiesz?
-Strzelałem.-Puścił mi oczko.
Coś w głębi mnie mówiło mi, że wcale nie strzelał. Tak naprawdę znał mnie i robił tą całą szopkę, żebym się nie zorientowała. Odpędziłam te myśli tak szybko, jak się pojawiły.
-Yhym.
-A jak ma na imię ten szczęściarz?
-Nie wiem czy powinnam ci mówić.-Krzywię się
-Och. No proszę.-Spojrzał mi w oczy.
-Harry, tak ma na imię.-Przełykam ślinę. Zacisnął mocniej ręce na kierownicy.
Nie wiem, dlaczego mu to wyjawiłam. Ale kiedy patrzył na mnie, wiedziałam, że muszę mu powiedzieć. O Boże. Manipulował mną. To okropne. Teraz też wiem, dlaczego wsiadłam do auta, zrobił to samo, co przed chwilą. Zażądał tego ode mnie.
-To gdzie?-Zmarszczył czoło.
-O tam.-Pokazałam palcem. Zatrzymał się tuż przed wejściem.
-Cóż, mieszkasz w najpiękniejszym apartamencie w Londynie. Jak było cię za to stać?
-Mieszkam tutaj razem z przyjacielem. Głównie to został kupiony za jego pieniądze.
-Bogaty ten twój przyjaciel. Musiałabyś już iść, nie chcę cię wyganiać oczywiście.
-Um.. już idę.- Kiedy wysiadałam z samochodu zawołał jeszcze za mną.
-Mógłbym się jeszcze kiedyś z tobą spotkać?-Puścił mi oczko.
-Jasne, kiedy tylko chcesz. Zapytaj w holu o mnie, z pewnością ci pomogą.-Uśmiechnęłam się do niego szczerze, chyba po raz pierwszy.
-Pa piękna.
-Na razie.-Po chwili patrzyłam jak odjeżdża.
Pomimo moich wcześniejszych złych obawach co do niego, był naprawdę miły. Jednak w jego oczach dostrzegłam coś tajemniczego, czego nie mogłam zrozumieć. Dziwne uczucie, kiedy tak przeszywał cię swoim spojrzeniem. Na myśl przyszli mi zawodowi zabójcy, którzy przed samym morderstwem patrzą na swoja ofiarę. Próbował mnie rozszyfrować, a jego także. Kiedy tak o tym wszystkim myślę, muszę być głupia. Przecież był to zwykły chłopak, uroczy. Nigdy nie widziałam nikogo z taką urodą, był oryginalny i piękny, jednak nie tak jak Harry. Właśnie Harry. Przypomniałam sobie o wszystkim i weszłam do budynku.
W recepcji jak zawsze miło powitała mnie Maggie. Uśmiechnęłam się do niej i wsiadłam do windy. Kiedy znalazłam się przed drzwiami, nie  mogłam trafić kluczem w zamek. Jasna cholera! Wreszcie udało mi się wejść, od razu pobiegłam do salonu nie było Lou.
-Louis!-Krzyknęłam histerycznie.
Ulżyło mi i odetchnęłam, kiedy zauważyłam Liama i Lou w kuchni.
-Co się stało?-Spytał zmieszany.-Wszystko w porządku?-Podszedł do mnie i pogłaskał po policzku.
-Teraz już tak. Czemu nie było was na lekcji?-Patrzyłam to na jednego, to na drugiego.
-Trener zwolnił mnie z lekcji, chciał ze mną porozmawiać o nadchodzących zawodach w piłkę.-Uśmiechnął się. Czyli nic im się nie stało. Z wrażenia usiadłam na kanapie.
-A ja miałem do załatwienia pewną sprawę.
-Czym się tak martwiłaś?-Boo zmarszczył czoło.
-Nie ważne. Dziękuję wam, że pomogliście chłopakom, wtedy na korytarzu.-Wyściskałam ich.
-Nie ma sprawy, Chloe.-Uśmiechnął się Liam. -Andy nas poprosił, a dobrze wiesz, że mam do niego słabość.-Zaśmiał się, a ja razem z nim.
-Tak, wiem, że go polubiłeś.-Ściągnęłam buty i wrzuciłam je pod sofę.
Usłyszeliśmy dzwonek do drzwi Louis wstał z kanapy, żeby otworzyć.
-Ja pójdę.-Wyprzedziłam go i w mgnieniu oka dotarłam do drzwi. Za nimi stał Harry, był zdyszany.
-Cześć.-Wysapał.
-Hej Hazz. Co tu robisz?-Wciągnęłam go za rękaw do mieszkania i poprowadziłam go do mojego pokoju. Chłopacy spojrzeli na nas pytająco, wzruszyłam ramionami.
Kiedy zamknęłam drzwi, wreszcie się odezwał.
-Przyszedłem sprawdzić, czy nic ci nie jest.-Przysiadł na łóżku, zrobiłam to samo.
-A co miałoby mi się stać?-Uniosłam brwi.
-No wiesz.-Odchrząknął.- Szłaś sama, mogło ci się coś stać.
-Ale wszystko w porządku. Hej...-Położyłam rękę na jego policzku.-Nic mi nie jest.
Spojrzał mi w oczy i uśmiechnął się.
-Wiesz w zasadzie nie szłam pieszo.-Może nie powinnam mu tego mówić? Wkurzy się zapewne. Ale już za późno.
-Jak to?-Złapał mnie za rękę. To było miłe.
-Zabrałam się z takim jednym chłopakiem. Nie znałam go, ale pomyślałam, że jest ok i mogę z nim jechać. I faktycznie Robbie był bardzo miły.-Potarłam kciukiem jego dłoń.
-Jaki chłopak?-Dociekał.
-Robbie..hmm. Riggs? Tak, Robbie Riggs. Był naprawdę fajny.-Uśmiechnęłam się.
Poczułam jego zdenerwowanie, zerwał się na równe nogi puszczając moją dłoń.
-Co jest Harry?-Spytałam zmieszana.
-Muszę już iść Chloe, zobaczymy się za dwie godziny.-Nadal nic z tego nie rozumiałam. Zauważył moje zdezorientowanie. Podszedł do mnie.
-Czemu mi nie powiesz?-Zrobiło mi się smutno. Nie ufa mi albo nie chce mi nic powiedzieć. To mnie zabolało.
-Nie ważne.-Uśmiechnął się. Zauważyłam, że był strasznie spięty i zły? To nie wróżyło nic dobrego.-Chloe?-Spytał, wyrywając mnie z zamyślenia.
-Tak?-Podniosłam wzrok i spojrzałam w jego zielone oczy.
-Pocałuj mnie.-Pociągnął moją rękę do góry, bym wstała. Zrobiłam to.
Odsunął włosy z mojej twarzy, przymknęłam oczy. Uwielbiam kiedy to robi. Nachylił się nade mną i pocałował, krótko, ale słodko. Zaraz po tym wyszedł z pokoju, zostawiając mnie samą.
Co takiego było z Robbie'm, że Harry tak nagle się zdenerwował. Nic nie rozumiem z dzisiejszego dnia, to wszystko jest naprawdę dziwne i zarazem przerażające, bo nie wiem co się dzieje. Nie potrafię nic zrobić, mogę tylko siedzieć i czekać, aż w końcu ktoś wyjaśni mi tą całą chorą sytuację. Mogę się tego też nigdy nie dowiedzieć, ale muszę wiedzieć. Nie pozostaje mi nic innego. Sięgam po telefon i wybieram numer, kiedy słyszę głos po drugiej stronie, odzywam się.
-Musze się coś ciebie spytać. Przyjedź do mnie, proszę Niall.-Rozłączam się od razu, przez to nie ma możliwości, żeby odmówić mi wizyty.
Mam nadzieję, że chociaż on okaże się pomocny i wyjaśni mi całą ta sytuację.

___________________________________________
To Wszystkiego Najlepszego z okazji Dnia Singla, kochani!
I spóźnione życzenia na Walentynki.
Jak je spędziliście? :)
A powracając do opowiadania.
Kolejny rozdział pojawi się za tydzień. Niestety :(
Nie będę miała zbytnio czasu. Ferie się skończyły i pora wrócić do szkoły. Czekaja mnie sprawdziany i OSTATKI! :D
Z tej ostatniej rzeczy jestem zadowolona, zabawię się trochę. xdd
Nie nic :D
Tym, którzy maja ferie życzę miłego wypoczynku. A reszcie i sobie powodzenia w szkole!
Pozdrawiam.
~Jane :3

poniedziałek, 10 lutego 2014

12.


Przeczytajcie notkę pod rozdziałem :)

Harry's POV

Mój telefon za wibrował w kieszeni. Wyciągnąłem go i zobaczyłem kto dzwoni. Kurwa. Muszę jak najszybciej stąd wyjść.
Wziąłem kosmyk włosów spadający jej na twarz, przytrzymałem chwilę i założyłem za jej ucho. Drgnęła lekko i uśmiechnęła się słodko przez sen. Wydostałem się spod jej uścisku. Stałem nad nią kilka chwil. Jest taka piękna, nigdy nie powiedziałbym, że zakocham się w takiej dziewczynie. Zawsze interesowały mnie dojrzałe kobiety, pełne seksu, który wylewał się, aż na ich wygląd zewnętrzny. Teraz, gdy myślę o tym wszystkim, nie rozumiem jak mogłem uganiać się za takimi dziewczynami. Ich krótkie sukienki, przesadny makijaż, wysokie szpilki, na których z trudem chodziły. Kiedy widzę przed sobą Chloe, jest ona istnym przeciwieństwem wszystkich kobiet, które gościły w moim łóżku. Urocza i taka słodka, mogę nazwać ją osobistą oazą spokoju i niewinności. Szczera i wrażliwa, jest czymś czego brakowało w moim życiu, aż do tej pory. Czuję, że się zmieniam i  nie boje się tego. Jeśli robię to wszystko dla niej, mogę nawet szeroko się przy tym uśmiechać. Jest tego warta. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Wiem jednak, że cała ta sytuacja mnie przeraża, nie wiem co w danej chwili w jej obecności mam zrobić, żeby nie odstraszyć jej od siebie. Nie chcę zaczynać tego wszystkiego od samego początku, to zniszczyłoby mnie.
Nachyliłem się nad nią i pocałowałem w skroń.
-Dobranoc kochanie.- Wyszeptałem.
Jesteś czymś najlepszym, co mogłem spotkać właśnie teraz.
Po cichu wyszedłem z pokoju, kiedy nagle uderzyłem całym swoim ciałem w kogoś, kto właśnie przechodził obok korytarzem.
-Co do cholery?-Warknął chłopak.
-Louis?-Spojrzałem na niego zdziwiony.
-Styles? Co ty tu robisz?-Syknął i zmarszczył czoło.
-Wychodzę od Chloe, właśnie usnęła.-Wyjaśniłem. Nie chcę mieć z nim żadnym kłopotów. To nie będzie zbyt dobre w sytuacji, w której się znajduję.
-Nagle się tak nią ckliwie opiekujesz?-Zaśmiał mi się w twarz.
-Zamknij się.-Odgryzłem się.-Przynajmniej ja byłem przy niej, kiedy ciebie nie było i kiedy potrzebowała kogokolwiek.
Nie oczekując już żadnej odpowiedzi z jego strony wyszedłem z mieszkania. Przed oczami miałem jego zdezorientowaną twarz. Najwyraźniej trafiłem w dziesiątkę.
Jak zawsze Styles, perfekcyjnie ranisz innych.
To prawda, nie potrafię okazywać miłości czy współczucia, ale mściwość i złość przychodzą mi z łatwością. Mam to w naturze.
Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk mojego telefonu. Spojrzałem na wyświetlacz, ze złością nadusiłem słuchawkę. Już drugi raz tego wieczoru. Czego on kurwa ode mnie chce?!
-Miałeś się już nigdy więcej do mnie nie odzywać Robbie ...-Wychrypiałem w słuchawkę.
Byłem wściekły, i to strasznie. Wszystko znowu się komplikuje.

Chloe's POV

Następnego dnia rano, gdy budzę się przez małe urządzenie na stoliku, obok mnie nie ma Harry'ego. Mój dzisiejszy entuzjazm z pójścia do szkoły zmalał z zerowych, na praktycznie nieosiągalny. Wyplątałam się z pościeli i poszłam do łazienki. Po długim i męczącym weekendzie musiałam wziąć prysznic. Wyszłam zawinięta w ręcznik z wysuszonymi już włosami i nałożonym makijażem. Z szafy wyciągnęłam parę czarnych spodni, krótki rękaw z nadrukiem i bluzę. Ubrałam się i poczłapałam do kuchni zapinając jeszcze spodnie. Wpadłam w wejściu na mamę.
-Hej skarbie.-Pocałowała mnie w policzek.
-Cześć mamo.-Uśmiechnęłam się.
-Pamiętaj zamykać drzwi wieczorem, dobrze? Nie wiadomo kto może do niego wejść.
-Będę pamiętać, o to się nie martw.-Puściłam jej oczko.
-A tak poza tym, gotowa do szkoły?
-Tak myślę.-Moment.Cholera.-Jej, jeszcze książki!-Pobiegłam do pokoju po plecak.
-To ja już ci dzisiaj nie przeszkadzam. Miłego dnia!-Krzyknęła za mną.
-I nawzajem!-Odpowiedziałam, wracając do kuchni. Zauważyłam Louisa siedzącego przy stole. Podniósł na mnie wzrok, usmiechnął się. Nie odwzajemniłam tego, odwróciłam się tyłem do niego, wyciągając kanapki z lodówki.
-Cześć Chloe.-Postanowił się przywitać.
-Ta... cześć.-Olałam go i miałam zamiar iść ubrać trampki, kiedy niespodziewanie chwycił mnie za rękaw od bluzy.
-Nie ignoruj mnie, proszę.-Spojrzał mi w oczy ze smutkiem.
-Och, naprawdę? Jakoś sam wczoraj olałeś mnie. Miałeś gdzieś jak się czuję. Przez cały wcorajszy dzień czekałam, kiedy do mnie przyjdziesz. Zamiast tego usłyszałam, że wyszedłeś gdzieś sobie i nie wiadomo kiedy wróciłeś.-Parsknęłam.
-Przepraszam cię za tamto. Byłem tak cholernie zły na Harry'ego. Powiedz mi, dlaczego? Dlaczego to robisz? Postanowiłaś mu tak po prostu wybaczyć? I na dodatek przyprowadzasz go do domu. To głupie, wiesz o tym?
Skrzyżowałam ręce na piersi.
-Nie mów tak, to nie jest  głupie i to moje życie, nie powinno cię to, aż tak interesować. I zaraz, skąd wiesz, że on tu był?-Zmarszczyłam brwi.
-Wpadłem na  niego, kiedy wymykał się z twojego pokoju. Wtedy właśnie zrozumiałem, że źle zrobiłem. Chloe przepraszam, naprawdę przepraszam.-Przytulił się do mnie. Nie wiedziałam, czy w jakikolwiek sposób mam odpowiedzieć na jego uścisk, ale w końcu poddałam się i uściskałam go.
-Dobrze, wybaczam ci. Ale wiedz, że nigdy takie coś ma się nie powtórzyć.
-Nakrzyczałem na ciebie, bo obiecałem ci, że będę się tobą opiekować, choć i tak wiem, że cię zawodzę. Nie obroniłem cię przed Harry'm, ani nawet kolejny raz z rzędu przed Steve'm. Zrobił to ktoś inny, może faktycznie Styles nie jest wcale taki okropny.-Krzywo się uśmiechnął, kończąc przytulanie.-Nie, jednak jest straszny.
Zaśmiałam się.
-Lou, przekonamy się z czasem, kto mówi prawdę.
-Tylko pamiętaj, że ja zawsze mam rację.-Zmarszczył nos.
-Tak, tak.-Machnęłam na niego ręką i weszłam do przedpokoju.
Zadzwonił dzwonek do drzwi. Podeszłam i otworzyłam je, stał tam Harry w swoich czarnych, obcisłych spodniach, białej podkoszulce i czarnej bluzie. Jego loki jak zwykle były w nieładzie, ale nadzwyczaj uroczo w nich wyglądał. Oparłam się ręką o drzwi.
-Witaj piękna.-Uśmiechnął się, ukazując dołeczki w policzkach.
-No hej.-Rozpromieniłam się już na dobre. Codziennie chciałabym widywać Harry'ego w moich drzwiach. To najlepszy początek dnia jak na dzień dzisiejszy.
Nachylił się nade mną i pocałował w policzek.
-Dzisiaj jedziesz do szkoły ze mną.
-Ok, tylko wezmę plecak.-Chwyciłam torbę i klucze z szafki.-A i mogę spytać Lou, czy nie chce z nami jechać? Nie chciałabym go tak zostawić, żeby szedł sam.
-Pewnie.-Podrapał się po szyi.-I Chloe? Przeprosił cię.
-Tak, zapomniałabym, dziękuję ci. Nie wiem co mu powiedziałeś, ale dziękuję.-Uśmiechnęłam się szeroko.
Zostawiłam na chwilę chłopaka samego i szukałam Lou.
-Louis!-Krzyknęłam.-Pojedziesz ze mną i Harry'm samochodem do szkoły?
Pojawił się przede mną nie wiadomo skąd.
-Nie dziękuję, wolę iść pieszo z Liam'em.-Naciągał na głowę koszulkę.
-Na pewno?
-Tak, idź już. Styles nie będzie czekał.-Popchnął mnie w kierunku drzwi.
Wyszłam z mieszkania zamykając za sobą.
-Dlaczego wczoraj nie zostałeś u mnie?-Spojrzałam na profil chłopaka w lokach.
Odwrócił głowę w moja stronę, był zmieszany tym pytaniem i odwrócił wzrok.
-Bo ja wiesz.... ten no...-Widać było, że coś kombinuje.
-Widzę, że kłamiesz.-Zaśmiałam się, jego dezorientacja nie zmalała.
-Dobra, powiem ci.-Uśmiechnął się do mnie.- Siostra potrzebowała pomocy, musiałem szybko do niej jechać.-Otworzył przede mną drzwi od samochodu.
-Dziękuję.-Usiadłam i zapięłam pasy. Kiedy je zamykał, usłyszałam ciche westchnienie, jakby ulgi.
Droga autem przebiegła w zupełnej ciszy, zagłuszona tylko muzyką z radia. Chłopak był skupiony na jeździe samochodem, nie chciałam mu przeszkadzać. A skoro sam się nie odzywał, najwyraźniej nie miał ochoty ze mną rozmawiać. Na moje szczęście jego obecność w zupełności mi wystarczała.
Kiedy podjechaliśmy pod szkołę, telefon Harry'ego zaczął dzwonić. Spojrzał na wyświetlacz, a jego palce mocniej zacisnęły się na przedmiocie. Wkurzył się. Nacisnął czerwoną słuchawkę i wyłączył telefon. wrzucając go do kieszeni kurtki.
-Kto to był?-Spytałam odpinając pasy bezpieczeństwa.
-Nikt ważny.-Wyjął kluczyki ze stacyjki i wyszedł z auta, by za chwilę otworzyć mi drzwi. Wysiadłam i rozejrzałam się dookoła. Paru uczniów z zainteresowaniem patrzyła w naszą stronę. Spojrzałam na Harry'ego.
-Idziemy?-Zapytałam.
-Tak.-Uśmiechnął się.
Weszliśmy głównym wejściem ramię w ramię, czułam, że wszyscy na korytarzu zwrócili swoją uwagę na nas. Zarumieniłam się, to nie było miłe.
-Naprawdę jesteś, aż tak popularny w szkole, że wszyscy się na ciebie patrzą?-Zmarszczyłam czoło i spojrzałam na profil Harry'ego. Uśmiechał się szelmowsko.
-Nie patrzą się na mnie.-Odwrócił spojrzenie w moją stronę.
-A na kogo?-Byłam trochę zmieszana.
-Na ciebie.-Puścił mi oczko.
Postanowiłam, że sama to ocenię. W momencie, kiedy kierowałam swoje spojrzenie na osobę, która patrzyła w naszą stronę, ta od razu odwracała wzrok i udawała, że robiła zupełnie co innego.
-Masz rację.-Wyszeptałam.
-Tak, wiem.
-A dlaczego?-Bardzo mnie to ciekawiło. Po co zwaracją na mnie swoją uwagę?
-Później ci wyjaśnię. Mówiłem Zayn'owi, że spotkam się z nim przed lekcjami za szkołą. Zobaczymy się na lekcji matematyki.-Uśmiechnął się, pocałował mnie w policzek i odszedł ode mnie. Dotknęłam reką twarzy. Nie wierzę. Zrobił to w miejscu publicznym. Nie spodziewałam się tego. Poszłam w kierunku klasy od anngielskiego. Usiadłam na swoim miejscu, gdzie siedziałam z Liamem, na moje nieszczęście nie było ich jeszcze. Musiałam siedzieć samotnie. Weszli równo z dzwonkiem. Przywitałam się i słuchałam nauczyciela, który strasznie zanudzał.
Dzień w szkole minął mi bardzo wolno, nie działo się nic ciekawego. Nie widziałam się z Harry'm na żadnej z przerw, ani lekcji. Miałam nadzieję, że pojawi się jednak na lekcji matematyki, która miała się zacząć a niecałe 5 minut. Zamknęłam szafkę i schowałam podręcznik do torby, ruszyłam korytarzem pod klasę. Przed sobą zauważyłam grupkę chłopaków, opartych o ścianę. Byli w moim wieku albo strasi. Widywałam ich parę razy na wspólnych zajęciach, ale nie wiem jak mają na imię. Patrzyli na mnie, pokazywali palcami i śmiali się. Kiedy przechodziłam obok nich, chłopak w krótko obciętych brąz włosach szarpnął mnie za kaptur, przez co znalazłam się w środku ich małego kółka.
-Witaj, Chloe? Tak masz na imię, prawda?-Spytał jeden z nich.
Z zdenerwowania przygryzłam wargę i pokiwałam głową.
-Nowa pupilka cwaniaczków jak widać.-Zaśmiali się wspólnie.
-Czego chcecie?-Wykrztusiłam z siebie.
-Ile bierzesz kochanie?-Ktoś dotknął moich włosów i pociągnął lekko. Nie spodobało mi się to.
-O co wam chodzi?!-Co za banda palantów.
-Nie udawaj takiej niewinnej.-Parsknął jeden z napastników.
-Musisz być całkiem dobra w te klocki, skoro szanowny Harry Styles się tobą zainteresował.
Chyba, że...-Podrapał się po brodzie.
-Chyba, że co?!-Poczerwieniałam ze złości. Cała ta sytuacja była niedorzeczna.
-Każdy z nich ma jakieś korzyści.-Poruszył brwiami. To okropne.
-Nie wiem o czym mówisz!-Oburzyłam się. Kolejny złapał mnie za rękę.
-Sam chętnie wziął bym cię do łóżka.
-Przestań być takim egoistą stary! Każdemu z nas mogłaby coś odpalić.
-Taka niby niewinna dziewczynka. A potrafi czynić cuda w łóżku.
Zaczęli podchodzić do mnie coraz bliżej. Ta sytuacja wcale mi się nie podoba. Nagle przypomniałam sobie o tym wszystkim, co Steve ze mną robił. Zaczęłam mieć mdłości. Wszystko wkoło zaczęło wirować.
-Odpierdolcie się od niej!-Usłyszałam znajomy głos. Harry. Powróciłam do rzeczywistości.
Spojrzał na mnie i odepchnął ich wszystkich na bok.
-Jesteś sam? Nie masz szans.-Zaśmiał się chłopak w blond włosach.
-Mylisz się.-Hazz zamachnął się i uderzył chłopaka w twarz. Reszta jego paczki rzuciła się na niego. Harry nie miał szans. Jeden z nich uderzył Styles'a z pięści w głowę. Warknął z bólu. Zakryłam ręką usta. Przestań być kurwa taką grzeczną dziewczynką. Rzuciłam się na chłopaka, który zadał cios Styles'owi, ale ktoś odciągnął mnie od całej tej bójki i posadził kawałek dalej pod szafkami.
-Zostaw Loe, chłopaki mu pomogą.-Spojrzałam na twarz wybawcy. Był to Niall, zaraz potem zauważyłam, że reszta jego kumpli pomaga Harry'emu. Andy, Zayn. Co najdziwniejsze, ku nim biegł także Louis i Liam. Zaskoczyło mnie to. Dlaczego oni pomagają im? Byłam w szoku.
Chwyciłam się barku Niall'a i wstałam.
-Dziękuję ci.-Uśmiechnęłam się niepewnie. Widzę go po raz pierwszy od wczorajszej sprzeczki. Ale on nadal jest taki sam, słodki i miły. Przytuliłam się do niego.
-Przepraszam za wszystko, gdybym wiedział, że jest coś pomiędzy tobą a Harry'm, nie mieszałbym się w to.
-Nic się przecież nie stało i tak nadal cię lubię.-Puściłam do niego oczko.
Byliśmy teraz skupieni na dalszym przebiegu bijatyki. Nasi wyszli z tego zwycięsko, czego innego można byłoby się spodziewać.
-Jeszcze raz wejdźcie nam w drogę!-Zagroził Zayn, kiedy paczka Styles'a szła już w nasza stronę. Puściłam ramię Niall, które ściskałam przez cały czas.
Harry spojrzał mi w oczy i podszedł do mnie.
-Nic ci nie jest?-Spytał stroskany.
-Nie, ale tobie trochę się oberwało.-Skrzywiłam się.
-To nie jest nic, czego wcześniej nie doświadczyłem.
-Wiesz, że nie musiałeś tego robić.-Poprawiłam mu bluzkę.
-Nie pleć bzdur, proszę. Obrażali cię.
-I tak nie rozumiem o co im chodziło.-Fuknęłam.
-Później ci wyjaśnię.-Uśmiechnął się do mnie.
-Znowu mówisz, że później.-Założyłam ręce na piersi.
-Przestań się wkurzać, ok? Nie widziałem cię przez cały dzień.-Złapał mnie za ręce.
-Kolejny pretekst do złości.-Zmarszczyłam nos.
-Och, przestań.
-Nie.-Prychnęłam i podniosłam głowę do góry.
-Chloe... Proszę.-Złapał mnie za podbródek i odwrócił tak, bym spojrzała mu w oczy.
-Zmuś mnie.-Przymrużyłam oczy.
-Ok, jak chcesz.-Przyciągnął mnie do siebie. Nachylił się nade mną i pocałował.

________________________________________________________________________



Rozdział 12 pojawił się tak jak obiecywałam! ♥
Następny pojawi się albo w sobotę, albo w niedzielę. Zobaczę jeszcze jak to będzie.
Mam ogromna nadzieję, że ten chapter podobał się Wam tak samo jak poprzednie.
Dziękuję Wam wszystkim za te miłe komentarze, które sprawiają, że się uśmiecham. Byłabym prze szczęśliwa, gdyby było ich jeszcze więcej!
Więc, zdecydowałam się, że jednak założę konto na Twitterze. Piszcie do mnie co tylko chcecie. Zadawajcie pytania do bloga, postaci, nawet do mnie. Zawsze odpowiem.
Dzięki temu, mam też nadzieję, że więcej osób się o Nas dowie.
Miłego czekania na następny rozdział kochani.

Link do TT: https://twitter.com/CRUELff

Jeszcze jedna sprawa!
Jeśli chcesz być informowany o kolejnych rozdziałach, napisz w komentarzu INFORMUJ + jakikolwiek kontakt z tobą :ask, facebook, twitter, email, cokolwiek.
Tylko napiszcie mi jaki to portal społecznościowy.
Np. INFORMUJ Twitter @Madzia0Rh

czwartek, 6 lutego 2014

11.

Heloo! To w końcu mamy rozdział 11, mam nadzieję, że spodoba się Wam. :)

Czytasz-Komentuj 



Szarpnęłam go za nadgarstek, żeby odwrócił się w moją stronę.
-Proszę, Hazz.- Spojrzał mi w oczy i wyrwał rękę z uścisku.
-Nie. Wracaj do Niall'a, skoro tak bardzo go lubisz.
-Lubię go, a tobie nic do tego.
-Och, czyżby?-Parsknął.- W takim razie odchodzę i nie spotkasz mnie już nigdy więcej.
-Nie o to mi chodziło.
-Już nie ważne o czym pomyślałaś. Do niezobaczenia Chloe.-Uśmiechnął się krzywo i nadusił przycisk od windy.
-Masz zamiar tak po prostu odejść? Ty naprawdę powinieneś się leczyć Harry. Najpierw zawracasz mi głowę, żebym ci wybaczyła, a teraz pod takim gównianym pretekstem mnie zostawiasz. To serio bardzo rozważne.- Wywróciłam oczami.
-To wszystko nie miało sensu. Mogłem nadal cię olewać, tak jak robiłem to dotychczas. Moje głupie sumienie kazało mi przyjść wczoraj na twoje urodziny i cię przeprosić. Spodobałaś mi się i to bardzo, wiesz? Ale teraz to nie ma znaczenia, bo przecież Niall jest dla ciebie o wiele lepszy niż ja.
-Kurwa, Harry. Tego nie powiedziałam.-Złapałam go za rękę i odciągnęłam do tyły, uniemożliwiając mu wejście do windy.
- Co ty robisz?!-Zmarszczył brwi.
-Styles.-usłyszałam głos Horana za moimi plecami, odwróciłam głowę.- Nie wyżywaj się na niej. Nic nie zrobiła, to moja wina, więc odpuść.
- Widzę, Niall wielki obrońca ludzkości.- Zaśmiał się Harry.
-Przestań się ze mnie nabijać i pogadaj jak normalny człowiek.
-Nie mam ochoty na pogawędki, nic nie zmieni mojego zdania.
-Jesteś dupkiem. Możesz kopnąć mnie w tyłek i więcej się nie odezwać, ale nie warto robić tego jej.
-Ty serio chcesz ze mną rozmawiać.-Parsknął Styles.
-Tak, cholera próbuję ci to wyjaśnić od paru minut idioto.-Niall podrapał się po karku.
-Przestańcie się zachowywać jak dzieci. Nie wracajcie, dopóki sobie tego wszystkiego nie wyjaśnicie. Idę, nie mam ochoty tego słuchać.-Odepchnęłam się od ściany, o którą byłam oparta i ruszyłam do mieszkania. Rzuciłam jeszcze ostatnie spojrzenie na Harry'ego i zamknęłam drzwi. Odetchnęłam z ulgą. Weszłam do salonu. Reszta zachowywała się tak jakby nic się nie stało, siedzieli tak jak wcześniej, pijąc piwo.
Przysiadłam na kanapie i spojrzałam po ich twarzach.
-Wiem, że tak nie wypada, ale nie mam ochoty na imprezowanie. Jestem wykończona, przepraszam.
-Nic się nie stało, już sobie idziemy.-Perrie uśmiechnęłam się szczerze i podeszła się pożegnać. Reszta zrobiła to samo i po chwili zostałam sama.
Chłopacy jeszcze nie wrócili, więc chyba już tego nie zrobią. Poszłam do sypialni, chwyciłam okulary i laptopa, siadając na łóżku. Włączyłam komputer.
Weszłam na Twittera, napisałam kilka postów o moim beznadziejnym dniu. Przejrzałam jeszcze parę stronek. Odpisałam mojej byłej dobrej koleżance z Doncaster, która chciała dowiedzieć się jak u mnie.
-Ślicznie ci w tych okularach.-Podniosłam głowę i zobaczyłam Harry'ego stojącego w drzwiach. Uśmiechnął się do mnie.
-Dziękuję.-Odwzajemniłam uśmiech. Przysiadł koło mnie na łóżku.
-Co tam?
-Nic takiego, to i tamto.-Wyłączyłam laptopa i odłożyłam go na stolik.
-Nie przeszkadzam prawda?- Spojrzał mi w oczy.
-Nagle chcesz ze mną siedzieć?-Poprawiłam okulary na nosie.- Kilkanaście minut temu nie chciałeś się już ze mną nigdy widzieć, a teraz wszedłeś jak gdyby nigdy nic i jesteś taki spokojny i w ogóle.-Sapnęłam.-To dziwne.
-Wyjaśniłem sobie parę rzeczy z Niall'em. Obiecał mi, że już się to nie powtórzy...
- Yhym. To dobrze.
-... i nie idziesz z nim we wtorek na randkę.-Zmarszczył czoło, przez co wyglądał groźnie.
-Ja wcale...-Próbowałam wyjaśnić.
-Nie tłumacz się, wiem, że miało być to coś w rodzaju randki i nie mam ci tego za złe. Najważniejsze, że do niej nie doszło, wtedy miałbym większy powód, żeby zmasakrować mu tą jego śliczną buźkę.- Jego wyraz twarzy w ciągu kilku sekund zmienił się diametralnie, teraz siedział uśmiechając się do mnie.
-Nigdy cię nie zrozumiem.-Wstałam i podeszłam do szafy.
- Co robisz?-Podniósł jedna brew zdziwiony.
- Wiesz, już prawie 9, chce się przebrać i położyć. Jestem strasznie zmęczona.-Na te słowa ziewnęłam.
- To może już pójdę.
-Nie, nie trzeba.- W jego oczach pojawił się zadziorny błysk.- Nie usnę, więc możesz posiedzieć jeszcze trochę.
Weszłam do łazienki i przebrałam się. Wyszłam po jakiś 5 minutach.
Harry leżał na łóżku i bawił się pilotem od telewizora. Dołączyłam do niego.
-Mam rozumieć, że będziemy oglądać jakiś film, tak?- Spojrzałam na jego twarz. Chyba nigdy, aż do teraz nie zauważyłam jaki jest przystojny.
-Taa.-Mruknął skupiony na ekranie.-Mam.-Uśmiechnął się. Włączył film animowany.
-Serio?- Zaśmiałam się.
-Oczywiście, Minionki są... słodkie.- Jego śmiech dołączył do mojego.
-Nie wiedziałam, że lubisz bajki.
- Teraz już wiesz.-Puścił mi oczko.
-Ale to takie niepodobne do ciebie.-Zatoczyłam palcem kółko w powietrzu.
-Chyba raczej, to nie pasuje do mojej opinii, nie uważasz?
-Hmm...Chyba tak. Masz rację.
-Wiesz, tak naprawdę nikt mnie nie zna. Nie jestem taki jak inni zdążyli ci już z pewnością powiedzieć.-Poprawił swoją czuprynę, wyglądało to nieziemsko.
-Znam cie tak w małym stopniu, bo...-Nachyliłam się nad jego uchem.-...wiem, że lubisz bajki!-Zaczęłam się głośno śmiać.
-Chloe...-Patrzył na mnie z rozbawioną miną.
-Zły, poważny Harry.-Powiedziałam niskim głosem, przeciągając każdy wyraz.- Lubi bajeczki! Czego jeszcze się dowiem? Że lubisz księżniczki i jednorożce? Nie. Zaraz, czekaj. Niech zgadnę twoim młodzieńczym idolem była Barbie albo Theresa?-Kulałam się na łóżku ze śmiechu. Usłyszałam rechot Harry'ego. Poczułam jego ciężar ciała na swoim. Usiadł na mnie okrakiem.
-Każdy ma jakieś swoje tajemnice. Ja lubię bajki, kto inny uwielbia filmy pornograficzne, a jeszcze kt...-
-Nie kończ.-Zakryłam mu usta ręką.- Nie chcę wiedzieć, kto co jeszcze kocha.- Puściłam mu oczko.
-Tjky zajapenjewne...
-Co? Co mówisz Hazz?
Uśmiechnęłam się złośliwie. Polizał moją dłoń.
-Fuj! Styles, to ohydne.-Puściłam rękę z jego twarzy i wewnętrzna stronę wytarłam w jego tyłek.
-Już się do mnie dobierasz? Wiesz ty co. Wstydziłabyś się.-Zagroził mi palcem.
-Jesteś straszny.
Zepchnęłam go z siebie i z powrotem położyłam się na poduszkach i udając, że oglądam film.
-Nie przeszkadzaj mi proszę.
Pokazał mi język i usiadł obok mnie.
-Chloe?
-Hmm?-Mruknęłam. Śmieszny ten film.
-Możemy porozmawiać tak na poważnie?
-Taa..
- Cholera, nie słuchasz mnie.-Chwycił pilot i wyłączył telewizor.
-Harry!-Krzyknęłam na niego.
-Chcę z tobą porozmawiać.-Mimo całej tej sytuacji, widać było, że powstrzymuje się przed gniewem. Gdybym go nie znała, z pewnością kuliłabym się ze strachu, że za chwilę mnie uderzy. Chwila, już raz to zrobił. Skrzywiłam się.
-O czym?
-O nas.-Spuścił wzrok i zaczął bawić się palcami.
-Coś jest nie tak?- Nie wiedziałam o co chodzi i co ma na myśli.
-Nie, wszystko w porządku.-Uśmiechnął się.
-To co jest?
-Bo wiesz ja... ja..Myślałem, że może... Nie jednak nie.
- Hazz, o co chodzi?- Zaczynam się o niego naprawdę martwić, może umówić go do psychologa albo coś.
-Pamiętasz jak dzisiaj powiedziałem ci, że spodobałaś mi się? To prawda.
-Cóż, nie brałam tego na poważnie.
- To teraz powinnaś, ale wiem, że ja i tak się tobie nie spodobam. Po tym wszystkim co ci zrobiłem, nie umiałabyś chyba inaczej.
-Nie pleć bzdur.
-Ale taka jest prawda. Podobasz mi się i chyba mogę już nawet powiedzieć, że pomału się w tobie zakochuję. Teraz mam takie przeczucie, że nic nie może wejść pomiędzy Mnie i ciebie*.
-Może nie spodziewasz się takiej odpowiedzi, ale też tak teraz mam. Jakbym znała cię od bardzo dawna i wiem, że nic mi już nie zrobisz, nie skrzywdzisz, nie zranisz. To dziwne, ale tak się teraz czuję.
Uniósł głowę i spojrzał mi w oczy. Miał w sobie teraz tyle uczucia wobec mnie, że rozczulił mnie jego widok. Serce mi zmiękło. Wszystkie złe rzeczy, które uczynił, powiedział albo chociażby o czym pomyślał, uleciały. Złapał mnie za rękę.
-Czyli jest szansa, że mnie pokochasz?-Przełknął gulę w gardle.
- Jest i to duża, zawsze będzie.- Uśmiechnęłam się do niego.
-Nawet nie wiesz, ile to dla mnie znaczy.-Nachylił się nade mną i pocałował mnie w policzek. To było słodkie.
- Och, Harry. Ten dzień nie jest chyba, aż tak straszny jakby się wydawał.-Przygryzłam wargę.
-Dla mnie to najpiękniejszy wieczór, jaki kiedykolwiek przeżyłem.-Z miłością na twarzy jest mu uroczo. Nie wyobrażałam sobie lepszej czy nawet słodszej buźki Hazzy, niż teraz.
-Jesteś teraz taki inny, niż wtedy kiedy cię poznałam.
-Uczucie zmienia człowieka.- Puścił mi oczko.
- Masz raaację.-Głośno ziewnęłam.- Przepraszam.
-Nic się nie stało, powinnaś już spać.
-Tak, jutro muszę wstać do szkoły, a czuję się strasznie, w sensie fizycznym.- Zaśmiałam się.
-To chodź tu do mnie.-Wyciągnął do mnie ręce i przyciągnął do siebie. Położyłam się na jego klatce piersiowej. Ziewnęłam.
-Jutro idziemy na tą imprezę, tak?-Jak on cudnie pachnie. Zaciągnęłam się jego zapachem.
-Myślę, że tak. Przyjadę po ciebie tak jak się umawialiśmy.
-Będę na ciebie czekać.-Mimo tego, że nie widział mojej twarzy uśmiechnęłam się. Zamknęłam oczy i pomału zaczęłam zasypiać. Zanim usnęłam, słyszałam jeszcze ciche nucenie jakieś melodii przez Harry'ego. Rano dopytam się co to za piosenka.

*Fragment tekstu One Direction-You & I  :)

!Czytasz=komentuj!