niedziela, 29 grudnia 2013

8.

Czytasz=komentuj ♥

 Ściągnęłam sukienkę i wrzuciłam ją do kosza, tak jak powiedział Harry. Założyłam jego koszulkę, która była na mnie za duża. Podeszłam do lustra i przejrzałam się w nim. Nie wyglądam wcale tak źle jak myślałam. Obejrzałam jeszcze rękę, dobrze mi ją opatrzył. Fajnie było tak na niego patrzeć, kiedy się o mnie troszczy, to miłe z jego strony. Związałam włosy w kuca i wyszłam z łazienki.
Harry leżał na łóżku w dresach i w czarnym, gładkim podkoszulki. Stanęłam koło łóżka i odchrząknęłam.
- Myślę, że mogę się przespać w salonie.- Podniósł na mnie wzrok i wstał.
- Nie wypada. Połóż się tutaj, ja pójdę na kanapę. Należy ci się porządny odpoczynek.- Uśmiechnął się i wziął jedną poduszkę.
- Musiałabym kogoś poinformować, że zostaje u ciebie, mogą mnie szukać, nie uważasz?- Patrzyłam za jego sylwetką, jak odchodzi.
- Już to zrobiłem, napisałem do Niall'a.
- Dziękuję.
- Dobranoc Chloe.-Pomachał do mnie poduszką. Cóż, tak jak przypuszczałam salon znajdował się niecałe dwa mety dalej, więc miał na mnie oko przez całą noc.
- Miłych snów Harry.- Wspięłam się na łóżko i usiadłam na środku.- Jest duże, zmieściłbyś się. - Zaczęłam bawić się nerwowo palcami.
- Tak wiem, ale nie chciałem ci tego proponować i tak dzisiaj zrobiliśmy ogromny krok to przodu. Wystarczy, że przestałaś mnie nienawidzić .- Zaśmiał się.
- W sumie masz rację.- Przykryłam się pościelą, którą wcześniej przyszykował.
Przytuliłam twarz do poduszki, poczułam perfumy. Zaciągnęłam się tym zapachem, Harry pachnie naprawdę dobrze.
Przez najbliższą godzinę nie mogłam zasnąć, natłok wrażeń podziałał na mnie jak duży kubek kawy. Słyszałam ciche pochrapywanie Harry'ego, to było urocze.
Jego mieszkanie jest całkiem przytulne, jak na taką małą powierzchnię. Najwyraźniej ma rękę do takich rzeczy. Zdałam sobie jednocześnie sprawę, że z samego rana będę musiała stąd odejść. Ale tak naprawdę nie mam na to najmniejszej ochoty. W końcu zachciało mi się spać i ziewnęłam. Jeszcze bardziej niż wcześniej ,wtuliłam się w poduszkę. Zasnęłam myśląc o Harry'm.


_______________________________________________________________________________________________

Coś głośno huknęło, podskoczyłam na łóżku przestraszona. Błagam tylko nie to. Podciągnęłam nogi i oparłam brodę na kolanach. I kolejny grzmot. Boże... Zamknęłam oczy, przestraszona. Zauważyłam jasną łunę, za oknem.
- Harry!- Krzyknęłam wraz z głośnym hukiem. Zerwał się ze snu.
- Chloe?!- Podbiegł szybko do mnie i przykucną przy łóżku.- Co się stało?
- B-Burza...- Wyjąkałam.
Przetarł ręką twarz i zaświecił lampkę przy łóżku, nie dawała zbyt dużo światła, ale wystarczająco, bym mogła zobaczyć chociaż jego profil.
- Boisz się?- Spytał z troską i przysiadł koło mnie.
- Tak.- Spojrzałam mu w oczu.
- Nie wiem, co powinienem zrobić. - Podrapał się po karku.
- Mógłbyś ze mną spać?- Wyszeptałam i spuściłam głowę. Złapał mnie za brodę i uniósł do góry.
- W porządku.- Uśmiechnął się.- Będę trzymał ręce przy sobie.- Puścił mi oczko.
- Dziękuję.- Rozległ się kolejny grzmot, głośniejszy niż poprzednie. Rzuciłam się na Harry'ego i mocno przytuliłam.
- Spokojnie. Jestem tu...- Odwzajemnił uścisk. Nie spodziewałam się tego, wcześniej mnie odtrącił. Zaczęłam trząść się z nerwów.- Może się położymy, będzie wygodniej. Teraz wbijasz mi kolano w krocze, to nie jest przyjemne uczucie.
- Przepraszam.- Puściłam go i położyłam się na boku, twarzą do niego. Zrobił to samo.
- Nic się nie stało. Powiedziałem ci już, że nie masz już mnie przepraszać.
- Tak, wiem.- Westchnęłam i zamknęłam oczy.
Kolejny raz piorun uderzył dość blisko, skuliłam się i zmarszczyłam czoło. Poczułam dłoń Harry'ego na swojej. Siłował się z moja pięścią, bym przestała to robić. W końcu uległam i otworzyłam dłoń. Złapał ją i zaczął kreślić wzorki po zewnętrznej stronie. Przestał dopiero, kiedy zauważył, że nie spinam się, aż tak i otworzyłam oczy. Jednak nie puścił mojej ręki.
Spojrzałam na nasze złączone dłonie, później w jego oczy. Leży teraz bliżej mnie niż parę sekund temu. Wyczuł moje zmieszanie i wyciągnął dłoń z mojego uścisku.
- Nie...- Wychrypiałam i przyciągnęłam z powrotem do siebie, trzymając w obu rękach.
- Jesteś spokojniejsza, kiedy jestem obok?- Zapytał.
Skinęłam głową i przygryzłam wargę.
- Nigdzie się nie wybieram.- Ponownie spojrzałam w jego oczy. Były teraz bardziej zielone, jaśniejsze niż wcześniej. Odgarnął kosmyk z mojej twarzy, który wyplątał się z kuca.
- Dlaczego raz jesteś dla mnie miły, a zaraz po tym wściekły?
- Trudno to wytłumaczyć... to nie jest tak, że cię nienawidzę...
- Ale mnie nie lubisz.
- Lubię i to bardzo. Ale sam nie wiem co jest dla mnie odpowiednie. Kiedy nie ma mnie blisko ciebie, jesteś kłopotach, a kiedy cię pilnuje, nie jest wcale lepiej.
- Właśnie jest dobrze, na przykład teraz. Jestem bezpieczna.
- Nie do końca, pozostaję jeszcze ja. Wychodzi na to, że nie jestem odpowiednim znajomym dla ciebie.
- Wierzę, że nic mi już nie zrobisz. Nadal się ciebie boję, ale już cię nie nienawidzę.- Zajrzałam w jego tęczówki. były w pełni skupione na mnie.
- Myślisz, że nadaję się na przyjaciela dla ciebie?- Uniósł brwi.
- Jestem tego pewna. Każdy zasługuje na drugą szansę, ty właśnie swoją otrzymałeś.- Uśmiechnęłam się do niego.
- Ale nie zmienia to faktu, że mogę coś spierdolić.- Odwrócił głowę.
- Zrobisz to, jeśli będziesz się zachowywał tak jak teraz.- Przyłożyłam dłoń do jego policzka i zmusiłam go, by na mnie spojrzał.- Postaraj się niczego nie wykombinować, to nie będę miała powodów, żeby się do ciebie nie odzywać.
- Zrobię wszystko co tylko będę mógł, by być dla ciebie takim znajomym jak Louis czy Liam.
- To naprawdę mocne słowa. Będziesz musiał się naprawdę postarać, żeby to osiągnąć.- Zaśmiałam się.
- Wiem i to jest ten cały problem.
- Harry, starczy już tego zamartwiania się. Jestem zmęczona tym wszystkim.- Zamknęłam oczy.
- Chloe?
- Tak?
- Wiesz, gdyby co. Możesz się zawsze zwrócić do mnie o pomoc i um... przytulić, w razie co.- Wsłuchałam się i zapomniałam, że na dworze szalała burza. Zatrzęsłam się.
- Masz rację.- Położyłam głowę na jego torsie i przytuliłam się do niego.
- To dobranoc.
- Mhm.- Wymruczałam i tak nie mogłam usnąć. Będę musiała zacząć brać środki nasenne.
Harry też nie spał, nie chrapał jeszcze. Bawił się moim włosami. W pewnej chwili uniósł się lekko i pocałował mnie w czubek głowy.
- Chloe, lubię cię i to bardzo. Nawet nie wiesz, ile dla mnie znaczysz.
Zamurowało mnie. To piękne słowa.
- Harry.- Poniosłam się na łokciu i spojrzałam w jego oczy.
- Myślałem, że śpisz.
- To nic... chciałam tylko...
- Co chciałaś Chloe?
Zacisnęłam mocno powieki i odetchnęłam głęboko. Gdy je otworzyłam, nie wiedział o co chodzi. Zmarszczył czoło. Mam nadzieję, że mnie za to nie zabije. Nie zastanawiałam się dłużej i pocałowałam go.
Na początku nie wiedział co ma zrobić. Ale po chwili oddał się mi. Wplotłam rękę w jego włosy i pociągnęłam za końce, jęknął w moje usta. Chwycił mnie za szyję i przyciągnął do siebie. Usiadłam na nim okrakiem. Odsunęłam się od niego, zamruczał z niezadowolenia.
- To zdecydowanie było to uczucie Harry. 
- Hmm?- Był jeszcze zdezorientowany. 
- Zapytałeś mnie, co to było kiedy chwyciłam się za rękę. To było to.- Uśmiechnęłam się do niego.  
- Tak, masz rację. Ale co to było? Wow... 
- Wiem...- Zaśmiałam się. - Ale to ty pierwszy zacząłeś, chciałam tylko mieć jeszcze swoje zdanie w tej sprawie. 
- I to była twoja odpowiedź na moje słowa?- Złapał mnie za rękę. Spojrzałam w dół. 
- Tak. Odkąd kiedy po raz pierwszy mnie przeprosiłeś, w głębi duszy wiedziałam, że coś jest z tobą nie tak. I chciałam to sprawdzić.- Uderzyłam go palcem w tors.
- Naprawdę?- Uniósł brwi.- A ja od samego początku wiedziałem, że jesteś nienormalna, ale coś mnie do ciebie ciągnie. Tylko nie wiedziałem co to może być. 
- I z całego tego zakłopotania mnie dusiłeś? Brawo Harry, jesteś mistrzem.- Prychnęłam. 
- Nie wspominaj mi tego, to nie jest coś, z czego powinienem być dumny. 
- Wiem, już nigdy ci tego nie wypomnę. Obiecuję. - Przygryzłam wargę.
- Wyglądasz seksownie, kiedy to robisz?
- Tak myślisz?- Skinął głową.- Będę tak robić częściej. 
- Ale tylko dla mnie?- Poruszył brwiami. 
- Tylko w twojej obecności.- Cmoknęłam go w czubek nosa.
- Chodź tu do mnie.- Przyciągnął moja twarz to swoich usta.- Sprawdzę czy to na pewno to co mówisz.
Tym razem to on pocałował mnie. Przesunął językiem po mojej dolnej wardze. Nie dam się tak łatwo! Zamruczał i ponowił ten ruch. Za którymś razem z rzędu, poddałam się i pozwoliłam na to by nasze języki poruszały się w zgodnym rytmie. 
Tego to totalnie się po nim nie spodziewałam. Ale nie powiem, oczarował mnie tym jeszcze bardziej. Coraz dalej pędzę na ślepo w coś, czego w ogólnie nie rozumiem.

W ostatnich dniach mam dość weny, żeby pisać. Te trzy rozdziały w tym tygodniu są wynagrodzeniem za te parę miesięcy bezczynności.
Tym razem, bardziej liczę na wasze komentarze. :3 

sobota, 28 grudnia 2013

7.

Nie wiem, czy ma to sens, żebym nadal pisała, więc jeśli przeczytasz, skomentuj. Nawet drobny komentarz dla mnie wiele znaczy ;c

- Umm, nie wiem co powiedzieć.-Zakłopotana spojrzałam mu w oczy.
- Zwykłe dziękuję, by wystarczyło. -Puścił do mnie oczko.
- To w takim razie dzięki.-Uśmiechnęłam się.
- To za mało wiesz, buzi...
- Może oddasz mi w końcu moją towarzyszkę?- Niall wtrącił się w połowie zdania i zabrał moje ręce z szyi Harry'ego. Ten zmierzył go piorunującym spojrzeniem.
- Nie. Nie widzisz, że teraz tańczy ze mną- Ał.
- Nie sądzisz, że ona cię nie lubi i trzymasz ją siłą?- Blondyn ponownie złapał mnie z rękę.
- Ej.- Szarpią mną jak jakiś przedmiotem. To nie jest fajne.
- Horan, przestań się wpierdalać!- Podszedł do niego i złapał za koszulkę.
- Harry! Niall! Chłopaki! Co wy robicie?!- Wkroczyłam między nich i odciągnęłam od siebie Chwyciłam dłoń Harry'ego, żeby odszedł jeszcze bardziej. To było dziwne uczucie... Spojrzeli na mnie. Szybko ją puściłam.
- Chciałem cię przyprowadzić do stolika. Wszyscy myślą, że on trzyma cię na siłę i znowu zastrasza.
- Przestaniecie mnie kurwa w końcu osądzać?!- Miły Harry znikł tak szybko jak się pojawił.
- Dobra sorry stary, najwyraźniej się myliliśmy.
- Skoro wam tak przeszkadzam to może pójdę. - Odwrócił się na pięcie i odszedł.
- Co narobiłeś Niall?- Wkurzyłam się na niego. Chłopak chciał być po prostu miły.
- Harry!- Po co się drzesz kretynko i tak cię nie usłyszy. 
Pobiegłam w stronę, gdzie zniknął przed chwilą. Zauważyłam go. Wchodzi po schodach na piętro budynku.
- Harry! Poczekaj!- Najwyraźniej mnie usłyszał bo staną na szczycie i spojrzał w moją stronę. Weszłam po schodach tak szybko, na ile pozwalały mi na to szpilki.
- Czego chcesz?- Spiorunował mnie spojrzeniem. Mam się teraz z nim użerać, kiedy jest zły. Jeszcze zrzuci mnie na dół. Odsunęłam się od niego na bezpieczna odległość.
- Chciałam ci po prostu powiedzieć, żebyś się do nas przysiadł.
- A wydawało mi się, że mnie nienawidzisz, bo jestem dupkiem.- Fuknął i poszedł korytarzem. Stałam jak wmurowana patrzyłam, gdzie idzie.
Podszedł do ostatnich drzwi po lewej i otworzył je. Spojrzał jeszcze na mnie. I wszedł do środka.
- Boże, Harry czekaj!- Podbiegłam do drzwi i przytrzymałam je ręką.
- Chloe co znowu?- Otworzył je szerzej.
- Ty tu mieszkasz?- Spytałam zdziwiona i spojrzałam na jego twarz.
- Tak, tylko po to mnie zatrzymałaś? To możesz już iść.- Chciał zamknąć.
- Nie.- Wprosiłam się do jego pokoju.
- Czemu weszłaś?- Odwrócił się do mnie i trzasnął drzwiami. Podskoczyłam.
- A dlaczego ty jesteś... taki?!- Wskazałam na niego palcem.
- Taki?
- Raz jesteś miły i ... normalny. Da się z tobą wtedy porozmawiać, a teraz...- Zatoczyłam kółko w powietrzu z rezygnacją.
- 'Taki' to ja już jestem i pogódź się z tym.
- Przed chwila na dole mówiłeś co innego.- Zmarszczył brwi.
- Nie masz już tutaj co robić...
- Owszem chciałam ci jeszcze raz podziękować, ale ty najwyraźniej nie masz już ochoty przebywać w moim towarzystwie. - Ruszyłam do drzwi i stanęłam naprzeciwko niego.
- Wiesz, jak głupia myślałam, że warto ci wybaczyć. I myślałam, że byłbyś nawet fajnym kolegą, ale się myliłam. Jesteś dokładnie taki jak wszyscy mówią Harry.
- Wcale mnie nie znasz!- Krzyknął na mnie.
Otworzyłam drzwi.
- Ale nie będę, aż tak chamska i niemiła jak ty. Jeśli już nacieszysz się samotnością i przebywaniem z samym sobą, możesz jeszcze się do nas przyłączyć. - Spojrzałam na niego z nadzieją, że jeszcze się uśmiechnie, jednak pozostawał niewzruszony.
- Pa Harry.
- Chloe?
- Czego chcesz?
- Co to było tam na dole, kiedy odciągałaś mnie za rękę od Niall'a. - Zastanawiałam się dość długo. Patrzył na mnie i oczekiwał odpowiedzi.
- Nie wiem Harry, nie wiem. Na razie.- Wyszłam i zostawiłam go.
Już chyba ma dość bycia miłym. Skoro teraz był taki oschły jak zawsze, to po co zawracał mi głowę i przepraszał za wszystko? Najwidoczniej zmyliły mnie jego słodkie oczka. Jest naprawdę dziwny.
Zaczęłam schodzić po schodach, kiedy zauważyłam Steave'a.  Cofnęłam się z powrotem na górę. Matko zauważył mnie. Co mam teraz zrobić?!
Uśmiechnął się złowieszczo i wraz z jakimś kolegą ruszyli w moją stronę. Co robić? Serce zaczęło walić mi jak młotem. Szybko poszłam na koniec korytarza obok drzwi Harry'ego. Nie zapukałam do niego. Są coraz bliżej.
- Chloe słońce! Jak miło cię widzieć.- Puścił do mnie oczko. Zrobiło mi się niedobrze.
- Steave, czy ona się aby przypadkiem nie boi?- Jego towarzysz zaśmiał się krótko i zmierzyli mnie wzrokiem. Podeszli zbyt blisko. Mój były chłopak odgarnął mi włosy z twarz.
- Nadal jesteś śliczna, chociaż w tej sukience wyglądasz seksownie.- Złapał mnie za rękę.
- Puść mnie.- Wyszarpnęłam się.
- I ciągle taka zadziorna. Co ja bym mógł teraz z tobą zrobić kochanie...- Wyszeptał mi do ucha.
- Zostaw mnie, nie chcę mieć nic z tobą wspólnego.- Splunęłam mu w twarz.
- Nie pogrywaj ze mną.- Uderzył mnie w twarz. Złapałam się za policzek, który momentalnie zaczął piec.- Nie myśl, że jeżeli jakiś pedał mnie uderzy, jak wtedy w nocy, to masz mnie już z głowy, mylisz się mała suko.- Wpił się w moje wargi, gwałtownie. Odepchnęłam go od siebie. Zaczęłam płakać. Wzrokiem próbowałam poszukać pomocy, zauważyłam, że jego kumpel gdzieś zniknął. Moje szanse na przeżycie z zerowych wzrosły do minimalnych.
- Nie odpychaj mnie.- Tym razem oberwałam z pięści w twarz i głośno krzyknęłam z bólu. Upadłam na podłogę. Szybko podciągnął mnie do pionu i przycisnął do ściany. Przybliżył głowę do mojej szyi i zassał moją skórę, to tak cholernie boli.
- Pomocy!- Wykrzyknęłam.
- Czego się drzesz?!- Rzucił mną w kąt gdzie stał stolik z szklanym wazonem. Rozbił się o moje ciało, któryś z odłamków rozciął mi rękę. Złapałam się za nią.
- Księżniczka się skaleczyła?- Udał stroskanego.
- Zostaw ją!- Harry odciągnął go ode mnie.
Złapał go za kurtkę i uniósł do swojej twarzy.
- Jak śmiesz ją bić, jesteś nic nie wartym śmieciem!- Uderzył go w twarz.
- Chloe ma kolejnego obrońcę i tak ją kiedyś dopadnę!- Uciekł. Czyli on jeszcze po mnie przyjdzie...
- Nic ci nie jest?- Chłopak przykucną przy mnie i wzrokiem badał każdą część mojego ciała.
- Nie jest tak źle, tylko...
- Tylko co?- Był zły, znowu. Nienawidzę go takiego. Zauważył moje skaleczone ramię.
- Pomógłbyś mi to opatrzyć?
- Chyba znajdę coś w domu. - Wstał i wszedł do pokoju.
- Harry! Może pomógłbyś mi wstać?- Wychylił się zza drzwi.
- Um... Tak.- Podrapał się po karku i podszedł do mnie. Wyciągnęłam do niego dłoń. Chwycił ją. I znowu to uczucie. Co to jest? Spojrzał na mnie zmieszany. Weszłam do jego mieszkania. Nie było ogromne, ale jak dla niego samego było w sam raz. Usiadłam na dużym łóżku, czekając aż Harry coś przyniesie. Z mojej ręki nadal kapała krew, przez co ubrudziłam sobie sukienkę i pościel na jego łóżku.
- Mam wodę utlenioną i bandaż, powinno chyba starczyć.
- Myślę, że tak. Ale potrzebuję twojej pomocy.- Spojrzałam swoimi załzawionymi oczami w jego zielone tęczówki.
- Postaram się na tyle ile mogę.- Ujął moją rękę i najpierw ją dokładnie obejrzał. Na moje oko trzeba by było ją zszyć, ale nie chcę odwiedzać szpitali, narobiłoby to zbyt dużo szumu.
- Harry...- Zasyczałam, kiedy polewał ranę wodą.
- Przepraszam.- Spojrzał do góry na moją twarz.
- Dziękuję ci.
- Za co?
- Uratowałeś mnie, gdyby nie ty nie wiem co znowu by mi zrobił.- Przeczesałam włosy lewą ręką.
- Jak to znowu? Znasz go, tak?- Zaczął po mały owijać mi rękę bandażem.
- To mój były...
- Co?- Spytał zaskoczony  i skończył.- Proszę.
- Tak, to mój były chłopak. Największa porażka, jaka mogła mi się przytrafić. Dziękuję. To nie będzie dobry pomysł, żebym wróciła na imprezę. Jestem cała brudna i na dodatek nie opłaca się.- Wstałam i chwyciłam pościel z jego łóżka.- Trzeba będzie to wyprać, zakrwawiłam ją.- Wziął materiał  ode mnie i skierował się do jakiegoś pomieszczenia, przypuszczam, że była to łazienka.
- Masz rację, ale to nic. Ważne, że nic ci nie jest.- Uśmiechnął się do mnie i podszedł do komody. Wyciągnął z niej jakąś bluzkę i podał mi ją.
- Po co mi ona? Powinnam już iść, nie chcę ci przeszkadzać.
- Przebierz się i nigdzie nie idziesz.
- Jak to?- Spojrzałam na niego. Był poważny i to nawet za bardzo.
- Ten koleś może być jeszcze w środku, jeśli cię gdzieś zaatakuję, mogę nie zdążyć na czas. Będziesz od teraz pod moją opieką.- Odwrócił się tyłem do mnie i ściągnął koszulkę. Niepewnie do niego podeszłam i przytuliłam go od tyły. Zaskoczyłam go i odwrócił się zdziwiony.
- Wiesz... ja nie wiem jak ci dziękować. Zrobiłeś dzisiaj dla mnie naprawdę wiele. Wolę cię takiego, miłego i opiekuńczego chłopaka, niż tego złego i agresywnego  Harry'ego. Ponownie myślę, że byłbyś dobrym kolegą.
- Cóż, nie ma za co Chloe.- Odciągnął mnie od siebie.- Idź lepiej się przebierz i sukienkę możesz wrzucić do kosza na pranie.
- Dziękuję.- Udałam się do łazienki.- Harry zaczynam cię lubić, wiesz?- Uśmiechnęłam się i zamknęłam drzwi.
- Ja ciebie tez polubiłem i to nawet bardzo.- Słyszałam jeszcze słowa Harry'ego.
Oparłam się plecami o drzwi i uśmiechnęłam sama do siebie.
On jest naprawdę uroczy. Gdyby ktoś powiedziałby mi dwa tygodnie temu, że będę spała u Harry'ego chyba bym nie uwierzyła. Co gorsze, zaczyna mi się podobać. Te jego oczy, usta i włosy. Nie, chyba oszalałam. Zapomniałaś głupia kretynko, że ten sam chłopak, który przed chwilą ci pomagał, pobił cię prawie na śmierć. Przez te wszystkie sytuacje, mam totalny mętlik w głowie. 
To mamy rozdział 7. Mam nadzieję, że wam się podobał.
Jeśli czytasz to komentuj. Dziękuję xx
@Madzia0Rh




czwartek, 26 grudnia 2013

6.

Wesołych Świąt!
Trochę spóźnione, ale na przeprosiny macie rozdział 6 ;3



Postawiłam karton z kotem w przedpokoju. Co ja ma z nim teraz zrobić? 
Poszłam do kuchni i wyciągnęłam z szafy pierwszą, lepszą miskę, która wpadła mi w ręce. Nalałam do niej mleka i włożyłam do pudła. Zamknęłam je na tyle, by powietrze docierało do środka. Szybko chwyciłam najpotrzebniejsze rzeczy i wyszłam z mieszkania kierując się do windy.
Dowiem się wszystkiego czego tylko mogę. Kto wpadł na tak chory pomysł, by przynosić mi kota. Ten ktoś ma naprawdę niepokolei w głowie. Mógłby się chociaż podpisać, miałabym jeden problem z głowy.
Szybko wychodzę z budynku i szukam wzrokiem auta Niall'a. Nie jest to takie trudne, gdyż to czarny Land Rover, a on sam stoi przy drzwiach, ciągle trzymając telefon przy uchu. Kieruję sie w jego stronę. Jest wkurzony, ciekawa o co i na kogo. Gdy tylko podchodzę na taką odległość bym mogła usłyszeć o czym rozmawia, rozłącza się.
- Na razie...- Szybko chowa telefon do kieszeni.
Odchrząkam znacząco.
- O, jesteś już... - Nerwowo przeskakuje z nogi na nogę.- Pojedziemy już.
- Tak masz rację to najlepsza propozycja.- Okrążam samochód i siadam na miejscu z przodu.
Robi to samo i w milczeniu odpala samochód wyjeżdżając na drogę.
- Cóż Niall, powiesz mi z kim rozmawiałeś?- Przekręcam się na fotelu w jego stronę i spoglądam na niego.
- Umm...- Nie dokończył, gdyż po samochodzie rozeszła się dobrze mi znana melodia. Cholera, że akurat teraz?! Otwieram swoją torebkę i szukam w niej telefonu.
- Co?- Rzucam do słuchawki.
- Hej, Chloe spokojnie.- Słyszę głos Liam'a.
- O co chodzi?
- Um... jest już dziesięć po piątej, już dawno powinnaś tu być. Wszyscy się o ciebie wypytują.- Mówi zdenerwowany.
- Jeśli myślałeś, że uciekłabym z swojej imprezy to się mylisz. Zaraz tam będziemy nie martwcie się.- Mówię do niego pocieszająco.
- Trzymam cię za słowo, skoro właśnie wyjechaliście to jesteście już na miejscu.
Na jego słowa usłyszałam głośna muzykę dobiegającą zza samochodu. Spojrzałam na budynek, przed którym chłopak zaparkował. Szybko się rozłączyłam. Niall otworzył mi drzwi, uśmiechał się od ucha do ucha. Jaki on słodki. Złapałam go pod rękę i szliśmy w stronę wejścia do klubu.
- Mogę o coś spytać?
- Tak?- Spojrzał na mnie.
- Ile ludzi tam jest?
- Wiesz, bardzo się do tego przyłożyli i uwierz mi będzie super...
- Ile?
- Dość sporo.
- A i mam rozumieć, że jesteś moją parą na ten wieczór, tak?- Podniosłam za niego zestresowany wzrok.
- Nie martw się, ale tak.- Nałożył na nos swoje czarne okulary i ukazał rząd swoich białych zębów. Podniosło mnie to na duchu.
Weszliśmy do ogromnego budynku. Natłok ludzi był tak ogromny, że dało się wyczuć gorące powietrze. A to dopiero początek, żebym tylko nie zemdlała. To byłby wstyd. Powitało mnie wiele radosnych uśmiechów, które odwzajemniałam. Niektórzy z nich składali mi życzenia, inni dawali koperty. To naprawdę miło z ich strony. Doszłam do naszej paczki. Wszyscy stali z szklankami wypełnionymi alkoholem, mi także wręczyli jedną. Popatrzyłam na nią z niesmakiem. Dan i El rzuciły się na mnie całując i przytulając.
- Nie obrazisz się na nas, jeśli powiemy ci, że kupiliśmy ci jeden wspólny prezent od całej naszej paczki.
- Powinnam się obrazić, że kupiliście mi cokolwiek, ale wybaczam.
- Dalej Lou! Daj jej go!- Eleanor ponagliła Louisa, a ten dal mi małą paczuszkę. Otworzyłam ją.
-Wow! Wy tak na serio?!- Pisnęłam z wrażenia. W środku znajdowały się klucze i to od auta.
- To nic takiego.- Wyjaśnił Liam.- Każdy się dołożył. Najwięcej włożył Lou.
- Miałem trochę odłożonych pieniędzy, więc to nic takiego.- Uśmiechnął się szeroko. Uściskałam go mocno.
- My zadbałyśmy o to, by wnętrze było przytulne.- Zaskoczyło mnie to. Perrie, dziewczyna Zayn'a, właśnie się do mnie uśmiechnęła? Dołożyła się do prezentu? Zrobiła to co zrobiła? I ona właśnie idzie w moją stronę, by mnie uściskać. Ten wieczór będzie zaskakujący.
- Dzięki. A tak w ogóle mogę się spytać, dokładnie kto mi go kupił, bo trochę was dużo i nie wiem, komu mam dziękować. - Uśmiechnęłam się i odłożyłam moje rzeczy na kanapę, która wraz z dwiema innymi była przeznaczona wyłącznie dla nas.
- Louis, Eleanor, Liam, Daniell, Zayn, Perrie, Andy i ja.- Spojrzałam na Niall'a, no i jak tu go nie kochać. Podeszłam do niego i mocno go wyściskałam
- Dziękuję.
- To za zdrowie jubilatki!- Wszyscy podnieśli szklanki do góry, chwyciłam swoją.
- Moje zdrowie!- Przechyliłam szklankę i wypiłam całą zawartość. Rozległy się piski i wesołe śmiechy, a muzyka na nowo zaczęła grać.
- Pozwolisz, że porwę cię do pierwszego tańca w końcu jesteś moją towarzyszką.- Niall pociągnął mnie w stronę parkietu.
Postanowiłam, że pójdę na żywioł i będę dobrze się bawić. Otwórciłam sie tyłem do Horana, szczęście, że załapał o co chodzi. Położył mi ręce na biodrach i kołysał się w rytm ze mną. A co mi tam, pogrzeszę trochę. Otarłam się tyłkiem o jego krocze, na co położył głowę na moim ramieniu.
- Seksownie dziś wyglądasz- Pocałował mnie w szyję. Okręciłam się z powrotem w jego stronę i spojrzałam mu w oczy. Jednak tego nie chcę...
- Niall...- Zaczęłam.
- Wiem, spokojnie nie zrobię nic czego byś nie chciała.- Mrugnął do mnie oczkiem i na nowo zaczęliśmy tańczyć.
Minęły nam tak chyba z 3 piosenki, kolejna była wolna.
- Chcesz jeszcze, czy już idziemy usiąść?
- Nie jest ok.- Uśmiechnęłam się.
Chciałam objąć go rękami za szyję, jednak ktoś chwycił moje nadgarstki i odciągnął mnie od niego, obracając w swoją stronę. Nie zdążyłam nawet spojrzeć nieznajomemu w twarz, a już sprytnie owinął mi ręce wokół bioder.
- Teraz tańczy ze mną.- Spojrzałam przestraszona na góry. Nie myliłam się. Harry.
- Co ty tu robisz?- Próbowałam się wyszarpnąć, lecz on był silniejszy.
- Nie zatańczysz ze mną, tak jak z Horanem?- Podniósł jedna brew i uśmiechnął się szelmowsko.
- Nie?- Udało mi się wydostać z jego uścisku, jednak na krótko. Jego dłoń złapały mnie za łokieć i przyciągnął do siebie. Zmarszczył brwi.
- Przepraszam...
- Zostaw... Zaraz, ty co?- Spytałam zdziwiona i stałam wryta w podłogę.
- Przepraszam, to takie dziwne?- Spytał poirytowany.
- Nie skąd, tylko, że ty nie przepraszasz. Ty przecież jesteś pan Styles i w ogóle.
Zaśmiał się i spojrzał na mnie rozbawiony.
- Tak to dziwne i ... niecodzienne. Ale naprawdę przepraszam, za to i za wszystko.
- Cóż, nie wiem czy mogę ci wybaczyć.
- Daj mi chociaż szansę, ok?
- Nie jestem pewna.
- Tylko 5 minut, potem rób co chcesz.
- Dziś moje urodziny, więc niech ci będzie.
- Ale warunek, rozmawiamy tu i teraz i zachowujemy się normalnie.
- O co ci chodzi? Normalnie czyli?
- Tańcz ze mną.- Podciągnął moje ręce na swoją szyję. Nie mam zamiaru sie sprzeciwiać. Splotłam dłonie razem. Przez przypadek pociągnęłam jednego z jego loków. Jęknął i spojrzał mi w oczy. W jego błysnęła dziwna iskierka.
- Przepraszam.- Szybko wyplątałam palec.
- Nie, jest w porządku.- Nie wiedząc co zrobić, chwyciłam większą część jego włosów w swoją rękę. Przygryzł wargę. Matko boska. Co się ze mną dzieje?  Nienawidzę go, chyba raczej nienawidziłam, teraz wygląda to zupełnie inaczej. Zauważył moje zmieszanie i uśmiechnął się. To dziwne wydaje się być taki uroczy. Dokładnie jak wtedy w sklepie. Przypomniałam sobie, że muszę się czegoś o nim dowiedzieć ,ale najpierw niech on zacznie.
- Więc Harry, co masz mi do powiedzenia? 
- No wiesz, przepraszam za wszystko...
- Tak, to już wiem. 
- Nie chciałem tego zrobić. To po prostu samo tak wyszło, nie wiem. Do tej pory nie mogę tego zrozumieć. Wcześniej takie sytuacje nie miały miejsca, to był mój pierwszy raz kiedy uderzyłem dziewczynę, weszłaś mi w drogę i nie spodobało mi się. Gdybyś się nie wtrącała, to oberwałby ten twój kolega, ale na pewno mniej niż ty, ale pomimo tego wszystkiego  źle mi z tym. albo ta cała sytuacja w szkole, byłem wściekły na Victorię, to dlatego tak zareagowałem. Chciałbym ci to jakoś wynagrodzić, ale nie mam zielonego pojęcia jak.- Zmartwiony spojrzał w moje oczy. 
- Ta twoja przemowa jest... zaskakująca. Nie spodziewałam się, że jesteś zdolny do jakichkolwiek uczuć, jednak się myliłam. - Uśmiechnął się. Dało mi to odwagi, by spytać chociaż o jedna rzecz.- Harry? 
- Tak? 
- Może to  dziwne, ale już dawno zrozumiałam, że nie jesteś taki za jakiego uchodzisz. Nie mówię tu, że nie robisz tego co mówią, bo tego nie wiem. Wprawdzie nic o tobie nie wiem. 
- Ale co masz na myśli?- Zmarszczył czoło. 
- Wtedy w markecie, kiedy to no wiesz... rozpoznałeś mnie. Byłeś taki inny. Zupełnie jak nie ty ze szkoły czy z imprezy. To było, aż przerażające, w jaki sposób byłeś miły dla swojej nowej dziewczyny...
- Zaraz, zaraz... Nowej dziewczyny? Nie mam dziewczyny.
- To najwyraźniej już twoja była.- Spuściłam wzrok, speszył mnie. 
- Ach, mówisz o Gemmie.- Zaśmiał się.
- Co w tym zabawnego?- Spojrzałam na niego oburzona. 
- Gemma to moja siostra.- Sprostował.
- Och... Przepraszam, że...
- Nic się nie stało, to nie ty powinnaś tu przepraszać. - Puścił mi oczko.
- Faktycznie. 
- A i wiesz, wszystkiego najlepszego!
Zaśmiałam się, to było słodkie z jego strony. 
- Dziękuję, ale mam nadzieję, że nie masz dla mnie jakieś niespodzianki, na dzisiaj mam już ich dosyć. 
- Dałem ci już swój prezent.- Jak to? Nic od niego nie dostałam.
- Nie przypominam sobie.
Pomyśl trochę. A co jeśli... Nie, nie, nie. To nie może być on. Ale ... Tamten chłopak był ubrany cały na czarno, w skórzaną kurtkę. Spojrzałam szybko na Harry'ego. Zauważył, że mierzę go wzrokiem. 
- Ty...
- Tak, to ode mnie ta paczka.- Uśmiechnął się i pokazały się jego dołeczki w policzkach. O mój Boże. 
Ten wieczór jest naprawdę zaskakujący, ciekawe co jeszcze się wydarzy.

Mamy rozdział 6. Rozdziały będą teraz krótsze bym mogła wstawiać je częściej.
Proszę was, jeśli czytacie to komentujcie. Mam wrażenie, że piszę tylko sama dla siebie. A chcę się tym z wami dzielić, nie ułatwiacie mi tego.
Chyba, że coś Wam się w moim blogu nie podoba. To powiedźcie co i to zmienię.

@Madzia0Rh

niedziela, 8 grudnia 2013

5.

Notka od autorki: Tak więc, wróciłam! Mam nadzieję, że ktoś się z tego ucieszy. Zapraszam do czytania rozdziału 5. Jest on krótszy od pozostałych, ale cieszę się, że go napisałam. Liczę na jakiś komentarz, strasznie brakuje mi wsparcia z wszej strony ;cc
@Madzia0Rh xx



-Wszystkiego najlepszego kochanie!
Z wrażenia szybko podniosłam się na łóżku i przetarłam oczy.
-Louis, ty psychopato!- Zaśmiał się, a ja razem z nim.
Szybko wstałam z łóżka i podbiegłam do niego, wtulając się w jego bluzę. Na moje szczęście, siniaki już pomału schodziły, a moje samopoczucie i ból fizyczny był znacznie lepszy niż tydzień temu.
-Moja Chloe kończy już dzisiaj 18 lat. Jak to leci.- Wyciągnął chusteczkę z kieszeni spodni i wydmuchał w nią nos.
-Nie udawaj, że płaczesz, bo i tak ci to nie wychodzi.- Klepnęłam go w ramię.- Ale patrz z mojej perspektywy, jestem starsza od ciebie, młody.- Pokazałam mu język.
- Poczekaj jeszcze trzy miesiące, będziemy rówieśnikami.
- No nie wiem. Teraz choć ze mną.- Pociągnęłam go za sznurek od bluzy za sobą w stronę łóżka.
Położył się na nim.
-Chcę sobie dzisiaj tak z tobą poleżeć i pogadać. To moje dzisiejsze życzenie.- Przekręciłam się na bok i spojrzałam na jego profil.
-Nie ma sprawy, to taka zachcianka, że prawie żadna.- Wzruszył ramionami.
- Louis,-Złapałam go za rękę, spojrzał mi w oczy.- jakie niespodziani znowu przygotowałeś.
- Hmm... nie wiem, czy mogę ci to zdradzić, impreza odbędzie się w jakimś klubie. Mniejsza w jakim, Liam i Dan wybierali. I um, przyjeżdża dzisiaj moja mam i dziewczynki.
- Jeju jak fajnie!- Rzuciłam się na niego i usiadłam na nim okrakiem.
-Co ty robisz?- Zaśmiał się
- Siedzę na tobie, nie widzisz?- Podniosłam jedną brew.
- Nie rób tak.- Przejechał mi kciukiem po czole.- Teraz wyglądasz pięknie.
Przytrzymałam jego dłoń na mojej twarzy. I spojrzałam mu nieśmiało w oczy.
Nie wiem jak, ale schyliłam się i pocałowałam go w usta.
- Dziękuję. Louis.- Wyszeptałam tuż, przy jego wargach.
- Nie ma za co, ale...- Nie skończył, bo ponownie zatopiłam się w jego usta i przekręcił mnie tak że teraz to on leżał nade mną.
Chwyciłam go za szyję i przyciągnęłam go jeszcze bliżej siebie. Nie opierał się. Zaczął bawić się dołem mojej koszulki. Westchnęłam i oplotłam go nogami w pasie.
- Louis...
- Chloe...
Wyszeptaliśmy w tym samy czasie.
- Znowu to robimy...- Oderwałam się od niego na moment.
- Co masz na myśli?- Spytał się zdziwiony i poprawił kosmyk włosów spadający mi na twarz.
- No to.- Zakręciłam palcem kółko w powietrzu. chwycił mnie za dłoń i ucałował ją.
- To przecież nic takiego, jesteś moją przyjaciółką.
- Ale czy przyjaciele robią coś takiego.
Zmarszczył brwi w niezadowoleniu.
- I poza tym, masz dziewczynę, którą właśnie zdradziłeś.
Zamarł, chyba własnie zrozumiał, co do niego mówiłam. Prawdą było, że jest zajęty, chodzi z Eleanor już prawie od tygodnia, można to już nazwać związkiem.
A co ze mnie za przyjaciółka? Całuje się z przyjacielem, jednocześnie z chłopakiem mojej przyjaciółki. To niedorzeczne. Jestem straszna. Poprawiłam piżamę na sobie i wstałam z łóżka podchodząc do komody. Lou nada siedział zamyślony, wpatrując się w swoje palce.
Rzuciłam jeszcze ostatnie spojrzenie na niego. Wyglądał okropnie. Spieprzyłaś sprawę, Johnson. Możesz iść do diabła. Trzasnęłam drzwiami od łazienki i przysiadłam na wanie.Uderzyłam dłonią w ścianę. Znowu to samo, a dopiero co zapomniałam o sprawie z przed 6 miesięcy, wtedy było podobnie. Tak, kurwa spieprzyłaś.

Po pewnym czasie...

Louis praktycznie wcale nie odzywał się do mnie przez cały poranek. To straszne, zraniłam swojego najbliższego przyjaciela. Teraz będę się bała w ogóle do niego podejść, a co dopiero przytulić. Pomyśli sobie, że znowu chcę go wykorzystać, to uczucie jest nie do opisania.
Moje rozmyślania przerwał dzwonek do drzwi.
-Otworzę.- Lou rzucił to do mnie z obojętnością i poszedł otworzyć.
-Synku!- Usłyszałam wesoły głos pani Tomlinson. A po chwili tuptanie małych stópek, które biegły w moja stronę. O Matko!
- Inwazja!- Krzyknęłam i złapałam trzy dziewczynki lecące w moją stronę. Lottie szła powoli w moim kierunku.
-Fajnie cię znowu widzieć Chloe.- Uśmiecha się i podchodzi do mnie, by mnie przytulić.
-Też za wami tęskniłam.- Ostatni raz ściskam je wszystkie razem.
-Wszystkie najlepszego, Chloe!- Radośnie wyśpiewuje mama Louisa.
- Dziękuję.- Przytulam ją.
-Wiesz postanowiłyśmy, że kupimy ci coś, czego zawsze pragnęłaś...- Tajemniczo się do mnie uśmiecha.
- Co to?- Spoglądam na nią entuzjastycznie, z szklistymi oczami. Tak jak małe dziecko, które widzi ogromnego lizaka.
- Kupiłyśmy ci bilet na najbliższy koncert Ed'a Sheerana. W zasadzie to dwa...- Że co?! Nie wierzę.
-Jeju! Niemożliwe! To najlepszy prezent jaki kiedykolwiek mogłam dostać!- Krzyczę z radości i jeszcze raz mocno się do niej przytulam.- Dziękuję, dziękuję.
- Dobra dziecko starczy.- Śmieje się.
Puszczam ją i spoglądam na wszystkich po kolei, nie pomijając Lou, który patrzy na mnie smutny wzrokiem. A co mi tam, przełamię się. Podchodzę do niego tak szybko jak tylko mogę i zamykam go w żelaznym uścisku. Od razu odwzajemnia ten uścisk.
-Tak bardzo cię przepraszam.- Jego smutne spojrzenie złamało mi serce. Z nadmiaru dzisiejszych emocji, rozpłakałam się na jego ramieniu mocząc mu koszulę.
- Chloe...
- Przepraszam, nie chciałam... Przepraszam.- Pociągam nosem, a Lou podciąga mój podbródek w górę, bym mogła spojrzeć mu w oczy.
- To nic, nie przepraszaj.- Otarł mi łzę spływająca po moim policzku. Zauważyłam, że jego rodzinka zniknęła z pola widzenia.
-Dobra, koniec tych smutasów, dzisiaj moje urodziny trzeba się ogarnąć. Tak w ogóle która już godzina?
- Umm... jest 14.30.
-Co jakim cudem?- Jestem zszokowana. Od kiedy tak długo śpię? To dziwne.
- Pozwoliłem ci dzisiaj dłużej pospać.- Mrugnął do mnie okiem.
-O której zaczyna się impreza?
-Powinnaś być tam o 17, tak myślę.
- Czemu tak wcześnie?- Patrze na niego poirytowana.
-Liam stwierdził, że lepiej zacząć wcześniej, posiedzimy dłużej. Oczywiście, jeśli się nie spijesz do nieprzytomności, nie zaczniesz robić sprośnych rzeczy i nie zarzygasz całej klubowej łazienki.
-Ja? Coś ty. Chyba sobie żartujesz.- Macham na niego ręką i prycham pod nosem.
-A pamiętasz...
-Zamknij się Tomlinson!- Przerywam mu i uderzam go w ramię, śmiejąc się.
- No dobra jak tam chcesz.-Chcę już odejść do swojego pokoju.- A i jeszcze, Niall przyjdzie do ciebie za jakąś godzinę, albo więcej. I um... pójdziesz z nim na imprezę, ja wychodzę za 30 minut, więc zobaczymy się później.
- No cóż, ok. To idę się ubrać i takie tam.- Uśmiecham się i wchodzę do pokoju, gdzie zastaję dziewczynki.
-Przyszłaś w końcu. -Uśmiecha się Daisy.
- Lottie mówiła, że powinniśmy poryć w twojej szafie. W sensie, że pomóc ci znaleźć coś do założenia na twoje urodziny.- Pheobe uśmiecha się, ukazując rząd bielutkich zębów.
- Och, naprawdę?- Patrzę w stronę Charlotte i uśmiecham się cwaniacko.
- Tak! Już mamy dla ciebie coś odpowiedniego.- Szybko wstaje z dywanu i wręcza mi 3 wieszaki z sukienkami. Przeglądam je pomału zastanawiając się czy będą odpowiednie. Wyrzucam tą fioletowo-czarną.
- Ta nie. Wydaje się być nuda.- Krzywię się.- W sensie, że zbyt elegancka.
Zastanawiam się nad dwiema.
- Hmm... Ta powinna być w porządku, jest seks... fajna.- Uśmiecham się i słyszę parsknięcie Lottie obok mnie.
Zdecydowałam się, na niebieską sukienkę z ramiączkami.
- Ale Chloe jest zbyt krótka, nie będziesz wyglądać... - Fizzy rozgląda się po pokoju i szepce, choć i tak każdy ją słyszy. - ... zdzirowato?
Jestem zszokowana doborem jej słów, to takie dziwne. Kto nauczył takich słów. Lottie... Pani Tomlinson na pewno nie.
- Umm... cóż... ugh... Myślę, że nie. A mówiąc między nami. Trzeba zrobić jakieś fajne wrażenie w tym mieście. - Śmieję się, a dziewczynki wraz ze mną.- Dobra spadać mi stąd jak na razie. -Wyganiam je za drzwi.
Postanawiam, że zrobię ze sobą wszystko, by wyglądać w porządku i zmienić swoją reputację między uczniami, z ckliwej nieudacznicy, na świetną laskę. Bynajmniej mam taką nadzieję.
Cóż, ale najpierw wezmę prysznic i ogolę nogi. Wzdycham i podążam do łazienki.

Półtorej godziny później...
Kiedy wychodzę z łazienki, doznaje szoku. Staję z drzwiach, owinięta tylko ręcznikiem z mokrymi włosami na ramionach.
-O.. um..- Przygryzam wargę nie wiedząc co powiedzieć.
- Cóż... nie spodziewałem cię w takim stanie.-Niall, powstrzymuje się od śmiechu, siedząc na moim łóżku.
- A ja nie wiedziałam, że zastaniesz mnie w takim stanie, kiedy to jakby nigdy nic siedzisz sobie u mnie w pokoju i, cóż, gapisz się na mnie!.- Parskam, lecz nie mogę być na niego zła, kiedy wybucha głośnym śmiechem, a jego całe ciało drży pod tym wpływem. Jego śmiech przechodzi w rechot.
-Myślę, że ten wieczór będzie zaskakujący.- Po 5 minutach opanowuje się do takiego stanu, że może się normalnie wysławiać.
- Tak w ogóle, która to już godzina?
- Siedzę tu już od 16, już ponad godzinę,więc...- Spogląda na zegarek na swojej ręce.-... jest już 17.25.
- Co?!- Jestem zażenowana. Jak mogłam tak długo siedzieć w łazience?! To okropne.
Biegiem rzucam się w stronę łóżka i niechcący uderzam w nogi Niall'a i prawie bym się przewróciła, gdyby mnie nie przytrzymał.
-Hej, Choe. Pomału, zdążysz.- Uśmiecha się do mnie.- Mógłbym ci jakoś pomóc?
-Myślę, że tak. Poszukaj w mojej szafie, na dole takich błękitnych...-Spogląda na mnie z ukosa.-... ok. Jasno niebieskich butów na koturnie.
- Chyba dam radę.- Drapie się po karku.
- Ok, to ja się ubiorę i zaraz wracam, ok?
Poniekąd tak robię, kiedy moja sukienka leży już na moim ciele, przypominam sobie, że muszę wysuszyć włosy. Zajmuje mi to z 10 minut. Ugh i jeszcze ten pierdolony makijaż! Mam nadzieję, że ten klub jest dość blisko, bo inaczej się zabiję.
Po 15 minutach wychodzę już prawie gotowa.
-Wow! Wyglądasz... Wow!- Zakrywam usta dłonią i chichocze na brak dezorientacji w jego głosie.
Gdy mam na sobie już buty, chwytam torebkę i wkładam do niej swój telefon. Wychodzimy do przedpokoju, by Niall mógł zabrać wszystkie swoje rzeczy. Zapomniałam spojrzeć na jego ubiór.
Ma na sobie białe Nike'i, czarne spodnie z lekko niskim stanem, zwykłą białą koszulkę polo i czarną skórzaną kurtkę. I, cóż jego idealnie ułożone blond włosy dokańczają całą stylizację. Wygląda naprawdę pociągająco... znaczy znakomicie. Uśmiecham się sama do siebie, kiedy słyszę dzwonek do drzwi. Ciekawe kto to. Pomału podchodzę  i je otwieram. Zauważam na wycieraczce dużą paczkę, w zasadzie karton. Ciekawe co to. Rozglądam się za kimś, kto mógłby ją tu zostawić. Zauważam tylko fragment sylwetki... chłopaka ubranego na czarno, który szybko wchodzi do windy. Nie zostało mi nic innego, jak sprawdzić co to. Mam nadzieję, że to nie bomba, ani cokolwiek innego. Zauważam karteczkę przyczepioną do wierchu pudła. Bez zastanowienia otwieram ją i czytam dość nieczytelny charakter pisma, widać, że był pisany szybko.

Więc dziś są twoje urodziny, postanowiłem ci coś podarować. Słyszełem kiedyś, że chciałys mieć kota. Znalazlem go wczoraj koło domu mojej mamy. Pomyśłaem, że moge ci go poarować. Dobra, co na pierdolę...

Część tego listu została skreślona, jednak nadal była czytelna.

Masz po prostu ten cholerny karton i zrób z jego zawartością o co chcesz. Nie obchodzi mnie to. 
                                                                                 ...
P.S. Umm... I przepraszam, za wszystko.

Ostatnie słowa, są dość nieczytelne, tak jakby nadawca tak naprawdę ich nie chciał. Nie rozumiem całego tego przedstawienia. O co tu do diabła chodzi?!
- Co to?- Pyta zaciekawiony Niall i wyrywa mi liścik, czyta go i wydaje się być zaskoczony i w błysku jego oka zauważam coś co odbieram jako oznakę, że wie kto to mógł być.
- To dziwne...- Otwieram zawartość kartonu, a w środku znajduje się kłębek futerka. Zaraz, ten ktoś wspomniał o kocie. Mała kulka, przeciąga się i pręży pazurki. Czarny grzbiet, a jego łapki i fragment pod bródka jest biały. Wygląda uroczo. Nazwę go... um Strenger. Uśmiecham się i spoglądam na Niall'a. Kolejny raz w tym dniu drapie się po karku.
- Tak to dziwne... - Wyciąga telefon i wychodzi na korytarz. Rzucając tylko, żebym zamknęła mieszkanie i zeszła na dół, a sam przystawia słuchawkę do ucha i idzie do windy.
Jego zachowanie jest bynajmniej zastanawiające. Przypuszczam, właściwie jestem przekonana, że wie kto zostawił tą paczkę i ten list. I zrobię wszystko, by się o tym dowiedzieć.


Pytania do rozdziału: Jak myślicie...
Czy Chloe poczuje coś więcej do Niall'a?
Czy zakocha się z jego uroku osobistym?
Kim był nieznajomy, który podrzucił jej ten oryginalny prezent?
Czy zrobi wszystko, by dowiedzieć się kto to?
Czy może, niecnie wykorzysta do tego Niall'a?
Jak myślicie co się wydarzy? 

Odpowiedzi podawajcie w komentarzach lub na moim ask'u(jak i także ask'a, tego opowiadania): @Madzia0Rh