sobota, 18 maja 2013

2.


Zacisnęłam mocno oczy i zakryłam je poduszką. Och, zamknij się! Krzyknęłam w myślach. I walnęłam trzymanym przedmiotem w budzik. Co dziwne, obudziłam się. Od kiedy to ja sama (za pomocą budzika) to robię? Lou z pewnością będzie zdziwiony. 
A co mi tam. Wstanę i pokarzę temu głupkowi, że potrafię być samodzielna i w końcu przecież dzisiaj pierwszy dzień w nowej szkole, nie chcę się spóźnić. 
Wygrzebałam się spod pościeli i ruszyłam w kierunku łazienki. Szybki prysznic, suszenie włosów, mycie zębów, no i makijaż. Owinięta w ręcznik wyszłam z pokoju, zauważyłam Louis'a siedzącego do mnie tyłem na łóżku. Podeszłam do niego po cichu.
- Buu!- Wykrzyknęłam mu do ucha.
- Jeju!- Podskoczył i usiadł po drugiej stronie.
- Widzisz, potrafię sama wstać. - Zadarłam nos do góry w triumfalnym geście.
- Pff...- Parsknął śmiechem. - Brawo.-Zaklaskał w dłonie. Ukłoniłam się przed nim. Zaśmialiśmy się.
- Lou.- Spojrzałam na niego kocimi oczami.- Czy mógłbyś mi ...
- Hola, hola. Podobno jesteś samodzielna.
- No, ale proszę.- Uklęknęłam przed nim i jeszcze raz spojrzałam na niego tym samym spojrzeniem.
- Ok. I tak bym ci pomógł, bo musisz jakoś wyglądać, żeby zrobić szał w nowej szkole.- Podniósł ręce do góry i zrobił małą falę. Spojrzałam na niego rozbawiona.
- Dalej, szukaj czegoś.- Puścił mi oczko i zanurzył się w mojej szafie.
Zajęło mu to z 10 minut, przez ten czas zdążyłam pomalować sobie paznokcie. Pytając go wcześniej, jaki kolor wybrać. Doradził mi, że z pewnością szary.
- Mam!- Spojrzałam na to co mi podał.
- Dziękuję i kocham cię.- Wstałam i złożyłam na jego policzku długi pocałunek.
- Ja ciebie też Loki...- Zmroziłam go spojrzeniem.- Znaczy Chloe, tak Chloe...
Zaśmiałam się i ruszyłam ponownie do łazienki.
Ubrałam się szare rurki, malinową, cienką koszulę na grubych na ramkach i szpilki takiego samego koloru. Zdecydowałam się spiąć włosy w wysokiego kucyka. Spojrzałam na swój dekolt, czegoś tu brakuje.
- Może to?- Louis podszedł do mnie od tyłu i założył mi srebrny naszyjnik z małym gołąbkiem.
- Ty też go masz...- Zauważyłam na jego szyi taki sam wisiorek.
- Przecież kupiliśmy sobie takie same.
- No tak, pamiętam to.- Uśmiechnęłam się do niego szeroko.

-Louis! Idziemy już? - Krzyknęłam do niego z jego kuchni. 
Po raz pierwszy byłam w jego domu i nie za bardzo wiedziałam jak się w nim odnaleźć. Na moje szczęście lub nieszczęście nie było ani jego mamy, ani sióstr. Odnalazłam wzrokiem pokój, z pewnością był to salon, i przysiadałam na kanapie. 
- Daj mi jeszcze 10 minut, dobrze?- Usłyszałam głośne huknięcie.- Ała!-Wydarł się. 
- Wszytko w porządku?! 
- Tak, tak. Poczekaj jeszcze.
- No dobrze. 
Postanowiłam rozejrzeć się po salonie. Zauważyłam spory kominek, na którym stało mnóstwo zdjęć. Podeszłam do niego. Chwyciłam pierwszą lepszą ramkę ze zdjęciem. Była na nim kobieta i trzy dziewczynki, była to mama i siostry Lou. Kolejna fotką była ta, przedstawiająca małego Louisa z dużym lizakiem. Zaśmiałam się, wyglądał słodko. Wzięłam następną, był na nim Tommo i jakiś mężczyzna. 
- Miałem wtedy 5 lat, a ten facet to mój tata. Chociaż go za niego nie uważam.
- Dlaczego?- Spojrzałam na niego smutnym wzrokiem. 
- Nie zasługuje na to miano... Dobra chodźmy już. - Złapał mnie i pociągnął do wyjścia. 
                                            ~*~ 
Weszliśmy do kolejnego sklepu.
- LouLou, ale po co my tu wchodzimy?- Spytałam go, gdy wchodziliśmy do sklepu jubilerskiego. 
- Zobaczysz jak znajdę odpowiednią rzecz.- Uśmiechnął się. 
Uwielbiałam jak to robił, był taki uroczy. I na dodatek odmładzał się w ten sposób, przybierał słodkiej, chłopięcej buźki. Dużo dziewczyn miękło pod jego wyglądem, uśmiechem i spojrzeniem, ale on nigdy nie był nimi zainteresowany. Zawsze w takich momentach odciągał mnie i mówił"Chodźmy już". Tłumaczył się, że nie szuka dziewczyny, wystarczy mu taka przyjaciółka jak ja. Dostawał wtedy ode mnie solidnego buziaka w policzek, ale i też wykład o tym, że kiedyś skończy jako stary kawaler. Nie zwracał na to najmniejszej uwagi. "Nie martw się, znajdzie się taka i to za niedługo" 
Podeszliśmy do wielkiej oszklonej gabloty, najwyraźniej Louis znalazł to od razu, bo szybko zawołał ekspedientkę i ta podała mu wskazaną rzecz. Zapłacił się i wyciągnął coś srebrnego z paczuszki. 
- Odwróć się.- Poinstruował mnie i wykonałam jego polecenie. 
W tym momencie na mojej szyi zapiął drobny naszyjnik z gołąbkiem. 
- To dla ciebie.- Odwróciłam się do niego. Na jego twarzy widniał szeroki uśmiech. Zauważyłam, że ma taki sam na swojej szyi. Najwidoczniej tez musiał taki kupić, bo wcześniej go nie miał. 
- Dziękuję.- Rzuciłam się na niego i mocno przytuliłam. 
- I chcę, żebyś go nosiła...- wtedy pierwszy raz cmoknął mnie w usta. Byłam zmieszana, pewnie to zauważył.- ...przyjaciółko.- Puścił mi oczko i wyszliśmy ze sklepy pod ramię. 

- Kevin!- Krzyknęliśmy razem, co skończyło się głośnym śmiechem.
- Wiesz, muszę coś zjeść.- Spojrzałam na zegarek była 7:15. Zajęcia zaczynały się o 8:00. A musieliśmy wyjść wcześniej.
- To idź szybko do kuchni, zrobiłem ci kanapki. Liam przyjdzie za 5 minut.
- Okej. Ty za pewne musisz się jeszcze "ogarnąć". - Zrobiłam cudzysłów w powietrzu.
- Jak ty mnie znasz.- Cmoknął mnie w usta i pobiegł do łazienki.
Szłam w kierunku kuchni, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Już? Nie za wcześnie? 
- Hej, Liam.- Otworzyłam mu drzwi i uśmiechnęłam się do niego szeroko.
- Witaj, Chloe.- Pocałował mnie w policzek.- Gotowi?
- Nie. Ja muszę coś zjeść, a Lou musi się jeszcze wystroić, więc jeszcze jakieś 10 minut.
- To w takim razie dotrzymam ci towarzystwa.
- Ok, ale boję się, że się spóźnimy.
- Jak pójdziemy szybciej to damy radę. - Puścił do mnie oczko i usiadł na stołku przy wysepce w kuchni. Przysiadłam obok niego.
- O ile kondycja Lou, mu na to pozwoli.- Wzięłam gryza kanapki. Liam zaśmiał się.
- Aż taki kiepski?
- Może nie, że słaby, ale mu się nie chce. To straszny leń.
- To jak możesz z nim wytrzymać?
- Uwierz mi jakoś daję radę.- Wepchnęłam w siebie resztę kanapki.- Mi już starczy.
- Nie za małe to śniadanie?
- Jak dla mnie starczy, ale wezmę jeszcze coś do szkoły.- Chwyciłam dwa jabłka, jedno wrzuciłam do torby a drugie Liam'owi.- Łap!
- Dziękuję. - Szeroko się uśmiechnął.
- Idź po Louis'a, bo za chwilę naprawdę się spóźnimy.- Jak powiedziałam tak zrobił.
Po paru sekundach wrócił sam.
- Gdzie go masz?- Spojrzałam na niego, gotowa do wyjścia.
- Powiedział jeszcze chwila.
- Cholera jasna, zabiję go kiedyś... Louis! Mam tam przyjść po ciebie?! Liczę do 5 i masz tu być. Raz...
Usłyszałam jakieś głośne dźwięki w łazience.
- Dwa...
Głośny huk i - Ała!- Louis przeklną coś pod nosem.
- Trzy...
Zaczęłam nerwowo tupać nogą, a Liam zaczął chichotać.
- Cztery...
Szybko wyleciał z łazienki i stanął przed nami.
- Pięć...
- Już jestem!- Odpowiedział zdyszany.
- Widzę. A teraz idziemy, bo się spóźnimy i żadnego obijania się.
- Dobrze, dobrze.- Potaknął mi, a Liam głośno się zaśmiał.
- Jak ty to robisz, że jest taki posłuszny?
- Ma się te i owe sposoby.- Przytuliłam się do boku Louis'a, a ten objął mnie ramieniem. I ruszyliśmy do szkoły.
                                                                                            ~*~
Przekroczyliśmy próg szkoły. Od teraz jestem uczennicą college'u w Londynie o profilu muzyczno-teatralnym. Na początku zastanawiało mnie, czy w ogóle jest taka szkoła, ale najwyraźniej jest.
Okazała się większa niż myślałam. Po korytarzu chodziło mnóstwo nastolatków.
- Chloe, daj papiery zaniosę je do sekretariatu z Lou. A ty pójdziesz do klasy i usprawiedliwisz nas jeśli się spóźnimy, okej?
- No dobrze. A jak mam trafić do klasy od angielskiego?
- Idź prosto i skręć w drugi korytarz po lewej. Sala jest w drugich drzwiach po prawej. - Dla jasności pokazał mi jeszcze ręką.- To prosta droga trafisz.- Uśmiechnął się i puścił mi oczko.
Ruszyli w swoją stronę, a ja w swoją. Kiedy zauważyłam, że wszyscy patrzą się na mnie spuściłam wzrok i patrzyłam tylko na podłogę i niekiedy mierzyłam wzrokiem w poszukiwaniu drugiego korytarza po lewej. Jest! Widzę go. Uśmiechnęłam się i pewniej szłam w tamtym kierunku.
Kiedy skręcałam już w niego, przez przypadek wpadłam na jakąś dziewczynę i książki jakie trzymała w ręce jej wypadły.
- Przepraszam, nie zauważyłam cię.
- Nic nie szkodzi. - Uśmiechnęła się do mnie.
Pomogłam jej pozbierać książki.
- Johnson, tak?
- Tak, Chloe. A skąd mnie znasz?
- Wszyscy wszystko wiedzą w tej szkole. Nowe wieści szybko się rozchodzą. I po drugie nigdy cię tu nie widziałam.
- Aha. No chyba, że tak.
- Ja jestem Eleanor Calder. Miło mi cię poznać.
Uścisnęłyśmy sobie dłonie.
- Też masz tu lekcje? - Pokazała palcem na klasę z numerem 16.
- Angielski?- Skinęła głową.- To tak, też tu mam.- Uśmiechnęłam się.
- To fajnie.
- Hej, El!- Ktoś krzyknął do dziewczyny za moimi plecami. Skądś znam ten głos...
Chłopak podbiegł do dziewczyny i pocałował ją w policzek.
- Witaj, Li.
- No patrzcie, patrzcie. Nie ma mnie pięciu minut, a już widzę, że Chloe znalazła odpowiednią osobę, którą chciałem jej przedstawić. - Zaśmiał się. Louis podszedł do mnie.
- To wy się znacie?- Pokazała na mnie i Lou.
- Tak, to moi nowi sąsiedzi.
- Aaa...- Potaknęła głową.
- Więc, ją już znasz.- Uśmiechnął się do mnie.- A ten przystojniak to Louis.
Wraz z Eleanor wymienili się gestem podania rąk i zwykłym "Cześć".
- Chodźcie już, bo lekcja się zaraz zacznie.- Na słowa El zadzwonił dzwonek i parsknęliśmy śmiechem.
Weszłam do klasy jako ostatnia i wszyscy na nas spojrzeli. Męska część grupy na mnie, a natomiast ta żeńska na Lou. Czułam się dość niezręcznie.
Nasza klasa liczyła około 20-paru uczniów. Więc, nie dziwię się, że byli, aż tak zainteresowani. Tylko jedna 4-osobowa grupka, nie zwróciła na nas najmniejszej uwagi.
- Usiądziesz ze mną?- Spytał się mnie jakiś chłopak, na ogół dość ładny, ale nie w moim typie.
- Nie, dzię...
- Siedzi ze mną Max.- Liam pomógł mi.
Powiedziałam mu bezdźwięcznie "Dziękuję" i poszliśmy do stolika, przy którym pewnie zawsze siedział.
- Nie zwracaj na nich najmniejszej uwagi, to debile, jak większość tej klasy.- Powiedział mi na ucho wyciągając książki z torby zrobiłam to samo.
Za nami siedzieli Louis i El, i o czymś zawzięcie rozmawiali. Nie chciałam im przeszkadzać.
Nauczyciel pojawił się w klasie po 2 minutach. Mimo tego postanowiłam pogadać z Li.
- Powiesz mi ...
- Dzień dobry. Witam was w nowym roku szkolnym.- Rozpoczął nauczyciel. Poczekam trochę, posłucham co ma do powiedzenia. - Jestem pan Sparks, jak większość z was kojarzy. Chciałbym jeszcze poprosić dwóch uczniów, by nam się przedstawili. A więc, proszę pana Tomlinson'a na środek.
Bez najmniejszego sprzeciwu stanął koło nauczyciela i zaczął opowiadać o sobie. Jak się nazywa, skąd jest, ile ma lat i na jakim jest profilu.
- Dziękujemy, Louis.- Pan Sparks dał mu pozwolenie, by usiadł.
- To teraz poprosimy jego koleżankę.- Spojrzałam nerwowo na Liam'a, uśmiechnął się do mnie pocieszająco.
Wstałam z krzesła i podeszłam do nauczyciela. Nie wiedziałam, na kogo mam patrzeć, więc skupiłam swój wzrok na Louis'ie.
-Hej, jestem Chloe Johnson. Przyjechałam z Doncaster tak jak Lou. Mam 17 lat i jestem na profilu muzyczno-teatralnym. Dziękuję.- Usiadłam na swoim miejscu i odetchnęłam z ulgą.
Liam zaśmiał się głośno i zapisał temat w zeszycie. Otworzyłam swój i zrobiłam to samo.
- Więc, co chciałaś wiedzieć?-Spytał się po cichu tak, że nauczyciel nas nie słyszał.
- Przedstaw mi wszystkich po kolei.- Wiedział o co mi chodzi.
Zaczął wymieniać wszystkich od pierwszej ławki przed nami. Więc, Linda- blondynka o prostych włosach, Laura- śliczna brunetka z falowanymi włosami, Stan- wysoki chłopak, obcięty na krótko, i John- trochę mniejszy od Stana i w dłuższych od niego włosach. Jak Liam powiedział, to ta grupka fajnych. Następna była większa część klasy, ci mniej fajni, ale nie najgorsi. Wyłapałam pojedyncze imiona, m.in.: Max, którego wcześniej poznałam, Andrew, David, Mike i dziewczyny:  Clara, Emily, Jane i Vanessa.
- Wiesz, trochę jest tych imion do zapamiętania. - Zaśmiał się.
- Teraz to już ci ostatni. Pamiętasz jak w piątek mówiłem ci o tych głupich?- Przytaknęłam głową.- To oni.
Wskazał ruchem głowy, na grupkę siedzącą po drugiej stronie klasy w dwóch ostatnich ławkach. - Ci dwaj, to Niall i Andy, tamci to Zayn i Harry. Uwierz mi to naprawdę przygłupki. Nic niewarte śmiecie. Zapomniałbym, te dwie dziewczyny z przodu. To pupilki tej ostatniej dwójki. Ta szczupła brunetka w lokach i krótkiej sukience to Victoria, dziewczyna Harry'ego. A ta obok w blond krótkich, to Perrie, dziewczyna Zayn'a. Jest dość mądra, w przeciwieństwie do Viki, więc nie wiem, na jakiej podstawie chodzi z Malik'iem. No, ale cóż to pozostanie tajemnicą.
                                     ~*~
No to teraz ostatnia lekcja i do domu. Na moje nieszczęście, Liam i Louis nie mieli ze mną lekcji. Byłam sama z El, jakoś dam radę. Eleanor jest bardzo sympatyczna, nie da się jej nie lubić. Z tego co mówił Li, pomaga wszystkim jak może. Lubi ją za jej wielkie serce, bardzo mi go przypomina. Nic dziwnego, że się przyjaźnią.
Szłam w stronę klasy nr 29 z Eleanor za rękę, bała się, że się zgubię. Wcale jej się nie dziwię, też bym się o siebie martwiła.
Zauważyłam pod klasą tą grupkę "złych". Harry, jeśli dobrze pamiętam, obściskiwał się z Victorią, może źle to ujęłam. Raczej ona była przyczepiona do niego. Jeden z jego kolegów w czarnych włosach, chyba Zayn, zauważył, że patrzę się na nich i spojrzał na mnie złowrogim wzrokiem, przez co szybkim krokiem weszłam do sali i usiadłam obok El.
- Możesz powiedzieć mi co z tymi tamtymi przed klasą jest nie tak? Bo ich nie rozumiem.- Spojrzałam na nią zdezorientowana.
- Hm... Nie wiem, jak ci na to pytanie odpowiedzieć. Bo prostu uważają się za lepszych niż wszyscy i nie zadają się takimi jak my, czyli z całą resztą.
- Powiedzmy, że to rozumiem.
- Uwierz mi, nikt tego nie zrozumie.
Już nie wdawałam się z nią w dłuższą rozmowę, bo do klasy wszedł nauczyciel i zaczął lekcję. Rozwiązywaliśmy równania z jedną niewiadoma. Jak dla mnie to proste, więc miałam trochę luzu. Zdecydowałam się, że porysuję w swoim notatniku. Zaczęłam bazgrać kolejnego już z rzędu kwiatka, kiedy pan Wesley poinformował nas, że wybierze kogoś do rozwiązania zadania.
- To może...- Zaczął przeglądać klasę w poszukiwaniu odpowiedniej osoby.- Och!- Klasnął w dłonie, przez co wszyscy na niego spojrzeli. - Wydaje mi się, że pan Styles będzie odpowiedni.- Nauczyciel spojrzał na niego, ściągnął okulary i skrzyżował ręce na piersi.
Nie wiedziałam o kogo chodzi,  więc rozglądałam się po klasie do momentu kiedy El szturchnęła mnie łokciem. Wskazała mi spojrzeniem, gdzie siedzi niejaki pan Styles.
Okazało się, że to Harry. Ciekawe jak mu pójdzie.
- Potrafi pan rozwiązać do zadanie?- Zapytał ostatecznie.
- Eee...- Zaciął się i nic więcej nie powiedział. Jego barwa głosu była nieziemska i powalająca. Wydawało mi się, że przez ułamek sekundy spojrzał na mnie, ale raczej to moja wyobraźnia.
- No pewnie, że pan nie umie. Więc kto wybawi pana Harry'ego? -  Nikt się nie zgłosił, nikt nie poniósł takiej potrzeby.- Nikt? Szkoda... Więc będzie musiała lub musiał...- Ponownie przejrzał klasę, spojrzał na mnie.- Nowa uczennica się wykaże, pani...- Nie znał mojego nazwiska. Czekał, aż mu podpowiem.
- Johnson.- Dlaczego ja? Ugh... No cóż, dam radę, przecież to proste. 
- Potrafi pani?
- Tak.- Tym razem spojrzeli na mnie, zignorowałam to i podeszłam do tablicy.
Po 2 minutach rozwiązałam zadanie. Pan Wesley sprawdzał czy jest dobrze. Stwierdził, że tak.
- Yhym. Dobrze, może pani usiąść. Nie dostaniesz oceny, ponieważ nie byłaś ochotnikiem.
Nie oczekiwałam głupiego numeru w dzienniku. I tak dość dobrze się uczę.
Reszta lekcji minęła dość szybko, rozwiązywaliśmy kilka zadań. Jako pracę domową, mamy rozwiązać 10 zadań z którejś tam strony w podręczniku.
Wyszłam z klasy jako ostatnia. Eleanor poszła zanieść swoje niepotrzebne książki do szafki, a ja mam czekać na nią przed wejściem do szkoły.
Wychodziłam już z budynku kiedy ktoś mnie zaczepił.
- Tak?-Spojrzałam na tajemniczego kogoś. O Boże...
- Chciałbym ci podziękować. - Harry spojrzał mi w oczy.
- Aha, nie ma za co.- Odwróciłam się i podbiegłam do El, bo szła już do drzwi.
Spojrzałam jeszcze w jego kierunku. Patrzył na mnie z frustracją. Po chwili przeklną coś pod nosem. Odepchnął się od ściany, włożył ręce do kieszeni od bluzy i wyszedł tylnym wyjściem.
Może źle zachowałam się w stosunku do niego? Nie... Nie wydaje mi się.

__________________________________________________________________________________________________________


I jest obiecany rozdział 2, proszę was wszystkich o komentarze, to dla mnie bardzo ważne.
Następny rozdział pojawi się za tydzień.
Miłego tygodnia i weekendu.
Pozdrawiam @Madzia0Rh

poniedziałek, 13 maja 2013

1.


Usłyszałam głośne trzaśnięcie drzwiami. Wystraszyłam się. Już ta godzina? Westchnęłam głośno i wtuliłam twarz w pościel. Niech to coś nawet nie próbuje wchodzić do mojego pokoju, bo go zabiję. Czy po prostu nie potrafi rozumieć, że ja chcę sobie postać... w ciągu tygodnia... w piątek... na dodatek w wakacje? 
- Wstawaj śpiochu!- krzyknął głośno i z hukiem otworzył drzwi.
- Spadaj!
- Nawet o tym nie myśl, żeby spać.
Wskoczył na mnie i odwrócił twarzą do siebie. Cmoknął mnie w usta.
- Dzień dobry, Loki.- Poruszył znacząco brwiami.
- Lou, dobrze wiesz, że nienawidzę jak tak do mnie mówisz i... i obudziłeś mnie!- Spojrzałam na niego groźnie.
Uderzyłam go poduszką...I jeszcze raz... Aż w końcu spadł w łóżka.
-Ała!- Wydarł się.- Wiesz nie moja wina, że moja siostra powiedziała to ciebie "Loki". Miała wtedy 2 lata i trudno było jej wymówić "Chloe". Po prostu tak jakby przestawiła litery...
- Tak, Louis. Wiem, słyszę to już któryś raz.- Mimowolnie usiadłam i uśmiechnęłam się do niego.- Wiesz, seksownie dziś wyglądasz. Dziewczyny będą piszczeć na twój widok.
Spojrzałam na niego zalotnie i poruszyłam brwiami, jak on przed chwilą. Zaśmiałam się razem z nim.
- Za to ty... Eee...- Podrapał się po głowie.- Szczerze?- Pokiwałam twierdząco głową.- Koszmarnie. Coś ty robiła w nocy?! Miałaś niezapowiedzianego gościa czy jak?
- Chyba nie jest, aż tak źle.- Puściłam mimo uszu jego komentarz.
- Uwierz mi, jest. Idź wziąć prysznic.- Rzucił mi bieliznę.- A ja uszykuję ci ciuchy.
Wstałam z łóżka i spojrzałam na niego.
-Czasem zastanawia mnie to, że ja pozwalam ci na wszystko. Włazisz do mojego pokoju bez pytania... - Zaczęłam wyliczać na palcach. Wybierasz mi ubrania... I na dodatek podajesz mi bieliznę. To dziwne.-Zrobiłam śmieszną minę, bo najwyraźniej go to rozbawiło.
- Idź już się szykować. Za dwie godziny samolot. Nie mam zamiaru się spóźnić.
- O cholerka, zapomniałam. Za 15 minut będę gotowa.
- Czyli 30 minut, okej.- Uśmiechnął się.- Masz tu oto to coś.- Podał mi to co wybrał.
Spojrzałam na to z niechęcią. Ale nie mogłam narzekać, bo zawsze wybierał wszystko co do mnie pasowało i wyglądałam dość ładnie.
-Idę na dół.- Wyszedł, a ja poszłam do łazienki.
Położyłam ubrania na koszu od prania. Spojrzałam w lustro. O fuck! Louis miał rację, wyglądałam koszmarnie. To przez to, że położyłam się spać dopiero o 1:30. Musiałam dokończyć pakowanie. Nie wiedziałam co mam jeszcze ze sobą wziąć, a co jak na razie zostawić. Był to przecież niepotrzebny problem, bo mama i tak za dwa tygodnie przyjedzie do naszego nowego mieszkania w Londynie z resztą rzeczy, których nie mogłam ze sobą zabrać. Ale jak na kobietę przystało, miałam straszny dylemat. Na dodatek stresowałam się strasznie. To mój pierwszy tak daleki wyjazd z dala od domu od 2 lat. Zawsze byłam gdzieś w okolicy, najdalej 30 km od domu, ale nie aż tak daleko. Louisowi najwyraźniej to nie przeszkadzało. A wręcz cieszył się, że będzie miał możliwość poznania kogoś innego. Zawsze był otwarty na ludzi i z łatwość przychodziły mu kontakty z nimi. Ja tego po prostu nie miałam w sobie. Zawsze byłam cicha i spokojna. Nie wyrywałam się zbytnio. To on zawsze mówił. Ja byłam takim jakby tłem lub plenerem, a on w roli głównej. Byłam mu za to bardzo wdzięczna. Jest kochanym przyjacielem... A właśnie nie wspomniałam, pomimo tego wszystkiego. Pomimo miłych słówek i czułych gestów, nigdy nie pomyślałam o nim jako o materiale na chłopaka. Był to prostu bliską mi osoba, był jak brat, którego nie miałam, ale bardzo potrzebowałam. Był obok mnie kiedy dopisywał mi humor i kiedy płakałam, ciągle mnie wspierał. Tak naprawdę, to jest cały czas przy mnie. Prawie 24 godziny na dobę. Od rana, w szkole, po południu, wieczorem. Kocham go bardzo mocno i powtarzam mu to przy każdej możliwej sytuacji.
Rozwiałam swoje myśli i teraz dopiero zauważyłam, że stoję pod prysznicem i myję włosy. Nie wiem, jak się tu znalazłam. Totalnie się wyłączałam. W ostatnim czasie zdarzało mi się to dość często. Wyszłam szybko  i wytarłam się porządnie ręcznikiem. Ubrałam się w beżową sukienkę na grubych ramiączkach i na to czarną kurtkę. Wysuszyłam włosy i spięłam w koka. Pomalowałam rzęsy i nałożyłam trochę podkładu, by lepiej wypaść wśród ludzi. Przeleciałam jeszcze pomadką po ustach i przejrzałam się w lustrze. Jest okej, mogę iść na śniadanie.
Zeszłam po schodach. Tak jak się spodziewałam, zastałam Louisa siedzącego na blacie kuchennym i przyglądał się jak mama robi dla mnie jajecznicę.
-Dzień dobry mamo.- Podeszłam do niej i dałam jej buziaka w policzek.
- Hej słońce.- Uśmiechnęła się do mnie i wyłożyła moje śniadanie na talerz.
- A ja dostane buziaka?- Lou puścił mi oczko i ukazał rząd bielutkich zębów.
- Nie.- Pokazałam mu język i zaczęłam jeść. Gdy przeżułam zapytałam mamy.- Mamuś...
- Tak?- Nie spojrzała na mnie.
- Tak w ogóle dlaczego wpuszczasz tego oszołoma o ...- Spojrzałam na zegarek.-... 7:30 do naszego domu i on później znęca się nade mną, żebym wstała. Jak dla mnie to z jego strony nieetyczne.
- Może powiesz mi dlaczego miałabym tego nie robić? Spójrz na tą jego słodką buźkę, te oczy i ten powalający uśmiech...
- Och, proszę pani...- Zaczął, ale moja mama mu przerwała.
- Jenny, zawsze ci  to powtarzam kochanie.- Puściła do niego oczko i uśmiechnęła się.
- Dobrze, no więc Jenny. Dziękuję, to były naprawdę miłe słowa.- Podszedł do niej i pocałował ją w policzek.
- Nie ma za co. Ja już muszę iść do pracy. Weźmiecie taksówkę tak jak się umawialiśmy.- Spojrzała na mnie.- Chloe...
Widziałam łzy w jej oczach.
- Oj, mamo. Nie płacz, bo też zacznę i się rozmarzę. A wtedy będzie koniec świat.- Podeszłam do niej i mocno ja przytuliłam.
- Będę za tobą tęsknić skarbie.
- Ja za tobą też, mamo.- Pocałowała mnie w czubek głowy.
- Chodź tu do nas.- Wyciągnęła rękę w stronę Louisa.
Ten podbiegł do nas i mocno się przytulił. Zaśmialiśmy się wszyscy.
- Jenny, zobaczymy się za dwa tygodnie tyle to wytrzymasz.- Uśmiechnął się do mnie i przestaliśmy się ściskać.
- Masz rację.- Przetarła oczy od łez i ucałowała go w policzek. - To ja już muszę naprawdę iść.
Wzięła swoją torbę i pomachała nam.
- Papa dzieciaki!- Wykrzyknęła jeszcze zamykając drzwi.
- Do zobaczenia!- Odkrzyknęliśmy równo.
Usiadłam do stołu i jadłam dalej śniadanie.
- Tak dla twojej informacji...- Louis wyszeptał mi do ucha.- Ten oszołom, przychodzi do ciebie tak wcześnie, bo sama tego chcesz.
- Dobrze wiesz, że nie reaguję na budzik. Nie moja wina.
- No niby nie twoja. Więc nie narzekaj. Bo i tak nie wytrzymałabyś jednego dnia beze mnie
- No zobaczymy- Pokazałam mu język.
- Ok.- Wzruszył ramionami.- Dobra taksówka zaraz będzie, więc skoczę po torby do twojego pokoju.
- Okej.- Nalałam sobie soku pomarańczowego i wypiłam szybko.
Po 10 minutach zbiegł na dół.
- No w końcu, już dawno przyjechała. Co ty tam robiłeś?- Spojrzałam na niego tupiąc nogą, z skrzyżowanymi rękami na piersi.
- No wiesz, fryzura i takie tam.
- Dobra, niech ci będzie. Idziemy już.
Wzięłam od niego jedną torbę i swoją torebkę. Założyłam buty na koturnie i wyszliśmy z domu, uprzednio zamykając drzwi. Żegnaj domku. Wsiedliśmy do taksówki i pojechaliśmy na lotnisko.
                                                                              ~*~
- Proszę zapiąć pasy, mamy nadzieję, że podróż była uda.- Usłyszałam głos stewardessy.
Serce zaczęło bić mi szybciej. Mocno ścisnęłam rękę Louis'a.
- Co jest słońce?- Spytał zatroskany i spojrzał na mnie. Ja nerwowo bawiłam się palcami lewej ręki. Nie chciałam spojrzeć mu w oczy.
- No bo wiesz... - Westchnęłam.- Co jeśli mnie nie polubią? Będę wyrzutkiem? I będą uważać mnie za dziwoląga?
- Chloe nie przesadzaj.- Zaśmiał się i złapał mnie za podbródek, podciągnął go do góry.- Spójrz na mnie.- Niepewnie to zrobiłam.- Na pewno cię polubią nie ma innej opcji.
- A co jeśli nie?- Patrzyłam mu w oczy z smutna miną.
- To zawsze masz mnie. Choćby nie wiem co, nie opuszczę cię. Dobrze wiesz, że cię kocham.- Uśmiechnął się do mnie.- I nie mają podstaw, żeby cię nie lubić. A jeśli nie, to trudno. Oni są inni, a nie ty.
Mimowolnie uśmiechnęłam się do niego. Zawsze wiedział jak poprawić mi humor.
-Dziękuję.- Pocałowałam go w policzek i przytuliłam się do niego, na tyle ile pozwalały mi pasy bezpieczeństwa.
                                                                                    ~*~
Po 30 minutach staliśmy już przed lotniskiem.
- Ta jest wolna chodź!- Louis pociągnął mnie za rękę w stronę taksówki.
Wsiedliśmy, a kierowca włożył nasze bagaże do torby wsiadł za kierownicę i pojechał pod wskazany przez Lou adres.
Z tego co wiedziałam mieliśmy wynajmować jakieś mieszkanie dość blisko centrum, w bloku. Tomlinson zajął się wszystkim, ja nie wiedziałabym co miałabym załatwiać. Wiem, jeszcze że obok nas ma mieszkać jakiś chłopak, z którym będziemy razem chodzić do szkoły i oferował nam swoją pomoc.
Najwidoczniej LouLou powiadomił tego chłopaka, bo ktoś stał pod blok i na jego widok się uśmiechnął.
- Cześć. Jestem Louis Tomlinson. A to moja przyjaciółka Chloe Johnson.- Podaliśmy sobie nawzajem ręce i uśmiechnął się do nas przyjaźnie
- Miło was w końcu poznać. Ja jestem Liam Payne. Chodźcie zaprowadzę was. - Kolejny raz uśmiechnął się do mnie.
Był to miły chłopak, od razu na sam jego widok można to było stwierdzić. Nie pomijając najważniejszego faktu, że był on strasznie przystojny. Jego oczy powalały na kolana. Louis stwierdził kiedyś, że ktoś ma oczy jak sarenka. Nie wiedziałam za bardzo, o co mu chodzi, ale teraz zrozumiałam. I to pojęcie doskonale pasowało do Liama. Mam nadzieję, że zaprzyjaźnimy się z nim. Nie ma innego wyjścia.
Zaprowadził nas na sama górę, na 14 piętro. Poinformował nas jeszcze, że jeśli potrzebowalibyśmy jakiejkolwiek pomocy to mieszka tuż obok nas w mieszkaniu numer 34A, my mieliśmy 34B. Fajnie się złożyło. Później poproszę go, by oprowadził nas po Londynie. Bardzo chcę zwiedzić to miasto i wiedzieć o nim wszystko. Już samo powietrze było tutaj magiczne.
Tommo zakrył mi oczy dłońmi i otworzył drzwi. Opuścił je dopiero, gdy staliśmy dopiero na środku pomieszczenia.
-Wow! Louis!- Zatkało mnie. Rzuciłam się na niego. Przez co upadliśmy na podłogę głośno się śmiejąc.
Mieszkanie było ogromne. Jak dla mnie był to apartament, jednak nie dostał takiego miana. Znajdowały się w nim 3 sypialnie, z czego dwie miały osobne łazienki. Hol połączony z wielkim salonem. Oraz przestronną i elegancką kuchnią. No i nie zapominając wspomnieć o balkonie z widokiem na Big Ben'a i London Eye. Cudo! Wymarzyłam sobie takie mieszkanie, chociaż nigdy nie pomyślałabym, że będę w takim mieszkać.
Jednymi słowy kocham Louisa.
- Dziękuję, dziękuję, dziękuję...- Zaczęła przytulać go z każdej strony i tak go wycałowałam w policzki, że były całe czerwone.
- Jejuniu...- Był w szoku. Zaśmiałam się i usiadłam na podłodze, z szerokimi oczami i wielkim podekscytowaniem.
- Zdałam sobie sprawę, że nie powiedziałam ci dzisiaj, że cię kocham. Więc... Kocham cię!- Ponownie rzuciłam się na niego.
- Nie! Proszę, starczy już.- Zepchnął mnie z siebie i usiadł na mnie.
- Złaź!- Wykrzyknęłam.
- Udusiłabyś mnie, więc to, że siedzę na tobie to nic.- Przekręcił głowę na bok i pokiwał nią, potwierdzając własne słowa.
- Ale jeśli będziesz na mnie siedział, to mogę wykrwawić się wewnętrznie.- Spojrzałam na niego z udawaną złością.
- Nie wydaje mi się, ale dla świętego spokoju zejdę z ciebie. - Podniosłam się z podłogi i otrzepałam sukienkę.
- Idę się przespać.
                                                                                  ~*~
Obudził mnie głośny śmieć. Co to było? Ziewnęłam głośno i wstałam z kanapy. Skierowałam się do kuchni, bo stamtąd pochodzimy tajemnicze głosy.
- Co tu się dzieje?- Przetarłam dłońmi oczy, by choć trochę powrócić do teraźniejszości.
- A nic, Liam opowiadał mi swoją historię, gdy pierwszy raz tu przyjechał i gonił go maaały pies...- Podkreślił te słowa.
- Może i był mały, ale okropny!- Zarzekał się Li.
- Mały, nie mały, ale pies. A niektóre psy są okropne.
- Nawet ona trzyma moją stronę.
 Wzruszyłam ramionami i wyciągnęłam z swojej torby butelkę z piciem i upiłam łyk.
- Chloe.- Spojrzałam na chłopaków.
- Tak?
- Idziesz z nami na miasto.- Uśmiechnął się do mnie Liam.
- Z miłą chęcią tylko się przebiorę.
- To my poczekamy.
Szybko pobiegłam do torby i wyciągnęłam parę luźnych szortów i bluzkę z nadrukiem "London Girl" na na ramkach.
Wróciłam po 5 minutach już ubrana.
- Już.- Włożyłam jeszcze telefon do spodni i wyszliśmy z mieszkania.
                                                                                       ~*~
-To gdzie najpierw idziemy?- Spytał Li.
-Wiesz, zawsze chciałam się przejechać tym czerwonym piętrowym autobusikiem.- Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się szeroko. - Tak, chcę na autobus!- Wydarłam się.
- Ona tak zawsze?- Spytał się po cichu Louis'a.
- Słyszałam to!- I z udawaną złością wskazałam na niego palcem.
- Tak, to norma. Ale za to ją właśnie kocham.- LouLou podszedł do mnie i pocałował mnie w czoło.
- Ja ciebie też skarbie.- Puściłam mu oczko.
- Czy wy ten teges?- Pokazywał palcem to na mnie, to na Louis'a.
- Skądże, to przyjaciółka. Prawie jak siostra.
- Yhym. On ma rację. Mój kochany braciszek.- Poczochrałam go zadziornie po włosach.
- Ej! Fryzura!- Poprawił szybko włosy.
- Co za ludzie...- Liam się zaśmiał. Spojrzeliśmy na niego krzywo i poszliśmy dalej.
                                                                                         ~*~
-Chloe, opowiedz coś o sobie.
Siedzieliśmy właśnie w kafejce, bo zgłodnieliśmy. Zamówiliśmy kawę i ciasto, było wyśmienite.
- A co chciałbyś wiedzieć?
- Hmm... Ile masz lat?
- 17.- Upiłam łyka kawy.
- Imię mamy, taty, rodzeństwa...
- Praprababci tez chcesz?- Zaśmiałam się.
- Nie, nie. Tych co wymieniłem to starczy.
- To tak, mama Jenny. Ojca nie znam, ale wiem, że ma na imię Tom. Rodzeństwa nie mam, chyba, że wliczyć tego głupka.- Pokazałam palcem na Louisa, który wcinał teraz ciasto.
- Cfpo?- Spytał zdziwiony.
- Nic, nic. Jedz.
Liam uśmiechnął się do niego i poklepał po ramieniu.
- Imię ostatniego chłopaka?
Zatkało mnie, zakrztusiłam się. Po co mu to było? Ręce zaczęły mi się trząść, na wspomnienie wydarzenia sprzed roku.
Spojrzałam przerażona na Louis, zrobiło mi się niedobrze.
- Stary...- Zaczął Lou i Li spojrzał na niego zdezorientowany.
- O co chodzi?
Nikt mu nie odpowiedział. Siedzieliśmy cicho. Ogarnęłam się jakoś. Przecież to przeszłość i to nie wróci.
- Miał na imię Steave i zerwałam z nim ponad rok temu.- Tommo był zdziwiony, że z taką łatwością mi to przyszło. Sama nawet nie mogłam w to uwierzyć. Jednak może nie jestem taka słaba jak mi się wydaje? Ale to miasto ma na mnie jakiś wpływ? Jedno wiem, ta przeprowadzka wyszła mi na dobre.
- To tera ty, Li, pochwal się. Imię dziewczyny? Wiem, że ją masz. Nie pytaj skąd. Przeczucie.- Machnęłam ręką i się zaśmiał.
- Daniell.
- A chodzi do tej samej szkoły co my ? - Dopytywał się Lou.
- Nie, w Londynie, ale nie w tym samym college'u.
- Aha.- Zamyśliłam się. Wiem.- Znienawidzeni ludzie ?
- Oho oho. Jest taka jedna banda w szkole.- Nachylił się nad stolikiem i my zrobiliśmy to samo.- Jest ich czterech, plus ich lalunie. Pokaże ci ich w poniedziałek na zajęciach. Ale uwierz mi, uważają się za lepszych i ważniejszych, bo ich rodzice mają kasę. A oni sami mają jakieś czarne układy. Nikt się w to nie zagłębia, bo to nie jest bezpieczne. Ktoś kiedyś wtrącił w to swój nos i skończył popity w szpitali. Było z nim ciężko, ale wyszedł z tego. Jak wszyscy pytali co się stało, kto mu to zrobił, odpowiadał "oni". Więc nikt się w to nie zagłębiał.- Zaśmiał się i wystraszył tym nas.- Cóż za ponura atmosfera, ale uwierzcie mi to zwykłe lamusy, nic nie warte.
Długo jeszcze rozmawialiśmy, ogólnie opowiadał Liam, bo po pytaniu o "Steave", jakoś nie zagłębiał się w moje historie. Najwyraźniej wyczuł, że coś jest nie tak i odpuścił. Polubiłam go i to bardzo. Po dzisiejszym wypadzie na miasto, bardzo chcę poznać Dan, z tego co opowiadał jest fajna. A ja potrzebuje koleżanki, mimo, że mam Louisa. Ale czym więcej to chyba lepiej, tak? Więc cel na następny tydzień: "Poznać Danielle i znajomych Liama. I wszystkich innych fajnych ludzi jakich się tylko da!".
__________________________________________________________________________________________________________

I jest rozdział pierwszy. Mam nadzieję, że przypadł Wam do gustu.
Bardzo Was proszę o komentarze to dla mnie bardzo ważne.
Pozdrawiam :* ♥
P.S. Zapraszam na mojego Twittera : @Madzia0Rh, możecie zadawać mi pytania. Zawsze odpowiem.
Tak, że tego do zobaczenia w przyszłości...

niedziela, 12 maja 2013

Prologue.

- Kochanie! Przyjechał Steave!- Usłyszałam jak mama woła mnie z kuchni.
- Już idę!
Wzięłam szybko torebkę i marynarkę z fotela. Przejrzałam się jeszcze w lustrze i zbiegłam na dół. Potknęłam się o wycieraczkę i wpadłam na drzwi.
- Cholera...- Cicho przeklęłam pod nosem.
- Chloe!
- Przepraszam, mamusiu.
Wyszłam z domu i podeszłam do samochodu stojącego przed domem.
- Hej, kotku.- Steave pocałował mnie na przywitanie.
- Cześć, cześć.- Zapięłam pas.- Więc gdzie mnie zabierasz?
- Chciałem cię zabrać na imprezkę, ale wyglądasz tak seksownie, że chyba zaraz będę musiał cię tu prze...- Złapała mnie za kolana, ale ja odepchnęłam jego rękę.
- Przestań! Co chwilę to samo...- Sapnęłam i odwróciłam głowę do okna.
- Och, skarbie.- Dotknął wierzchem dłoni mojego policzka.- I tak mnie kochasz.
Odwróciłam się do niego. Uśmiechnął się do mnie i mrugnął oczkiem. Zbliżył się do mnie i pocałował mnie namiętnie w usta. Przejechał językiem po mojej dolnej wardze. Odsunęłam się na bezpieczną odległość od niego.
- Jedź już.- Ponagliłam go.
- No dobrze, dobrze.- Odpalił silnik i wyjechał na drogę.
                                                                           ~*~
-Steave! Wychodzę.- Wyszarpnęłam się spod jego silnego ramienia.
Wyszłam z klubu. Był pijany, nie miałam ochoty siedzieć w jego towarzystwie. Pod wpływem alkoholu był straszną świnią. Obrażał wszystkich, przystawiał się do innych dziewczyn. Mam już go dosyć. Ciaśniej otuliłam się marynarką. Jak na początek lata było strasznie zimno.
Usłyszałam jak ktoś idzie za mną. Odruchowo odwróciłam się do tyłu. Matko boska... Po co on za mną idzie?
- Czego jeszcze ode mnie chcesz?- Spojrzałam na niego z pogardą w głosie.
- Tylko ciebie...- Powiedział to dość niezrozumiale, co się dziwić, alkohol robi swoje.
Podszedł do mnie bliżej. Dopiero teraz zauważyłam, że obok mnie stał blok. Przycisnął mnie do jego ściany. I wpił się w moje usta. Zabolało mnie to strasznie.
- Steave!- Wykrzyknęłam w jego usta.- Przestań! To boli!- Odepchnęłam go od siebie.
Zachwiał się trochę. Wkurzyła go moja reakcja. Jeszcze bardziej naparł na mnie. Kolejny raz pocałował mnie boleśnie. Poczułam rękę na moim udzie, która wędrowała wyżej. Szarpałam się, jednak na marne. Byłam od niego drobniejsza.
- Wiem, że tego chcesz skarbie.- Wychrypiał mi do ucha.
- Wcale nie! Pomocy!- Wykrzyknęłam najgłośniej jak mogłam. -Po..-Zasłonił mi dłonią usta.
- Czego się drzesz suko i tak nikt ci nie pomoże.- Zaśmiał się głośno. Uderzył mnie w twarz, a dłonią docierał głębiej między moje nogi. Odpiął mi zamek od spodni i swoją spoconą rękę włożył w moje majki. Moje krzyki były niepotrzebne jego dłoń skutecznie tłumiła moje protesty. Płakałam jak jeszcze nigdy  w życiu. Zgwałci mnie, pobije i zostawi na śmierć. Nie miałam już jak oddychać. 
- Zostaw ją!- Nie wiadomo skąd, pojawił się jakiś chłopak. Gwałtownie odepchnął go ode mnie. I uderzył w twarz.
Upadłam na chodnik i zaczęłam dusić się płaczem. Jak on mógł zrobić mi coś takiego? Zauważyłam jak nieznajomy stał nad Steave'm, a ten zwijał się z bólu na ziemi. Splunął na niego i szybko podbiegł do mnie.
- Nic ci nie jest?- Spytał zatroskany.
- Ja... ja...- Nie mogłam nic z siebie wydusić.
- Już dobrze, dobrze.- Pomógł mi wstać- Jestem Louis.
- Ja Chloe.
Spojrzałam na niego zapłakanymi oczami. Jago twarz rozmazywałam mi się przed oczami.
- Proszę zabierz mnie do domu.
__________________________________________________________________________________________________________

I macie obiecany prolog. Mam nadzieję, że podobam Wam się.
Czekajcie na pierwszy rozdział. ♥
Pozdrawiam @Madzia0Rh

Wprowadzenie.

Witam was na moim blogu! 
Co prawda tamtego jeszcze oficjalnie nie zakończyłam, ale brak weny.
W ostatnim czasie mam pomysł na tego bloga, więc pomyślałam dlaczego nie?
Więc wzięłam się za niego.
Takie krótkie przedstawienie całego bloga:

Tytuł: Life is cruel.
Autor: Magdalena -> @Madzia0Rh
Bohaterowie: Chloe Johnson/ Harry Styles/ Louis Tomlinson/ Niall Horan
Ogólna fabuła: Chloe jest 17-letnią dziewczyną mieszkającą w Doncaster. Pewnego dnia wraz z swoim przyjacielem Louis'em postanawiają przeprowadzić się do Londynu, by móc uczęszcza do lepszej szkoły. Chloe nie jest zbyt zadowolona z tej informacji, ale przyjmuje propozycję. Jest ona bardzo przywiązana do swojego miejsca zamieszkania i boi się nowego otoczenia, nowej szkoły, nowych uczniów. Jej życie zmieni się, gdy pozna pewnego chłopaka... 
Dodatkowe informacje: Jest to AU- czyli nie istnieje zespół One Direction, chłopacy nie znają się. lecz zmieni to się z czasem. 

Więc cóż innego mi pozostaje, jak tylko, by powiedzieć wam żebyście czekali na rozdziały.
Pozdrawiam :) ♥